Umieszczony przez 09:44 Duchowość monastyczna

Jak dobrze się spowiadać? Przewodnik duchowy po sakramencie pokuty

Gdy robicie rachunek sumienia to pamiętajcie o pewnych rzeczach, mianowicie, to nie jest inwentarz, to nie jest remanent…

Najpierw, niech spowiedź będzie bardzo przed Bogiem. Niech niknie pośrednik. Ale uświadomić sobie trzeba, że idziesz do Boga, do Chrystusa. I niech ta spowiedź, każda spowiedź, nie będzie tylko jakimś przypomnieniem kilku win, ale niech ona będzie zawsze na tle całościowego, totalnego nawrócenia się do Boga. Do Boga żywego. Do Boga, który ciebie kocha. Który ciebie zbawił. Każda spowiedź. Nawet jeżeli niewiele masz do powiedzenia.

Pamiętać trzeba, że grzech jest sprawą naszego osobistego stosunku do Boga. Nie jest grzech tylko czymś obiektywnym, co można w pewnych ogólnych kategoriach ustawić. Grzech jednego człowieka i drugiego człowieka, choćby się wydawał identyczny, nie jest identyczny, bo on się mierzy stosunkiem do Boga, który jest osobisty. I trzeba grzech również osobiście przeżyć, jako mój stosunek do Boga. Do Boga, który zaangażował się osobiście w moje życie.

Gdy się idzie do spowiedzi, to trzeba całkowicie zawierzyć Bożemu przebaczeniu i całkowitości tego przebaczenia. Że Bóg jest większy niż nasz grzech, jak mówi prorok Micheasz: Wrzuci w głębokości morskie wszystkie nasze grzechy. A więc uświadomić sobie, że idziemy do Kogoś, kto nam całkowicie, bezwzględnie wszystko chce przebaczyć. Że możemy mieć zupełnie nowy start życiowy. Że nie wleczemy za sobą całego balastu naszej przeszłości. Nie wracajmy ciągle do tego, co było – trzeba iść naprzód.

Ale równocześnie pamiętać: idziemy do Boga po przebaczenie. To przede wszystkim po to idziemy do konfesjonału. Mniej ważne są sprawy jakichś wyjaśnień, pytań, ale tu jest sam sakrament. A Pan Bóg jednej rzeczy od ciebie żąda: ty przebacz. Przebacz tak samo całkowicie, bezwzględnie, bez reszty, bez wypominania kiedykolwiek. Bo jeżeli Bóg twoje grzechy przebaczy, to już do nich nigdy nie wróci, nigdy ich sobie nie przypomni, ale i ty musisz tak samo. Bo cóż to za przebaczenie między ludźmi, jeżeli przy drugiej okazji, kiedy ktoś nas obrazi, przypominamy mu, że i wtedy też tak samo było. Gdzież twoje przebaczenie? Musisz tu naśladować Boga.

To, co nas hamuje w naszym nawróceniu do Boga to przekonanie, że poznaliśmy nasze możliwości, z doświadczenia, nasze słabe możliwości. Otóż to jest nieprawda. Ty nie znasz twoich możliwości. Nie znasz możliwości łaski, które są ogromne. Często ludzie starsi odbierają tym odwagę młodszym mówiąc, że są doświadczeni i wiedzą, znają: Co ty tam będziesz podskakiwał, ale my wiemy! Można czasem tym ludziom doświadczonym powiedzieć, że wiele rzeczy doświadczyli, ale jednego, czego powinni byli doświadczyć, nie doświadczyli w życiu, a życie jest im dane na to, żeby doświadczyli mocy Bożej. I tego człowiek powinien doświadczyć w życiu, jeżeli chce być doświadczonym. A inaczej, niech nie mówi, niech nie ogranicza możliwości innych ludzi na podstawie swoich doświadczeń, bo nie doświadczył tego, czego powinien był doświadczyć.

Pamiętajcie, że spowiedź to jest kontakt mocy. Jak ta niewiasta z Ewangelii, która chciała choćby rąbka szaty Jezusa dotknąć i ona wiedziała, że jak dotknie, to będzie zbawiona. Ta choroba, która przez dwanaście lat ją męczyła, nie znalazła żadnych środków, ale ona wiedziała, że jak dotknie Jezusa będzie zbawiona, że jak dotknie, to będzie rozwiązany cały jej problem życiowy. I Chrystus poczuł to dotknięcie, i mówi do uczniów: Ktoś mnie dotknął! A uczniowie mówią: Mistrzu, wszyscy Cię tu uciskają, a Ty mówisz: Ktoś mnie dotknął! A Chrystus mówi: Wiem, że ktoś mnie dotknął, bo moc ze mnie wyszła. A więc dotknięcie wiary jest tą zdolnością człowieka cudowną dotknięcia Boga samego.

Idziesz do spowiedzi, aby dotknąć Boga. Ażeby ten kontakt mocy Bożej ciebie wyleczył. Idziesz, aby się obmyć we krwi. Idziesz, aby się spotkać z Odkupicielem twoim i doznać odkupienia. My nieraz myślimy, że nasze trudności wewnętrzne na drodze jakichś rozwiązań mają być uleczone, ale przede wszystkim na drodze odkupienia, ratunku, który od Boga przychodzi.

Idziesz do konfesjonału – tam będzie kapłan. Poddając się kapłanowi robisz akt wiary w tajemnicę Wcielenia. Tajemnicę Wcielenia, którą my katolicy, przyjmujemy aż do ostatniej konsekwencji. Protestantyzm boi się człowieka, nie przyjmuje ani wiary od hierarchii, ani rozgrzeszenia od kapłana, bo nie idzie tak daleko w afirmacji tajemnicy Wcielenia. My wierzymy aż do końca, aż do ostatecznej konsekwencji, aż do tego, że Chrystus się przedłuża w ludziach, w Kościele. I tu robisz akt wiary wobec tej wielkiej tajemnicy. Dlatego klękasz, dlatego wyznajesz, dlatego przyjmujesz rozgrzeszenie.

Pamiętaj, że jest jedna rzecz w grzechu bardzo niebezpieczna, że grzech skłania człowieka do odejścia od Boga. Kiedy Adam zgrzeszył, nie było to jeszcze to najgorsze, ale gorsze było, że uciekł i schował się w zaroślach Raju przed obliczem Bożym. I jak św. Ambroży mówi, Bóg uratował go tym, że go wywołał: Adamie, gdzie jesteś? Wywołał go. Otóż w człowieku grzech powoduje jakiś skurcz wewnętrzny, jakąś trudność. I Chrystus na krzyżu chciał, ażeby Jego serce było przebite i żeby wylało z siebie krew i wodę, żebyśmy rozumieli Serce Boże, że to ostrze, które reprezentuje nasz grzech, według liturgii Serca Jezusowego, że to ostrze nie powoduje jakiegoś zamknięcia się Bożego Serca, ale że Serce Boże ukłute, ugodzone, otwiera się i wylewa z siebie zdrój leczący człowieka. Że Bóg jest taki. Bóg chciał nam objawić przez to, że jest taki, że na grzesznika się otwiera. Że nie chce skurczu lęku w duszy człowieka, który zgrzeszył.

Gdy robicie rachunek sumienia to pamiętajcie o pewnych rzeczach, mianowicie, to nie jest inwentarz, to nie jest remanent, gdzie wszystko trzeba zinwentaryzować, a więc rachunek sumienia zasadniczo powinien być wybiórczy. Oczywiście, grzechy ciężkie, gdybyśmy je mieli na naszym sumieniu, winniśmy je wyznać. Ale musimy w sposobie robienia rachunku sumienia respektować samą strukturę życia duchowego. A więc życie duchowe to jest życie z Bogiem i Bóg działa przez swoją łaskę. I łaska w duszy działa jak fala, która uderza o pewne przeszkody, które w duszy są i uderzając w te przeszkody, oświetla te przeszkody, wskazuje je. Ten opór, który my stawiamy łasce, jednocześnie uświadamia nam te punkty, w których łaska Boża w nas natrafia na opór. I w te punkty należy uderzyć, te opory należy usunąć, aby łaska Boża mogła iść dalej. I wtedy nasz rachunek sumienia stanowi część organiczną z całą naszą pracą wewnętrzną współpracy z Bogiem. My wtedy widzimy żądania Boże i żądania Boże uświadomione są tym najlepszym wynikiem rachunku sumienia. Bo wtedy natychmiast ten rachunek sumienia ustawia cię w osobistym stosunku do Boga i do Jego Woli. I spowiedź twoja jest wtedy aktem tego osobistego stosunku do Boga. I to ci ukaże punkty kluczowe, że nie będziesz się gubić w różnych grzechach, owszem, których popełniłeś bardzo dużo, ale w tym momencie ty nie możesz swojego wysiłku moralnego rozpraszać na takie mnóstwo rzeczy, bo nic z tego nie będzie. Musisz się skoncentrować. Musisz dostrzec w tobie strukturę twojego własnego życia duchowego i działania łaski.

Oczywiście, są pewne punkty zasadnicze, które możemy przejrzeć: stosunek do Boga, do bliźniego, do obowiązku. Z tym, że my obowiązki musimy rozumieć całościowo. Często się słyszy taką formułę, która jest dwuznaczna: uświęcanie się przez obowiązki. Mówi się, że nie trzeba tak dużo do kościoła chodzić, dużo się modlić, ale uświęcać się przez obowiązki w dobrej intencji spełniane. Czy to jest słuszne czy niesłuszne? I tak, i nie. Bo jeżeli pojmujesz obowiązki tylko jako obowiązki zawodowe czy stanowe, a nie rozumiesz, że twoim obowiązkiem jest również mieć czas na uwielbienie Boga, na poznanie Boga, na pogłębienie twojej wiary, na zastanowienie się nad twoim życiem duchowym i nad twoją walką wewnętrzną, którą musisz prowadzić, jeżeli tak zacieśniasz pojęcie obowiązku, to na pewno przez takie pojęcie obowiązku się nie uświęcisz. Musisz pojąć obowiązki całościowo, całkowicie, wszystko, co należy do ciebie jako do chrześcijanina i jako człowieka w takim stanie i w takim zawodzie się znajdującego.

Nie należy w rachunku sumienia zanadto analizować swoich różnych upadków. Pamiętaj, że chrześcijaństwo jest tak zbudowane, że światło jest w marszu. Trzeba iść. Nie zatrzymywać się, analizować bez końca. Trzeba iść. Teraz może nie jesteś w stanie wszystkich twoich win należycie zrozumieć. Naprzód. Potem będziesz rozumiał lepiej. Trzeba iść. Jest dynamika w życiu chrześcijańskim. I to słowo – Naprzód! Naprzód! – jest bardzo ważne, żeby człowiek nie grzązł gdzieś.

Święty Paweł sam mówi, że jego życie jest biegiem do mety. Jeżeli człowiek chce wiedzieć, co dalej, za zakrętem się znajduje, to musi do tego zakrętu dojść, a nie stać w miejscu i zastanawiać się. Musisz dojść i zobaczyć, co dalej. Jeżeli chcesz zobaczyć dalszy widok, to nie wystarcza ci wytężać wzrok, wejdź wyżej na górę, stamtąd widać. Czyn musi być. Czyn jest generatorem światła coraz większego. Jest ta wymiana światła i działania w życiu chrześcijańskim. Życie chrześcijańskie jest pełne jakiejś wewnętrznej dynamiki i problemy ludzkie, bardzo skomplikowane, rozwiązują się również poprzez marsz naprzód.

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy na wielkiej węzłowej stacji pociągów. Jest tych torów dwadzieścia, one się uproszczą, jeżeli pociąg będzie szedł. Potem się zrobi dziesięć, pięć, trzy, dwa. I to się wszystko uprości, dlatego, że pociąg idzie. Więc trzeba iść.

W rachunku sumienia oczywiście musimy uwzględniać sumienie, formować swoje sumienie. Dzisiaj są pewne kierunki niebezpieczne, które tak bardzo podkreślają sumienie człowieka, że wydaje się, że jest ono normą autonomiczną człowieka. Normą nienormowaną. Oczywiście jest prawdą, że sumienie jest bezpośrednią normą twojego postępowania, jeżeli więc masz sumienie błędne, coś błędnie osądzasz, ale działasz według tego sumienia, to nie grzeszysz. Czynisz dobrze. Ale nie jest dobrze mieć sumienie błędnie człowieka kierujące, więc sumienie też ma normy. Normy, które są w Objawieniu Bożym i nauce przekazywanej przez Kościół. A więc nie formować sumienia według poglądów świata. Na przykład, dzisiaj dziwne są poglądy na miłość i na to, co wolno, a czego nie wolno w miłości. Tu musimy prostować nasze sumienie według nauki Kościoła i musimy mieć to pragnienie poddania się woli Bożej. Bo jeżeli człowiek, na przykład, przychodzi do kapłana i mówi, że chciałby się starać o unieważnienie swojego małżeństwa. Kapłan bada sytuację, widzi, że sprawa trudna, nie ma dosyć argumentów po temu. I wtedy ten chrześcijanin mówi, że chce mieć ślub kościelny, bo chce z kimś innym się ożenić i chce się poddać prawu Bożemu, ale jeżeli nie znajdzie się sposób na unieważnienie jego małżeństwa, to on i tak się ożeni z tamtą osobą tak, jak zaplanował. To jest śmieszne podejście. Bo jak to? To ty, znaczy, chcesz Boga słuchać wtedy, kiedy Bóg ciebie będzie słuchał? Kiedy wola Boża będzie taka jak twoja?

Więc trzeba, żeby człowiek był gotów słuchać woli Bożej nawet wtedy, kiedy mu jest bardzo trudno. Bo pomiędzy człowiekiem, którego można przekupić tysiącem złotych, a człowiekiem, którego można przekupić stu tysiącami złotych, nie ma wielkiej różnicy – obydwaj są nieuczciwi. Więc jeżeli ktoś odstępuje od woli Bożej dla powodów mniejszych, czy dla powodów większych, to i tak odstępuje. Więc tu chodzi o wyrobienie sumienia mocnego i jasnego według nauki Kościoła.

Idąc do spowiedzi pamiętajmy o tej przypowieści ewangelicznej o synu marnotrawnym, bo ta przypowieść jest jakby Ewangelią w łonie Ewangelii. To jest wielkie objawienie Bożego serca. Radzę wam bardzo przeczytać ją przed spowiedzią. Ten syn marnotrawny decyduje się, decyduje się pomimo tylu błędów, które popełnił, wrócić do Ojca. I tak samo my: po tylu błędach decydujemy się: wstanę i pójdę do Ojca. I on mówi: Wstanę i pójdę i powiem: Ojcze, nie jestem godzien zwać się twoim synem. Uczyń mnie jako jednego z najemników twoich. Ale kiedy się zbliża, Ojciec już czeka na niego, z oddali wybiega mu na spotkanie, nie pozwala mu skończyć tego oskarżenia, rzuca się na szyję, całuje go i sprawia wielką uroczystość świąteczną, że syna swego odzyskał. Takie jest Serce Boże. Do takiego Boga my idziemy. Musimy sobie to wciąż uświadamiać. Bo nie ma winy dotkliwszej dla Boga jak nieufność, która niedocenia Jego Serca.


Fragment publikacji W głąb misterium


Piotr Rostworowski OSB / EC – benedyktyn, pierwszy polski przeor odnowionego w 1939 roku klasztoru w Tyńcu. Więzień za czasów PRL-u. Kameduła – przeor eremów w Polsce, Włoszech i Kolumbii. W ostatnim okresie życia rekluz oddany całkowitej samotności przed Bogiem. Zmarł w 1999 roku i został pochowany w eremie kamedulskim we Frascati koło Rzymu. “Był zawsze bliski mojemu sercu” – napisał po Jego śmierci Ojciec Święty Jan Paweł II. Autor licznych publikacji z dziedziny duchowości i życia wewnętrznego.


Fot. Christoph Birkner / Archiwum Opactwa Benedyktynów w Tyńcu

(Visited 2 802 times, 15 visits today)


Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.

Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij