Umieszczony przez 12:45 Duchowość monastyczna

“Jak dusza w ciele” – o miejscu i roli oblatów w świecie / konferencja 1

Dzisiaj świeccy nieraz spotykają się z obelgami z powodu grzechów duchownych. Nie brak tych, którzy nie mogą pojąć: jak można wciąż być w Kościele? Jak można współtworzyć tę organizację, która tuszowała skandale i ułatwiała niektórym bogacenie się?

Jako przewodnie hasło tych rekolekcji wybrałem słowa zaczerpnięte z Listu do Diogneta, krótkiego dzieła apologetycznego z II wieku. Ten list nieznanego autorstwa, napisany prawdopodobnie w Aleksandrii, jest znany po części tym z nas, którzy regularnie odmawiają brewiarz.

Może to nadmiar ambicji z mojej strony — twierdzić, że w czasie tych rekolekcji dookreślę, jakie jest miejsce i rola oblatów w świecie. Jestem pewien jednak, że po tych rekolekcjach zostanie wciąż bardzo dużo do powiedzenia na ten temat. Nie twierdzę, że uda mi się w tym czasie rozstrzygnąć jakieś kluczowe kwestie. Uważam jednak, że warto porwać się na komentarz do Listu i odnieść to do tego, kim jest każdy z Was, czyli do chrześcijan rozproszonych po świecie.

Spójrzmy na nasz list, wybiorę kluczowe fragmenty:

Chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem. Nie mają bowiem własnych miast, nie posługują się jakimś niezwykłym dialektem, ich sposób życia nie odznacza się niczym szczególnym. […] Mieszkają w miastach greckich i barbarzyńskich, jak komu wypadło, stosują się do miejscowych zwyczajów w ubraniu, jedzeniu, sposobie życia, a przecież samym swoim postępowaniem uzewnętrzniają owe przedziwne i wręcz nie do uwierzenia prawa, jakimi się rządzą. Mieszkają każdy we własnej ojczyźnie, lecz niby obcy przybysze. Podejmują wszystkie obowiązki jak obywatele i znoszą wszystkie ciężary jak cudzoziemcy. Każda ziemia obca jest im ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą. Żenią się jak wszyscy i mają dzieci, lecz nie porzucają nowo narodzonych. Wszyscy dzielą jeden stół, lecz nie jedno łoże. Są w ciele, lecz żyją nie według ciała. Przebywają na ziemi, lecz są obywatelami nieba. Słuchają ustalonych praw, a własnym życiem zwyciężają prawa. Kochają wszystkich ludzi, a wszyscy ich prześladują. […] Pogardzają nimi, a oni w pogardzie tej znajdują chwałę. Spotwarzają ich, a są usprawiedliwieni. Ubliżają im, a oni błogosławią. Obrażają ich, a oni okazują wszystkim szacunek. Czynią dobrze, a karani są jak zbrodniarze. […] ci, którzy ich nienawidzą, nie umieją powiedzieć, jaka jest przyczyna tej nienawiści. Jednym słowem: czym jest dusza w ciele, tym są w świecie chrześcijanie. Duszę znajdujemy we wszystkich członkach ciała, a chrześcijan w miastach świata. Dusza mieszka w ciele, a jednak nie jest z ciała; i chrześcijanie w świecie mieszkają, a jednak nie są ze świata. Niewidzialna dusza zamknięta jest w widzialnym ciele i o chrześcijanach wiadomo, że są na świecie, lecz kult, jaki oddają Bogu, pozostaje niewidzialny. Ciało nienawidzi duszy i chociaż go w niczym nie skrzywdziła, przecież z nią walczy, ponieważ przeszkadza mu w korzystaniu z rozkoszy. Świat też nienawidzi chrześcijan, chociaż go w niczym nie skrzywdzili, ponieważ są przeciwni jego rozkoszom. Dusza kocha to ciało, które jej nienawidzi, i jego członki. I chrześcijanie kochają tych, co ich nienawidzą. Dusza zamknięta jest w ciele, ale to ona właśnie stanowi o jedności ciała. I chrześcijanie zamknięci są w świecie jak w więzieniu, ale to oni właśnie stanowią o jedności świata.

Z takimi tekstami zawsze trzeba trochę uważać: skoro powstały prawie dwa tysiące lat temu, nie wszystko od razu jest dla nas zrozumiałe, choć takie możemy mieć z początku wrażenie. Myślę, że wielu z nas kusi, by ten tekst czytać właściwie dosłownie i odnosić go do naszej dzisiejszej sytuacji. Tak nigdy nie można robić. Istnieją ważne różnice. O nich jednak powiemy sobie pod koniec. Teraz przyjrzyjmy się temu, co rzeczywiście łączy nas z chrześcijanami tamtej epoki.

Po pierwsze, ten tekst — jeżeli mamy go jakoś odnosić do teraźniejszości — o wiele bardziej dotyczy Was, oblatów, niż nas, mnichów. My jak najbardziej wyróżniamy się strojem i miejscem zamieszkania: chodzimy w habitach i mieszkamy w tysiącletnim klasztorze na skale. Wszyscy wiedzą, że przyjeżdżając do Tyńca, zastaną tutaj pewne obyczaje: modlitwy o określonych porach, ciszę, konkretne pojęcia, takie jak „kukulla” czy „refektarz”. Tak, mnisi w klasztorze wręcz mówią osobnym językiem, mają wiele swoich własnych pojęć. Ale z Wami jest trochę inaczej: każdy z Was żyje głęboko zanurzony w tak zwany „świat”, czyli w rzeczywistość poza klasztorem (tak sobie zdefiniujmy ów „świat” roboczo). Rzeczywiście nie różnicie się strojem czy językiem od innych ludzi. Rzeczywiście macie podobne obyczaje: chodzicie do tych samych marketów, do tych samych fryzjerów, do tych samych lekarzy, co inni, którzy niekoniecznie są chrześcijanami. Podejmujecie obowiązki obywatelskie, głosujecie w wyborach, każdy zgodnie ze swym sumieniem, i szanujecie prawo, zgodnie z nakazem świętego Pawła, który polecał Rzymianom posłuszeństwo władzy; podobnie Piotr w swoim pierwszym liście. Z tego wszystkiego rodzi się pierwsze ważne spostrzeżenie: życie oblackie ma bardzo wiele wspólnego z tym, jak żyli chrześcijanie pierwszych wieków.

Idźmy dalej: chrześcijanie, o których autor pisze do Diogneta, są jednak też nieco różni od swych pogańskich sąsiadów. Bo chociaż mieszkają w swoich ojczyznach, których prawo szanują, to jednak jako przybysze. Co to znaczy? Że we wszystkim, co robią, pamiętają, iż prawdziwą ojczyzną jest dla nich niebo, wieczne mieszkanie z Bogiem. Nie dzielą łoża z byle kim, nie zabijają nowonarodzonych — dosłownie „nie porzucają płodu”. To są rzeczy, których oni nie robią. Zobaczmy: minęło dwa tysiące niemal lat, a chrześcijanie wciąż wyróżniają się tymi samymi sprawami. Nie pozwalają na to, by poluzować pewne zasady moralne; to, co dziś nazywamy etyką seksualną, jak wtedy budziło zdziwienie, tak i dziś jest obiektem ogromnej krytyki. Świat napiera ze wszystkich stron: zmieńcie te zasady! Idźcie z duchem czasu! A przecież my zwyczajnie wiemy, że pewne sprawy nie podlegają zmianie, czy to dwa milenia temu, czy też dzisiaj.

Wtedy chrześcijanie znani byli z tego, że nie porzucają nigdy nowonarodzonych dzieci. W świecie starożytnym nieraz ponoć dochodziło do tego, że dzieci chore, słabowite lub z innych powodów niechciane (na przykład z nieprawego łoża) porzucano na pustkowiu, na śmierć. Czy tak do końca było, dziś nie wiemy, ale najwyraźniej wyznawcy Chrystusa zaczęli mocno stawać po stronie każdego życia, skoro autor Listu do tego nawiązuje. Znów, tak jak dzisiaj: bronimy nienarodzonych, bronimy tych, którym grozi eutanazja; rozumiemy, że nigdy, przenigdy nie wolno nam przekroczyć tej granicy: nie zabijaj. Strajk kobiet ostatnio nam o tym przypomniał: to trudna nauka Kościoła, ale zabójstwo jest zawsze złe, nawet wtedy, gdy zabija się dziecko, które umrze zaraz po śmierci. Oto drugie ważne spostrzeżenie: jeżeli to, co wyróżniało chrześcijan setki lat temu, dalej ich wyróżnia, to znaczy, że pewne sprawy są niezmienne. To jest kotwica: nauka, której Kościół trzyma się konsekwentnie przez tysiące lat. To się nie mogło zmienić wtedy i nie może zmienić się i dziś.

Tego więc chrześcijanie unikają. A wreszcie jest też to, co chrześcijanie wnoszą w swoje środowisko. Oddzieliłem to od poprzedniej kategorii, bo chodzi mi o zwrócenie uwagi na ich zaangażowanie, na pewien pozytywny wkład. To są zachowania z gruntu chrześcijańskie: kiedy inni ich prześladują, oni wszystkich kochają. Nie zważają na pogardę, lecz znajdują w niej chwałę. Są spotwarzani, ubliża się im, a oni błogosławią. Wszystkim okazują szacunek. Są karani, chociaż czynią dobrze. Chrześcijanie z czasów Listu do Diogneta wprowadzają w życie zasadę Ewangelii: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! I teraz chciałoby się powiedzieć, że to jest kolejna rzecz, która łączy chrześcijan dzisiejszych i ówczesnych. Ale nie do końca tak jest. Czy nie mamy tutaj do czynienia z jedną z najtrudniejszych zasad Ewangelii? Zawsze ciągną się za nią niezliczone pytania: ale w takim razie mamy nie reagować? Mamy nie bronić świętości? Mamy być tak słabi?

Nie chcę teraz na te pytania odpowiadać, ale raczej dokonać ważnego rozróżnienia: czym innym jest obrona tego, co święte lub ważne, a czym innym jest miłość nieprzyjaciół, szacunek dla tych, którzy nas obrażają i błogosławienie tych, którzy nas prześladują. Bo można się zabierać do obrony świętości bez tego drugiego. Można bronić życia nienarodzonych dzieci, wyzywając oponentów od najgorszych, dając upust wściekłości. Można, tak. Ale wtedy już się nie jest chrześcijaninem. Wcześniej wspomniałem o tym, jak niezrozumiałe są dziś zasady, które głosi Kościół; że na przykład zwolennicy aborcji przypisują Kościołowi jak najgorsze intencje w tej kwestii. Jaka jest nasza odpowiedź? Wściekłość i obelgi? Bardzo często widać, że tak: że dla tej drugiej strony nie mamy miłości, nie mamy błogosławieństwa, nie mamy nierzadko w ogóle cierpliwości. I podziały, które tak nas dzisiaj trapią, pogłębiają się i pogłębiają. A chyba nasze zadanie jest inne: czytamy w liście, że to chrześcijanie są zasadą jedności świata. Oto więc trzeci ważny wniosek: chrześcijanin, a więc i oblat, to ktoś, kto buduje jedność. Za wszelką cenę. Tam, gdzie nie ma zgody co do podstawowych wartości, jeszcze może być szacunek; tam, gdzie nie ma zgody na to, co jest święte, może być jeszcze miłość. W stronę, z której płyną do nas obelgi, możemy wykonać gest błogosławieństwa.

Zatem, drodzy Oblaci, wiele Was łączy z chrześcijanami pierwszych wieków: trzymacie się nienaruszalnych zasad, ale możecie się dziś już spotkać z niezrozumieniem. To żadna niespodzianka, że świat się zmienia; społeczeństwo się zmienia. Tym bardziej stawia nam to pytanie: jak na to zareagujemy? Co będzie, jeśli nagle większość ludzi dookoła nas nie zachowa wiary? Dziś to pytanie już jest nie do ominięcia.

Jak wspomniałem, są ważne różnice między tym, co było kiedyś, a co jest dzisiaj. Dzisiaj świeccy nieraz spotykają się z obelgami z powodu grzechów duchownych. Nie brak tych, którzy nie mogą pojąć: jak można wciąż być w Kościele? Jak można współtworzyć tę organizację, która tuszowała skandale i ułatwiała niektórym bogacenie się? Chcielibyśmy może być jak ci chrześcijanie z czasów Listu do Diogneta, ale to nie całkiem możliwe: dzisiaj cierpimy nie tylko z powodu własnych grzechów, ale też z powodu cudzych grzechów. Trudniej jest w tej sytuacji błogosławić tych, którzy nam ubliżają. To po pierwsze. Po drugie, w czasach owego listu chrześcijan było z dnia na dzień coraz więcej. I choć w skali całego świata liczba katolików rośnie, w Polsce jednak jest ich coraz mniej, i spadek ten jest ostry. Znów, poważna różnica: możemy się obawiać, że wartości, które nam są drogie, wcale nie zwyciężą w najbliższych latach. Jedno i drugie wiąże się z wielkim trudem.

Ale jeżeli żyjemy tu i teraz, właśnie dziś, właśnie w tej epoce, oznacza to, że takie właśnie jest nasze zadanie: nie szukać tego, co łatwe, ale przyjąć to, co Bóg nam przygotował. Jak Boże jarzmo, które przecież jest słodkie; jak brzemię, które Bóg czyni lekkim. Słodkie jarzmo nie przestaje być jarzmem, a lekkie brzemię nie przestaje być brzemieniem: to coś, co zawsze sobie powtarzam, gdy spotykam się z tym fragmentem Ewangelii. Taka jest istota łaski: nie usuwa tego, co trudne, lecz ciężar czyni lekkim, a jarzmo słodkim.


Konferencja wygłoszona podczas rekolekcji adwentowych dla oblatów w Tyńcu, w dniach 11-13 grudnia 2020 r. Tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Benedictus”, który prowadzony jest przez oblatów benedyktyńskich.


Grzegorz Hawryłeczko OSB, ur. 1990 r., mnich tyniecki od 2012 r., święcenia kapłańskie przyjął w 2020 r., interesuje się sakramentologią oraz teologią ascetyczną i mistyczną. W klasztorze pełni funkcję ekonoma i rzecznika prasowego.


Fot. Borys Kotowski OSB

(Visited 1 148 times, 1 visits today)


Za pomocą newslettera chcemy się kontaktować, aby przesyłać teksty, nowości wydawnicze i ogłoszenia, które dotyczą naszego podwórka. Planujemy codzienną wysyłkę takiego newslettera.

Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z naszego portalu CSPB możesz skorzystać z propozycji zapisania się do systemu Feedburner, za pomocą którego, codziennie między godziną 20:00 a 23:00 otrzymasz e-maila z listą linków najnowszych wpisów, które ukazały się w danym dniu... Zapisz się do powiadomień
Zamknij