Umieszczony przez 17:02 Liturgia

Jak w tyglu hutniczym wytapiała się wówczas przyszłość…

Mszał rzymski ukazał się w 1570 r., toteż przyjęcie uchwał trydenckich na synodzie piotrkowskim rozciągało się również i na tę księgę. Niemniej jest to osobny rozdział dziejów Kościoła w Polsce.

Mszał rzymski ukazał się w 1570 r., toteż przyjęcie uchwał trydenckich na synodzie piotrkowskim rozciągało się również i na tę księgę. Niemniej jest to osobny rozdział dziejów Kościoła w Polsce. Główną zasługę w tej dziedzinie przypisać trzeba nuncjuszowi papieskiemu. Był nim w latach 1581–1585 Albert Bolognetti. Wydanie jego korespondencji pozwala odtworzyć początki tej akcji. Cechuje ją umiar i roztropność. Rozpoczęto od ankiety wśród najwybitniejszych liturgistów. Zachowały się memoriały, które opracowali Stanisław Krasiński, Stanisław Sokołowski, Hieronim Powodowski i dwaj bezimienni (z których jednym był Marcin z Pilzna). Wiadomo też, że nuncjusz zasięgał opinii bpa Rozrażewskiego. Są to dokumenty doniosłe dla historii Mszy św. w Polsce XVI w., pozwalają bowiem wglądnąć w ówczesne nastroje i dopełnić rysy tych, którzy je spisywali.

Stanisław Krasiński był archidiakonem krakowskim. W Memoriale swoim z 30 listopada 1582 r. doradza zachować zwyczaj codziennej wotywy adwentowej (Rorate) ze względu na jej popularność. Więcej uwagi poświęca kalendarzowi, wysuwając potrzebę dostosowania go do (lokalnych zwyczajów i prac żniwnych. Zaleca zachowanie ludowego refrenu „Przez twoje święte Zmartwychwstanie” w sekwencji Victimae paschali.

Omawiając śpiewy kościelne w Polsce radzi usunąć niektóre sekwencje, natomiast zachować melodie krakowskich prefacji. Z tym wiąże się potrzeba poprawnego druku tych śpiewów i innych ksiąg.

Stanisław Sokołowski, kaznodzieja Batorego, dał odpowiedź krótką, z której bije zapał i optymizm. We wstępie obiecuje wskazać najłatwiejszy sposób (facillime) przeprowadzenia zmian. Istotnie, są to wskazówki praktyczne o druku, dostarczeniu ksiąg i o tym, kto je ma opłacić. Gdy chodzi o zwyczaje lokalne w rodzaju roratnich Mszy św. – oczekuje, że episkopat uzyska ich potwierdzenie. Kończy znamienną sentencją: Nic nie jest tak łatwe, aby się miało stać samo, ale też nic nie jest tak trudne jak wówczas, gdy się do tego zabierasz wbrew woli.

Hieronim Powodowski reprezentował kościół poznański. Przysłał on najobszerniejszy memoriał, który podzielił na 4 punkty:

1. Mówi o potrzebie dostarczenia (nawet zredagowania) nowych ksiąg dla kleru.

2. Upomina się o pewne prawa odrębności dla prowincji gnieźnieńskiej.

3. Szeroko omawia koszty nowych ksiąg i związane z tym trudności. Ponadto wysuwa wzgląd na pobożność ludową: autor broni staropolskiego rozkładu perykop, pewnych śpiewów właściwych tej prowincji.

4. Wreszcie proponuje komisję dla przygotowania druku ksiąg liturgicznych dla całej prowincji. Opowiada się zarazem za zachowaniem melodii, których używa kler polski.

Memoriały bezimienne są szczuplejsze i nic już do wymienionych treści nie dodają.

Autorowie uznają bezsporną potrzebę przyjęcia Mszału rzymskiego, wysuwając jednak tezę, że prowincja ma zwyczaje godne zachowania. W zakresie Mszy św. są one następujące:

1. Roraty codzienne – w okresie adwentu.

2. Procesje, stacje i śpiewy podczas nich.

3. Wszyscy upominają się o zachowanie sekwencji. Wyjątek stanowi S. Krasiński, który przecież szeroko opisuje zwyczaj ludowego udziału w sekwencji paschalnej i pragnie go zachować.

4. Powodowski upomina się o zachowanie staropolskiego układu perykop.

5. Anonim przypomina o zwyczaju śpiewania Credo we wszystkie święta obowiązujące.

6. Wszyscy autorowie pragną zachować staropolskie melodie zwłaszcza w śpiewie prefacji.

Znamienne, jak wszyscy biorący udział w ankiecie wysoko cenią opinię ludu, dla którego sprawuje się święta liturgia. Przywiązanie do zwyczaju było ważnym motywem konserwatyzmu. Rezerwa wobec nowych rytów wypływała z delikatności i obawy naruszenia uczuć religijnych.

Bolognetti wszystkie te wypowiedzi zbierał i wysyłał do Rzymu. Temu zawdzięczać należy, że wymienione dokumenty zachowały się do dziś. Rzuciły one światło na ten moment dziejów Kościoła polskiego.

Prace prymasa i biskupów

Obaj prymasi owego czasu byli gorliwcami liturgii. Nuncjusz Caligari chwali Uchańskiego za wprowadzenie rytu rzymskiego do diecezji gnieźnieńskiej. Po Uchańskim godność prymasa otrzymał Stanisław Karnkowski w r. 1581. Jego energii zawdzięczać można wielki postęp w omawianej dziedzinie. Dopomagają mu H. Powodowski, jezuita Sz. Friedel, penitencjarz gnieźnieński Stanisław i inni.

Osobną kartą w życiorysie Karnkowskiego są jego starania o księgi liturgiczne. O tym jednak będzie mowa osobno.

Inni biskupi na pewno różnili się między sobą w sądach o liturgicznych reformach. Nie wszyscy może oceniali je należycie. Było jednak wśród nich kilku ludzi nowej epoki: źródła wspominają sympatyczne właściwości biskupa Aleksandra Mielińskiego, który uprzednio był opatem w Trzemesznie. Człowiekiem reformy był kardynał Jerzy Radziwiłł, biskupi Piotr Dunin–Wolski z Płocka i Piotr Kostka z Chełmży.

Najlepiej zachowane i opracowane źródła pozwalają uwydatnić postać biskupa włocławskiego, Hieronima Rozrażewskiego. Jego zainteresowania liturgiczne, poczynania i trudności w tej dziedzinie, osiągnięcia i niekonsekwencje można śledzić na przestrzeni lat 1578–1598. W każdym razie, na tle swego czasu człowiek to niepospolity, jeden z najbardziej zasłużonych liturgistów polskich złotego wieku.

W przeprowadzaniu reformy biskupi posługiwali się synodami diecezjalnymi. Obecnie, dzięki doskonałym wydaniom statutów, ich doniosłość ukazuje się w nowym świetle.

W r. 1583 Mszał rzymski przyjmują synody gnieźnieński, chełmiński (bpa Piotra Kostki). Inne diecezje przyjmują go kolejno. Sprawa jest aktualna jeszcze w XVI w.: w prowincji gnieźnieńskiej ostatnią diecezją, która przyjęła Mszał rzymski, jest wrocławska. Nastąpiło to dopiero w 1653 r..

W synodach XVI w. rolę prawodawców spełniali biskupi. Oni dyktowali dekrety i klauzule karne. Niemniej z każdym synodem wiąże się wiele problemów, wielu ludzi, nieraz bardzo wybitnych, którzy wkładali w nie bezimienną pracę. Byłoby pożądane odszukać te nazwiska i przypomnieć to, czego ci ludzie dokonali.

Już memoriały, które liturgiści złożyli w 1583 r., otwarcie głoszą potrzebę wydania nowych ksiąg kościelnych. Był to warunek powodzenia akcji, toteż wśród nawału prac biskupów wciąż ta sprawa powraca. Tu również prymas Karnkowski przewodniczy. Idąc za radą Powodowskiego, stara się powołać kolegium liturgistów ze wszystkich diecezji, a także zabiega o potrzebne fundusze. Pomyślano nawet o drukarzu, bo przywileju na ten mszał udzielił Batory Janowi Łazarzowemu. W 1587 r. ukazał się mszał biskupa Kromera dla Warmii. Jest to najciekawsze świadectwo owych czasów. Kromer był osobiście całym sercem po stronie reformy, jednak warunki miejscowe ograniczały jego swobodę: zaoponowała kapituła przedkładając swoje racje. Toteż biskup wymówił się nuncjuszowi i nie przyjął Mszału rzymskiego, ale zlecił jednemu ze swych kanoników, ks. Samsonowi von Worein, redakcję mszału, który by odpowiedział potrzebie lokalnej. Mszał ten ujrzał światło dzienne w krakowskiej drukarni Łazarzowej. Łączył on, o ile to było możliwe, postulaty rzymskie i lokalne (np. zachował rozkład perykop ewangelicznych z wjazdem Chrystusa na pierwszą niedzielę adwentu, cały szereg sekwencji, inne rubryki kanonu, wotywy itd.). Wydawnictwo spotkało się z zasłużonym uznaniem i stanowiło pomost dla przyszłej recepcji Mszał rzymskiego, gdzie tego jeszcze było potrzeba. W prowincji polskiej (bo Warmia ściśle biorąc nie należała do prowincji gnieźnieńskiej) analogicznym tworem byłaby agenda Powodowskiego, która torowała drogę dla przyszłego rytuału. Badacz dziejów liturgii ceni je wysoko, nie tylko niosą w sobie „stare i nowe”, ale nadto świadczą o nastrojach chwili i jej możliwościach.

Mszał warmiński Kromera służył następnie w wielu polskich kościołach, dopóki teren nie nasycił się zagranicznymi wydawnictwami.

Potrzeba tymczasem była paląca, gdyż kraj przeszedł ciężkie chwile. Źródła wciąż wspominają o bolesnym przerzedzeniu się kleru nawet w ośrodkach katedralnych (np. na Wawelu). Podobnie i księgi liturgiczne uległy zniszczeniu. Toteż biskupi zastanawiali się, jak tym niedostatkom zapobiec.

Wymienić tu trzeba znowu bpa Hieronima Rozrażewskiego, który wśród swych zajęć znajdował czas na liturgię. Rozmowy na ten temat musiały być zaawansowane, skoro zachował się kwit drukarza na zaliczkę wpłaconą mu w r. 1589. Jeszcze w następnych latach pewne notatki Rozrażewskiego zdają się świadczyć, że nosił się on z zamiarem opracowania rytuału. W każdym razie druk Mszału włocławskiego nie doszedł do skutku. Ostatnim mszałem polskim był mszał drukowany w Krakowie w 1607 r.. Odtąd miejscowym potrzebom odpowiadają już mszały zagraniczne. Ks. S. Chodyński pisze, że „od Bulli Piusa V–go, zaprowadzającego w Kościele poprawiony mszał rzymski, rzadko już u nas drukowano książki o Mszy św. i ceremoniach; duchowieństwo bowiem poprzestawało i dotąd poprzestaje na tych, jakie w innych krajach zamożniejsi nakładcy wydają. Tym objaśnia się także, dlaczego w bibliografii polskiej od XVII w. tak szczupły wydział zajmuje liturgika kościelna.”

Jedynie dodawane na końcu i oprawiane razem Missae propriae były dziełem polskiego liturgisty Kaspra z Kleczowa (1605), który również przygotował do druku polski antyfonarz z 1614 r.

Egzekucja zarządzeń

W zasadzie szkic historyczny o wprowadzeniu rzymskiego Mszału w polską praktykę dobiegł końca. Przeszkody zostały zwyciężone, akcja uwieńczona sukcesem. Ciekawić może jednak, czy zarządzenie weszło w życie. Źródła historyczne dowodzą, że biskupi potrydenccy nie pozostawili tego przypadkowi. Przeciwnie, zastosowano wszystkie środki, aby dokończyć reformy. Walnie to ułatwiły powstające od 1564 r. seminaria duchowne, w których kleryków uczono obrzędów. Z czasem trud ten podjęli misjonarze–lazaryści. Wszystko weszło na dobrą drogę, a przecież i tu wyrosły trudności: wspomina o nich ks. H. Kołłątaj: „Seminaria misjonarzów stosownie do innych były w najlepszym porządku: wszystko tam szło na wzór francuski nie tylko co do nauki, ale i co do obrządków. Seminarium jednak zamkowe, przy kościele katedralnym znajdujące się, musiało iść za obrządkami starożytnymi tego kościoła, lub jak wedle przepisów kapituły, odmieniały się roczne obrządki”. (Trzeba to będzie mieć na uwadze przy opracowaniu dziejów Mszy św. z XVIII w. Jest to okres pełen niespodzianek i tajemnic).

Kraków nie był wyjątkiem w tej dziedzinie: kapituła włocławska, chociaż biskup Rozrażewski wprowadził tam energicznie ryt rzymski, broniła swych średniowiecznych zwyczajów aż do końca XIX w.. Gdzie indziej ślady tych zwyczajów pozostały aż do dziś.

Obok seminariów, fundowanych w okresie potrydenckim, do wprowadzenia nowych rytów przyczyniały się częstsze wizytacje biskupów czy archidiakonów. Nie wszystkie sprawozdania są dostępne dla badań. Te nieliczne fragmenty, które wydano drukiem, świadczą o tym, kiedy pojawiały się Mszały rzymskie w kościołach parafialnych i jak długo trwała ta akcja. W sprawozdaniach tych trafiają się również opisy kar, za wykroczenia przeciw rubrykom.

W badaniach tego rodzaju trzeba by również wziąć pod uwagę oddziaływanie zakonów, mianowicie jezuitów, którzy przybywszy do Polski, wyraźnie zaznaczyli swe liturgiczne zainteresowania. Przejawiło się to w szeregu pism o Mszy św. (Wujek, Skarga, Junga i wielu innych). Odpowiadały temu kazania. Ich nabożeństwa musiały się cieszyć popularnością, nie mówiąc o wielkim autorytecie, którego doznawali w sferach katolickich. Otóż oni byli apostołami i propagatorami rytu rzymskiego Mszy św., ich działalność w tej dziedzinie musiała odegrać wielką rolę.

Romanizacja rytu mszalnego w Polsce dokonała się w ciągu złotego wieku. Jest to dzieło łączące wysiłki wielu liturgistów. Jego studium daje niespodziewane satysfakcje: jak w zwierciedle zobaczyć można to wszystko, co się dziać będzie w 400 lat później, podczas soborowej reformy liturgii. Wpierw rozproszone, prywatne wysiłki jednostki, potem zainteresowanie hierarchów, ich decyzje trudne nieraz, prace i współdziałania coraz skuteczniejsze i nareszcie sukces dobrej sprawy. Te obserwacje okupiły sowicie smętek, który płynie z żegnania archaicznych zwyczajów. Z oddali czterech wieków sympatycznym jest nawet ów kapłan, który wpisywał stare rubryki na marginesie nowych zarządzeń prymasa. On kochał to, w czym wyrósł. A przecież tego rodzaju ekscesy, wcale nieodosobnione, musiały się mnożyć wśród pomruków niezadowolenia i buntu. W iloczynie dawało to jakąś potęgę bezwładu, która paraliżowała najlepsze zamiary i akcję przeciągnęła na stulecie.

Ciekawsze są fizjonomie zapaleńców: świątobliwy, a uparty Zaborowski, barakowy Paweł Tarło i jego kaznodzieja Jan z Trzciany, twórcy pierwszej polskiej agendy. Słusznie ks. J. Fijałek nazwał ich modernistami, bo wyprzedzali swe czasy o całe wieki! Albo Rozrażewski, pełen zapału i niekonsekwencji!

Na tym tle wyróżniają się metodą pracy nuncjusze papiescy: Commendone, Caligari, Bolognetti. Wśród Polaków imponuje Powodowski.

Dzieło tak wielkie, jak wprowadzenie liturgii rzymskiej w Polsce, wciągnęło do współpracy całe zastępy ludzi, których nawet imiona zaginęły w niepamięci. Budzą uszanowanie tym większe, że dokonali zadania w czasach niesłychanie trudnych. Kościół polski przeprowadził reformę liturgii, ani na chwilę nie odkładając broni. Były to walki odporne, w których wsławili się bp Krzycki, Antoni z Napachania, rektor Akademii Krakowskiej, i tylu innych. Niekiedy znów zwyczajną boleją rzeczy apologeci przechodzili do ataku, w którym celował Hozjusz, a w parze szli wielcy jezuici. Równocześnie wypracowywało się narzędzia, kuło argumentację. Jako przykład takich prac wskazać można Scopus biblicus i Apologię Wojciecha z Nowego Pola (Novicampianus) i Jana z Trzciany (Arundinensis).

Te wszystkie przejawy, o których tylko pobieżnie tu mowa, i wiele innych, składają się na obraz wieku, który miał wprawdzie ciemne zakamarki, jednak zasłużenie nosi nazwę złotego. W studium liturgii w Polsce zajmuje on także wyjątkowe miejsce. Jak w tyglu hutniczym wytapiała się wówczas przyszłość. Toteż aż tam trzeba sięgać dla wyjaśnienia tajemnic, wobec których staje w Polsce dzisiejszy katolik.


Fragment monografii Służba Boża w dawnej Polsce. Studia o Mszy Świętej


Paweł Sczaniecki OSB (1917–1998), benedyktyn z opactwa świętych Apostołów Piotra i Pawła w Tyńcu, proboszcz tyniecki, historyk liturgii, badacz dziejów tynieckiego opactwa. Wyniki jego badań w wielu dziedzinach do dzisiaj pozostają niezastąpione.


Fot. Archiwum Opactwa Benedyktynów w Tyńcu

(Visited 68 times, 1 visits today)


Za pomocą newslettera chcemy się kontaktować, aby przesyłać teksty, nowości wydawnicze i ogłoszenia, które dotyczą naszego podwórka. Planujemy codzienną wysyłkę takiego newslettera.

Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z naszego portalu CSPB możesz skorzystać z propozycji zapisania się do systemu Feedburner, za pomocą którego, codziennie między godziną 20:00 a 23:00 otrzymasz e-maila z listą linków najnowszych wpisów, które ukazały się w danym dniu... Zapisz się do powiadomień
Zamknij