Umieszczony przez 15:39 Święty Benedykt i jego Reguła

Jaki powinien być opat? / część 2

Opat ma dwie możliwości: może rządzić doctrina et exemplis – nauką i przykładem. Konieczność nauki nie ulega tu żadnej wątpliwości – musi ktoś mieć taką doktrynę i taki autorytet, by mógł opiniować, decydować, interpretować Regułę lub też mówić o Bogu.

„A zatem gdy ktoś przyjął miano opata, powinien uczyć swoich uczniów na dwa sposoby, a znaczy to: niechaj wszystko, co dobre i święte okazuje raczej swoim postępowaniem niż słowami. Uczniom bardziej pojętnym musi wykładać naukę Pana także słowami, tych zaś, którzy trudniej rozumieją i są twardego serca, niechaj własnym życiem uczy Bożych przykazań” (RB 2,11–12).

Opat ma dwie możliwości: może rządzić doctrina et exemplis – nauką i przykładem. Konieczność nauki nie ulega tu żadnej wątpliwości – musi ktoś mieć taką doktrynę i taki autorytet, by mógł opiniować, decydować, interpretować Regułę lub też mówić o Bogu. Nauka werbalna często jednak nie wystarczy i wówczas zachodzi potrzeba żywego, bezpośredniego przekazu, to jest przykładu. Przyznać musimy, że każdy z nas, nawet najlepszy zakonnik czasem oprócz słowa potrzebuje przykładu. A jednak mnichowi żyjącemu wiarą winno wystarczyć słowo przełożonego – słowo samego Chrystusa. W Regule św. Benedykta stale podkreślana jest potrzeba wierności prawdzie – w tym wypadku jest nią zgodność uczynków z głoszonymi słowami. Nie wystarczą tylko piękne słowa. Przy profesji opat modli się za młodego mnicha: ut quod ore professus est, opere persolvat („aby wykonał uczynkiem to, co ustami ślubował”). A św. Grzegorz Wielki w Księdze reguły pasterskiej pisze: „Trzoda postępuje naprzód przykładem raczej niż słowem wiedziona”.

Święty Benedykt jest świetnym psychologiem i realistą. On wie, że w klasztorze są różne typy zakonników: capaces (pojętni) i duri corde (twardego serca). Dusze pojętne mają rozum otwarty, są lojalni, szukają Boga i Jego woli. Są to, według Platona, ludzie idealni, u których dominuje logos – rozum, rozsądek. Mnisi twardego serca zaś to dusze niewyrobione, umysły ograniczone. Nie są to ludzie źli, ale brak im giętkości w przyjmowaniu słowa pouczenia prowadzącego do prawdy. Na tych lepiej działa przykład (exempla trahunt – przykłady pociągają).

Oprócz nauki i przykładu opat wpływa na wspólnotę także za pośrednictwem swego ducha, motywacji działania i zamiłowań:

  • za pośrednictwem ducha, np. duch pobożności u opata uspokaja, zachęca wspólnotę;
  • za pośrednictwem motywacji, np. opat oddany tylko sprawom materialnym bardzo szybko uformuje wspólnotę mnichów-materialistów
  • za pośrednictwem zamiłowań, np. opat o duchu apostolskim (jak w Saint Andre), naukowiec, społecznik czy kontemplatyk bardzo łatwo przekaże go swoim podwładnym. Powoli, jak na drodze proces tajemnego przekazywania energii, opactwo przyjmuje osobowość swego opata.

„Niech pokaże swoim postępowaniem, że istotnie nie należy czynić wszystkiego tego, czego polecał unikać swoim uczniom, aby innym głosząc naukę sam nie został uznany za niezdatnego (zob. 1 Kor 9, 27)” (RB 2,13).

Miłość opata winna być jednakowa dla wszystkich

„Opat nie powinien nikogo w klasztorze wyróżniać ani kochać jednego mnicha bardziej od innego” (RB 1,16–17a). Rządy opata mają być sprawiedliwe, bez względu na osoby – to jest zasada. Względami bowiem często kierują motywy nie nadprzyrodzone, takie jak sympatia, pokrewieństwo, wiek, pochodzenie, zamożność. Czytamy u św. Jakuba: Bracia moi, niech wiara wasza w Pana Naszego, Jezusa Chrystusa uwielbionego nie ma względu na osoby (Jk 2,1). Musi panować równość. Opat winien naśladować Boga w równym miłowaniu wszystkich. Święta Teresa pisze, że miłość pełna względów to plaga u przełożonych; jest ona źródłem niekończących się trudności, szemrań, obmów ze strony nieuprzywilejowanych, zaś pychy, zuchwalstwa i pogardy ze strony faworytów.

Święty Benedykt też jest pod tym względem bardzo surowy. Czasem, rzeczywiście, takie może w klasztorze dojść do faworyzowania konkretnych osób, zwłaszcza gdy opat jest już stary i słaby. Pojawia się wówczas obok opata inny autorytet, któremu przełożony ulega, a to stwarza w konwencie niepewną atmosferę, niepokój. Tak nie wolno opatowi postępować; winien pamiętać, że tylko on ma łaskę stanu i że jemu, a nie jego faworytowi, z całą ufnością zawierzyli się mnisi. Nie znaczy to jednak, że opat ma zachować równość matematyczną a urzędy rozdzielać na chybił trafił. Święty Benedykt przewiduje pewne różnice nie tylko tolerowane, ale nawet słuszne i potrzebne: „chyba że ktoś okaże się lepszym w dobrych uczynkach i w posłuszeństwie” (RB 2,17b). Często i to jest źródłem kwasów, ale kto narzeka? Zakonnik „twardego serca”, niewyrobiony. Sam Bóg więcej miłuje tego, który Mu lepiej służy, bo wtedy staje się bardziej podobny do Syna, upodabnia się do Ojca, do Chrystusa. Sam Pan Jezus rozdzielał różnie swe urzędy: Piotr otrzymał klucze i został opoką, a nie umiłowany uczeń Jan, Jakub czy jeszcze inny. Bóg miłuje każdego człowieka, nawet grzesznika, jednak bardziej miłuje sprawiedliwego i opat też ma całkowite prawo niektórych zakonników kochać większą miłością.

„Jeżeli nie ma jakiejś innej rozumnej przyczyny, wolno urodzonemu nie należy przyznawać żadnego pierwszeństwa przed tym, który wstąpił do klasztoru jako niewolnik” (RB 2,18). Za czasów św. Benedykta niewolnik był całkowicie własnością swego pana i nie miał wobec prawa najmniejszego znaczenia. Istniało jednak wówczas prawo dla tych niewolników, którzy wstępowali do klasztoru: jeżeli ich pan na to się godził, wtedy ipso facto otrzymywali wyzwolenie.

Siłą rzeczy muszą istnieć pewne różnice między zakonnikami. W czasach św. Benedykta ten, który umiał pisać i czytać, mógł czytać na oficjum, to bowiem wymagało specjalnej umiejętności (brak znaków pisarskich, wielka ilość skrótów czy pisanie słów razem czyniło czytanie trudnym). Analfabeci zaś musieli się uczyć całego psałterza na pamięć, na co był przeznaczony czas między Matutinum a Laudesami. Istniały jeszcze i inne różnice – nie wszyscy umiejący czytać byli kapłanami (było ich tylko dwóch–czterech), nie wszyscy też zajmowali się gospodarstwem, ale ci którzy się na tym znali. W rozdziale 53 O przyjmowaniu gości św. Benedykt pisze: „domem Bożym niechaj roztropni zarządzają roztropnie” (RB 2,22b). Znowu więc różnica między mądrym a niemądrym. Podobnie w rozdziale 42 oznajmianie godzin sprawowania służby Bożej poleca św. Benedykt opatowi albo wybranemu przezeń pilnemu bratu. Te wyjątki nie zmieniają jednak ogólnej zasady, że opat nie ma względu na osoby. Czyniąc zaś słuszny wybór między zakonnikami, niech uważa, by nie uległ złudzeniu.

„Niech pokaże swoim postępowaniem, że istotnie nie należy czynić wszystkiego tego, czego polecał unikać swoim uczniom, aby, innym głosząc naukę, sam nie został uznany za niezdatnego (1 Kor 9,27)” (RB 2,13). Przełożony jest człowiekiem – grzeszy, a jednak w sumieniu ma obowiązek napominać, strofować, wymagać od innych tego, czego nieraz sam nie zachowuje. Co za dramat dla przełożonego, jakie rozdarcie – czuje on w swojej postawie pewien faryzeizm, a jednak musi wymagać do końca.

Sposób prowadzenia dusz sobie powierzonych

Rządy opata będą sprawiedliwe, o ile będą rozsądne. Rozsądek bowiem uzdalnia opata do tego, by postępował swobodnie, mądrze a nie według narzuconego z góry szablonu, którego nie da się sztywno zastosować do realnych osób, mających swe własne potrzeby i własne zainteresowania.

Ars artium regimen animarum („Rządzić duszami to sztuka najwyższa”), mówi św. Grzegorz Wielki. Święty Benedykt przewidział, że w klasztorze będę różne dusze i różne okoliczności, dlatego opierając się na św. Pawle, pisze: „Jako nauczyciel powinien opat trzymać się zawsze tej oto zasady Apostoła: „Przekonywaj, proś, karć!” (2 Tm 4,2, Wlg), to znaczy stosownie do czasu i okoliczności łączyć surowość z łagodnością, okazując się raz wymagającym mistrzem, to znowu pełnym miłości ojcem” (RB 2,23–24). Jest czas do strofowania, jest i na zachętę. Święty Benedykt ma intuicję psychologiczną, zna potrzeby duszy i tego samego również wymaga od opata. Czasem przełożony w klasztorze nie reaguje, ale milczy, bowiem właśnie w tej chwili roztropność wymaga od niego, by tak postępował; już jedno słowo to byłoby za dużo. Milczenie jest nieraz bardzo dobrym lekarstwem.

Opat winien się strzec zbyt naturalnego, odruchowego postępowania, zbyt szybkiego karania. Jednak i on jest człowiekiem, trzeba więc być dla niego wyrozumiałym. Święty Grzegorz mówi, że ten, który karci brata, kierując się duchem rozgniewanym, nieopanowanym, nie tylko nie uwalnia karanego od grzechu, ale i sam grzeszy.

Efekty upominania w gniewie są minimalne lub wręcz negatywne. Groźby, zachęty czy namowy zależą od charakteru „chorego” i od rodzaju chorób moralnych. „Tak więc niekarnych i niespokojnych trzeba karcić bardziej surowo…” (RB 2,25a). Praca wychowawcza wymaga stałych wysiłków rozpoczynanych wciąż od nowa. Niekarny i nieposłuszny mnich w mniemaniu św. Benedykta podobny jest do dziecka. Ono jest niespokojne, niestałe, ciągle coś rusza; z dzieckiem niekarnym nie można dyskutować, lecz trzeba je surowiej skarcić.

„…posłusznych zaś, łagodnych i cierpliwych nakłaniać usilnie, by w dobrym postępowali. Co do niedbałych natomiast i lekceważących [jego polecenia] przypominamy, by ich ganił i karał” (RB 2,25b) – tacy są najbardziej niebezpieczni. Ich słowa i postępowanie wywierają negatywny wpływ na wspólnotę, szczególnie na słabych.

Sytuacja dla przełożonych nie zawsze jest różowa. Święty Benedykt przewiduje scysje,  zwłaszcza gdy trzeba upomnieć mnichów. Pamiętamy skarcenie Dawida przez proroka Natana (zob. 2 Sm 12), przyjęte przez króla ze skruchą. Niestety, w klasztorze zbyt często przy strofowaniu mają miejsce dyskusje, szukanie wymówek. Najsmutniejszą bowiem rzeczą w życiu zakonnym jest sytuacja, gdy zakonnik zmusza prawdę do milczenia, gdy nie pozwala, by wyszła na jaw, nie pozwala, by opat odkrył chorobę jego duszy. A wtedy i Bóg milczy, bo On mówi przez przełożonego.

Święty Benedykt przewiduje, że przełożonemu łatwiej będzie milczeć, niż narażać się na awantury, dlatego mówi: „Niech nie przemilcza grzechów błądzących braci, lecz w miarę swych możliwości wyrywa je z korzeniami, gdy tylko zaczną się pokazywać…” (RB 2,26a). Nie wolno mu zamykać oczu na winy jego podwładnych, ale ma je od razu wyrywać z korzeniami. To wielka pokusa dla przełożonego – milczeć wtedy, gdy właśnie trzeba zło zniszczyć. Wahanie się, lęk upominającego ośmiela zawsze podwładnego do obrony.

„…pomny na los Helego, kapłana z Silo” (RB 2,26b). Arcykapłan Heli był dobrym człowiekiem, ale miał przewrotnych synów, których jednak zwykle nie karcił. Raz tylko ich upomniał, ale nie znalazł posłuchu. Skończyło się to ich śmiercią, a później i jego samego za karę, że dzieci nie strofował (zob. 1 Sm 2,12–36.4,1–18).

„…wyrywa je z korzeniami…” – święty Benedykt zawsze umiarkowany i spokojny, nie uznaje jednak tchórzostwa, gdy chodzi o poprawę błędów podwładnych, przez co postępuje jak najlepszy ojciec.

„Szlachetniejsze i rozumniejsze umysły niech gani słowami raz lub dwa; występnych zaś, zatwardziałych i pysznych, jak również nieposłusznych niech karci chłostą lub wyznacza im inną karę cielesną…” (RB 2,27–28a). Księga Przysłów zawiera sentencje, które mówią o karze rózeg: Karcenia chłopcu nie żałuj, gdy rózgą uderzysz – nie umrze. Ty go uderzysz rózgą, a od Szeolu zachowasz mu duszę (Prz 23,13–14). Święty Benedykt wie, że przewrotni z trudem się poprawiają, dlatego przewiduje kary cielesne. Kwintylian, jeden ze starożytnych autorów, mówi bardzo słusznie, że nim dziecko pojmie, czym jest cnota, musi być do niej przyzwyczajone. Dla dziecka bowiem dobre jest to, co słodkie, przyjemne, a złe to, co przykre, bolesne.

Dusza zatwardziała przyjmuje tylko argumenty cielesne. W naszym zakonie były one przez długie wieki praktykowane, szkoda, że ich już nie ma. U trapistów w kapitularzu wiszą jeszcze rózgi. Opat używa różnych sposobów prowadząc dusze, a ta odmienność postępowania polega nie na stopniu zatroskania o każdą z nich, lecz w sposobie okazywania tej troski.

Odpowiedzialność w rządzeniu duszami

„Opat powinien zawsze pamiętać, kim jest, jak go nazywają i wiedzieć, że komu dają więcej, od tego więcej będą wymagać” (RB 2,30). Pamiętać ma, czym jest – to stale obecna myśl św. Benedykta o ojcostwie opata. W Księdze Liczb czytamy o Mojżeszu, że narzeka na ciężar swoich obowiązków: „Nie mogę już sam dłużej dźwigać troski o ten lud” (Lb 11,14). Modli się jednak w intencji opornych Izraelitów. Podobnie i na opata przychodzą nieraz ciężkie chwile, rodzi się wewnętrzny bunt, narasta zniechęcenie do pracy nad opornymi. Święty Benedykt jednak nie ma litości dla przełożonego: „Niech wie, jak trudnego i ciężkiego zadania się podjął: rządzić duszami…” (RB 2,31a). Święty przypomina tu opatowi, jakiego podjął się obowiązku i jaka jest jego odpowiedzialność.

„…służyć wielu w dążeniu do naprawy obyczajów. Jednego musi łagodnie zachęcać, drugiego ganić, innego jeszcze przekonywać” (RB 2,31b). Czy opat ma więc ulegać kaprysom braci? Nie, ale ma się stosować do obyczajów, usposobień każdego zakonnika, pouczać według jego potrzeb.

„Niechaj do wszystkich tak dopasuje się i przystosuje, zależnie od charakteru i inteligencji każdego, aby powierzona mu trzoda nie tylko nie doznała uszczerbku, lecz nawet cieszyła go jeszcze swoim postępem w dobrem” (RB 2,32). Gdy w klasztorze mało jest zakonników, wtedy przychodzi pokusa przyjęcia niepewnego kandydata, a to pociąga za sobą nieraz zgubne skutki. Gdy zaś klasztor jest zbyt liczny, również jest to niebezpieczne, bo przełożony nie jest w stanie pokierować każdą duszą. Trzystu zakonników w jednym opactwie to stanowczo za wiele, 150 też, może ich być najwyżej około 80.

„Przede wszystkim nie wolno mu zaniedbywać ani lekceważyć zbawienia dusz, które poddano jego władzy, a troszczyć się więcej o rzeczy przemijające, ziemskie i znikome” (RB 2,33). Istnieją różne typy przełożonych: jedni skłonni są do pracy społecznej, inni do administracyjnej, a inni znów do misyjnej. Podobnie było i z papieżami. Po świetnym polityku Leonie XIII wybrano spokojnego, cichego teologa Piusa X. U niektórych zaś opatów istnieje skłonność do zbytniego zajmowania się sprawami doczesnymi. Rzeczywiście trudno tu o złoty środek, który w istocie zależy od warunków klasztoru. Ostatecznie primum vivere, deinde philosophari („najpierw trzeba żyć, a potem filozofować”).

Uwaga św. Benedykta, że opat podjął się przede wszystkim rządzenia duszami i z tego ma zdać sprawę, nie znaczy wcale, by nie miał zajmować się także sprawami finansowymi. W klasztorze potrzebny jest nawet pewien poziom dobrobytu, choćby dla zachowania karności i ubóstwa poszczególnych mnichów. Nędza, bankructwo jest tragedią dla życia monastycznego. Święty Bernard z Clairvaux mówi nawet, że w domu pozbawionym zarządu nie można spełniać dobrze obowiązku chórowego, nie można promieniować na zewnętrz. Pewne dobra potrzebne są również, by móc wspomagać biednych czy utrzymywać gości, których liczba, np. w Cluny wynosiła dziennie stu–dwustu. Wówczas nie było hoteli, więc obowiązek przyjmowania podróżnych i biednych spoczywał wyłącznie na klasztorach. Jeśli dom jest gorliwy, to środki materialne i nowe powołania przyjdą w godzinie oznaczonej przez Boga. Psalmista zachęca: Bójcie się Pana, święci Jego, gdyż bogobojni nie doświadczają biedy (Ps 34[33],10).

Koniec rozdziału zawiera znowu surowe upomnienie dla opata: „Niech wie, że kto się podjął rządów nad duszami, musi być gotowy do zdania z nich sprawy. A ilukolwiek braci miałby pod swoją opieką, niech będzie pewny, że w dzień sądu odpowie przed Panem za dusze ich wszystkich, jak również oczywiście i za swoją własną. W ten sposób będzie żył zawsze w obawie przed tą chwilą, gdy zapytają go jako pasterza, co uczynił z powierzonymi mu owcami, a to poczucie odpowiedzialności za innych zmusi go do zwracania większej uwagi także na siebie samego. Napominając swoich braci, by im pomóc w poprawie, sam jednocześnie dojdzie do naprawienia własnych błędów” (RB 2,37–40). Opat ze wszystkiego musi zdać sprawę przed Bogiem – to stały refren tego rozdziału. Pasterz bojący się sądów Bożych, sam musi czuwać nad sobą. Ma odpowiadać za dusze wszystkich podwładnych, ale też i za własną, w myśl zasady medice, cura te ipsum („lekarzu, uzdrów najpierw siebie”). Rozdział 2, mówiący o opacie, stosuje się też i do innych urzędników, którzy mają do czynienia z podwładnymi.


Fragment książki Komentarz do Reguły Świętego Ojca naszego Benedykta


Karol Filip van Oost OSB (ur. 1899, zm. 1986), belgijski benedyktyn, mnich opactwa św. Andrzeja na przedmieściach Brugii (Zevenkerken), jako przeor wznowionego opactwa tynieckiego (1939–1951) odnowiciel życia benedyktyńskiego w Polsce. Pierwsze śluby zakonne złożył wobec bł. Kolumby Marmiona w 1918 r. Posłuszny woli przełożonych pełnił gorliwie rozmaite funkcje zarówno w rodzimym klasztorze, jak i poza jego murami (m.in. posługiwał jako: nauczyciel w szkole przyklasztornej, misjonarz, wizytator klasztorów żeńskich, dyrektor internatu, refektariusz). Był cenionym rekolekcjonistą i kaznodzieją. Dzieło jego życia stanowi tyniecka fundacja, której rozwój, po zakończeniu przełożeństwa, śledził z wielką troską. Odznaczał się głębokim wyczuciem życia wspólnego i charyzmatem duchowego ojcostwa.


Fot. Archiwum Opactwa Benedyktynów w Tyńcu

(Visited 100 times, 1 visits today)


Za pomocą newslettera chcemy się kontaktować, aby przesyłać teksty, nowości wydawnicze i ogłoszenia, które dotyczą naszego podwórka. Planujemy codzienną wysyłkę takiego newslettera.

Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z naszego portalu CSPB możesz skorzystać z propozycji zapisania się do systemu Feedburner, za pomocą którego, codziennie między godziną 20:00 a 23:00 otrzymasz e-maila z listą linków najnowszych wpisów, które ukazały się w danym dniu... Zapisz się do powiadomień
Zamknij