Umieszczony przez 11:19 Duchowość monastyczna, Małgorzata Borkowska OSB wyjaśnia...

Komentarz do dzieła „O naśladowaniu Chrystusa”. O cudownych skutkach Bożej miłości

Człowiek nigdy nie jest zupełnie jednoznaczny, jest mieszaniną marzeń i dążeń o bardzo niejednakowej wartości…

Błogosławię Cię, Ojcze niebieski, Ojcze Pana mojego Jezusa Chrystusa, który raczyłeś wspomnieć na mnie nędznego. Ojcze miłosierdzia i Boże wszelkiej pociechy (por. 2 Kor 1,3), dzięki Ci składam za to, że mnie, żadnej pociechy niegodnego, umacniasz czasem swoim pocieszeniem. Błogosławię Cię zawsze i wysławiam, razem z Twoim jednorodzonym Synem i Duchem Świętym Pocieszycielem, na wieki wieków, amen. O tak, Panie, Boże święty, który mnie miłujesz: kiedy przyjdziesz do mojego serca, rozraduje się całe moje wnętrze. Tyś chwała moja, radość mojego serca, Tyś moja nadzieja i ucieczka w dniu utrapienia.

Komentarz:

Opat Jan doznał przypływu radości na myśl o dobroci Bożej – i jak prawdziwy mnich, wyraził tę radość tekstem liturgicznym, antyfoną z uroczystości św. Agnieszki. Benedico Te, Pater Domini mei Jesu Christi… Takie uświęcone kultem Bożym słowa, rok po roku zapadające nam w pamięć, bywają jedynym sposobem wylania przed Bogiem naszych serc, kiedy zwykłe słowa okazują się słabe, blade, niewystarczające. Dzieje się tak nie dzięki samemu ich brzmieniu, melodii czy treści, ale właśnie dlatego, że one już były raz – a raczej nieraz – włączone w ten nurt chwały Bożej, którym jest liturgiczna modlitwa; a nic mniej niż udział w niebiańskiej liturgii nie zadowoli naszego pragnienia. Zresztą, jak mówi m. Cecylia Bruyère, jest tylko jedna liturgia; trwa ona odwiecznie w Trójcy Świętej, a nam dano w niej udział na naszą miarę; i cała nasza modlitwa z niej wypływa i ku niej się kieruje.

Niemniej, ponieważ to w tym życiu praktycznie nieuchronne, natychmiast po tym wzlocie radości, który jest skutkiem skupienia uwagi na Bogu, następuje upadek, zlot w dół: modlący się zwrócił bowiem uwagę na siebie samego. Może w pierwszym ułamku sekundy było to zadowolenie, że tak się ładnie modlił i rozradował – ale natychmiast potem ma miejsce rozbicie nosa o ziemię. Nie jest już początkującym samochwałem, i skoro widzi siebie, widzi przede wszystkim swoją słabość. Tak autor Chmury niewiedzy po latach praktykowania skupienia znalazł się w miejscu, w którym jego uwaga oscyluje między świadomością Boga i świadomością siebie, co wyraża dwoma tylko słowami, przychodzącymi mu na przemian do serca: „Bóg” (God) i „grzech” (sin). I zadowala się tym, ponieważ jedno i drugie jest prawdą. Opat Jan jeszcze się nie całkiem zadowala, chciałby mieć większy procent tych „Bożych” chwil, tych – jak to określa – nawiedzeń. Oczywiście w celu tym pełniejszego utwierdzenia się na drogach Bożych:

Ale ponieważ ciągle jeszcze słaby jestem w miłości i w cnotach niedoskonały, potrzebuję wzmocnienia i pociechy. Toteż nawiedzaj mnie częściej i pouczaj o swoim prawie. Wyzwól mnie od moich nieprawości i złych namiętności, uzdrów moje serce od wszelkich nieporządnych uczuć, abym wewnętrznie uzdrowiony i prawdziwie oczyszczony, stał się zdolny do miłowania, mężny w cierpieniu, niezachwiany w wytrwałości.

Komentarz:

A przecież Opat Jan wie doskonale, że nie tylko radosne i pocieszające nawiedzenia przynoszą nam naukę miłowania; często właśnie to te nawiedzenia trudne, to jakby pozostawienie nas samym sobie w ciemności, okazuje się ostatecznie nawiedzeniem najskuteczniejszym, źródłem najpełniejszego wyzdrowienia i uwolnienia. Ale inna to rzecz wiedzieć, a inna pragnąć tak bolesnych doświadczeń; i człowiek często najwyższym tylko wysiłkiem zgadza się je przyjmować, kiedy już same przyszły. Opat Jan, jak każdy z nas, marzy o wszechogarniającej miłości Boga; opisuje ją bardzo pięknie:

Wielka to rzecz, miłość; to dobro nad dobrami, jedyne zdolne uczynić ciężkie lekkim i znosić pogodnie wszelką niesprawiedliwość; bo ciężary niesie bez obciążenia i wszelką gorycz czyni w smaku słodką. Szlachetna miłość Jezusa wzywa do wielkich dzieł i budzi coraz doskonalsze pragnienia. Miłość dąży wzwyż i nie da się powstrzymać żadnym sprawom niskim. Miłość dąży do wolności i obca jest wszelkim ziemskim przywiązaniom, aby nie powstrzymały jej wewnętrznego widzenia; aby nie uwikłało jej żadne doczesne powodzenie, ani nie powaliło żadne niepowodzenie. Nic od miłości słodszego, nic potężniejszego, nic wyższego, nic rozleglejszego, nic weselszego, nic pełniejszego, nic lepszego na niebie i na ziemi; bo miłość rodzi się z Boga i w niczym spocząć nie może, jak tylko w Bogu, ponad wszelkim stworzeniem.

Komentarz:

To wszystko święta prawda; tylko czy aby nie dlatego pragniemy aż tak kochać, że chcielibyśmy znaleźć w miłości znieczulenie cierpienia? Albo przynajmniej, nie także po to? Człowiek nigdy nie jest zupełnie jednoznaczny, jest mieszaniną marzeń i dążeń o bardzo niejednakowej wartości, i zawsze łatwo mu pragnąć nieść ciężary bez obciążenia. I o tym trzeba pamiętać, kiedy się stawiamy do rozporządzenia Bożego. Z drugiej strony jednak byłoby to niewdzięcznością zastanawiać się długo nad własnymi splątanymi intencjami, kiedy się mamy zwrócić do Pana. Najlepiej jest więc chyba ofiarować Mu wszystko na raz, nasze wzloty i upadki, dążenia dobre i dążenia samolubne – On będzie wiedział najlepiej, jak to rozplątać. Jedno Chwała Ojcu warte jest więcej niż długie rozpatrywanie swoich intencji. Czymkolwiek ja jestem, Ty bądź uwielbiony i tylko to jest ważne! Takie postawienie sprawy jest na naszej drodze jak kolejne wyzwolenie, i nic dziwnego, że Opat Jan przechodzi teraz do opisu tej cudownej wolności, której doświadcza człowiek miłujący:

Kto kocha, lata, biega, raduje się, wolny jest, nic go nie trzyma. Daje wszystko za wszystko, i wszystko ma we wszystkim, bo spoczywa w Jedynym, wyższym od wszystkiego, w Tym, od którego wszelkie dobro pochodzi i płynie. Nie patrzy na dary, ale zwraca się ponad wszelkimi dobrami ku Dawcy. Miłość nieraz nie zna ograniczeń, ale zapala się do wszelkiego dobra. Miłość ciężarów nie czuje, trudów nie liczy, więcej pragnie dokonać niż zdoła; nie wymawia się niemożliwością, bo jej się zdaje, że jej wszystko wolno. Toteż porywa się na wszystko i wiele spełnia i doprowadza do skutku.

Komentarz:

Warto tu zwrócić uwagę na słowa: spoczywa w Jedynym, wyższym od wszystkiego. Raz jeszcze: ten Jedyny jest nie tylko wyższy, ale i ważniejszy od wszystkiego. Nawet od naszej radości z Niego. I ze wszystkiego, z czego składa się nasze życie, powinna rosnąć Jego chwała: nawet z okresów braku tej radości. Ale w takim razie miłować Boga prawdziwie to tyle, co zrezygnować ze stawiania Mu roszczeń i uznać – uznać nie tylko słowem, ale czynem i prawdą (1 J 3,18) – że On jeden jest najważniejszy. Zauważmy, że wszelki brak roszczeń jest wyzwoleniem; ale jeśli ktoś zrzeka się ich dla własnego spokoju czy doskonałości, to niczego poza i ponad spokojem (czy może doskonałością) nie osiągnie, i utkwi w czymś w rodzaju duchowej drzemki. Jeśli natomiast zrzeka się ich z miłości, ta miłość jest czynna w każdych warunkach:

A kiedy miłujący słabnie i zasypia, miłość czuwa; we śnie marzy, w zmęczeniu nie słabnie, uciśniona nie traci swobody, zastraszana nie trwoży się; ale jak żywy ogień i jak żar płonący, wybucha w górę i pewnie dociera do celu. Kto kocha, wie, co ten głos woła.

Komentarz:

Kto kocha, wie… Opat Jan musiał już tego zaznać i wie; a dlatego ani wyrazić tego do końca nie potrafi, ani nie mógłby nie pragnąć powtórki takiego szczęścia. Śpiewamy w popularnej ostatnio pieśni: Jezu, ma radości… – i te słowa właściwie powinny wystarczyć, ale póki żyjemy w czasie, musimy je rozwijać w wiele zdań, jak to właśnie robi opat Jan:

Wielkim w uszach Bożych wołaniem jest żarliwość duszy, która mówi: Boże, mój Boże, miłości moja, Tyś cały mój, a ja Twój cały (por. Pnp 2,16). Rozszerz moje serce miłością, bym się nauczył smakować w swoim wnętrzu, jak słodko jest kochać, i w miłości się rozpływać i płynąć. Niech mnie miłość pochwyci i poprowadzi nade mnie w niezmierzonej gorliwości i olśnieniu. Obym śpiewał pieśń miłości; obym dążył wzwyż za Tobą, Umiłowanym moim. Dusza moja omdlewa, wielbiąc Ciebie i radując się z miłości. Obym kochał Cię więcej niż siebie, a siebie tylko dla Ciebie; i w tobie wszystkich, którzy Cię prawdziwie kochają, jak to nakazuje prawo miłości, jaśniejące w Tobie.

Komentarz:

Chwile takiego właśnie uniesienia pozwoliły tysiącom ludzi wybrać życie dla Boga i prowadzić je potem przez długie lata, z uniesieniami czy bez. Taki moment rozszerzenia serca stoi zwykle u początku powołania zakonnego. Inna rzecz, że św. Benedykt rozszerzeniem serca nazywa nie ten początkowy wybór, choćby trafny i konsekwentnie realizowany, nie punkt wyjścia – ale raczej punkt dojścia, albo może ostatni etap drogi: Gdy będziesz postępował naprzód w życiu wspólnym i w wierze, serce ci się rozszerzy i pobiegniesz drogą przykazań Bożych z niewysłowioną słodyczą miłości. Zdawałoby się więc, że u Opata Jana w tym rozdziale w paragrafach od czwartego do szóstego jest opisany właśnie punkt wyjścia – miłość ekstatyczna i bardzo jeszcze uczuciowa, chociaż autentyczna – natomiast w kolejnym, siódmym, to już jest punkt dojścia: miłość dojrzała, głęboka, na oko nieefektowna, ale już pełna i niewzruszona:

Miłość jest szybka, szczera, pobożna, roztropna, wytrzymała, mężna i nigdy nie szukająca siebie; bo tam, gdzie ktoś siebie szuka, tam też od miłości odpada. Miłość jest ostrożna, pokorna i prawa, nie miękka, nie płocha ani szukająca próżności – ale trzeźwa, trwała, czysta, spokojna i strzegąca wszystkich swych zmysłów. Poddana jest i posłuszna przełożonym, we własnych oczach marna i ostatnia, Bogu oddana, ufająca i wdzięczna, i w Nim zawsze pokładająca nadzieję. A to nawet kiedy Bóg jej szczęścia nie daje; bo nie istnieje miłość bez boleści.

Komentarz:

Miłość roztropna i wytrzymała, miłość trzeźwa, trwała, spokojna… Jak już powiedzieliśmy, od tego się na ogół nie zaczyna, na tym się raczej (za łaską Bożą) kończy. Chciałoby się powiedzieć: miłość realistyczna, nie rozmarzona, ale czynem i prawdą spokojnie realizująca zarówno powołanie do pracy, jak i powołanie do cierpienia. Temat cierpienia oczywiście natychmiast się tu narzuca:

Kto nie jest gotowy ścierpieć wszystko i trwać przy woli Umiłowanego, nie jest godny nazywać się miłującym. Trzeba bowiem, by miłujący chętnie przyjmował wszystko, choć trudne i gorzkie, a nie przejmował się trudnościami.

Komentarz:

Jak każdy owoc, tak i miłość musi przejść, między swoim kwiatem a dojrzałością owocu, stadium wcale nie malownicze ani smakowite: stadium szarego, twardego i kwaśnego zarodka. Rozwój zarazem i próbę. Dlaczego ten temat wraca w tej książce częściej chyba niż którykolwiek inny? Dlatego, że i w życiu wraca częściej, niż którykolwiek inny. Każdą kolejną ciemną dolinę mamy skłonność przeżywać tak, jakby to pierwszy raz spotkało nas takie nieszczęście, i jakby ono nikogo jeszcze nie spotkało przed nami…


Fragment książki Nad księgami opata Jana o naśladowaniu Chrystusa. Komentowane fragmenty pochodzą z dzieła O naśladowaniu Chrystusa w przekładzie s. Małgorzaty Borkowskiej OSB.


Małgorzata (Anna) Borkowska OSB, ur. w 1939 r., benedyktynka, historyk życia zakonnego, tłumaczka. Studiowała filologię polską i filozofię na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, oraz teologię na KUL-u, gdzie w roku 2011 otrzymała tytuł doktora honoris causa. Autorka wielu prac teologicznych i historycznych, felietonistka. Napisała m.in. nagrodzoną (KLIO) w 1997 roku monografię „Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich w XVII do końca XVIII wieku”. Wielką popularność zyskała wydając „Oślicę Balaama. Apel do duchownych panów” (2018). Obecnie wygłasza konferencje w ramach Weekendowych Rekolekcji Benedyktyńskich w Opactwie w Żarnowcu na Pomorzu, w którym pełni funkcję przeoryszy.


Fot. Marcin Marecik

(Visited 625 times, 1 visits today)


Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.

Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij