Umieszczony przez 10:41 Pismo Święte

Lectio Divina #8 Ewangelia dzieciństwa Jezusa / Mt 2,13–23

W jaki sposób Pan Bóg sprawia, żebyśmy innym służyli do zbawienia? Tak jak może kiedyś byliśmy dla nich zgorszeniem, albo przeszkodą, tak potem naprawiamy swoje błędy, tak jak Mateusz.

Gdy oni odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić». On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego.

Wtedy Herod widząc, że go Mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew. Posłał [oprawców] do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch, stosownie do czasu, o którym się dowiedział od Mędrców. Wtedy spełniły się słowa proroka Jeremiasza:

Krzyk usłyszano w Rama,
płacz i jęk wielki.
Rachel opłakuje swe dzieci
i nie chce utulić się w żalu,
bo ich już nie ma.

A gdy Herod umarł, oto Józefowi w Egipcie ukazał się anioł Pański we śnie, i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i idź do ziemi Izraela, bo już umarli ci, którzy czyhali na życie Dziecięcia». On więc wstał, wziął Dziecię i Jego Matkę i wrócił do ziemi Izraela. Lecz gdy posłyszał, że w Judei panuje Archelaos w miejsce ojca swego, Heroda, bał się tam iść. Otrzymawszy zaś we śnie nakaz, udał się w strony Galilei. Przybył do miasta, zwanego Nazaret, i tam osiadł. Tak miało się spełnić słowo Proroków: Nazwany będzie Nazarejczykiem. (Mt 2,13-23).

Czytaliśmy na Mszy Świętej opis powołania Mateusza i była mowa o tym, że Mateusz w swojej odpowiedzi na Boże wezwanie napisał Ewangelię. Myśląc o tym, możemy patrzeć na Boży plan, jako zamiar, który każdego chce doprowadzić do zbawienia. W jaki sposób Pan Bóg sprawia, żebyśmy innym służyli do zbawienia? Tak jak może kiedyś byliśmy dla nich zgorszeniem, albo przeszkodą, tak potem naprawiamy swoje błędy, tak jak Mateusz. Ta dzisiejsza Ewangelia mszalna, którą rozważaliśmy, skupia się na tej tajemnicy, że Mateusz jakoś specjalnie Pana Boga nie szukał. Raczej odwrotnie, to Pan Bóg szukał jego.

Dało to Mateuszowi impuls do tego, co w dzisiejszej Ewangelii widzimy, do bardzo głębokiej wiary w Bożą Opatrzność. Przejawia się to tym, że on śledzi ich życie po kolei, jak to się toczy i mówi: a stało się to, aby się wypełniło słowo. On zobaczył, jak w jego życiu Pan Bóg przejmuje inicjatywę czyli tę prawdę wiary o Bożej Opatrzności, o Panu Bogu, który otacza opieką świat cały i każdego człowieka. W taki też sposób zaczął czytać już nie tylko całe swoje życie, ale w ogóle rzeczywistość wokół siebie, właśnie przez pryzmat Pisma Świętego.

I to jest właśnie pierwszy wniosek z tej Ewangelii czego od Mateusza możemy się uczyć (myślę że warto się o to do niego modlić), żeby Biblia, lectio divina, było dla nas światłem na naszej ścieżce, jak mówi Psalmista. Mateusz jest tu bez wątpienia mistrzem. On tak potrafił czytać Stary Testament, żeby objaśniał Nowy i potem wracał od Nowego do Starego i tak się u niego to wszystko układało. Warto zobaczyć w lectio jeden z wymiarów działania Bożej Opatrzności. Pan Bóg mówi do nas przez swoje Słowo.

Drugi wniosek jest może trochę bardziej problematyczny. Jeśli czytamy uważnie, to widzimy, że wersja Mateusza, bardzo różni się od wersji Łukasza. Bo u Łukasza czytamy, że Józef z Maryją pochodzili z Nazaretu i z Nazaretu poszli do Betlejem, żeby się dać zapisać, a tam się narodziło Dziecię. Z kolei z Ewangelii Mateusza wynika raczej, że On się urodził w Betlejem, bo stamtąd oni pochodzili, potem przyszli Mędrcy, potem musieli uciekać do Egiptu. Kiedy z Egiptu wrócili, to Ewangelista mówi, że jak Józef się dowiedział, że w Judei panuje Archelaos, to się bał tam iść. Dlatego dostał nakaz we śnie i poszedł do Nazaretu. Z tego by wynikało, że domem rodzinnym Józefa w wersji Mateuszowej nie jest Nazaret, ale Betlejem. Jest to jakby trochę inna tradycja. Zatem u Łukasza w Betlejem są gośćmi, a u Mateusza, Betlejem jest ich domem.

Ta sprzeczność nie powinna nas niepokoić. Pamiętajmy przede wszystkim, że Ewangelie są książkami teologicznymi, w starym, archaicznym sensie tego słowa, czyli wszystko, co tam jest napisane, ma przede wszystkim wymiar teologiczny. Szukanie sprzeczności między tekstami jest bez sensu. Zresztą, nie ukrywajmy, że jak ktoś uważnie czyta, to nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, żeby tę sprzeczność zauważyć, więc jeśli przez 2000 lat Kościół to czytał i na początku, jak były zatwierdzane wszystkie kanony Pisma Świętego, oni to wszystko widzieli. Ale potrafili to czytać, w taki sposób, w jaki to zostało napisane.

Pamiętajmy również, że perspektywa Mateusza i perspektywa Łukasza są różne. Oni mówią z innych punktów widzenia. Dla Mateusza – Żyda ważne jest podkreślenie związku pomiędzy Mesjaszem a królem Dawidem, a Betlejem było miastem rodzinnym króla Dawida. Jezus jest nie tylko z rodu Dawida, ale i pochodzi z samego Betlejem. Nie tylko się tam urodził, ale to jest Jego miejscowość rodzinna, którą zresztą musiał bardzo szybko opuścić. U Łukasza jest napisane z innej perspektywy, bo u Łukasza Pan Jezus jest zawsze w drodze. Cała Ewangelia Łukaszowa jest tak napisana, że On jest ciągle w drodze z Galilei do Judei. Najpierw idzie w łonie matki i się rodzi, a potem idzie z uczniami, umiera na krzyżu i zmartwychwstaje. Takie jest przesłanie Łukasza, bardziej międzynarodowe, jeżeli można tak powiedzieć. To jest więc druga uwaga.

Po trzecie, znowu mamy św. Józefa i tej postaci warto się przyjrzeć. Jedną z praktycznych rad Papieża Franciszka jest: „Idź do Józefa, on Ci pomoże”. To może się nam wydawać takie dewocyjne, prostackie. Ale bądźmy katolikami, wierzmy w świętych obcowanie.

Święty Józef to jest naprawdę człowiek bardzo niezwykły, jest człowiekiem głębokiej wrażliwości. Panowie mają od kogo się uczyć głębokiej wrażliwości i to nie jest żaden wstyd, lecz warto to naśladować. Jest to człowiek, który bardzo kochał swoją żonę, bardzo mu na Niej zależało i był w stanie zrobić dla Niej wszystko – dosłownie.

Pomyślmy sobie, jak to w tej wersji Mateuszowej wyglądało. Jak się dowiedział we śnie, to wstawali w środku nocy, uciekali przez pustynię – z kobietą po porodzie i dzieckiem. W dzisiejszych czasach byłoby to problematyczne, a co dopiero wtedy. Uciekał też z gołymi rękami, nie znając języka, a musiał jakoś sobie poradzić. Ale stanął na wysokości zadania i o swoją rodzinę się zatroszczył.

To jest też człowiek, który wie czym jest lęk. Ewangelista wprost mówi, że się bał. Widział cuda, anioł mu się śnił, ale bał się. To nie jest żaden wstyd, że człowiek przeżywa takie słabości. I Pan Bóg na te jego strachy różnego rodzaju też odpowiada. Więc jest to wzór i taka osoba, do której rzeczywiście warto się odwołać. No i jeszcze warto po raz kolejny przypomnieć, że jednak wierzymy głęboko we Wcielenie, czyli zakładamy, że Jezus Chrystus do swojego człowieczeństwa rozwijał się jak każdy normalny człowiek. Czyli, jak mówi współczesna psychologia, relacja z ojcem sprawia, że młody człowiek, mężczyzna jest w stanie nawiązać kontakt z rzeczywistością zewnętrzną. Jest w stanie wejść w miarę normalną relację z ludźmi, ze światem. Nie jest jakimś socjopatą. Z kolei dobra relacja z matką sprawia, że człowiek jest w stanie wejść w kontakt sam ze sobą, z warstwą emocjonalną. Nie racjonalizuje wszystkiego, tylko jakby ma wgląd do siebie. I kiedy widzimy Jezusa od strony ludzkiej – Jego relacje z Apostołami, jak potrafi się znaleźć w tłumie, jaki ma stosunek do kobiet, że potrafi brać odpowiedzialność za swoje czyny, że rozmawia z tymi, którzy go oskarżają, potrafi wyjść na spotkanie nieuniknionego w Ogrodzie Oliwnym – to wszystko dzięki Józefowi.

On się patrzył na swojego ojca. Bo Józef jest ojcem Jezusa co do człowieczeństwa. Może nie biologicznym, ale jest Jego ojcem. To jest zawsze argument dla tych, którzy mają dzieci adoptowane, że nie trzeba mieć koniecznie dziecka spłodzonego w sensie fizycznym, ale można być rzeczywiście rodzicem dziecka adoptowanego. Bo Pan Jezus był adoptowanym synem Józefa. Było, nie było, cały ryt brania na kolana, dawania imienia, należał do ojca, a Józef to Panu Jezusowi zrobił, uznając go za swojego syna. Zatem Józef jest wart uwagi zwłaszcza w naszych czasach.

Pamiętajmy też, że jednak od dawna, w tradycji łacińskiej, Józef jest uznawany za patrona Kościoła Świętego, nie bez przyczyny. Zwłaszcza w naszych czasach, gdy Kościół – nasza wspólnota wiary, boryka się z różnymi problemami, to do Józefa warto się uciekać. To jest trzecia rzecz.

Czwarta rzecz, często pomijana, to jest kwestia rzezi niewiniątek w Betlejem. U nas w klasztorze jest to też o tyle ważne, że w naszej tradycji, wtedy najmłodsi przejmują władzę w domu, jest taki rodzaj „karnawału niewiniątek”. Ale to jest też szalona odpowiedź na cierpnie niezawinione. Jest piękne zdanie François Mauriac‘a, który powiedział, że „jeśli ktoś odpowie mi na pyta- – 26 – nie skąd się wzięło zło i czemu ludzie, a zwłaszcza dzieci cierpią w sposób niezasłużony, to przyprowadźcie go do mnie, a ja go uduszę”. No bo nikt tego nie wie, dlaczego takie rzeczy się dzieją. Natomiast ewangelista Mateusz, który bardzo głęboko przeżywał te tajemnice zwłaszcza Opatrzności Bożej, pokazywał nam tutaj, że oczywiście Herod, człowiek ma prawo dokonać tak strasznej zbrodni jak wymordowanie małych dzieci (co jest wydarzeniem przerażającym i strasznym), ale Pan Bóg jest wszechmogący i On nawet taką zbrodnię ludzką potrafi przemienić, że to jest jakoś w Jego planach i potrafi wyciągnąć z tego dobro również dla tych pomordowanych dzieci. W tradycji Kościoła łacińskiego, jest też długi kult świętych Młodzianków, jak to się kiedyś mówiło niewiniątek i to są patronowie spraw beznadziejnych i tych, którzy otrzymują cierpienie niezasłużone. Ta tajemnica jest tu pokazana.

Tajemnicza Ewangelia dzieciństwa w tych kierunkach idzie. Staraliśmy się ją czytać przede wszystkim jako wątek ludzki. Doskonale zdajemy sobie sprawę z bóstwa Pana Jezusa, ale warto też pamiętać o Jego człowieczeństwie i ten aspekt szczególnie pokazuje nam św. Mateusz.


Tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Benedictus”, który prowadzony jest przez oblatów benedyktyńskich.


Szymon Hiżycki OSB (ur. w 1980 r.) studiował teologię oraz filologię klasyczną; odbył specjalistyczne studia z zakresu starożytnego monastycyzmu w kolegium św. Anzelma w Rzymie. Jest miłośnikiem literatury klasycznej i Ojców Kościoła. W klasztorze pełnił funkcję opiekuna ministrantów, duszpasterza akademickiego, bibliotekarza i rektora studiów. Do momentu wyboru na urząd opacki był także mistrzem nowicjatu tynieckiego. Wykłada w Kolegium Teologiczno-Filozoficznym oo. Dominikanów. Autor książki na temat ośmiu duchów zła Pomiędzy grzechem a myślą oraz o praktyce modlitwy nieustannej Modlitwa Jezusowa. Bardzo krótkie wprowadzenie.


Fot. Stanisław Matusik

(Visited 359 times, 1 visits today)


Za pomocą newslettera chcemy się kontaktować, aby przesyłać teksty, nowości wydawnicze i ogłoszenia, które dotyczą naszego podwórka. Planujemy codzienną wysyłkę takiego newslettera.

Czytający i słuchający naszych materiałów, zarówno dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, jak i na kanale YouTube lub innych platformach podcastowych, mogą zastanawiać się w jaki sposób można nas wesprzeć… Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij