Umieszczony przez 10:25 Pismo Święte

Lectio divina / J 1,1–18

Jeżeli przez Słowo wszystko się stało, to oznacza, że pewne błędy trzeba wykluczyć. Prolog Janowy powstaje wtedy, kiedy tworzą się różne herezje w rodzaju gnostycyzmu, który głosi, że świat materialny jest skutkiem działania jakiegoś złego bóstwa, demiurga, że to co materialne jest zawsze wewnętrznie złe.

Będziemy czytać Prolog Janowy, tekst oczywiście bardzo dobrze znany. Niech on będzie dla nas pomostem między tym, co było mówione o Adwencie w sensie eschatologicznym, czyli o oczekiwaniu spodziewanego powrotu Chrystusa na końcu czasów, a tym drugim sensem Adwentu, czyli oczekiwaniem na narodziny Pana Jezusa w Betlejem. Prolog Janowy jest w tym momencie historii ludzkości, w którym Bóg narodził się na Ziemi jako człowiek.

1 Na początku było Słowo,
a Słowo było u Boga,
i Bogiem było Słowo.
2 Ono było na początku u Boga.
3 Wszystko przez Nie się stało,
a bez Niego nic się nie stało,
co się stało.
4 W Nim było życie,
a życie było światłością ludzi,
5 a światłość w ciemności świeci
i ciemność jej nie ogarnęła.
6 Pojawił się człowiek posłany przez Boga –
Jan mu było na imię.
7 Przyszedł on na świadectwo,
aby zaświadczyć o światłości,
by wszyscy uwierzyli przez niego.
8 Nie był on światłością,
lecz [posłanym], aby zaświadczyć o światłości.
9 Była światłość prawdziwa,
która oświeca każdego człowieka,
gdy na świat przychodzi.
10 Na świecie było [Słowo],
a świat stał się przez Nie,
lecz świat Go nie poznał.
11 Przyszło do swojej własności,
a swoi Go nie przyjęli.
12 Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli,
dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi,
tym, którzy wierzą w imię Jego –
13 którzy ani z krwi,
ani z żądzy ciała,
ani z woli męża,
ale z Boga się narodzili.
14 A Słowo stało się ciałem
i zamieszkało wśród nas.
I oglądaliśmy Jego chwałę,
chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca,
pełen łaski i prawdy.
15 Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: «Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie». 16 Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali – łaskę po łasce. 17 Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. 18 Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, [o Nim] pouczył.
(J 1,1–18)

Wiemy, że za wyrazem „słowo” kryje się grecki wyraz logos, który można rozumieć różnorako. Tutaj tłumacze konsekwentnie trzymają się tego wyrażenia „Słowo”. Nie wchodząc z tym w dyskusje, widzimy, że jest tu coś z semickiej mentalności. W całym Piśmie Świętym, poczynając od Księgi Rodzaju, jest ta logika, że Pan Bóg stwarza swoim słowem. Więc w tym, co napisano w Prologu, mianowicie:

1 Na początku było Słowo,
a Słowo było u Boga,
i Bogiem było Słowo.
2 Ono było na początku u Boga.
3 Wszystko przez Nie się stało,
a bez Niego nic się nie stało,
co się stało.

— w tym zachowana jest spójność z wszystkimi innymi poprzednimi Księgami Pisma Świętego. Pan Bóg stwarza słowem, Jego słowo jest stwórcze, przez nie wszystko się dzieje. Słowo ma ten walor, że jest czymś, co objawia, bo niesie ze sobą znaczenie. Gdybyśmy w miejsce słowa użyli wyrazu „umysł” lub „pojęcie”, byłoby to niezręczne, nie miałoby tego waloru. Słowem każdy z nas się posługuje, żeby komuś innemu przekazać jakąś informację, jakąś wiedzę. I w tym właśnie sensie Pan Bóg coś o sobie objawia, posyłając na ziemię swojego Syna, pozwalając Słowu się wcielić. Znana jest myśl św. Jana od Krzyża, że Bóg wypowiedział swoje Słowo i nie ma już nic więcej do powiedzenia, ponieważ w swoim Słowie, czyli w Jezusie Chrystusie, powiedział absolutnie wszystko.

Często toczy się dyskusję wokół wyrażenia a Słowo było u Boga, które podkreśla, że Syn jest zrodzony z Ojca i że to zrodzenie jest przedwieczne, czyli jeszcze przed czasem. Czasami wydobywa się fakt, że użyte są słowa pros ton Theon, które można tłumaczyć: był On skierowany ku Bogu. Lubię wracać do tego, bo być może kryje się w tym głęboka prawda na temat Syna Bożego w odniesieniu do Jego Ojca, mianowicie że Chrystus jest całkowicie skierowany ku swojemu Ojcu. Wszystko, co Chrystus robi i co jest treścią Jego ludzkiego i boskiego życia, kieruje się ku Ojcu.

W Nowej Hucie, w kościele Arki Pana, jest krzyż sporych rozmiarów, na którym Chrystus, chociaż przybity gwoździami, całym sobą wyrywa się w przód. To jest bardzo rzadka wizja Ukrzyżowanego, który ani nie zwisa bezwładnie, ani też nie jest uwielbiony w chwale, uwolniony od gwoździ. To jest Chrystus, który jest przybity do Krzyża, ale całym ciałem wyrywa się ku Ojcu. Owszem, przyjmuje rany, które Mu zadano, ale całym sobą pokazuje, że przez to wszystko wypełnia wolę Ojca. Nie ma w Nim nic, co nie byłoby skierowane ku Ojcu. Ten krzyż robi głębokie wrażenie – taki jest Chrystus.

To jest Ewangelia Janowa, więc ta myśl wprowadza nam późniejszą myśl Jana, która pojawia się w rozdziale 6., gdzie Chrystus mówi o tych, którzy spożywają Jego Ciało i piją Jego Krew. Pan Jezus mówi: Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. (…) Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Kto spożywa Ciało i Krew Jezusa, żyje przez Niego, więc jeżeli w Jezusie nie ma nic, co nie byłoby ukierunkowane ku Ojcu, to tym samym ma się charakteryzować chrześcijanin. Nic w nas nie powinno być odwrócone od Chrystusa. To też było podkreślane przy czytaniu Listu do Efezjan, że wszystko, co wydarza się w życiu duchowym, jest kwestią tego, czy jesteśmy z Chrystusem, czy jesteśmy daleko od Niego.

O światłości oświecającej każdego człowieka też była mowa w poprzednim lectio divina, kiedy mówiłem o wewnętrznym człowieku, o którym pisze św. Paweł. Jest szersze pole do interpretacji, jeżeli chodzi o tamto pojęcie, ale jest jedna rzecz, którą musimy zachować. Istnieje jakieś podobieństwo, jakieś pokrewieństwo pomiędzy Bogiem i Jego stworzeniem. Z tym nigdy nie można pójść za daleko i nie można wynieść tego podobieństwa zbyt wysoko. Ostatecznie nasza sytuacja stała się taka, że Pan Bóg postanowił wydobyć nas z tej kondycji, posyłając swojego Syna. Nie myślmy o sobie za wysoko, ale miejmy w głowie też to, co jest w Księdze Rodzaju: że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Miejmy w głowie to, co pojawia się teraz w Prologu Janowym: że każdego człowieka, kiedy on przychodzi na świat, oświeca światłość Boża.

Obraz i podobieństwo Boże Ojcowie Kościoła konsekwentnie komentowali jako przenośnie opisujące rozum i wolę człowieka, czyli te dwie władze, które łączą człowieka z Bogiem. Pan Bóg ma rozum i człowiek ma rozum; Pan Bóg ma wolę i człowiek ma wolę. Bardzo dużo ludzi rozumie słowo „wola” jako silną wolę, a to nie jest to samo. Wola to nasza zdolność do chcenia, czyli gdy coś wybieram, to używam woli. Jeżeli ktoś czytał Listy o modlitwie Chapmana, to widzi, że u Chapmana modlitwa opiera się na woli. Nie na rozumie, czyli na poznaniu — na tym, że ja poznaję coraz to nowe prawdy na temat Pana Boga — ale na woli, czyli na tym, że ja konsekwentnie Pana Boga chcę i Go wybieram.

Ten podział na rozum i wolę, czyli na dwie władze człowieka, które świadczą o pokrewieństwie między człowiekiem i Bogiem, to taka złota nić, którą można prześledzić przez wszystkie wieki Kościoła. Nawet wczoraj, kiedy czytałem na Wigiliach kazanie błogosławionego Izaaka, opata klasztoru w Stelli, pod koniec pojawia się myśl, która mówi o tym, że Chrystusa mamy w sobie przez miłość i poznanie. To nie są jakieś losowe słowa, które Izaak rzuca ot tak; on bardzo świadomie je wypowiada – miłość i poznanie, bo kocha się przez wolę, a poznaje się przez rozum. Znajdziemy to u każdego autora przez setki lat myśli teologicznej – jest rozum i wola, jest poznanie i miłość. To nas łączy z Panem Bogiem.

Oczywiście Jego rozum i nasz rozum — to przepaść niewyobrażalna; Jego wola i nasza wola to jest zupełnie co innego. Ojcowie Kościoła tego się trzymali, mówiąc, że obraz to jest rozum. Rozum jest niezatarty, każdy go ma. Mówimy wprawdzie na co dzień, że ktoś ma mniej lub więcej rozumu, ale mamy wtedy na myśli rozsądek. Rozum to jest statyczna władza, to jest wyciąganie wniosków z przesłanek. Wolę Ojcowie Kościoła utożsamiali z podobieństwem, bo ono jest dynamiczne, może się zmieniać; można być mniej lub bardziej podobnym — inaczej niż obraz, który jest lub którego nie ma. Tak samo wola może być lepiej albo gorzej zjednoczona z Panem Bogiem.

W Prologu jest ta myśl, że wiele nas łączy z Panem Bogiem. Ale pamiętajmy, że nie byłoby Wcielenia, gdyby tak bardzo dużo nas od Niego nie oddzielało i gdyby nie musiał On tej przepaści między nami w ten sposób zasypać.

Wszystko przez Nie się stało oznacza, że wszystko, co zostało stworzone, pozostaje w ukrytej relacji do Chrystusa. Przypomnijmy sobie o tym, co mówiliśmy o Wysokości, Szerokości, Głębokości i Długości, że chrześcijanin, który rozgląda się we wszystkie strony świata, powinien sobie przypominać, iż to, na co patrzy, w jakiś sposób odnosi się do Boga, który to wszystko stworzył. Zbawienie, które przynosi Chrystus, jest dla wszystkich ludzi, dla całego świata. Tutaj dochodzi nowa myśl, że wszystko, co jest na świecie, zostało stworzone przez Chrystusa. Jest cała dyskusja wokół tego: czy zostało stworzone jako skutek czy inaczej, że to Słowo Boże, czyli Syn, było wzorem dla stworzenia. Zostawiamy to na boku i tylko uświadamiamy sobie, że wszystko, co nas otacza, mówi nam o Panu Bogu.

Tę myśl św. Paweł wydobędzie w Liście do Rzymian w pierwszym rozdziale, kiedy pisze, że Pana Boga da się poznać na podstawie rzeczy stworzonych. Dla naszego Kościoła stało się to podstawą dogmatu: da się poznać, że Bóg jest tylko dzięki rozumowi, który obserwuje rzeczy stworzone. Święty Paweł wprost mówi o tym, że ludzie, którzy tego nie widzą, są głupi (zob. Rz 1,22). Miejmy to na uwadze, że pierwszym krokiem na drodze człowieka do poznania Boga może być uświadomienie sobie, iż wszystko nam o Nim mówi, bo zostało przez Niego stworzone.

Pamiętam, że jak zdawałem egzamin z teologii dogmatycznej u oo. Dominikanów, użyłem sformułowania „Pan Bóg stworzył świat”. Egzaminator był bardzo surowy, powiedział, że ścierpi to stwierdzenie tylko dlatego, że jeszcze nie miałem wykładu o teologii stworzenia, ale poprawnie należy powiedzieć: „Pan Bóg stwarza świat”, zawsze go stwarza i wtedy wygłosił mi naukę dłuższą — z której chętnie skorzystałem, bo nie byłem bardzo dobrze przygotowany do egzaminu — na temat tego, że nie ma takiego momentu w naszej rzeczywistości, w naszym czasie, kiedy uwaga Pana Boga nie jest skierowana ku Jego stworzeniu. Teoretycznie gdyby Pan Bóg zapomniał o tym, że ktoś z nas jest, to ten ktoś zniknąłby. Tym, co podtrzymuje wszystko w istnieniu, jest sam Pan Bóg; to, że ma ku nam skierowaną swoją uwagę. Dlatego w każdym momencie wszystko jest stwarzane. Zawsze Pan Bóg kieruje się ku nam i podtrzymuje nas w istnieniu.

Jeżeli przez Słowo wszystko się stało, to oznacza, że pewne błędy trzeba wykluczyć. Prolog Janowy powstaje wtedy, kiedy tworzą się różne herezje w rodzaju gnostycyzmu, który głosi, że świat materialny jest skutkiem działania jakiegoś złego bóstwa, demiurga, że to co materialne jest zawsze wewnętrznie złe. To jest ogromny krok, który robi chrześcijaństwo, przez ten Prolog Janowy. Przez niego powiedziane jest, że wszystko, co materialne, zostało stworzone przez Chrystusa. Więc nic z tego, co jest materialne, nie jest samo w sobie złe. To stanie się podstawą dla św. Piotra, żeby przestać uważać za nieczyste rzeczy, które Bóg stworzył. Wszystko samo z siebie jest dobre, bo pochodzi od Boga, a co my z tym zrobimy, to jest już inna sprawa.

Jest pewna dychotomia, o czym mówiłem. Z Listu do Diogneta wysnuliśmy tę myśl, że chrześcijanin jest przybyszem na świecie i że chociaż chrześcijanie mieszkają w różnych ojczyznach, to ich prawdziwa ojczyzna jest w niebie. Z drugiej strony mówimy, że cały świat jest stworzony przez Boga i wszystko o Bogu świadczy. To jest takie napięcie, którego wcale nie musimy niwelować. Pamiętajmy o jednym i o drugim. Wszystko nam mówi o Panu Bogu, ale i tak nasza ojczyzna i pełnia naszego życia jest w niebie. Nie musimy rezygnować ani z jednego, ani z drugiego. Niedawno czytałem książkę biskupa Rysia o św. Franciszku. Jest fenomenalna, przeczytałem w jeden dzień. Jest też bardzo oddziałująca na zmysły, bo jest w niej mnóstwo zdjęć miejsc, w których św. Franciszek żył. Ale myśl, którą wyniosłem z tej książki, to teologia, jaką miał św. Franciszek. Często przedstawia się go jako sympatycznego półgłówka, który przemawiał do ptaszków, do wilków i tak się bawił ze zwierzętami, podczas gdy to wszystko, co robił wobec zwierząt, ma ten sens: wszystko zostało stworzone przez Boga i zadaniem człowieka jest znów to, co stworzone, odnieść do Boga. Jak św. Franciszek głosi kazanie do ptaków, to jest to sygnał dla wszystkich ludzi wokół niego, że te ptaki są stworzone przez Boga i znów się do Niego odnoszą; one tu teraz są, bo On tego chce, On udziela im istnienia, a nie zostały odseparowane od Bożej opatrzności przez akt stworzenia. Tu jest sedno chrześcijańskiej ekologii. Dostaliśmy świat, którym mamy się zaopiekować nie po to, żeby go niszczyć, nie żeby za wszelką cenę ratować jakiś jeden gatunek kosztem istnienia człowieka. Trzeba znaleźć coś pośrodku, czyli oddać Panu Bogu to, co On sam stworzył. To do Niego trzeba wszystko odnieść.

Prolog mówi o tym, że dostaliśmy moc, żeby stać się dziećmi Bożymi i o tym, że narodziliśmy się z Boga. Ta bardzo ważna myśl często nam umyka – cały Nowy Testament mówi nam o chrześcijanach jako o przybranych dzieciach Bożych. Jest pewna rysa, która nigdy nie zniknie między nami a Panem Bogiem. Człowiek został powołany do jedności z Bogiem jak Adam i Ewa, ale tę jedność utracił i dopiero Wcielenie Syna Bożego znów do tej jedności ludzkość przywraca. My jesteśmy dziećmi Bożymi tylko dlatego, że otrzymaliśmy chrzest, zostaliśmy zanurzeni w śmierć Chrystusa i mamy udział w Nim samym, w Jego Ciele. Dlatego jesteśmy dziećmi Bożymi, bo On jest Synem i przez Niego mamy to dziecięctwo Boże.

Św. Jan pisze w swym Prologu bardzo radykalnie, że prawdziwe narodziny człowieka to są narodziny z Boga. Pisze o tych, którzy nie narodzili się z krwi. Przecież wszyscy narodziliśmy się z krwi w tym sensie, że urodziliśmy się cieleśnie, a dla św. Jana akcent pada na narodzenie się z Boga. Klamka naszego kościoła jest w kształcie ryby i często mówię oprowadzanym wycieczkom, że to jest starożytny symbol chrześcijaństwa, bo greckie słowo ryba – ΙΧΘΥΣ rozwija się w zdanie – Jezus Chrystus Syn Boga Żywego. Ale wcześniejszą myślą jest to, że chrześcijanie są jak ryby, to znaczy jak ryby rodzą się w wodzie, bo rodzą się przez chrzest. To jest prawdziwy moment narodzenia. Moment narodzenia, który jest momentem śmierci — taka jest teologia św. Pawła. W Liście do Rzymian mówi, że wszyscy zostaliśmy zanurzeni (po grecku to jest to samo słowo co ochrzczeni – chrzcić i zanurzać to baptizo) w śmierć Chrystusa. Na tym opiera się teologia św. Pawła bycia wolnym od prawa żydowskiego, bo kto jest wolny od prawa? Ten, kto umarł, jego prawo przecież nie obowiązuje. W Polsce i w każdym innym kraju tak jest. Jeżeli umieramy, to prawo nas nie obowiązuje, i Paweł pisze, że umarliśmy wszyscy przez chrzest, który otrzymaliśmy w Chrystusie, dlatego jesteśmy wolni od prawa.

A Słowo stało się ciałem – na ten temat dużo się mówi, im bliżej jest Boże Narodzenie. Greckie słowo sarks (σαρξ) użyte w tym miejscu oznacza ciało w sensie bardzo fizycznym. Można w greckich tekstach odnaleźć zdania, w których to słowo odnosi się do mięśni, do mięsa. Jest to coś bardzo namacalnego, a to znaczy, że Prolog idzie bardzo daleko. Bóg stał się ciałem, człowiekiem tak mocno, jak tylko się da, by nie mieć udziału w grzechu. Chrystus nie ma udziału w grzechu i w skutkach grzechu pierworodnego, ale we wszystkim innym, co jest właściwe człowiekowi, co jest cielesne, Chrystus udział ma. I Chrystus stał się ciałem w tym sensie.

Każdy z nas doświadcza sprzeczności w sobie samym. To co mówi św. Paweł: Któż mnie wyzwoli z ciała dążącego ku śmierci? (por. Rz 7,24) Jest dobro, którego chcę, i zło, którego nie chcę, ale wybieram zło. Są we mnie sprzeczne dążenia. Jest we mnie pragnienie dobra, które mam dzięki temu, że jestem stworzony na Boże podobieństwo, i jest we mnie żądza czynienia zła, która jest skutkiem grzechu pierworodnego. Jedno i drugie jest w człowieku, i tak powinniśmy czytać to, co o ciele i duszy zostało napisane w Liście do Diogneta.

Zwróćmy uwagę, że jeżeli autor listu rysuje analogię między duszą a chrześcijanami w świecie, to nadal tak jest. Rolą chrześcijanina jest, aby przypominać, że zmysłowa przyjemność nie jest absolutem. Wielkim zadaniem chrześcijanina jest przypominanie, że moim celem nie jest robienie wszystkiego, co chcę. To, że chcesz, jeszcze nie świadczy o tym, że taki jesteś, że to jest twoja tożsamość. To zabrzmi jak gderanie, słyszałem to wiele razy z ambony: są ci, co mówią „róbta co chceta”, a tak nie wolno. Trochę tak jest, że świat nam mówi: „wszystko czego pragniesz powinno być dozwolone, bo to jest coś szczerego”. A chrześcijanin mówi NIE. To, co jest szczere na mój temat, dopiero się ujawni w mojej relacji z Chrystusem. Dopiero światło, które przynosi Słowo Chrystusa, pokaże mi, kim jestem. Dopiero wtedy będę wiedział, czego chcę, a to jest droga, a nie jeden moment, kiedy tego akurat doświadczam.

Prolog Janowy mówi wyraźnie, że nie widzieliśmy nigdy Boga, ale daje też wyraźnie do zrozumienia, że to Jezus jest Tym, który o Bogu poucza, że ten, kto widział Jezusa, widział też Ojca. W naszej kaplicy na Opatówce niedawno zawiesiliśmy nad mozaiką, która przedstawia Chrystusa na tronie, ikonę przedstawiającą mandylion, czyli wizerunek nie ręką ludzką uczyniony, przedstawiający twarz Chrystusa odbitą na welonie św. Weroniki. Po wejściu do kaplicy ktoś może czuć się zdezorientowany, bo na wprost jest Chrystus na tronie, po prawej stronie jest Chrystus z Księgą na dużej ikonie, na tabernakulum jest wizerunek Baranka i nad tym wszystkim jest jeszcze ten mały mandylion. Można by pomyśleć, że wystarczy Pana Jezusa w tej kaplicy, czemu jest Go tak strasznie dużo? Ale Mandylion kazał nam umieścić, nie znosząc sprzeciwu, o. Bernard z Jerozolimy, którego niektórzy z was poznali. On na teologii ikony zna się bardzo dobrze. Kazał nam to zrobić, mówiąc, że to musi być, bo to nam przypomina, iż Bóg dał nam się widzieć na ziemi przez sobie współczesnych, tych którzy Go mieli okazję fizycznie zobaczyć. Jest tradycja, że zostawił swój wizerunek odbity na płótnie i dlatego jeżeli my Go wyobrażamy, to nie robimy niczego złego, tylko wręcz wypełniamy Jego wolę. Jeżeli ktoś ma ikonę w domu, to niech nie czuje się potępiony. Pan Jezus dał się widzieć na ziemi i stając z Nim twarzą w twarz, możemy się przenieść do tamtych czasów. Taka była Jego wola – stać się bliskim człowiekowi. Nie ma w tym niczego złego, kiedy stajemy się Mu bliscy, gdy modlimy się przed ikoną.


Konferencja wygłoszona podczas rekolekcji adwentowych dla oblatów w Tyńcu, w dniach 11-13 grudnia 2020 r. Tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Benedictus”, który prowadzony jest przez oblatów benedyktyńskich.


Grzegorz Hawryłeczko OSB, ur. 1990 r., mnich tyniecki od 2012 r., święcenia kapłańskie przyjął w 2020 r., interesuje się sakramentologią oraz teologią ascetyczną i mistyczną. W klasztorze pełni funkcję ekonoma i rzecznika prasowego.


Fot. Borys Kotowski OSB

(Visited 152 times, 1 visits today)


Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z naszego portalu CSPB możesz skorzystać z propozycji zapisania się do systemu Feedburner, za pomocą którego, codziennie między godziną 20:00 a 23:00 otrzymasz e-maila z listą linków najnowszych wpisów, które ukazały się w danym dniu... Zapisz się do powiadomień
Zamknij