Umieszczony przez 12:20 Formy praktyki modlitwy Jezusowej

Medytacja siedząca

Używając poduszki, którą kładzie się na macie, należy wybrać pozycję, która dla danej osoby będzie najlepsza. Można usiąść ze skrzyżowanymi nogami lub w siadzie klęcznym. W pierwszym przypadku prawą stopę kładzie się na lewym udzie, a lewą na prawym – albo odwrotnie. Postawa ta, zwana kwiatem lotosu, wzbudza pewne kontrowersje…

Do medytacji siedzącej używamy poduszki, klęcznika lub krzesła. W każdej pozycji należy pamiętać o trzech elementach: bezruchu, wyprostowanym kręgosłupie oraz skupieniu.

Używając poduszki, którą kładzie się na macie, należy wybrać pozycję, która dla danej osoby będzie najlepsza. Można usiąść ze skrzyżowanymi nogami lub w siadzie klęcznym. W pierwszym przypadku prawą stopę kładzie się na lewym udzie, a lewą na prawym – albo odwrotnie. Postawa ta, zwana kwiatem lotosu, wzbudza pewne kontrowersje. Jednak pozwala ona na dłuższe praktykowanie modlitwy Jezusowej. Wbrew negatywnym opiniom można ją stosować w tej praktyce. Wspomina o tym chociażby Joseph Ratzinger, wskazując w sposób wyważony, że ta postawa nie przynależy do liturgii, mimo to nie odrzuca jej jako nieodpowiedniej dla chrześcijanina.

Na początku przyjęcie wyżej wymienionej postawy jest bardzo trudne. Można więc prawą stopę położyć na lewym udzie, a lewą położyć pod prawym podudziem – albo odwrotnie. Inna propozycja – prawą stopę położyć na lewej łydce, lewą natomiast pod prawą nogą – albo odwrotnie. Jeżeli ten sposób jest niemożliwy do zastosowania, to możemy poduszkę położyć poziomo lub pionowo pomiędzy nogi i wtedy usiąść. Jeżeli dla kogoś jest za nisko, to można użyć dwóch poduszek.

Przy siedzeniu na poduszce miednicę należy wychylić nieco do przodu, by ułatwić oddychanie przeponowe i wyprostowanie się kręgosłupa. Głowę trzyma się prosto, w pozycji pionowej tak, jakby chciało się jej czubkiem dotknąć sufitu. Kolana powinny dotykać podłoża. Dłonie mogą być złożone lub oparte na kolanach. Oczy należy mieć raczej otwarte niż zamknięte. Zalecaną postawą są oczy półotwarte. Można patrzeć przed siebie, w podłogę lub wpatrywać się w jeden punkt. Podstawową zasadą jest nieskupianie się na tym, co się widzi. W modlitwie Jezusowej oczy lepiej mieć otwarte, ponieważ dzięki temu łatwiej zapobiec pojawieniu się różnych wyobrażeń a tym samym oddalić wszelkie rozproszenia. Nie szukamy tu żadnych obrazów ani przeżyć. Otwarte oczy chronią również przed zaśnięciem – kiedy ma się zamknięte oczy, łatwiej jest zasnąć (szczególnie gdy jest się zmęczonym), nawet jeśli się nie ma takiej intencji. Jeżeli pojawią się jakieś wyobrażenia, to można skierować wzrok w inne miejsce.

Można się zastanawiać czy te wszystkie wskazówki techniczne dotyczące sposobu siedzenia są ważne. Czy nie dałoby się uczynić tego bardziej prościej? „Jeden z Ojców Pustyni mawiał: »Liturgia zaczyna się od nóg«; znaczyło to, że »najbardziej duchowe rozgrywa się w cielesnym«”. Zatem ciało ma do odegrania w modlitwie swoją rolę. Człowiek staje na niej cały, z duszą i ciałem. Nie można oddzielić jednego od drugiego. Wspomina o tym św. Marek Eremita: „Duch nie może się wyciszyć, pomijając sprawy ciała. Nie można też zburzyć muru dzielącego ducha i ciało bez wewnętrznego wyciszenia i modlitwy”. Do roli ciała w modlitwie wrócimy jeszcze na końcu tego rozdziału.

Tym, co może nam pomóc w modlitwie, jest oddech. Należy oddychać naturalnie (najlepiej przeponą), być zrelaksowanym i skupionym. Barki i ramiona powinny być rozluźnione. Na początku można klika razy lekko wychylić się boki, aby ugruntować pozycję i odtąd siedzieć już w bezruchu. Przed wstaniem należy upewnić się, że jest czucie w nogach. W przypadku ich zdrętwienia, powinno się zaczekać aż do chwili odzyskania pełni sił.

Jeżeli nie jest możliwe siedzenie na poduszce, można skorzystać z klęcznika, który ustawia się na macie. Można też usiąść na krześle tak, by uda były pod kątem prostym z wyprostowanym korpusem i podudziami. Stopy niech spoczywają płasko na podłożu. Przy siedzeniu na krześle nie należy się opierać. Jeśli ktoś jest zmęczony, korzystając z oparcia, mógłby szybko zasnąć. Lepiej więc tego nie robić.

Zarówno siedząc na krześle, jak używając klęcznika dobrze jest pamiętać o wyprostowanej szyi. Jest to istotne, ponieważ taka postawa przyczynia się do odprężenia i skupienia uwagi. Gdy ciało jest pochylone, to gorzej oddychamy, łatwiej jest zasnąć, więcej jest trudności z rozproszeniami. Wyprostowana sylwetka pozwala także utrzymać koncentrację.

Najważniejsze jest to, by każdy znalazł dla siebie odpowiednią pozycję, która będzie mu pomagać w trwaniu przed Bogiem na modlitwie. Jest to ważne, ponieważ medytację na siedząco praktykujemy najczęściej podczas rekolekcji Oddychać Imieniem. W modlitwie indywidualnej zazwyczaj też wybiera się tę formę praktyki. Chociaż właściwa pozycja ciała jest bardzo pomocna w modlitwie, to Jan Bereza OSB zauważa, że nie należy się od niej uzależniać i jej absolutyzować. Medytacja jest darem i Bóg potrafi obdarzyć tą łaską każdego w każdej pozycji i w każdym miejscu.

Każdą medytację siedzącą rozpoczyna i kończy znak dźwiękowy dawany przez prowadzącego rekolekcje. Po zakończeniu praktyki czyni się lekki pokłon ze złożonymi wnętrzem do siebie dłońmi. Jest to wyraz podziękowania wszystkim za wspólną modlitwę. Może jednak znaczyć również coś innego, gdyż złożenie dłoni to jeden z gestów liturgicznych. Joseph Ratzinger wskazuje, że wywodzi się on prawdopodobnie z systemu lennego:

Przy przyjęciu lenna wasal wkłada złożone dłonie pomiędzy dłonie seniora. (…) Jest to wyraz tak zaufania, jak i wierności. Gest ten został utrzymany w sakramencie święceń kapłańskich. Misja kapłańska to niejako lenno, które otrzymuje wyświęcany. Nie staje się on kapłanem sam z siebie, mocą własnych umiejętności i zdolności, lecz dzięki Bożemu darowi, który zawsze pozostaje darem i nigdy nie stanie się po prostu własnością kapłana, jego własną umiejętnością. (…) Gdy kandydat do przyjęcia święceń wkłada dłonie w dłonie biskupa oraz przyrzeka mu cześć i posłuszeństwo, to w ten sposób ofiarowuje on swą służbę Kościołowi jako żywemu Ciału Chrystusa, tym samym kładzie swe dłonie w dłoniach Chrystusa – zawierza się Mu i oddaje Mu własne dłonie, aby stały się jego dłońmi. To, co może wydawać się wątpliwe w systemie lennym (…) swój prawdziwy sens zyskuje w relacji wierzącego do Chrystusa Pana. Gdy podczas modlitwy składamy ręce, kładziemy nasze dłonie w Jego dłoniach, „własnoręcznie” powierzamy nasz los Jego dłoniom; ufając Jego wierności, obiecujemy Mu naszą wierność.

Jeśli mamy to na uwadze, gdy dokonujemy złożenia dłoni, to nie tylko dziękujemy wszystkim za wspólną modlitwę, ale również okazujemy naszą wdzięczność Bogu, dziękując za Jego obecność, za Jego trwanie przy nas, pomimo tego że my nie zawsze trwamy przy Nim. Możemy zarazem wyrazić naszą ufność względem Niego, obiecując wierność. Tym gestem wyrażamy wolę powierzenia swojego życia Bogu. Jest to więc akt wiary wyrażony symbolicznie.

Postawa siedząca występuje również w liturgii. W tym przypadku jest ona wyrazem wsłuchiwania się (jak postawa Marii w Betanii; zob. Łk 10,39), uważnego wpatrywania się – medytacji – oraz szczególnej godności i wyjątkowego znaczenia (1 Krl 22,19: Bóg zasiada na tronie; Ap 3,21: Zwycięzcy pozwolę usiąść ze Mną na Moim tronie, podobnie jak i ja zwyciężyłem i usiadłem z Moim Ojcem na Jego tronie).

Podczas Eucharystii kilka razy zajmujemy postawę siedzącą. Gdy czytana jest lekcja, cały zebrany lud siedzi, aby słuchać Boga, który przemawia. Jest to praktyka uważności. Wierni siedzą, aby lepiej wsłuchać się w to, co chce powiedzieć im Pan. Tę postawę przyjmuje się także w czasie głoszenia homilii przez celebransa. Podobnie medytacja siedząca podczas rekolekcji Oddychać Imieniem pomaga w praktykowaniu uważności. Osoba w tej postawie jest przed Panem, jest skierowana na Niego, jest wpatrzona w Niego, zasłuchana w Jego słowo. Formuły modlitwy Jezusowej raczej się słucha, jej wybrzmiewania w naszym wnętrzu, niż się ją wypowiada. Słuchanie zatem jest ważne w tej praktyce.https://www.youtube.com/embed/CKEnJti0Uj8?feature=oembed

Święty Benedykt rozpoczyna pisanie Reguły dla mnichów od słowa „słuchać”: Słuchaj synu nauk Mistrza i nakłoń ku nim ucho swego serca. Taka postawa jest znacząca nie tylko w tradycji monastycznej. To fundament życia duchowego i warunek postępu w nim. Ona wskazuje nastawienie serca, zdolność człowieka do spojrzenia poza własny umysł, własne myślenie, własne wyobrażenia i oczekiwania. Słuchanie to zrezygnowanie z ukierunkowania na siebie, a spojrzenie na Mistrza i Jego naukę. To spojrzenie na Tego, do którego zwracamy się z wezwaniem „Panie Jezu Chryste Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznikiem”.

Słuchanie w modlitwie Jezusowej oznacza m.in. to, że mamy sprawdzać, czy jesteśmy obecni. To jest podstawowy element tej modlitwy. Medytując, możemy bowiem odpłynąć gdzieś myślami lub wzrokiem i już nie będziemy całymi sobą zatopieni w Bogu. Słuchanie utrzymuje nas w uważności a nasz umysł w przytomności podczas modlitwy. Sprawia, że nie będziemy błądzić myślami tu i tam. To koncentracja na Panu, którego wzywamy. Modlitwa Jezusowa ma wtedy tylko sens, kiedy będziemy podczas niej przytomni i w pełni świadomi tego, co się dokonuje. Aby być w pełni życia nie możemy być oderwani od teraźniejszej chwili. To ona sprawia, że jesteśmy w życiu.

Tym, co przypomina nam o chwili obecnej, jest oddech. Będąc wyczulonymi na niego, jesteśmy w pełni zanurzeni w obecnej chwili. Wdech, wydech, wdech, wydech. One nieustannie po sobie następują. Podobnie również ma trwać modlitwa, święta formuła, w której przyzywany jest sam Bóg. Oddech wskazuje na życie. Hebrajskie słowo ruah, którym określany jest Duch Boży, znaczy również ‘oddech’. Jest on dla ciała tą siłą, która unosi i ożywia. Człowiek nie może zapanować nad swoim oddechem, sztucznie go kształtować a zarazem nie może się bez niego obejść. Kiedy oddech ustaje, następuje śmierć. Księga Hioba wskazuje, że ludzka ruah pochodzi od Boga i do Niego wraca (I mnie też stworzył duch Boży, tchnienie Wszechmocnego i mnie uczyniło oraz: Niech życie i tchnienie odbierze). Także Kohelet o tym wspomina: I wróci się proch do ziemi, tak jak nią był, a duch powróci do Boga, który go dał. Włączenie oddechu do modlitwy Jezusowej, to uświadomienie sobie, że przed Nim staję na modlitwę cały, z moją duszą, z moim ciałem i z moją psychiką.

Izajasz Pustelnik pisał, że „nikt, dopóki ma oddech w sobie, nie powinien ustawać w czuwaniu nad myślami. Do ostatniego tchnienia nie wie bowiem, jaka choroba go spotka. Także jak długo żyje, nie może zaprzestać straży swego serca. Zawsze winien wołać do Boga, prosić Go o pomoc i zmiłowanie”. Ta czujność spędzała sen z powiek mnichów. Była to jedna z głównych ich trosk, ponieważ wiedzieli, że przez myśli może wchodzić pokusa, która może spowodować odwrócenie się od Boga. Straż serca ma czuwać cały czas, bez względu na okoliczności.

Hezychiusz z Synaju uważał: „Jeśli naprawdę pragniesz, by twoje myśli okryły się wstydem i bez trudu chcesz żyć w stanie wewnętrznego pokoju, a także z łatwością osiągnąć czujność serca, niech modlitwa Jezusa przylgnie do twego oddechu. I wkrótce zobaczysz, że tak się dzieje. Nie można pisać liter w powietrzu: by były one trwałe, muszą być wyryte na jakimś materiale. Tak też modlitwa skierowana do Jezusa Chrystusa niech przylgnie do naszej wytrwałej czujności. Dzięki temu piękna cnota duchowej uwagi na trwale zjednoczy się z modlitwą i przez nią pozostanie zachowana dla nas na zawsze”. To kolejne świadectwo mówiące o pożyteczności łączenia modlitwy z oddechem. Taka praktyka pomoże nie tylko w medytowaniu, ale także wzmacnia czujność, bez której trudno o trwanie przy Bogu.

Należy jednak pamiętać, że istotą modlitwy Jezusowej nie jest jej łączenie z oddechem. Ona jest skierowana do Chrystusa. To wiara w moc imienia Bożego jest siłą, która działa, a nie wdychane i wydychane powietrze. Najważniejszy element tej modlitwy to stała świadomość, że jest ona skierowana ku Synowi Bożemu. To zarazem cecha każdej chrześcijańskiej modlitwy – jej życie polega na stałym trwaniu w obecności trzykroć świętego Boga i w komunii z Nim.

Trwanie w stałej formule pozwoli nam znacznie więcej słuchać niż mówić. Taka modlitwa zwrócona jest nie na medytującego, ale na Tego, do którego się on zwraca. W ten sposób można kształtować swoje serce, upodabniać je do serca Jezusa. Ewagriusz z Pontu zachęcał do walki, „by w czasie modlitwy swój umysł zachować głuchym i niemym”, a wtedy będzie można się modlić. Co to oznacza, że mamy umysł zachować głuchym i niemym? Mamy zaprzestać słuchać? Po pierwsze, musimy być głusi na pojawiające się myśli, wyobrażenia, wspomnienia. Nie tym należy się zająć na modlitwie, ale trwaniem w Bożej obecności. Po drugie, mamy słuchać, czy jeszcze trwamy na modlitwie, czy też odpłynęliśmy gdzieś w nieznaną przestrzeń. Ewagriusz wiedział, że w czasie modlitwy umysł ze swej natury łatwo daje się zawładnąć pamięci: „Kiedy się modlisz, pamięć podsuwa ci obrazy rzeczy minionych bądź nowe troski, albo też postać tego, kto cię skrzywdził”. Umysł nie lubi pustki, on musi nieustannie coś rozważać. Pamięć ludzka przechowuje wszystko, czego człowiek doświadczył. Dlatego może podsuwać to, co się wydarzyło. Te obrazy będą tym skuteczniej odwodzić od modlitwy, im bardziej będzie się dawać im posłuch, im głębiej będzie się w nie wchodzić. Dotyczy to zwłaszcza spraw, które są naznaczone dużym ładunkiem emocjonalnym, z którymi czuło się mocno związanym, które dobrze się pamięta. Kiedy to, co człowiek przeżył, jest bardzo bliskie, wtedy łatwo dać się zanurzyć w „medytacji” nad tym wydarzeniem, a nie w medytacji imienia Jezus. Podobnie dotyczy to przyszłych trosk. Przyszłości nie znamy i to może wywoływać niepokój serca. Pamięć bez problemu będzie podsuwać możliwe rozwoje wydarzeń, alternatywne rozwiązania. Łatwo jest poddać się wirowi planowania, rozstrzygania. Jednak w medytacji chrześcijańskiej nie da się robić dwóch rzeczy na raz. Modlitwa Jezusowa do czego innego ma prowadzić. Ona ma kierować na spotkanie ze Stwórcą.

Na te rzeczy, które podsuwa pamięć, należy być głuchym. Nie powinno dawać się im posłuchu, pokarmu w postaci rozmyślania, zastanawiania się, roztrząsania tych zagadnień. Jeżeli uda się to uczynić, to powoli będziemy w stanie wyrabiać w sobie uważność podczas medytacji. To sprawi, że taka modlitwa wzmocni siłę umysłu. Koncentracja będzie wtedy pełniejsza, a to będzie stopniowo prowadzić do rzeczywistego spotkania z Panem.


Fragment książki Modlitwa Jezusowa. Przewodnik po rekolekcjach Oddychać Imieniem


Brunon Koniecko OSB – urodził się w 1983 r. w Białymstoku. Jest absolwentem administracji Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Od 2012 profes opactwa tynieckiego. W latach 2011-2016 pracował w Wydawnictwie Benedyktynów Tyniec. Od 2015 r. jest sekretarzem kapituły klasztoru tynieckiego. Prowadzi rekolekcje „Oddychać Imieniem. Modlitwa Jezusowa” w Tyńcu. Autor książek: Medytować to…Nie żartujcie sobie z Bóstwa!.

(Visited 834 times, 1 visits today)


Za pomocą newslettera chcemy się kontaktować, aby przesyłać teksty, nowości wydawnicze i ogłoszenia, które dotyczą naszego podwórka. Planujemy codzienną wysyłkę takiego newslettera.

Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z naszego portalu CSPB możesz skorzystać z propozycji zapisania się do systemu Feedburner, za pomocą którego, codziennie między godziną 20:00 a 23:00 otrzymasz e-maila z listą linków najnowszych wpisów, które ukazały się w danym dniu... Zapisz się do powiadomień
Zamknij