Umieszczony przez 13:05 Święty Benedykt i jego Reguła

Portret św. Benedykta z Nursji

Jak przerzucić pomost pomiędzy naszym ludzkim doświadczeniem wiary, tam gdzie spotykamy się z naszymi ludzkimi słabościami i upadamy na rozmaite sposoby? Któż z nas nie doświadczył różnych upadków.

Dialogi św. Grzegorza Wielkiego były napisane w duchu średniowiecza i starożytności – powiązania teologii sakramentów z historią – mając przed oczyma zapotrzebowanie, aby święty był bliżej ludzi. Dobrze jest słuchać takiej hagiografii, która zawiera rozmaite ludzkie ułomności świętych, czasem nawet ich różne grzechy. Przez to są oni bliżsi naszemu doświadczeniu. Chcemy takiej historii posłuchać, która wiązałaby trochę bardziej nasze ludzkie doświadczenie i pokazywała świętość w takiej perspektywie, że tam, gdzie jest łaska miłosierna, Pan Bóg stopniowo kształtuje świętych.

Nie lubimy takich świętych, którzy od samego początku do końca są doskonali. Z drugiej strony, kiedy czytamy Dialogi św. Grzegorza Wielkiego, Benedykt jest tam właśnie tak sportretowany: „Był mąż z łaski Bożej i z imienia „Błogosławiony” (Benedictus), którego życie przepełniała świętość. Od dzieciństwa miał serce dojrzałe”. Mamy tu właśnie takiego „kwadratowego” świętego – doskonały już od samego początku. Jednak św. Benedykt w Dialogach jest tak przedziwnie sympatyczny i bliski.

Jaka jest więc w tym tajemnica, że mimo iż został sportretowany w tak dzisiaj niepopularny sposób, jest nam bliski? Kto z nas miał serce dojrzałe od dzieciństwa? Jeden ze współczesnych, dwudziestowiecznych benedyktynów Odo Casel OSB, pisząc o Dialogach Grzegorza Wielkiego, zwrócił uwagę na fakt, że św. Benedykt jest celowo sportretowany wyłącznie w przejawach przewagi Bożej łaski nad czymś, co jest ludzką ułomnością, nad przeciwnościami życiowymi. U św. Benedykta zawsze łaska, która w nim jest, ma przewagę nad jego perypetiami życiowymi i oczywiście nad jego własnymi słabościami.

W pewnym momencie zobaczymy słabość św. Benedykta. Będzie to nawet spektakularna słabość, ponieważ będzie się zmagał z pokusami zmysłowymi w jaskini w Subiaco. Mało tego, zmaga się z tymi pokusami jako człowiek, który ma już za sobą duże doświadczenie wewnętrzne. Ma za sobą dłuższy czas przebywania w pustelni i cuda już też potrafił działać. Wcześniej, zanim się jeszcze w pustelni znalazł, przetak, który pożyczyła piastunka, a który się stłukł, mocą modlitwy św. Benedykta cudownie zrósł się z powrotem. Takiemu człowiekowi, który jest tak obdarowany i „od dzieciństwa miał serce dojrzałe i wyrastając daleko ponad swój wiek cnotami nie zaprzedał swojej duszy żadnej rozkoszy”, po ponad trzech latach w pustelni pełnej ascezy, przytrafiają się na końcu takie zmysłowe rzeczy, że rzuca się w krzaki, aby to wszystko uśmierzyć… i nie upada. W tym momencie, kiedy autor opisuje go jako człowieka doświadczonego pokusami zmysłowymi, nawet wtedy historia kończy się nie upadkiem, ale zwycięstwem i to spektakularnym zwycięstwem. Zatem w każdym z wydarzeń z życia świętego Benedykta zawsze będziemy mieć akcent położony na przewagę łaski nad jakąś trudnością wewnętrzną czy zewnętrzną.

Jak przerzucić pomost pomiędzy naszym ludzkim doświadczeniem wiary, tam gdzie spotykamy się z naszymi ludzkimi słabościami i upadamy na rozmaite sposoby? Któż z nas nie doświadczył różnych upadków. Sami apostołowie byli tak sportretowani w Ewangeliach, że nie od razu im wszystko wychodziło. Nie za mądrze komentowali słowa Pana Jezusa, kiedy mówił o potrzebie swojej śmierci i cierpienia. Piotr przyszedł do Niego ze słowami: „Nigdy Panie to na Ciebie nie przyjdzie”, a Chrystus go upomniał słowami: „Zejdź mi z oczu szatanie”.

Kiedy Jezus wystawił Apostołów na próbę przed drugim rozmnożeniem chleba znów stanęli w podobnej sytuacji. Gdy pyta skąd weźmiemy chleb, aby nakarmiać tak wielu, nie wyciągnęli wniosków, że już raz się udało, i że może jeszcze raz się to powtórzy. Ponownie stają bezradni.

Kiedy Pan Jezus przykazał im w czasie modlitwy w Ogrójcu, aby wytrwali przynajmniej przez godzinę, kiedy On będzie podejmował decyzję o pójściu na krzyż, a oni niech towarzyszą mu w oddaleniu adoracją i modlitwą, apostołowie trzykrotnie posnęli. Za każdym razem nie przechodzą żadnej próby.

Bywały i chwile sukcesu – wstępna ewangelizacja, rozesłanie siedemdziesięciu dwóch, kiedy wrócili z radością, że się im złe duchy poddają, że jakoś im to wychodzi. Sukcesem było również i to, że św. Piotr doszedł do Pana po wodzie, choć po drodze miał moment załamania i tonął, ale ostatecznie udało mu się. Są więc blaski i cienie, ale nie ma w historii apostołów przed Pięćdziesiątnicą takiego znaku, że łaska Boża, którą obdarza ich Chrystus, była rzeczywiście tak mocna, tak potężna, aby z każdej sytuacji dobrze wyszli.

Święty Benedykt jest dokładnie kimś innym. Nigdy nie upada. Doświadcza wprawdzie rozmaitych trudności, ale zawsze wychodzi z nich obronną ręką. Łaska, która w nim jest ma przewagę nawet wtedy, kiedy czegoś brakuje i zmaga się z czymś w poczuciu własnej słabości. Umie się jednak tak nastawić do Pana Boga, że jego modlitwa, ten akt adoracji jest skuteczny. Nigdzie nie będziemy mieć do czynienia z grzechem św. Benedykta.

Nawet Abraham, wielki patriarcha Starego Testamentu, jest sportretowany w chwili swojego pewnego wahania, kiedy Pan Bóg po raz kolejny mu mówi, że będzie dziedzicem, ojcem całego plemienia. Jest taki moment, kiedy Abraham mówi do Pana Boga: „Ja wiem co mówisz, ale po mnie będzie dziedziczył ten mój krewny.” Nawet w historii Abrahama jest taki moment, jak gdyby człowiek się zatrzymał w swojej pielgrzymce wiary. U św. Benedykta nigdy tego nie ma. Pojawia się pytanie: dlaczego?

Nie jest to opis dydaktycznie przerysowujący rzeczywistą historię. Dlatego, że człowiek tamtego czasu ma inne poczucie rzeczywistości historii. Odo Casel OSB genialnie to komentuje, mianowicie że autor chciał pokazać jak wielkim jest dar Ducha Świętego udzielony człowiekowi ochrzczonemu. Jeżeli jesteśmy dziedzicami Ducha Świętego od momentu chrztu, to właśnie chrzest jest sakramentem, który przenosi człowieka w rzeczywistość przewagi łaski nad trudnościami. Oczywiście wyćwiczyć się w takiej wierności nie jest łatwo i upadki będą, ale autor II księgi Dialogów pragnie celowo pokazać, kim człowiek staje się jeżeli przyjmuje dar Ducha Świętego, dar chrztu, tę miarę darów, której wcześniej nie miał, a która jest w sakramencie.

Zatem św. Benedykt w ten sposób sportretowany jest znakiem łaski udzielonej wszystkim. Nie jest kimś wyjątkowym, absolutnym, ale jest nosicielem Ducha Świętego, który daje człowiekowi udział w dziele Bożym. I to daje człowiekowi przewagę nad tym, co jest trudnością, zapaścią, namiętnością. Znakiem tej przewagi jest żywot św. Benedykta, który wielokrotnie spotka się z trudnością, spotka się ze ścianą, a jednak to, co w nim jest dziełem Bożym i łaską przenosi go nieustannie wzwyż.

Czytając historię św. Benedykta uczymy się tego, jak wielki jest dar Ducha, jak wielką rzeczywistością jest dar łaski. Jako grzeszni, upadający ludzie nie czujemy pomiędzy sobą a nim jakiegoś dystansu. Widzimy, że jest to taki dydaktycznie, schematycznie sportretowany święty. To nie jest taka dydaktyka: że on chodził po wodzie a ty nie, że działał cuda. Dydaktyka tego starożytnego tekstu mówi o tym, aby chrześcijanin, który jest ochrzczony uwierzył w piękno i głębię swojego synostwa, już odzyskanego. Uwierzył w rzeczywistość odnowionej relacji z Bogiem jako Ojcem, do którego może zwracać się „Ojcze”, właśnie na mocy sakramentu chrztu. Wcześniej nie było takiej modlitwy. W związku z czym św. Benedykt jest nam bliski jako ten, którego historia ukazuje dar udzielony każdemu człowiekowi w sakramencie chrztu. To jest to powiązanie, o które chodzi autorowi dziejów św. Benedykta. Dlatego każdy z tych opisów ma swoją rzeczywistość teologiczną.

Dzisiaj w naszym realizmie oświeceniowym pytamy: czy to się działo naprawdę, czy tak rzeczywiście było, czy faktycznie ten przetak się skleił, czy rzeczywiście woda wytrysnęła ze skały. Wygląda to na powtórzenia proroków ze Starego Testamentu. Rodzi się w nas pytanie: czy autor nie opisał takich samych cudów, które miały miejsce w Starym i Nowym Testamencie i nie przypisał ich św. Benedyktowi nie troszcząc się o żadną prawdę historyczną?

W Dialogach św. Grzegorz Wielki odpowiada, że w św. Benedykcie jest duch wszystkich proroków. Dzisiejszy realista powie, że to bajka, że autor przyjął pewną koncepcję teologiczną i do tego dorobił kompletnie fikcyjny życiorys. My jesteśmy jednak tutaj w zupełnie innej rzeczywistości. Prawdą historii dla autora tego tekstu jest tu wyłącznie Jezus Chrystus. To jest prawda historii, a nie wydarzenia. Każde z tych wydarzeń opisanych w tych Dialogach będzie miało sens teologiczny. Dzisiaj, patrząc na dzieło św. Benedykta, można spokojnie powiedzieć, że ten, który napisał Regułę na Monte Cassino, to był człowiek tu opisany. I to jest kość niezgody dla wszystkich realistów. Człowiek tu opisany jest autorem Reguły i jest sportretowany bardziej od wewnątrz niż od zewnątrz.

Chrystus jest prawdą człowieka wcześniej niż staje się prawdą czynów. W każdej z tych przewidzianych trudności będziemy widzieć św. Benedykta jak rośnie w łasce, nie tylko od samego początku błogosławiony, ale będziemy go również widzieć jako człowieka, który w tej łasce rośnie tak jak każdy chrześcijanin, jak każdy ochrzczony człowiek. Jeżeli św. Benedykt „od samego początku nie zaprzedał swojej duszy żadnej rozkoszy, ponad swój wiek wyrósł cnotami”, to dlaczego uciekł ze studiów Rzymie, przerażony, że może się stoczyć razem z tym środowiskiem. Jeżeli był taki mocny, to dlaczego raczej nie został w tym środowisku?

Na tym szlaku znajdujemy realizm rozwoju łaski, która nie od razu daje człowiekowi wszystko, ale prowadzi go stopniowo krok po kroku do tego wzrostu.

Ta księga Dialogów zakończy się opisem człowieka, który zaczynał jako młody chłopak obawiający się własnego środowiska, a zakończy jako mąż, który w środowisku jeszcze trudniejszym stał się ojcem, który pociągnął za sobą słabszych, który przemówił do ludzi, którzy wtedy wydawali się dla cywilizacji najgorszym zagrożeniem, do barbarzyńców. Zaczynamy od kogoś, kto odchodzi ze środowiska trudnego, które i tak w owym czasie w Rzymie tworzyło pewną elitę i powinno było taką być – dziedzice kultury rzymskiej już wtedy tysiącletniej, młodzieńcy tacy jak Benedykt. A on widzi, że z tego środowiska trzeba uciec. Ponadto dookoła płoną miasta, barbarzyńcy atakują ze wszystkich stron, a papież zostaje w Rzymie jak na wyspie. W tym momencie Benedykt odchodzi. Własne jego środowisko jest dla niego za trudne. Szuka wyjścia, szuka pogłębienia swojego doświadczenia, jakiejś szkoły życia. Doświadczenia poprowadzą go do momentu aż stanie się kimś, kto zakłada klasztor w środowisku pogańskim, w środowisku, gdzie klasztor narażony był na ataki. I ten klasztor okazuje się tak mocny wewnętrznie i duchowo, że nie tylko barbarzyńcy go nie zniszczyli, ale zaczęli do niego również wstępować.

Widzimy człowieka ukazanego w perspektywie. Nie takiego, który od samego początku wszystko potrafi, ale wszystkie poszczególne etapy jego życia będą w sobie zawierać ten znak przewagi łaski nad trudnościami. Słabości też przemówią, ale łaska zwycięży. Całego św. Benedykta będziemy też widzieli w perspektywie wzrostu. Tak to przedstawia autor. Pojawiały się zarzuty jak papież Grzegorz Wielki mógł pisać takie bajeczki.

Natomiast napisać coś tak prostym językiem i zawrzeć w tym równocześnie prawdy teologiczne, to trzeba człowieka bardzo głębokiego. Aby pisać książki dla dzieci, trzeba być bardzo głębokim człowiekiem i mieć bardzo czyste serce i życie duchowe. Dialogi nie są pisane dla dzieci, ale są pisane też dla początkujących, dla ludzi, którzy nie czytają wielkich, teologicznych książek, a w tych obrazach będą mieć zawarte pewne kroki wtajemniczenia. Te obrazy będą przypominać, że jesteś człowiekiem obdarowanym. Od samego początku swojego chrześcijańskiego życia, jako człowiek ochrzczony jesteś obdarowany nie byle czym. Ten Duch Święty, który za każdym razem zwycięży w życiu św. Benedykta, jest życiem całego Kościoła. Dialogi i opis życia św. Benedykta są tego znakiem.

Dlatego zarówno czytelnik tamtych czasów i późniejszych, kiedy sięga po II księgę Dialogów też się tego uczy. Nie było dystansu jakby pseudo dydaktycznego pomiędzy takim stereotypem „kwadratowego” świętego a ludzkim doświadczeniem, dlatego że mowa jest o Duchu Bożym, którego Bóg udzielił wszystkim bez wyjątku. Święty Paweł zwracał się we wstępach do swoich listów do chrześcijan młodych wspólnot „do wszystkich w Panu powołanych świętych”.

Czy to oznacza, że święty już jest doskonały? Nie! To znaczy uświęcony. Ten, który otrzymał dar usynowienia, łaskę przybrania za syna. Ten jest święty, który otrzymał łaskę chrztu. Mając taki zadatek, wędrujemy dalej. W tym kontekście, gdy przyjrzymy się Dialogom, prawdą historii, prawdą człowieka jest Chrystus, na ile rozumiemy Chrystusa, na ile rozumiemy człowieka w Chrystusie. Jan Paweł II mówił: „nie można zrozumieć człowieka bez Chrystusa”. Drogą Kościoła jest człowiek, którego nie da się zrozumieć bez Chrystusa. Stąd możemy czytać te Dialogi z całym ich realizmem, ponieważ wówczas, unika się tej trudności, jaką ma oświeceniowy umysł, który chce wiedzieć, czy tak było.

Mądrość tego tekstu polega na tym, że w tej historii było więcej niż myślisz. Realizmem jest coś, co cię przerasta. Dar, który masz w sobie jest bardziej realny niż myślisz. Dar łaski jest darem realnym. Kalkulacje bardzo często nas gubią. Można czasami wiele wiedzieć, zrozumieć, intelektualnie dociec, ale, czy rozumiesz jak wielkim jest dar, który otrzymałeś w punkcie wyjścia. Czy rozumiesz rzeczywistość Ducha? Można opowiadać o tym Duchu niestworzone historie, ale czy rozumiesz jak wielkim darem jest Ten, który pozwala ci mówić: „Ojcze”. W tym kontekście widać dopiero tę historię. To jest historia na planie wewnętrznym, na planie łaski, na planie teologicznym, który nie jest fikcją. Jest rzeczywistością życia. To jest właśnie tego rodzaju literatura. Możemy otworzyć jakikolwiek rozdział np. Jak Benedykt uzdrowił chłopca przygniecionego walącym się murem.

Kiedy indziej znowu bracia nadbudowywali mur wznosząc go stosownie do potrzeby nieco wyżej, a mąż Boży, zamknięty w swojej celi, pogrążony był w modlitwie.

Ukazał mu się wtedy wróg odwieczny i szyderczo oświadczył, że ma zamiar odwiedzić pracujących braci. Mąż Boży posłał im więc czym prędzej wiadomość: „Bracia, uważajcie dobrze, bo właśnie zły duch do was idzie”. Zaledwie wysłannik zdążył te słowa powtórzyć, a już zły duch zawalił ów mur, który wznoszono, miażdżąc pod gruzami młodziutkiego mnicha, syna pewnego urzędnika. Wszyscy bardzo zasmuceni i pełni żalu nie dlatego, że ich trud poszedł na marne, lecz że brat zginął, pobiegli pośpiesznie i z wielkim płaczem zawiadomili o tym czcigodnego Ojca Benedykta.

Wówczas on polecił przynieść do siebie zmiażdżonego chłopca. Nieść go musieli na rozpostartym płaszczu, bo kamienie zawalonego muru nie tylko poraniły mu członki, lecz i połamały kości. Mąż Boży kazał położyć go w swojej celi, na plecionej z sitowia macie, na której zawsze się modlił, po czym odprawiwszy braci zamknął drzwi i zaczął modlić się jeszcze usilniej niż zazwyczaj. Rzecz prze­ dziwna! Nie minęła nawet godzina, a chłopca zdrowego i w pełni sił jak przedtem posłał ponownie do tejże samej pracy. I tak razem z braćmi skończył budować mur ten mnich młody, którego wróg odwieczny postanowił zabić na złość Benedyktowi.

W fragmencie z Dziejów Apostolskich (Dz 9,31-42) mieliśmy podobną historię z Piotrem, który wskrzeszając odprawił wszystkich i modlił się w ukryciu. Widzimy więc głęboką analogię. Jest już pierwszy znak tego, że to, co działo się w Ewangelii, dzieje się dalej. Opisy ewangeliczne mówią o rzeczywistości trwałej, czyli wskazują na działanie Ducha tu i teraz. Opisując historycznie jakieś wydarzenie mamy jednocześnie znak rzeczywistości obecnej.

Mamy tu taki scenariusz, że cały wysiłek tej młodej wspólnoty idzie w tym kierunku, aby zbudować klasztor. Święty Benedykt nie towarzyszy braciom w tych pracach. Natomiast wydał im polecenie i to polecenie osobiście głęboko przemodlił, przemyślał i bracia odczytali to jako znak woli Pana Boga. Wiadomo więc, że idziemy w dobrym kierunki. Kiedy idzie się w dobrym kierunku, pojawiają się przeciwności i to tak daleko, że jeden z braci traci życie. Nie można jednak powiedzieć, że człowiek zostaje w tym swoim dążeniu oskarżony o to, że wskutek własnego niedbalstwa, własnej nieostrożności popełnił jakiś błąd. Nie przemyślał, zachował się źle, czegoś nie dopełnił jak trzeba i nagle coś się zawaliło. Bywa tak, że coś jest spowodowane ludzkimi błędami, takimi bardziej świadomymi, ale czasem niedoskonałością lub błędem nieświadomym. Nikt przecież nie chce, aby się mur zawalił. Człowiek wkłada w działanie swoją energię i w takiej sytuacji nie można oskarżyć serca człowieka, że stało się to dlatego, że ktoś komuś zrobił na złość. Jest jakaś przeciwność, na którą człowiek napotkał na dobrej drodze i nie przewidział jej od razu.

Nikt z nas nie przewidzi od razu wszystkich konsekwencji naszych decyzji. Jeśli jednak idziemy dobrą drogą, to droga jest błogosławiona. Jest to droga asystencji Ducha Świętego, droga ogarnięta Bożym błogosławieństwem. Wtedy tutaj wychodzi przeciwnik człowieka. Wyraźnie nie człowiek sam jest oskarżony o to, że coś mu się zawaliło, ale ukazany jest ten odwieczny wróg człowieka, który rzeczywiście przeszkadza człowiekowi. Jest przeciwnik człowieka, nie tyle przeciwnik Pana Boga, bo diabeł zdaje sobie sprawę, że z Bogiem nie ma co walczyć, ale człowieka można zwieść. Można go doprowadzić do upadku. Szatan nienawidzi ludzi.

Nagle się okazuje, że ten przeciwnik jest tak pewny swego, że przychodzi wcześniej do św. Benedykta i mówi: „Ja ci pokażę, że namieszam”. Jest w tym jakaś pewność tego złego ducha, że niezależnie od tego, czego się dorobiłeś w swoim życiu duchowym, masz już ogromną dojrzałość, masz już wielkie doświadczenie, w wielu rzeczach Pan Bóg ci pobłogosławił, masz już wspólnotę, która słucha ciebie jako mądrego ojca, a ja ci pokażę, że i tak namieszam. Namieszam ci w taki sposób, że ty mi nie przeszkodzisz. Benedykt próbuje interweniować. Ostrzega braci: „Uważajcie!”. Bracia z pewnością go uważnie słuchali, ale mimo to zdarza się nieszczęście.

Mamy więc historię, która mówi, że jeżeli wspólnota idzie w dobrym kierunku, to niech się nie lękają nawet takich przeciwności, które wydają się atakować człowieka tak niesamowicie, że potrafią mu nawet odebrać życie. Ta siła Ducha w św. Benedykcie jest tak wielka, że utwierdza wszystkich idących dobrą drogą w przekonaniu, że choćby się waliło, choćby kogoś przygniotło, to nie schodźcie z drogi, ponieważ ta droga jest dobra. Człowiek zastanawia się, że skoro tak się dzieje, że kogoś przygniotło nawet na dobrej drodze, to czy takiej drodze Bóg błogosławi? Czy to rzeczywiście była wola Boża? Ile wątpliwości opadnie człowieka w sercu, kiedy zobaczy coś takiego, że ktoś został przywalony murem. Czy zatem wszystko od początku było dobrze pomyślane? Czy to nie jest znak od Pana Boga, że raczej trzeba się wycofać, że przeciwności są już zbyt wielkie, skoro grożą życiu człowieka? Nagle okazuje się, że nie, że jest kierunek drogi, na którym trzeba ryzykować i warto ryzykować. Trzeba liczyć się z tym, że może gdzieś jakiś mur spadnie i nie cofać się z tej drogi.

Duch Święty kieruje w dobrą stronę i pokazuje, że nawet nieszczęście spowodowane jakimiś okolicznościami nie powoduje tylko i wyłącznie smutku, zapaści, wycofania się z dobrego kierunku. Nieszczęście staje się częścią historii, która dalej w tym samym kierunku się rozwija. Nieszczęście zostaje przełamane wewnętrznie i jest ta radość, że chłopak powrócił do życia. Nie można się wycofywać, lecz walczyć dalej. Duch życia jest mocniejszy. Jest to przepiękny opis, że nieszczęścia mogą się przytrafić na dobrej drodze. Jest przeciwnik człowieka, który szkodzi właśnie dlatego, że dzieje się coś dobrego. Benedykt, który pomaga na tej dobrej drodze wytrwać pokazuje, że z tego wszystkiego wychodzimy jeszcze bardziej umocnieni, ugruntowani w łasce, jeszcze mocniejsi. Nic tak naprawdę się nie stało. „Ten był umarły a znów ożył.” Pokonaliśmy tego odwiecznego wroga całkowicie.

Znów mamy analogię do Nowego Testamentu – cud św. Pawła w Troadzie. Kiedy Paweł za bardzo przedłużał mowę, zdarzyło się, że młody chłopak zasnął siedząc na oknie, spadł i zabił się (zob. Dz 20,7–13). Można powiedzieć, że Paweł, Apostoł Narodów „zagadał kogoś na śmierć”. Paweł podbiega wtedy do tego chłopca i chłopiec na oczach wszystkich wstaje zdrowy. Jest tu opisane to samo wydarzenie. Zdarzyło się nieszczęście, które mogło zniszczyć wszystko, co Paweł do tej pory powiedział, całą nadzieję, która została rozbudzona w człowieku. Finał tego wszystkiego jest jeszcze piękniejszy niż to, co miało miejsce do tej pory. To jest właśnie opis działania łaski Bożej. Nawet nieszczęście na dobrej drodze zamienia się tutaj w obraz życia, które jest silniejsze od śmierci, które jest dane człowiekowi.

Mamy więc ogromną pociechę czytając taki tekst. To nie są bajeczki. To są doświadczenia człowieka sportretowane w taki sposób, żeby we wszystkim widzieć działanie łaski Bożej i nigdy nie cofać się z dobrej drogi. Oczywiście należy jej uważnie słuchać i rozważać ją. Święty Benedykt nie jest bezpośrednio z uczniami. Oni pracują, ale on się nadal modli, bada dalej. On ma im wskazać dalszy kierunek i dlatego w tym czasie poświęca więcej czasu na modlitwę niż na działanie. W pewnym momencie powie im, co dalej robić. Każdy z tych rozdziałów jest przepięknym opisem opartym na rzeczywistości działania łaski Bożej w konkretnych ludzkich sytuacjach. Można powiedzieć, że są to rozmaite typologiczne sytuacje, ale które podobnie jak Dzieje Apostolskie dają wgląd w rzeczywistość nie tylko historyczną, ale które tu i teraz pomagają żyć z Panem Bogiem w żywej relacji.


Tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Benedictus”, który prowadzony jest przez oblatów benedyktyńskich.


Konrad Małys OSB – studiował filologię polską na Uniwersytecie Wrocławskim, pierwsze śluby złożył w roku 1990, święcenia kapłańskie przyjął w 1998 r.; z zamiłowania liturgista. Pracował w wydawnictwie Tyniec, w latach 2000–2006 pełnił funkcję mistrza nowicjatu. Był także wizytatorem Kongregacji Niepokalanego Poczęcia SS. Benedyktynek Mniszek w Polsce. W latach 2013-2015 Przeor Administrator opactwa. Obecnie przeor opactwa tynieckiego.


Fot. Marcin Marecik / Na zdjęciu: przedstawienie św. Benedykta w jednej z kaplic bocznych z kościoła świętych Piotra i Pawła w Tyńcu. Poznaj znaczenie i symbolikę.

(Visited 319 times, 1 visits today)


Za pomocą newslettera chcemy się kontaktować, aby przesyłać teksty, nowości wydawnicze i ogłoszenia, które dotyczą naszego podwórka. Planujemy codzienną wysyłkę takiego newslettera.

Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z naszego portalu CSPB możesz skorzystać z propozycji zapisania się do systemu Feedburner, za pomocą którego, codziennie między godziną 20:00 a 23:00 otrzymasz e-maila z listą linków najnowszych wpisów, które ukazały się w danym dniu... Zapisz się do powiadomień
Zamknij