Umieszczony przez 12:09 Duchowość monastyczna, Pismo Święte

Usłyszeć Słowo Boże. O praktyce „lectio divina”

Usłyszeć Słowo Boże. Samo sformułowanie jest w dużej mierze bardzo wieloznaczne: bo w jakim sensie można usłyszeć Słowo Boże i co to takiego może oznaczać?

Usłyszeć Słowo Boże. Samo sformułowanie jest w dużej mierze bardzo wieloznaczne: bo w jakim sensie można usłyszeć Słowo Boże i co to takiego może oznaczać? Wiadomo, że w naszym kontekście, a więc w kontekście duchowości monastycznej, mamy na myśli przede wszystkim to, co określamy mianem lectio divina, czyli dosłownie rzecz ujmując, praktykę Bożego czytania. Myślę, że warto popatrzeć na to, w jaki sposób w Piśmie Świętym za pomocą różnych obrazów ten sposób słyszenia Bożego Słowa został nam przedstawiony.

Na samym początku, tytułem metodologicznej uwagi, trzeba stwierdzić, że Słowo Boże jest tylko jedno. Kiedy mówimy o Słowie Bożym, mamy na myśli przede wszystkim Jezusa Chrystusa, drugą osobę Trójcy Świętej. Chcąc się dowiedzieć, co to znaczy, że Syn, Jezus Chrystus jest Słowem, należałoby przeczytać pierwszą połowę pierwszego rozdziału Ewangelii według św. Jana, gdzie Apostoł zawarł tak zwany hymn o Słowie.

Stwierdzenie faktu, że Słowem Bożym jest Jezus Chrystus, Syn Boży, druga osoba Trójcy, ustawia nam w całości problematykę lectio divina. Skoro mówimy „usłyszeć Słowo Boże”, to znaczy, że mamy usłyszeć Jezusa Chrystusa. Zatem skoro mówimy o słuchaniu Słowa Bożego, o lectio, to nie mamy na myśli studium biblijnego, które ma za zadanie nauczenie się języków, poznanie kultury, historii, czyli pracę naukową albo popularno-naukową związaną z badaniem starego tekstu. Lectio divina ma być przede wszystkim nawiązaniem żywej relacji z konkretną osobą, z Jezusem Chrystusem.

To hasło „usłyszeć Słowo Boże” jest bardzo ważne, ponieważ ono nam pokazuje tak jakby kierunek wysiłku, który z jednej strony wkłada Bóg, żeby do człowieka przemówić i żeby zostać zrozumianym, a z drugiej strony wysiłek człowieka, który tego Boga chce znaleźć i chce Go usłyszeć. Nie myślmy o czytaniu Pisma Świętego jako o rodzaju jakiegoś ćwiczenia intelektualnego, a bardziej traktujmy go jako rodzaj ćwiczenia relacyjnego. Ma to być ćwiczenie, które polega na spotkaniu się, na usłyszeniu tego, co Bóg chce do mnie powiedzieć.

Teraz chciałbym przytoczyć kilka przykładów, które mamy w Piśmie Świętym, w jaki sposób możemy praktykować lectio divina. Na początku ujmiemy to od strony teologicznej, a potem wymienimy kilka uwag praktycznych, czyli powiemy, jak i co robić. Wydaje mi się, że modelem każdego lectio divina jest scena zwiastowania. Matka Boża słyszy zwiastowanie anielskie – które powtarzamy tyle razy w trakcie odmawiania „Zdrowaś Maryjo”. Ona widzi konsekwencje, które w Jej życiu spowoduje przyjęcie Bożego Słowa, czyli kryzys z Józefem i wszystkie te sprawy. Co więcej, Ona Słowo Boże przyjmuje do swojego łona, czyli się z nim integruje, niejako daje mu życie. Właśnie tak bym to powiedział, że czytanie Słowa Bożego, czyli praktykowanie lectio divina, jest czymś w rodzaju naszego zwiastowania. Bóg przychodzi do nas przez Słowo zawarte w Piśmie Świętym i niejako chce zamieszkać w naszym życiu. Pytanie, czy Go przyjmiemy.

Poza tym proszę popatrzeć na to, że jeżeli widzimy w Matce Bożej wzór tej praktyki, to Słowo Boże staje się – w cudzysłowie – naszym dzieckiem. Staje się ono kimś tak dla nas ważnym i bliskim, z kim spotykamy się na co dzień, kogo słuchamy, obserwujemy, staramy się zrozumieć. Myślę, że ci, którzy są w związkach małżeńskich, mają dzieci czy wnuki, rozumieją tę metaforę o wiele bardziej głęboko, niż ja jestem w stanie ją wytłumaczyć. To jest więc pierwszy obraz lectio divina.

Nauka praktyczna. To pewna sugestia dla was – coś, co znam z własnego doświadczenia i co jest też dużą pomocą. Ważne, żeby zawsze mieć przy sobie egzemplarz Pisma Świętego. Matka nigdy nie zostawia dziecka, a człowiek, który praktykuje lectio, nigdy nie zostawia Pisma Świętego. Ma je zawsze przy sobie. Może to być wersja skrócona, czyli Nowy Testament czy Nowy Testament z Psalmami, i można ją przy sobie nosić – nie tylko po to, żeby mieć, ale po to, żeby w wolnej chwili, na przykład gdy czekamy na coś, to Pismo Święte otworzyć choćby na minutę czy dwie, i dwa lub trzy zdania sobie przeczytać. To jest tak, jak z praktyką modlitwy Jezusowej… Jest to pewnego rodzaju ćwiczenie w wyborze, kogo chcę słuchać, kogo chcę szukać, kto czy co jest dla mnie ważne. To jest też takie podkreślenie, że nie jestem sam, czyli mam do kogo się odnieść, do kogo się zwrócić, ma mi kto pomóc, ma kto do mnie mówić. To jest pierwszy ważny obraz, czyli zwiastowanie.

Zachęcam do tego, żeby jeszcze raz przeczytać tę scenę z pierwszego rozdziału Ewangelii św. Łukasza, ale właśnie przeczytać jako taki rodzaj ikony lectio divina, czyli słuchania i wypełniania Słowa Bożego. O tym, że Matka Boża była w sposób szczególny związana z tajemnicą lectio. To jeden z najpiękniejszych tekstów maryjnych w całym Nowym Testamencie. Kiedy Jezus był w Galilei, w pewnym momencie zwróciła się do Niego jakaś kobieta pełna zachwytu, mówiąc: Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś (Łk 11,27), czyli: szczęśliwa Twoja Matka, że ma takiego Syna. A Jezus mówi: tak, ale błogosławieni ci, którzy przyjmują Słowo Boże i wypełniają je (Łk 11,28). Czyli „nie to, że moja Matka jest gorsza, ale Jej zasługa, czyli szczęście, polega właśnie na tym, że przyjęła Słowo Boże i je zachowała”. Tu pojawia się znowu lectio. Jest bowiem tylko jedno Słowo, które Ona przyjęła, poczęła, nosiła, zrodziła. Ale jest też Słowo Boże, które usłyszała w czasie zwiastowania i które zachowała. To jest więc pierwszy model lectio divina. Tutaj też idą dalej nasze myśli: macierzyństwo, wychowanie, zaangażowanie, przylgnięcie – obraz, który wydaje mi się taki bardzo przejmujący i dotykający naszego serca.

Drugi obraz lectio divina, który nam się pojawia, to jest coś, co w polskim przekładzie jest oddane nie najlepiej, ale spróbujmy to sobie opowiedzieć i zobaczyć. Ilekroć mamy do czynienia z prorokami – czy będzie to Jan Chrzciciel w Nowym Testamencie, czy Jeremiasz, czy Izajasz albo Ezechiel, albo jeszcze inni – zawsze wzmiankom o nich towarzyszy pewien związek frazeologiczny. W języku polskim jest on przetłumaczony w następujący sposób, że Słowo Boże zostało „skierowane” (np. do Jana Chrzciciela na pustyni). Polski przekład jest bardzo nieszczęśliwy, bo co można skierować? Pismo do urzędu, list można skierować, prośbę można skierować. A jak patrzymy na przekład Wulgaty czy Septuaginty, to tam jest takie sformułowanie, że Słowo Boże „stało się” – Verbum Dei factum est ad Joannem in desertum, a więc nie tyle zostało ono skierowane, tylko Jan siedział na pustyni i siedział, aż nagle Bóg przemówił. Trzydzieści lat milczenia i nagle stało się. Prorok czekał, szukał, pytał i zrozumiał. I w tym obrazie jest nam pokazane, jak bardzo ważne jest przygotowanie. Przeczytam dwa pierwsze zdania z Księgi Proroka Ezechiela, żebyśmy na tym obrazie zrozumieli, o co w tym chodzi:

Działo się to roku trzydziestego, dnia piątego, czwartego miesiąca, gdy znajdowałem się wśród zesłańców nad rzeką Kebar. Otworzyły się niebiosa i doświadczyłem widzenia Bożego. Piątego dnia miesiąca – rok to był piąty od uprowadzenia do niewoli króla Jojakina – Pan skierował słowo do kapłana Ezechiela, syna Buziego, w ziemi Chaldejczyków nad rzeką Kebar; była tam nad nim ręka Pańska. Patrzyłem, a oto wiatr gwałtowny nadszedł od północy, wielki obłok i ogień płonący oraz blask dokoła niego, a z jego środka [promieniowało coś] jakby połysk stopu złota ze srebrem, ze środka ognia (Ez 1,1–4).

Pierwszy wniosek jest taki, że Ezechiel nie pisze nic o swoim życiu, zanim Bóg do niego przemówił, czyli całe życie Ezechiela rozpoczyna się od tego momentu, kiedy zostało do niego skierowane Słowo Boże. Ten obraz jest dla nas zachętą, wezwaniem do tego, żebyśmy prowadzili życie nastawione na to, żeby usłyszeć głos Boży. To jest tak, jakbyśmy mieli do rozwiązania zadanie z analizy matematycznej. Nad tym trzeba usiąść, wyłączyć telefon, zrezygnować z innych aktywności, trzeba ileś papieru zapisać, pomęczyć się, jakby stopić się w jedno z tym problemem, z tym zagadnieniem. Na końcu tego procesu całka zostanie rozwiązana.

Podobnie jest ze słyszeniem Słowa Bożego. Ezechiel był trzydzieści lat na wygnaniu, trzydzieści lat patrzył na ludzi na wygnaniu i zastanawiali się, co się stało. Trzydzieści lat się modlił i po trzydziestu latach nagle Bóg przemówił.

W naszym przypadku może to wyglądać tak: przez trzydzieści lat będę czytał tę Ewangelię, trzydzieści lat będę błagał Boga, żeby mi powiedział, o co w tym tekście chodzi. Tu będę kierował moje pragnienia, będę bardzo chciał zrozumieć ten tekst. I po trzydziestu latach Bóg to powie, kiedy będę na to gotowy.

Sens jest taki, że Bóg przemawia wtedy, kiedy człowiek jest gotowy. Z naszej zaś strony jest potrzebne zaangażowanie, właśnie takie, jak Ezechiela. Jan siedział na pustyni i po trzydziestu latach zrozumiał, że musi wyjść nad Jordan i zacząć chrzcić. Potem rzeczywiście spotkał Słowo, bo przyszedł do niego Syn Boży po to, żeby zostać ochrzczonym. Naszą pustynią bardzo często jest czytanie Pisma Świętego. Po prostu czytamy, czytamy, czytamy… Jak przyszedłem do klasztoru, wydawało mi się, że mistrz nowicjatu w głębokiej tajemnicy wyjawi mi sekret uprawiania lectio divina. A jak zapytałem, jak się robi lectio divina, to powiedział mi: po prostu czytaj Pismo Święte. Bierz do ręki i czytaj codziennie. To jest właśnie to Ezechielowe czekanie.

Pierwszy obraz to Matka Boża – może trochę mistyczny, wyniosły, trochę może olśniewający, ale ważny obraz macierzyństwa. Zażyłość i uczenie się dziecka. Wzór tego, jak my mamy lgnąć do Słowa Bożego. A z drugiej strony mamy obraz Jana Chrzciciela czy Ezechiela, którzy siedzą trzydzieści lat i czekają, żeby Bóg przemówił. My, którzy czytamy, siedzimy z Pismem Świętym i czekamy, żeby to Pismo wreszcie do nas przemówiło – czyli potrzebne jest zaangażowanie, pragnienie, ale też wierność i wytrwałość. To właśnie jest cechą duchowości monastycznej.

Zwróćcie uwagę, że nie ma tutaj żadnych fajerwerków. Monotonna i wręcz nudna praktyka, ale wyżej wspomniana wierność i wytrwałość gwarantuje sukces.

Jeśli ktoś zaczyna przygodę z Biblią, radzę, żeby zacząć od Ewangelii. Akurat w takiej kolejności, w jakiej są, od Mateusza do Jana. I proszę przeczytać każdą Ewangelię cztery razy. Cztery razy Mateusza, cztery razy Marka, cztery razy Łukasza i cztery razy Jana. Nie ma pośpiechu. Wszystko po to, żeby nauczyć się i zobaczyć różnice między tymi czterema Ewangeliami, mniej więcej opanować materiał narracyjny i móc potrafić powiedzieć po kolei, co się tam dzieje. To tak, jak się czyta książkę, powieść. Jak ma się pojęcie i wyobrażenie o Ewangeliach, można zrobić następny krok i przeczytać resztę Nowego Testamentu: Dzieje Apostolskie, Listy Pawłowe, Listy Pasterskie i na końcu Apokalipsę (również cztery razy). Jak człowiek ma opanowany materiał nowotestamentalny, to w ręku trzyma klucz do tego, żeby otworzyć skarbiec Starego Testamentu.

Jest takie bardzo stare adagium św. Augustyna, które mówi, że Stary Testament wypełnia się w Nowym, a Nowy Testament wyjaśnia Stary. Jest to stara zasada egzegetyczna Kościoła. Jak mamy przeczytany Nowy Testament cztery razy, czyli zajmie nam to pewnie jakieś dwa lata – nie ma co się spieszyć – potem możemy zająć się Starym. Jeśli chodzi o Stary Testament, najlepiej rozpocząć od czytania Ksiąg Mądrościowych – od Psalmów. I potem cała reszta: Księga Mądrości, Hioba, Przysłów, Pieśń nad Pieśniami itd. I zobaczycie, że czytając właśnie Księgi Mądrościowe, nagle usłyszycie w tych Księgach głos samego Pana. Będą wam się przypominać przypowieści, obrazy, którymi Jezus się posługuje, zobaczycie, jak On sam czyta te Księgi. To jest najbardziej poruszające, że kiedy bierzemy do ręki Stary Testament, mamy stuprocentową pewność, że te same słowa czytał i rozważał Jezus Chrystus, i tak nimi nasiąkł, że mówił nimi w przypowieściach, w swoim nauczaniu. On modlił się tym tekstem i ten tekst słychać w Jego wypowiedziach.

Po lekturze Ksiąg Mądrościowych przyjdzie kolej na Księgi Prorockie. Znowu zobaczymy zapowiedzi nadejścia Pana, również Jego naukę, Jego obrazy. A jak się przeczyta Księgi Prorockie, to można spokojnie czytać Księgi Historyczne, czyli od Księgi Jozuego w górę aż do Ksiąg Machabejskich i na samym końcu Pięcioksiąg, czyli na samym końcu Księgę Rodzaju, Wyjścia, Kapłańską, Liczb i Powtórzonego Prawa. Wtedy naprawdę Tora – Prawo – przemówi do nas z mocą Bożego głosu, jak będziemy mieli rozczytany cały Stary i Nowy Testament. Biblia jest tak pomyślana, że Tora jest podstawą, fundamentem, a cała reszta Pisma Świętego wyrasta z Tory. Wtedy nawet te opisy ukręcania główek ptaszków czy rozrywania jagniątek, które są w Księdze Kapłańskiej, będą dla nas całkowicie zrozumiałe, i będziemy wiedzieli, po co to jest. I będziemy wiedzieli, że obok musimy mieć otwarty List do Hebrajczyków, bo jest on jakby rozwinięciem Księgi Kapłańskiej. Te dwa teksty trzeba czytać razem.

Podsumowując, mamy trzy obrazy praktyki lectio divina:

1. Matka Boża – przyjęcie i śledzenie, intymność.

2. Ezechiel, Jan Chrzciciel – czekanie i wytrwałość.

3. Książka – codzienne, żmudne czytanie, każdego dnia trochę, poczynając od Nowego Testamentu.


Tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Benedictus”, który prowadzony jest przez oblatów benedyktyńskich.


Szymon Hiżycki OSB (ur. w 1980 r.) studiował teologię oraz filologię klasyczną; odbył specjalistyczne studia z zakresu starożytnego monastycyzmu w kolegium św. Anzelma w Rzymie. Jest miłośnikiem literatury klasycznej i Ojców Kościoła. W klasztorze pełnił funkcję opiekuna ministrantów, duszpasterza akademickiego, bibliotekarza i rektora studiów. Do momentu wyboru na urząd opacki był także mistrzem nowicjatu tynieckiego. Autor książki na temat ośmiu duchów zła Pomiędzy grzechem a myślą oraz o praktyce modlitwy nieustannej Modlitwa Jezusowa. Bardzo krótkie wprowadzenie. Redaktor naczelny projektu „Filokalia”.


Fot. Marcin Marecik / Na zdjęciu: fragment mozaiki ceramicznej przedstawiający „Maiestas Domini” z kaplicy w opactwie tynieckim. Wykonanie: Borys Kotowski OSB.

(Visited 1 041 times, 1 visits today)


Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.

Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij