Wielkie dzieło jest zawsze obrazem silnej osobowości. Aby zrozumieć rolę bł. Pawła Giustinianiego w rozwoju instytucji życia eremickiego, trzeba mu było pozwolić opowiedzieć samemu o jego życiu i przytoczyć niezliczone teksty, w których mówił o swym powołaniu. Jego życie jest wyjaśnieniem jego dzieła. Jest ilustracją i manifestacją jego ideału, jest jego wyobrażeniem i realizacją.
On sam zinterpretował swe istnienie jako poszukiwanie samotności. Pod koniec życia, gdy spogląda, jak ze szczytu, na kolejne etapy przebytej drogi, rozumie jej sens. Widzi odcinki trasy, lecz dostrzega i kierunek: zdaje sobie sprawę, dokąd prowadzi go Pan. Przenika do głębi nie tyle swą osobowość, co logikę swej egzystencji, prowadzonej przez Boga, szkicowanej przez Jego znaki. Dominującą ideą, zapewniającą jedność jego aktywności zewnętrznej czy wewnętrznej, zapewniającą ciągłość wszystkich kroków pośród zmiennych kolei losu, jest myśl, że nie może być zbawiony bez samotności. Jego życie jest nieustanną ucieczką ku niej, serią podróży do tego kresu, który mu się wymyka i który wreszcie osiąga.
Jego miłością jest, by tak rzec, instynkt samotności, nieodparte dążenie do dwojakiego rodzaju wysiłku: szukania pustelni i zaludniania jej. Chce prowadzić życie samotnicze, lecz nie chce być w nim sam, bo czuje się powołany do tego, by umożliwić czerpanie korzyści z takiego życia innym duszom, które go także szukają. Aby wypełnić to podwójne zadanie, które narzuca mu jego powołanie, przyszło mu, z jednej strony, reformować pustelnię Camaldoli, z drugiej – coraz bardziej dbać o wzrost liczby jej fundacji. Te dwa przedsięwzięcia przygniatają go troskami: w miarę, jak chce się bardziej zatopić w samotności, prześladują go zajęcia, osaczają go godności. Równocześnie działania, jakie podejmuje, by odnowić życie eremickie i przyjąć tych, którzy chcą znaleźć schronienie w eremie, ściągają nań sprzeciw ze strony wszystkich tych, którzy nie podzielają ani jego ideału, ani jego gorliwości. Jego życie nie jest już tylko poszukiwaniem samotności, staje się stopniowo walką o samotność.
Jego dusza jest ciągle nękana pewnym rodzajem sprzeczności między tym, do czego dąży, a środkami, którymi się musi posłużyć, aby tam dojść. Od młodości dąży do spokoju ducha. Pustelnia Camaldoli pozwala mu cieszyć się tym spokojem w czasie nowicjatu. Lecz zaraz po profesji otwiera się w jego życiu siedmioletni „nawias” samotności niedoskonałej. Jego przyjaciel, Quirini, człowiek czynu w większym stopniu niż on sam, popycha go do wzięcia w swe ręce reformy pustelni i całego zakonu kamedulskiego. Paweł Giustiniani z reformatora wbrew swej woli staje się następnie zwierzchnikiem zakonu i przełożonym bez tytułu, aż zostanie mianowany przełożonym, choć tego nie chciał. Pozostaje mu jedno rozwiązanie – opuszcza Camaldoli. To poświęcenie – chociaż jego wyjazd nie jest zerwaniem – najpierw znowu rzuca go w wir nowych walk. Lecz stopniowo burze się uciszają. Jego życie dopełnia się w formie swego rodzaju apoteozy, spokojnej i bolesnej zarazem, w skrajnym ubóstwie, pośród radości, której nic już nie mąci.
Pierwszy biograf bł. Giustinianiego nazwał go drugim Romualdem. Porównywanie dwóch osób, których życie dzieli wiele wieków, jest zawsze rzeczą trudną. W tym przypadku porównanie staje się jeszcze trudniejsze, bo pierwsza z tych osób jest nadal mało znana. Źródła są nieliczne i niezbyt jasne, nie zostały też jeszcze należycie krytycznie zbadane. Jedynie więc z zastrzeżeniem, że nowe badania przyniosą jakieś uściślenia, można pokusić się o to, aby po prześledzeniu życia bł. Giustinianiego usytuować jego dzieło w dziejach instytucji monastycznych i eremickich.
Święty Romuald wstąpił do klasztoru cenobitów. Spędził tam trzy lata, po których wybrał definitywnie życie pustelnicze. Świętość życia niezwłocznie przyciągnęła doń wielu uczniów. Dla nich założył i zreformował wiele eremów, a także klasztorów – wiedział, że nie wszyscy mnisi są powołani do życia pustelniczego. Ten ostatni przypadek występuje nawet znacznie rzadziej. Charakterystyczne dla pustelni Romualda było prowadzone tam życie, w którym obserwancja ściśle eremicka, inspirowana życiem Ojców Pustyni, łączyła się harmonijnie z pewnymi zasadami życia klasztornego, inspirowanymi Regułą św. Benedykta. Nie było to więc życie pustelnicze w ścisłym sensie. Zasługuje jednak na nazwanie go eremickim, ponieważ została tam wprowadzona cała obserwancja służąca osiągnięciu ideału życia pustelniczego. Jest ono również dostępne dla tych, którzy przychodzą bezpośrednio ze świata. Nie wymaga się od wszystkich rygorystycznie przejścia przez pobyt w klasztorze.
Cechą charakterystyczną klasztorów św. Romualda jest wymaganie od opatów prowadzenia niemal eremickiego życia. Romuald nieustannie zaleca im surowe warunki życia, tak aby ograniczyć maksymalnie ich wychodzenie z celi. Tylko raz w tygodniu powinni odwiedzać braci. Kiedy klasztor jest w pobliżu pustelni, co jest dość częste, Romuald pragnie, aby opat w niej właśnie mieszkał; życzy sobie nawet, aby klasztor nie miał innego przełożonego niż przełożony pustelni. Co do braci, Romuald zaleca im wytrwale ścisłe przestrzeganie Reguły św. Benedykta. Gdy się pomyśli o całkowicie świeckim życiu, jakie prowadzili wówczas opaci, i o konsekwencjach, jakie z tego wynikały dla dyscypliny monastycznej, można łatwo zrozumieć, że św. Romuald starał się o kontakt mnichów klasztornych z eremitami: ci ostatni, prowadząc życie surowsze i bardziej wycofane ze świata, mogli mieć tylko zbawienny wpływ na cenobitów i pobudzać ich wielkoduszność przez przypominanie im ich podstawowych powinności stanowych.
Pośród różnych fundacji św. Romualda Camaldoli zajmuje uprzywilejowane miejsce. Początkowo było ono tylko małą pustelnią składającą się z pięciu cel, skupionych wokół oratorium, oraz hospicjum, przyjmującego ubogich i pielgrzymów. Jednak żarliwość pierwszych eremitów przyciągnęła tam szybko nowe powołania. Camaldoli rozwijało się bardzo dynamicznie, aż w końcu stało się centrum kongregacji, mając nie tylko pustelnie, lecz także klasztory. Camaldoli kontynuowało w ten sposób dzieło św. Romualda. Między eremitami a cenobitami były jedynie nieliczne różnice. Wszyscy powstrzymywali się od jedzenia mięsa, wstawali w nocy na modlitwę, posty były częste, milczenie należało do zwyczaju. Lektura duchowna, medytacja i modlitwa zajmowały w życiu wszystkich ważne miejsce. Wszyscy wreszcie podlegali przeorowi Camaldoli, który był głównym przełożonym kongregacji. Jak w czasach Romualda, eremici wywierali dobroczynny wpływ na cenobitów.
Jednakże tych ostatnich było wkrótce o wiele więcej i ich oddziaływanie zaczęło być silniejsze niż eremitów. Na kapitule generalnej w 1273 roku zostały podjęte ważne decyzje, które ujawniają przemianę, jaka dokonała się w umysłach. Przeor Camaldoli nie jest już głównym przełożonym kongregacji. Można wstąpić do pustelni, spełniając dwa warunki: trzeba mieć co najmniej 25 lat i spędzić uprzednio trzy lata w klasztorze. Te postanowienia odwracają role: to cenobici grają wówczas pierwsze skrzypce. Co więcej, mnisi ci, idąc za wzorem wielkich zakonów XIII wieku, zorganizowali studium; sprowadzali nawet profesorów z zewnątrz, jeśli uznali to za niezbędne. Niektóre klasztory, jak ten we Florencji, stały się ogniskami humanizmu. Troska o dusze stała się jednym z głównych zajęć cenobitów.
Eremici prowadzili nadal życie kontemplacyjne w swej pustelni, podczas gdy mnisi w klasztorach wiedli w pobliżu ludzi życie, które można nazwać czynnym. Działanie, które jest łatwiejsze niż kontemplacja, stało się kuszące dla ludzi kontemplacji, zwłaszcza odkąd znaleźli się w obrębie tej samej rzeczywistości, w której toczyło się życie, któremu najłatwiej się poświęcić. W ten sposób „najlepsza cząstka” była obierana już tylko przez niewielu, a życie czynne stało się w zakonie kamedulskim udziałem największej liczby mnichów.
To jest sytuacja, w której znalazł się bł. Paweł Giustiniani. Całe jego dzieło polega na próbie uzdrowienia jej – pod wpływem impulsu, który był silniejszy od niego. Zamiast zgodzić się na stan instytucji sprzeczny z jej pierwotnym przeznaczeniem, okazał się na tyle silny, by wywołać kryzys w zakonie. Gdy wybuchł, Giustiniani poświęcił się jego rozwiązywaniu. Udało mu się szczęśliwie odnowić pustelnię Camaldoli. Lecz gdy chciał ją powiększyć i pomnożyć, tak aby wszystkim, których Bóg powołał do życia pustelniczego, dać możliwość realizacji swego powołania, naraził się na sprzeciw części zakonu zorganizowanej według zasad życia klasztornego. Co więcej, on, który przybył do Camaldoli szukać odosobnienia, był bez przerwy uwikłany w załatwianie spraw. Wytrzymał cierpliwie wiele lat, a potem postanowił odejść. Schronił się w małej pustelni podlegającej Camaldoli w nadziei, że znajdzie tam wreszcie odosobnienie. Gdyby się nie udało, był zdecydowany uciekać nawet do Indii. Mieszkał tam z trzema towarzyszami, w skrajnym ubóstwie, szczęśliwy, że wreszcie znalazł swą samotnię. Lecz, jak niegdyś w Camaldoli, powołania nie kazały na siebie czekać. Pustelnia stała się za mała, trzeba było zakładać nowe. Wreszcie Błogosławiony otrzymał od przełożonych kongregacji Camaldoli i św. Michała na Murano oficjalny akt erekcyjny nowej fundacji, która otrzymała nazwę Towarzystwo Eremitów św. Romualda [Zakonu Kamedulskiego]. Z okazji pierwszej kapituły generalnej spisuje nowe konstytucje, które różnią się od przyjętych w pustelni Camaldoli tylko większą surowością i ubóstwem. Wszystko, co nie zostało tam sprecyzowane, rozwija jasno w Regula eremiticae vitae. Po kilku latach od śmierci bł. Pawła zobaczymy jego [duchowych] synów organizujących pustelnię Monte Corona na wzór Camaldoli, z uwzględnieniem hospicjum. W nowej fundacji nic się więc nie zmieniło. To takie życie pustelnicze, jakie ustanowił św. Romuald; takie, jak Błogosławiony zaczął przywracać w Camaldoli.
Czy mamy zarzucać bł. Giustinianiemu, że nie zakładał również klasztorów, jak czynił św. Romuald? Żaden tekst Błogosławionego nie pozwala stwierdzić, że je systematycznie usuwał. Ich nieobecność da się natomiast łatwo wytłumaczyć. Błogosławiony słusznie uważał, że może przyjmować nowicjuszy bezpośrednio. W ten sposób jedynie nawiązywał do tradycji przerwanej w 1273 roku. Wszyscy, którzy do niego przychodzili, byli zakonnikami lub kapłanami diecezjalnymi, dzięki czemu mogli od razu wstąpić do pustelni. Co więcej, jeśli wziąć pod uwagę jego relacje ze współbraćmi cenobitami, założenie nowego klasztoru niewątpliwie przyniosłoby mu wiele problemów.
Jeśli przyjąć, że pustelnia św. Romualda nie potrzebuje klasztoru cenobitów dla formacji przyszłych eremitów, można też przyjąć bez zastrzeżeń, że Błogosławiony nie był w żaden sposób zobowiązany do ich zakładania przy pustelniach, skoro chciał zostać wierny ideałowi św. Romualda. Błogosławiony Giustiniani jest w istocie odnowicielem przedsięwzięcia pustelniczego św. Romualda. Łącząc swych eremitów w kongregację, nadał ponadto tej reformie stabilność, która pozwoliła jej przetrwać do naszych czasów, i która, jak można mieć nadzieję, pozwoli jej trwać jeszcze długo dla dobra Kościoła.
Fragment publikacji Humanista-Eremita. Błogosławiony Paweł Giustiniani (1476-1528)
Jean Leclercq OSB (1911–1993) – benedyktyn z opactwa Clervaux w Luksemburgu. Wybitny badacz historii, tradycji i duchowości monastycyzmu średniowiecznego. Wydawca dzieł św. Bernarda z Clairvaux; autor około 1000 artykułów i książek.
Fot. Marcin Marecik / Na zdjęciu: fragment fresku nad kaplicą św. Benedykta w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu
Jeśli zainteresował Cię nasz materiał, mamy dla Ciebie propozycję! Możesz otrzymywać raz w tygodniu, w sobotę o 19:00, e-mail z najnowszymi artykułami z portalu cspb.pl. Wystarczy, że zapiszesz się do naszych powiadomień poniżej...
Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.
Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.
To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!






