Umieszczony przez 18:12 Medytacja chrześcijańska

Czystość serca jest powiązana z nową tożsamością duchową

W „modlitwie serca” szukamy przede wszystkim najgłębszej podstawy naszej tożsamości w Bo­gu. Nie rozważamy dogmatów wiary ani jej „tajemnic”.

W „modlitwie serca” szukamy przede wszystkim najgłębszej podstawy naszej tożsamości w Bo­gu. Nie rozważamy dogmatów wiary ani jej „tajemnic”. Staramy się raczej osiągnąć bezpośrednie egzystencjalne pochwycenie, osobiście doświadczyć najgłębszych prawd życia i wiary, odnaleźć siebie w prawdzie w Bogu. Wewnętrzna pewność zależy od oczyszczenia. Ciemna noc koryguje nasze najgłębsze intencje. W ciszy „nocy wiary” powracamy do prostoty i szczerości serca. Uczymy się skupienia, które polega na wsłuchiwaniu się w wolę Boga, na prostym i bezpośrednim zwróceniu uwagi na rzeczywistość. Skupienie jest świadomością tego, co bezwarunkowe. Modlitwa zatem oznacza tęsknotę za prostą obecnością Boga, za osobistym zrozumieniem Jego słowa, za poznaniem Jego woli oraz zdolnością słyszenia Go i bycia Mu posłusznym. Jest to więc coś znacznie większego niż wypowiadanie próśb o rzeczy dobre, ale zewnętrzne wobec naszych najgłębszych potrzeb.

Nasze pragnienie i nasza modlitwa powinny się streszczać w słowach św. Augustyna: Noverim te, noverim me. Pragniemy zdobyć prawdziwą oce­nę samych siebie i świata, aby zrozumieć sens naszego życia jako życia dzieci Bożych odkupionych z grzechu i śmierci. Pragniemy zdobyć prawdziwe i pełne miłości poznanie Boga, naszego Ojca i Odkupiciela. Pragniemy zatracić się w Jego miłości i w Nim spocząć. Pragniemy usłyszeć Jego słowo i odpowiedzieć na nie całą naszą istotą. Pragniemy poznać Jego miłosierną wolę i poddać się jej całkowicie. Takie są cele i dążenia meditatio i oratio. To przygotowanie do modlitwy może zostać przedłużone przez powolną, „mądrościową” i pełną miłości recytację ulubionego psalmu z rozważaniem głębokiego znaczenia jego słów tu i teraz.

W języku Ojców monastycznych celem każdej modlitwy, czytania, medytacji i wszystkich czynności w życiu monastycznym jest osiągnięcie czystości serca, bezwarunkowego i całkowicie pokornego poddania się Bogu, do całkowitej akceptacji samych siebie i naszej sytuacji jako wyrazu Jego woli. Oznacza to wyrzeczenie się wszelkich fałszywych wyobrażeń o sobie, przesadzonych ocen własnych zdolności, aby być posłusznym woli Boga, która przychodzi do nas w trudnych wymaganiach, jakie stawia przed nami życie w całej swej prawdzie. Czystość serca jest więc powiązana z no­wą tożsamością duchową – „ja” jest rozpoznawane w kontekście rzeczywistości określonej przez wolę Bożą. Czystość serca jest zatem oświeconą świadomością nowego człowieka, która jest przeciwieństwem złożonych i raczej niegodziwych zachcianek „starego człowieka”.

Medytacja jest więc ukierunkowana na nowy ogląd samego siebie, na bezpośrednie poznanie własnego „ja” w jego wyższym aspekcie.

Kim jestem? Jestem słowem wypowiedzianym przez Boga. Czy Bóg może wypowiedzieć słowo, które nie ma żadnego znaczenia?

Lecz czy mam pewność, że sens mego życia odzwierciedla ten, jaki Bóg dla mnie przeznaczył? Czy Bóg narzuca z zewnątrz sens memu życiu przez wydarzenia, zwyczaje, rutynę, prawo, systemy, zderzenie z innymi w społeczeństwie? Czy też jestem wezwany do tworzenia od wewnątrz – razem z Nim, z Jego łaską – znaczenia, które jest odbiciem Jego prawdy i czyni ze mnie Jego „słowo” wypowiedziane w sposób wolny w mojej osobistej sytuacji? Moja prawdziwa tożsamość spoczywa ukryta w Bożym wezwaniu skierowanym ku mojej wolności i w mojej odpowiedzi na to wezwanie. To oznacza, że muszę używać swej wolności w porządku miłości, z pełną odpowiedzialnością i autentycznością, nie tylko przyjmując formę narzuconą mi przez siły zewnętrzne lub kształtując własne życie zgodnie z uznanym wzorem społecznym, lecz także kierując moją miłość ku osobowej rzeczywistości moich braci i przyjmując wolę Boga w jej nagiej, często nieprzeniknionej tajemnicy (Rz 11,33–36). Nie mogę odkryć swego „znaczenia”, jeśli próbuję uniknąć trwogi, która przychodzi z pierwszego doświadczenia braku własnego znaczenia!

Poprzez medytację przenikam najgłębszą podstawę mego życia, szukam pełnego zrozumienia woli Boga, Jego miłosierdzia dla mnie i mojej całkowitej zależności od Niego. Ale to przenikanie musi być autentyczne. Musi być naprawdę przeze mnie przeżyte. To zaś zależy od autentyzmu całej mojej koncepcji życia i moich celów. Jednak moje cele i moje życie tak długo pozostaną sztuczne i nieautentyczne, jak długo będę jedynie starał się dostosowywać własne czyny do pewnych zewnętrznych norm zachowania, aby w ten sposób odgrywać rolę akceptowaną przez społeczeństwo, w którym żyję. Ostatecznie, znaczy to trochę więcej niż wyuczenie się roli. Czasem metody i programy medytacji zmierzają po prostu do tego, by nauczyć odgrywania roli zakonnika. Idea „naśladowania” Chrystusa i świętych, może się zdegenerować i zmienić jedynie w odgrywanie roli, jeśli będzie tylko zewnętrzna.

Medytacja nie może ograniczać się jedynie do rozważań o porządku wszechświata i miejscu, jakie w nim zajmuję. Jest czymś więcej niż zdobywaniem swego rodzaju Weltanschauung (filozoficzne spojrzenie na wszechświat i na życie). Chociaż wydaje się, że taka medytacja doprowadzi nas do pogodzenia się z wolą Bożą manifestującą się w porządku wszechświata lub w historii, nie jest ona jednak głęboko chrześcijańska. W rzeczywistości może nawet nie mieć nic wspólnego z najważniejszymi prawdami chrześcijaństwa. Polega bowiem na wyuczeniu się kilku racjonalnych formuł i wyjaśnień, które pozwolą nam na zachowanie pogody ducha i obojętności podczas głębokich kryzysów życiowych, a to – niestety – może dać nam możliwość uniknięcia bezpośredniej konfrontacji z własną nicością tam, gdzie jest ona potrzebna. Zamiast stoickiej akceptacji wyroków „opatrzności” i wydarzeń, a także innych przejawów „prawa” kosmicznego, powinniśmy dać się poprowadzić, nadzy i bezbronni, w sam środek tej trwogi, gdzie stajemy samotnie przed Bogiem w swej nicości, bez wyjaśnień, bez teorii, całkowicie zależni od Jego opatrznościowej troski, rozpaczliwie potrzebujący Jego łaski, Jego miłosierdzia i światła wiary.

Musimy podejść do medytacji ze świadomością, że „łaska”, „miłosierdzie” i „wiara” nie są w naszym posiadaniu w sposób stały i niezmienny, i że nie otrzymujemy ich dzięki własnym wysiłkom, ani też nie pozostają w naszym posiadaniu na mocy prawa, jeśli tylko będziemy się dobrze zachowywać. Są to dary stale odnawiane. Życie łaski w naszych sercach jest odnawiane co chwilę, bezpośrednio i osobiście przez Boga w Jego miłości do nas. A ponieważ łaska medytacji (w znaczeniu „modlitwy serca”) jest także specjalnym darem, nigdy nie powinna być uważana za coś oczywistego. Możemy jednak również powiedzieć, że – jeśli ją już otrzymaliśmy – staje się ona „nawykiem”, który w pewnym sensie jest stale w nas obecny, chociaż nigdy nie jest czymś, do czego możemy rościć sobie prawo, a także używać w sposób całkowicie niezależny i zgodny z naszym upodobaniem, nie zwracając uwagi na wolę Bożą. W sposób niezależny możemy korzystać jedynie z naszych darów naturalnych. Dar modlitwy jest nierozerwalnie związany z inną łaską – z pokorą, dzięki której stajemy się zdolni do uświadomienia sobie, że nasza istota i życie, w ich najgłębszej warstwie, wtedy osiągają pełnię znaczenia i stają się rzeczywiste, gdy są ukierunkowane na Boga, który jest ich źródłem i celem.

Kiedy nam się zdaje, że posiadamy i używamy samych siebie, oraz naszych naturalnych darów w sposób całkowicie niezależny, jakby nasze „ja” było jedynym źródłem i celem naszych własnych czynów, wówczas ulegamy złudzeniu, a naszym czynom – chociaż mogą się wydawać spontaniczne – brak duchowego znaczenia i autentyczności.

Toteż medytację powinniśmy rozpoczynać przede wszystkim od uświadomienia sobie naszej nicości i bezbronności wobec Boga. To przeżycie nie musi być smutne i zniechęcające. Przeciwnie, może być pełne głębokiego spokoju i radości, skoro prowadzi nas do bezpośredniego kontaktu ze źródłem wszelkiej radości i wszelkiego życia. Jedyną przyczyną, dla której nie udaje się nam rozpocząć medytacji, jest prawdopodobnie to, że nigdy – w sposób prawdziwy i poważny – nie zwróciliśmy się ku samemu centrum naszej nicości przed Bogiem. Właśnie dlatego nigdy nie wchodzimy w najgłębszą rzeczywistość naszej więzi z Nim.

Innymi słowy medytujemy wyłącznie „w umyśle”, w wyobraźni lub w najlepszym razie w pragnieniach, rozważając prawdy religijne z oderwanego, obiektywnego punktu widzenia. Nie rozpoczynamy od starania, aby „odnaleźć nasze serce”, to znaczy od zanurzenia się w głębię świadomości, jaką jest podstawa naszej tożsamości przed Bogiem i w Bogu. „Odnalezienie naszego serca” i odzyskanie świadomości naszej najgłębszej tożsamości zakłada uznanie, że nasze zewnętrzne codzienne „ja” jest w znacznej mierze maską i złudą. To nie jest nasze prawdziwe „ja”. Z pewnością nie jest łatwo je odnaleźć. Jest ukryte w ciemności i „nicości”, w centrum, gdzie pozostajemy w bezpośredniej zależności od Boga. Skoro zaś prawdziwa medytacja każdego chrześcijanina zależy od tego poznania, nasze usiłowanie, aby medytować bez niego jest faktycznie sprzeczne samo w sobie. To tak, jakbyśmy usiłowali chodzić bez stóp.

Inna konsekwencja – sama zdolność poznania naszej kondycji wobec Boga już jest łaską. Nie możemy osiągnąć tego poznania, gdy tylko zechcemy. Nauka medytacji nie oznacza więc przyswojenia sobie niezawodnych technik wywoływania „skruchy” i „poczucia nicości”, gdy tylko tego zapragniemy. Przeciwnie, byłoby to działanie „na siłę” i jako takie byłoby nieautentyczne. Medytacja zakłada zdolność przyjęcia tej łaski, kiedy tylko Bóg chce nam ją dać, i dlatego jest stałą postawą zachowywania pokory, uważności wobec rzeczywistości, wrażliwości i elastyczności. Uczyć się medytacji oznacza więc stopniowo uwalniać się od zwykłej zatwardziałości serca, od odrętwienia i ociężałości umysłu, wynikających z arogancji i braku akceptacji dla rzeczywistości lub z opierania się konkretnym wymaganiom woli Bożej.

Jeśli w rzeczywistości nasze serce pozostaje wyraźnie obojętne i zimne, i gdy zauważamy, że „rozpoczęcie” medytacji w ten sposób jest niemożliwe, wówczas powinniśmy przynajmniej starać się zrozumieć, że owa oziębłość jest znakiem naszego niedostatku i bezradności. Powinniśmy więc obrać ją sobie za motyw modlitwy. Możemy również pomyśleć, że – może bezwiednie – popadliśmy w rutynę i nie umiemy odzyskać naszej spontaniczności bez Bożej łaski, na którą musimy czekać cierpliwie i gorąco jej pragnąć. Samo oczekiwanie będzie dla nas szkołą pokory.


Fragment książki Modlitwa kontemplacyjna


Thomas Merton OCSO (1915–1968), trapista z klasztoru w Gethsemani (USA, stan Kentucky) należy do najbardziej znanych mnichów XX w. W swoich książkach przybliża bogactwo duchowości chrześcijańskiej. Autor publikacji: Życie w milczeniuModlitwa kontemplacyjnaChleb na pustyniO świętym Bernardzie.


Fot. Jacek Sędkiewicz

(Visited 46 times, 1 visits today)


Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z naszego portalu CSPB możesz skorzystać z propozycji zapisania się do systemu Feedburner, za pomocą którego, codziennie między godziną 20:00 a 23:00 otrzymasz e-maila z listą linków najnowszych wpisów, które ukazały się w danym dniu... Zapisz się do powiadomień
Zamknij