Umieszczony przez 11:02 Liturgia

Jak w wymiarze naszego codziennego życia realizuje się prawda Słowa, które stało się Ciałem?

Jeżeli ciało to jestem ja w relacji do innych, to w teologii Eucharystii i nie tylko Eucharystii, inaczej trzeba postawić akcent.

Jak w wymiarze naszego codziennego życia realizuje się prawda Słowa, które stało się Ciałem? Słowo Wcielone ma najpełniejszy wyraz w Eucharystii. W Eucharystii rzeczywiście Słowo staje się Ciałem. Z jednej strony przez słowa konsekracji rzeczywiście dokonuje się cudowna przemiana i chleb staje się Ciałem Chrystusa, wyraża to prawdę, że nasze zwykłe życie, którego symbolem jest chleb, zostaje włączone w życie Chrystusa. Z drugiej strony odwieczny Logos sam staje się żywą rzeczywistością, w którą wchodzimy. W Eucharystii rzeczywiście Słowo staje się Ciałem i to odnosi się do naszej codzienności, nasze zwykłego życia. To jest ten „chleb powszedni”, o który modlimy się w modlitwie Ojcze nasz. Użytego w greckim oryginale słowa epiúsion nie spotykamy w innych miejscach Pisma Świętego i dlatego trudno ustalić jednoznacznie jego znaczenie. Istnieją wszak trzy możliwe interpretacje oparte na próbie odtworzenia źródła tego słowa:

1) chleb na dzień jutrzejszy, chleb przyszły;

2) chleb nadprzyrodzony, wyższy, ponad tym, co na ziemi, ale też chleb obecny, teraźniejszy;

3) chleb konieczny do naszego istnienia, do życia.

W komentarzach Ojców Kościoła do Modlitwy Pańskiej spotykamy wszystkie te możliwości. Niektórzy tłumaczą epiúsion jako (1) powszedni, tak jak jest to w polskiej tradycji; inni jako (2) konieczny; jeszcze inni jako (3) nadprzyrodzony; a są tacy, którzy interpretują to słowo jako (4) jutrzejszy, przyszły.

Jeśli dobrze przyjrzymy się Mszy św., to znajdziemy w niej wszystkie prośby Modlitwy Pańskiej zawarte w dynamice sakramentalnego znaku wyrażonego przez słowo i gest. W modlitwie nad darami, podnosząc patenę z chlebem, kapłan mówi:

Błogosławiony jesteś, Panie, Boże wszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb, który jest owocem ziemi i pracy rąk ludzkich; Tobie go przynosimy, aby stał się dla nas chlebem życia.

Ta modlitwa kapłana podczas przygotowania darów harmonizuje z naszą codzienną modlitwą. Nie tylko chodzi w niej zatem jedynie o chleb na co dzień, ale chodzi o Eucharystię – chleb na życie wieczne, czyli chleb, który daje życie wieczne. To zresztą harmonizuje z innymi prośbami modlitwy Ojcze nasz, które wyraźnie mają charakter eschatologiczny.

Warto jednak w tym momencie wyjaśnić pojęcie ciała. O jakie ciało chodzi? Przyjęliśmy w naszym Kościele całą tradycję biblijną w chrześcijaństwie poprzez Greków i sami mamy w dużym stopniu także myślenie wywodzące się z greckiej mentalności. W niej jednak niestety pojęcie ciała inaczej funkcjonuje niż to było w Biblii. Ciało widzimy raczej wyłącznie w kategoriach fizycznych. Dla Greków istniał podział na duszę i ciało, który miał charakter metafizyczny. Ciało bowiem jest fizyczne, widoczne, ograniczone w przestrzeni i czasie, zmienne, zmysłowe, rozpadające się, śmiertelne. Natomiast dusza jest niewidoczna, nieograniczona przestrzennie, nierozkładająca się, nieśmiertelna, czyli jest całkowitym przeciwieństwem ciała. Takie rozumienie ciała i duszy widać w podejściu do Eucharystii. Wskazują na to liczne „cuda Eucharystyczne”, w których postać eucharystyczna jest kawałkiem fizycznego ciała. W ten sposób Eucharystia jest rozumiana jako relikwia Chrystusa. Teologia jednak mówi, że Eucharystia to Ciało Chrystusa zmartwychwstałego, czyli takiego, jakim jest obecnie, a nie takiego, jakim był przed swoją śmiercią i zmartwychwstaniem. Niemniej podejście do Eucharystii prawie jak do relikwii było i jest obecne w Kościele do dzisiaj.

Natomiast takie podejście powoduje pewne kłopoty w rozumieniu samej Eucharystii i w próbach Jej wyjaśnienia od strony filozoficznej. W średniowieczu starano się wyjaśnić przemianę eucharystyczną poprzez pojęcie transsubstancjacji – zmiana substancji czegoś w coś innego. Substancja jest tutaj rozumiana jako nośnik tego, co jest, jest ona tym, co stoi u podstaw. Oczywiście tajemnica Eucharystii jest tajemnicą i tego nikt nie może zgłębić, dlatego osobiście wolę zostawić to, co Pan Jezus powiedział: To jest ciało Moje i niczego do tego nie dodawać od strony pojęć filozoficznych, bo wszelkie teorie filozoficzne mają swoją historię i także granice. A próba wyjaśnienia przez np. substancję, staje się dzisiaj mało przekonująca ze względu na całkowicie inne rozumienie fizycznej rzeczywistości. Właściwie traci ono sens poza wymiarem osobowego istnienia. Dlatego nie ma co dorabiać teorii do słów Jezusa, ale trzeba je przyjąć za fakt, któremu trzeba zawierzyć. Nie jest ważne, w jaki sposób chleb się staje Ciałem Chrystusa, bo to w istocie nie jest nam potrzebne do zbawienia. Do zbawienia potrzebna jest wiara, że Jego Ciało jest prawdziwym pokarmem:

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił − nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki (J 6,53−58).

Na tym trzeba skończyć, bo i tak nie jesteśmy w stanie tego pojąć. Po prostu trzeba zawierzyć słowom Chrystusa i koniec.

Jednocześnie zbytnie zainteresowanie tym: W jaki sposób to się dzieje?, podobnie jak zainteresowanie: W jaki sposób Bóg stworzył świat?, grozi utratą tego, co najważniejsze: wejścia w żywą, osobową więź z Chrystusem. Zresztą przedmiotowe traktowanie wiary zawsze groziło podejściem magicznym. Mamy wrażenie, że u wielu chrześcijan takie podejście magiczne jest obecne. To znaczy uważają oni, że poprzez zrobienie czegoś, uzyskują coś mocą samej czynności. Czyli poprzez obrzędy i gesty uzyskujemy jakąś łaskę, jakieś dobra dla nas pożądane. Magia polega na tym, że wykorzystując słowo i gesty, uzyskujemy możliwość wykorzystania sił sakralnych dla własnych zamiarów. Takie podejście do religii jest fatalne. Jest wypaczeniem prawdziwej religii. Jeżeli ciało w Eucharystii traktowane jest jak przedmiot, wtedy grozi magia.

Kiedy natomiast przyjrzymy się tekstom Nowego Testamentu i zobaczymy, jak jest w nich rozumiane ciało, to okaże się, że chodzi o zupełnie inne spojrzenie. Np. św. Paweł zupełnie inaczej rozumie ciało. Szczególnie wymowny jest 5. rozdział Listu do Galatów, gdzie św. Paweł mówi o ciele i Duchu i przeciwstawia te dwie rzeczywistości sobie w porządku ich dynamiki, czyli w porządku dążenia. Czytamy w nim:

Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, bałwochwalstwo, czary, nienawiść, spory, zawiść, gniewy, pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne (Ga 5,19−21).

Pierwsze wymienione uczynki związane z ciałem można odnieść do rozumienia greckiego, jednak kolejne: bałwochwalstwo, czary, nienawiść, spory, zawiść, gniewy, pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość − nie mają z ciałem rozumianym w sensie zmysłowym nic wspólnego. Te wszystkie wady odnoszą się do tego, co się dokonuje na świecie między ludźmi. Myśląc w kategoriach greckich, z podziałem na ducha i ciało uważalibyśmy, że są to grzechy ducha a nie ciała. Natomiast św. Paweł mówi, że to się rodzi z ciała. Dalej wymienia pijaństwo, hulanki i tym podobne, które oczywiście są związane z ciałem w sensie zmysłowym. Zatem większość złych uczynków, które wymienia św. Paweł jako rodzące się z ciała, z ciałem w sensie fizyczno-zmysłowym nie ma nic wspólnego. Widać zatem, że św. Paweł inaczej rozumie ciało niż my je rozumiemy i to trzeba po prostu przyjąć. Kiedy się zastanawiam nad tym, jak on rozumie ciało, to dochodzę do wniosku, że najlepiej wyraża to formuła: Ciało to jesteśmy my skierowani do świata, albo po prostu my w naszym zaangażowaniu na świecie. Przy czym u Pana Jezusa, św. Pawła i św. Jana świat trzeba rozumieć jako relacje między ludźmi, czyli mówiąc językiem współczesnym, jako społeczeństwo. Świat to także natura, jednak w pierwszym rzędzie świat to są relacje między ludźmi. Stąd to z tak rozumianego ciała biorą się: bałwochwalstwo, czary, nienawiść, spory, zawiść, gniewy, pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość.

Bóg, stwarzając człowieka, „ulepił go z prochu ziemi” – co oznacza, że ciało wzięte jest ze świata. Jednocześnie „tchnął w jego nozdrza dech życia”, czyli ducha, który jest od Boga. Stąd duch dąży do swojego źródła – Boga, a ciało wzięte ze świata dąży do swego źródła – świata: „Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie” (Ga 5,17).

Człowiek jest zawsze jednością ducha i ciała, przy czym w Biblii to nie są elementy przeciwstawne metafizycznie, jak to jest u Greków. Wzajemnie przeciwstawnych elementów metafizycznie nie da się w żaden sposób połączyć w jedność. Biblia mówi natomiast o człowieku, że jest jednością. Czasami mówi o człowieku jako o ciele, czasami jako o duchu, ale są to dwie strony „tego samego medalu”, dwie strony: jedna jest zwrócona do Boga, a druga do świata. Trzeba za Biblią przyjąć, że jesteśmy jednością, ale będąc w świecie, jesteśmy ciałem, jednak będąc w świecie, czyli przede wszystkim między ludźmi, nosimy w sobie odniesienie do Boga, jest w nas tajemnica obecności Boga, która wyraża się pojęciem ducha, który pochodzi od Boga i do Boga dąży. Natomiast, jak pisze św. Jan w 1. Liście, na świecie panują: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia (1 J 2,16), które „nie pochodzą od Ojca, lecz od świata”. Dzieje się tak, gdyż ciało ma punkt odniesienia w świecie i dlatego podlega tym samym namiętnościom. Dlatego też czasami św. Paweł utożsamia ciało z grzechem, jak to robi np. w 7. rozdziale Listu do Rzymian, gdy pisze o grzechu mieszkającym w nas. Natomiast duch dąży do Boga i rządzi się tym, co pochodzi od Boga.

Jeżeli ciało to jestem ja w relacji do innych, to w teologii Eucharystii i nie tylko Eucharystii, inaczej trzeba postawić akcent. Spójrzmy na misterium Słowa Wcielonego dokonujące się w Eucharystii. Eucharystia zaczyna się od uroczystego wejścia kapłana z asystą. Kapłan jest sakramentalną obecnością Chrystusa. Na początku robi znak krzyża „W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. My na początku robimy to samo. Znak krzyża przy wejściu do kościoła ręką zamoczoną w wodzie święconej. Nawiązujemy w tym geście do sakramentu chrztu, który jest sakramentem inicjacji, czyli wejścia do społeczności uczniów Chrystusa, do Kościoła jako wspólnoty. Następnie ksiądz otwiera zgromadzenie proklamacją: „Pan z wami!”, która oznajmia, że Chrystus jest obecny tutaj, w tej społeczności. Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich (Mt 18,20). Słowa „Pan z wami” oznaczają, że ta wspólnota jest Kościołem, Ciałem Chrystusa, nową społecznością, która jest społecznością uczniów Chrystusa, czyli tych, którzy się rządzą Prawem Miłości. Kto ma przykazania moje i je zachowuje, ten Mnie miłuje (J 14,21). Przykazanie, jakie Pan Jezus zostawił, sprowadza się do przykazania Miłości, jednak według Jego wzoru (zob. J 14). Pan Jezus, będąc na ziemi, proklamował obecność królestwa Bożego pośród nas (por. Mk 1,15). On sam jest tym królestwem. Ci, którzy należą do Chrystusa przez chrzest, stają się uczestnikami królestwa Bożego na ziemi. Taki jest początek, inicjacja Eucharystii. Świat, jaki się tu pojawia, jest inny niż świat na zewnątrz, rządzony namiętnościami. Jest to świat społeczności dzieci Bożych, czyli misterium Kościoła. Odpowiada to prawdzie odnoszącej się do Syna Bożego, który przyszedł na świat. Odniesieniem dla Jego Ciała nie jest świat rządzony namiętnościami, o czym sam mówi: Ja nie jestem z tego świata (J 8,23). Korelatem Jego Ciała jest królestwo Boże. Odpowiednio można tak narysować wcześniejszy schemat odnoszący się do człowieka:

Jeżeli człowiek zgrzeszył i przez to jego świat jest rządzony namiętnościami, to jak wygląda sytuacja Chrystusa, który wcielił się, ale narodził się bez grzechu pierworodnego? Duch, który w Nim był, to Duch Święty: z Ducha Świętego jest to [tj. Jezus], co się w Niej [tj. Maryi] poczęło (Mt 1,20). Otrzyma od Niej ciało, którego korelatem nie był grzeszny świat, ale świat taki, jaki był od początku w Bożym zamyśle, czyli królestwo Boże rządzone prawem autentycznej miłości. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3,16). Chrystus, żyjąc na świecie, rozumianym jako wspólnota ludzi, oddał życie za nas i w ten sposób wyzwolił od namiętności, jakie na naszym świecie panują. Przez chrzest, zanurzając się w Chrystusie, uzyskujemy takie samo ciało ukierunkowane na wspólnotę miłości, co wyraża misterium Kościoła. Naszym właściwym odniesieniem od chrztu jest społeczność Kościoła – Ciało Chrystusa. Na początku Eucharystii dokonuje się otwarcie Kościoła, czyli Bożego zwołania dzieci Bożych. Ale żeby do tego mogło dojść, musimy sobie uświadomić, że jesteśmy ludźmi ze świata, obciążeni grzechami, więc na początku spowiadamy się, wyznając grzechy i tym samym odcinamy się od tego, co jest złe, od wszystkich pożądliwości. Na początku Mszy św. następuje odrzucenie tego, co jest ze świata rządzonego namiętnościami. I dopiero po akcie odcięcia się od tego, co złe, śpiewamy razem hymn uwielbiający: „Chwała na wysokości”, a po niej kapłan odmawia modlitwę dnia, tak zwaną kolektę. To są obrzędy wstępne, jakby definiujące nam przestrzeń, w której jesteśmy.

Potem następuje Liturgia Słowa, która jest przypomnieniem całej historii zbawienia podawanej nam w kawałkach przez poszczególne niedziele czy dni liturgiczne. Wszystko nie jest podane na raz, w jednym momencie, jednak w trzyletnim cyklu liturgicznym poznajemy bogactwo całego Pisma Świętego. Podobnie w cyklu dwuletnim dni powszednich. W poszczególnych okresach liturgicznych czytania dotyczą tajemnic, jakie aktualnie są przeżywane. Np. w pierwszej części Adwentu przeżywamy tajemnicę ponownego przyjścia Chrystusa, czyli paruzji, od 17 grudnia następuje przygotowanie do wspomnienia Narodzenia Pana, które miało miejsce 2 tysiące lat temu. Odpowiednie okresy liturgiczne otrzymały odpowiednie teksty, które rozważamy. Generalnie jednak chodzi o orędzie Boga odsłaniające się stopniowo w cyklu roku kościelnego i świąt. Bóg sam objawia, czego dokonuje dla nas. Robi to dlatego, aby nas zaprosić do wspólnoty ze sobą. Słowo, które jest nam głoszone, którego słuchamy, oczekuje odpowiedzi z naszej strony. W homilii kapłan powinien przedstawić aktualność słowa Bożego skierowanego dzisiaj do nas. Potem dopiero następuje nasza odpowiedź, którą wyraża wspólne wyznanie wiary przez recytację Credo. Na tym tle pojawia się także inna nasza odpowiedź w postaci modlitwy wiernych.

Dopiero potem przystępujemy do Liturgii Eucharystycznej, w której usłyszana zapowiedź, czyli to wszystko, co słyszeliśmy w liturgii słowa i co było przygotowaniem, staje się konkretną rzeczywistością. Tu poprzez słowo i gest to, co było głoszone, poprzez nasze zawierzenie Bogu staje się przymierzem w Ciele Chrystusa. W Eucharystii dokonuje się wcielenie Słowa, które ma kilka wymiarów. My najczęściej jesteśmy skoncentrowani wokół postaci, ale postacie same w sobie nie mają znaczenia, jeżeli nie przemieniają nas, bo ich sens i cel jest taki, aby nas przemienić. Powinniśmy się stać tym, co spożywamy. Same dla siebie tracą sens. W misterium, w którym uczestniczymy, chodzi o to, żebyśmy, przyjmując Ciało Chrystusa, rzeczywiście przyjęli to, czym Ono jest: Jego relację miłości do świata, która się wyraża Jego imieniem – „Jahwe zbawia” – poprzez miłość do końca. W ten sposób rzeczywiście stajemy się Chrystusem na świecie. On poprzez miłość aż do końca wprowadził miłość na ten świat, przez co dokonał oczyszczenia i zbawienia tego świata. My, przyjmując Ciało Chrystusa, przyjmujemy tę dynamikę życia, tego samego Ducha, to samo nastawienie, tę relację do świata, jaką On miał (zob. Flp 2,1−5). To jest najważniejsze w Eucharystii. Taki jest jej sens i cel. Chrystus staje się ciałem nie przez to, że materialnie staje się kawałkiem fizycznego ciała obecnego ku naszemu zadziwieniu i adoracji, tylko w tym celu, żeby się stać żywą, osobową obecnością w nas, aby przez to dokonać przemiany naszego serca, a poprzez nas tego, co jest na świecie. Święty Paweł napisał w Liście do Kolosan, że w swoim ciele „dopełnia braków udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (zob. Kol 1,24). Święty Paweł ma świadomość tego, że w swoim życiu, przez to, że był wiele razy w niebezpieczeństwie, że był kamienowany i biczowany, wiele razy więziony, to jego życie włącza się w zbawczą posługę Chrystusa. To samo dotyczy nas. Podczas Eucharystii przez słowo i gest celebrujemy misterium Chrystusa, który przyszedł po to, aby nas zbawić. Przyjmujemy przez zawierzenie, że uczestniczymy w misterium, w którym jest życie i cała nasza nadzieja, i dlatego włączamy się w nie, kontynuując dzieło Chrystusa jako członkowie Jego Ciała.

Pod sam koniec Eucharystii, przed Komunią, wspólnie odmawiamy modlitwę „Ojcze nasz”, czyli wspólne uświadomienie sobie, a zarazem proklamacja, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jesteśmy braćmi Chrystusa, a jako tacy jesteśmy tymi, którzy Boga mają reprezentować na świecie. W tym kontekście przystępujemy do Komunii, przyjmując Ciało i Krew Chrystusa, Chrystusa zmartwychwstałego − powtórzmy. Nasze: „Amen” jako odpowiedź na słowa kapłana: „Ciało i Krew Chrystusa”, jest najkrótszym wyznaniem wiary. Amen – czyli: „niech się tak stanie, niech tak będzie, to jest niewzruszenie pewne, tak jest”. Wypowiadając nasze Amen przed Komunią, akceptujemy zawartą w tym sakramencie prawdę w pełnym jej sensie. Pożywając Ciało i Krew Chrystusa, przyjmujemy Chrystusa do siebie, tym samym przyjmujemy także całą Jego misję wobec świata, całe Jego posłanie. Prawie stajemy się Chrystusami na świecie, bo przejmujemy Jego misję, by ją kontynuować, co podkreśla końcowe błogosławieństwo kapłana: „Idźcie w pokoju Chrystusa” – czyli idźcie ogarnięci pokojem Chrystusa, idźcie z Chrystusem w świat. Jesteście członkami Chrystusa, czyli reprezentujecie Chrystusa na świecie. Jesteście Jego Ciałem. Jesteście Chrystusem, który jest na świecie. Idziecie nie po to, żeby potępiać, nie po to, żeby sądzić, ale po to, żeby zbawiać: Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, ale aby świat zbawić (J 12,47). Taka jest Jego misja i taką misję od Niego przejmujemy.

Jeżeli mówimy o Słowie Wcielonym, to Ono w Eucharystii uzyskuje właściwy sens dla nas, dla każdego z nas. Słowo staje się ciałem w nas, odwieczny Logos staje się ciałem w nas, staje się w nas udziałem w posłudze Chrystusa. Chrystus poprzez nas – swoje Ciało – dokonuje tego, po co został posłany, zbawienia świata. Nie wystarczy zachwycić się i podziwiać dzieło, którego On sam dokonał. Nie wystarczy, że sami z Jego posługi skorzystamy, uszczkniemy coś dla siebie – co swoją drogą jest dla nas najważniejsze:

Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? (Mt 16,26).

To jednak nie wystarcza, aby każdy z nas tak traktował Jego dzieło, jak gdyby był to ogromny kapitał, z którego jedynie czerpiemy, każdy dla siebie. Chrystus chce, byśmy mieli udział w Jego dziele. Chrystus jest dla nas nie tylko Zbawcą, ale i wzorem, jest Kimś, kto nam pokazał, jak mamy żyć, jak mamy stać się ludźmi naprawdę, kim mamy być. Chodzi o to, żebyśmy zostali przemienieni na Jego podobieństwo:

W całym postępowaniu stańcie się wy również świętymi na wzór Świętego, który was powołał, gdyż jest napisane: Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty… Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami (1 P 1,15−16; 2,21).

Mówiąc inaczej: naśladować Chrystusa to „wejść w Jego buty”, przyjąć Jego postawę. Stać się kimś, dla kogo punktem odniesienia na ziemi jest królestwo Boże: Starajcie się naprzód o królestwo [Boga] i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane (Mt 6,33). W imię tego odniesienia, na tym świecie, który jest cały czas zdominowany przez trzy wspomniane pożądliwości, o których pisze św. Jan, mamy podejmować służbę, która jest służbą zbawiającą przede wszystkim poprzez świadectwo życia. U Jezusa świadectwo życia było potwierdzeniem głoszonego słowa. Samo głoszenie niepoparte świadectwem życia jest puste i traci sens. U nas niestety jest dosyć dużo doktrynerstwa pozbawionego prawdy życia, co jest wręcz bluźnierstwem. Im głośniej wypowiadane deklaracje bez potwierdzenia w życiu, tym większe zgorszenie. Tym więcej zła się przez nie dokonuje.

Odwieczny Logos staje się ciałem w nas przez to, że przyjmujemy Jego Ducha i Nim żyjemy, żyjemy Jego miłością do końca, miłością, która oddaje życie za życie świata, czyli za wszystkich ludzi. Niech się to w nas wszystkich dokonuje.


Fragment książki Słowo Wcielone


Włodzimierz Zatorski OSB – urodził się w Czechowicach-Dziedzicach. Do klasztoru wstąpił w roku 1980 po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pierwsze śluby złożył w 1981 r., święcenia kapłańskie przyjął w 1987 r. Założyciel i do roku 2007 dyrektor wydawnictwa Tyniec. W latach 2005–2009 przeor klasztoru, od roku 2002 prefekt oblatów świeckich przy opactwie. Autor książek o tematyce duchowej, między innymi: “Przebaczenie”, “Otworzyć serce”, “Dar sumienia”, “Milczeć, aby usłyszeć”, “Droga człowieka”, “Osiem duchów zła”, “Po owocach poznacie”. Od kwietnia 2009 do kwietnia 2010 przebywał w pustelni na Mazurach oraz w klasztorze benedyktyńskim Dormitio w Jerozolimie. Od 2010 do 2013 był mistrzem nowicjatu w Tyńcu. W latach 2013-2015 podprzeor. Pełnił funkcję asystenta Fundacji Opcja Benedykta. Zmarł 28 grudnia 2020 r.


Fot. Kazimierz Urbańczyk

(Visited 400 times, 1 visits today)


Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.

Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij