Jerzy Klinger w trzecim tomie Dzieła zebrane. Varia, w tekście zatytułowanym Czym dla mnie jest Boże Narodzenie? zastanawia się nad funkcjonowaniem święta Bożego Narodzenia, przede wszystkim w świadomości współczesnych mu, a także nam ludzi. Nie chodzi mu jedynie o wierzących chrześcijan, ale o ludzi w ogóle, bez wyjątku. Przedstawia swój pogląd powołując się na wprowadzenie do zbioru tekstów starożytnych autorów chrześcijańskich o Adwencie, Bożym Narodzeniu i Epifanii Le Mystère de Noël (Paris 1963) zebranych przez Adalberta Hammana i France Quéré-Jaulmes:
Boże Narodzenie jest być może najdroższym świętem dla wszystkich dusz, najbardziej także związanym z folklorem religijnym, który pozostaje nawet wtedy, gdy wiara zanika.
Kiedy wiara zanika, zaczyna być postrzegana jako archaizm, a nawet zabobon. Idea oraz nastroje Bożego Narodzenia przemieszczają się poza granice chrześcijaństwa w sferę świeckiego przeżywania tych dni, które jest odgłosem jeszcze niedoszłych do świadomości lub już zagubionych treści religijnych. Tak oceniał te zmiany Jerzy Klinger. Przypomnę nie tak odległą jeszcze, komunistyczną narrację, opartą na poglądach Karola Marksa, według których wiara to zbiór złudzeń mających na celu uśmierzenie cierpienia, które to opium dodatkowo przeszkadza w zdobywaniu szczęścia ludziom. Obecnie takiego świeckiego przeżywania, bardzo konsumpcyjnego, przypominającego „opium ludu” Marksa, doświadczamy już od końca listopada wysłuchując w sklepach świątecznych dżingli, chodząc między regałami przystrojonymi w świecące lampki choinkowe, pełnych czekoladowych Mikołajów, a może Dziadków Mrozów, mijając personel sklepu z czapeczkami na głowach. Do tego atrakcyjne rabaty, promocje oraz inne atrakcje. Rumiany, ubrany na czerwono starszy pan reklamuje pewien znany, przesadnie słodki, napój, jadąc a to na saniach ciągnionych przez renifery, a to ogromną, bogato iluminowaną ciężarówką. W taki to sposób w przestrzeni informacyjnej „idą święta”. Co na to Ojcowie Kościoła i Jerzy Klinger? Co oni mają nam do zakomunikowania i czy ktokolwiek chce tego jeszcze słuchać?
Pisze, że spogląda na to z pewną sympatią, ale i z zażenowaniem. Ten świecki, skomercjalizowany do granic możliwości folklor uświadamia, że należy zmniejszyć jego wpływ i oddziaływanie na autentyczne przeżycia religijne, duchowe. W świętowaniu nie ma nic złego, więcej – jest konieczne do budowania wspólnoty między ludźmi i z Bogiem, ale chodzi tu o klasyczny przerost formy nad treścią. Jak zatem w tych przejawach folkloru odnaleźć właściwe znaczenie i symbolikę?
Ponownie sparafrazuję wypowiedź Jerzego Klingera. Święta Bożego Narodzenia uchodzą za najbardziej rodzinne święta, jednak takie ich przeżywanie nie jest tylko symbolem faktu, że wśród niezliczonych rodzin na przestrzeni dziejów ludzkości pojawiła się kiedyś ta jedyna, Święta Rodzina. Rajskie Drzewo Życia znów stało się dostępne oferując najważniejsze, niezliczone prezenty łaski Bożej jako owoce tego Drzewa. W Betlejem (nazwa oznacza Dom Chleba) została zapoczątkowana prawdziwa Wieczerza nieustannie promieniująca z niezliczonych ołtarzy na cały wszechświat.
Dlaczego Bóg tak długo zwlekał z decyzją o Wcieleniu? Czy czekał na jakiś szczególny moment w historii człowieka? Można to skwitować stwierdzeniem, że Opatrzność Boża nigdy nie łamie wolnej woli człowieka i nie dokonuje na niej przemocy. Wydaje się, że potrzebny był czas na dojrzewanie, a właściwie na osiągnięcie swego rodzaju „pełnoletności”, by ludzkość mogła przyjąć ten niezwykły Dar. Symbolicznie wyznaczają ten czas trzy główne okresy historii Narodu Wybranego:
Tak więc w całości od Abrahama do Dawida jest czternaście pokoleń; od Dawida do przesiedlenia babilońskiego czternaście pokoleń; od przesiedlenia babilońskiego do Chrystusa czternaście pokoleń (Mt 1,17).
Nie jest to oczywiście czas, w którym ludzie stali się w pełni gotowi do przyjęcia Syna Bożego, co najlepiej ilustruje historia opisana na kartach Ewangelii: odrzucenie przez uczonych w Piśmie, podstępy i pojmanie Jezusa, osądzenie i ukrzyżowanie. Człowiek pełnoletni niekoniecznie jest już w pełni dojrzały, jest co najwyżej zobowiązany do dojrzałości. Ojcowie Kościoła mówią o tym w następujący sposób: Bóg stał się człowiekiem, żeby człowiek mógł zostać przebóstwionym. Ukoronowaniem pełni czasów jest natomiast Matka Boża, Ona jest Niebem, na którym zajaśniało Słońce Sprawiedliwości, Rajem rodzącym niezniszczalny kwiat, Czystą Matką, choć w liturgii prawosławnej pojawiają się też stwierdzenia: wymowny język nie może wysławić Ciebie oraz jakże Ciebie nazwiemy, Łaski Pełna? Trzeba jednak zaznaczyć, że choć pobożność Maryjna jest w Kościele prawosławnym bardzo rozwinięta, to jednak kwestionuje on katolicki dogmat Niepokalanego Poczęcia Matki Bożej wskazując równocześnie, że jest Ona najwyższym stopniem rozwoju ludzkości, wręcz granicą jej osiągnięć, Świętą Górą, gdzie Niebo dotyka ziemi.
Epifania, czyli Objawienie Pańskie, uroczystość obchodzona 6 stycznia znana pod nazwą Uroczystości Trzech Króli, była obchodzona wcześniej niż święta Bożego Narodzenia. Nie jest pewne, czy było tylko trzech króli, bądź magów, albo mędrców, jedyne, co wiadomo, że przynieśli jako dary złoto, kadzidło i mirrę. Zwyczaj obdarowywania się został przeniesiony na Święta Bożego Narodzenia i – niestety – stał się głównym powodem komercjalizacji świąt. Poza suto zastawionymi stołami, pod choinką muszą się znaleźć także prezenty. Przy okazji dochodzi do nieporozumienia, bo zamiast króli ponownie pojawia się starszy pan z siwą brodą. Dary składane Dzieciątku były wyrazem najwyższego hołdu, jaki wyrażali władcy co najmniej równemu sobie. Kolorowe pudełka pod choinką, na rozpakowanie których niecierpliwie czekają dzieci, nie są nawet substytutem tego, co faktycznie powinniśmy, duchowo, złożyć w darze Chrystusowi, który pojawia się na Ziemi jako Człowiek. Symbolika składania darów narodzonemu Zbawcy jest o wiele bardziej bogata, co widać szczególnie na starych bożonarodzeniowych ikonach. Każda stworzona istota przynosi w darze wdzięczności to, co ją najlepiej wyraża: aniołowie pieśń, niebo gwiazdę, mędrcy bogate dary, pasterze zadziwienie, ziemia grotę, pustynia żłób, my zaś Matkę Dziewicę. Tak to ujmuje prawosławna stichera święta Bożego Narodzenia. Warto w czasie tych świąt zastanowić się, co jest moim darem wdzięczności, nie tylko w tym szczególnym dniu, ale w ogóle – jako nieprzerwana ofiara. Może to jest determinacja w ciągłym podnoszeniu się z upadków, może wołanie: Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznym powtarzane, jak to czynią osoby konsekrowane, mnisi i świeccy praktykujący modlitwę Jezusową, zwaną też modlitwą serca. Każdy dar składany ze szczerego serca zostanie przyjęty, czego możemy być pewni, chociażby dlatego, że absolutnie nic nie przewyższy daru Boga dla człowieka, jakim jest Wcielenie. Możemy zatem, wspólnie z naszymi braćmi w wierze, opiewać Narodzenie Chrystusa słowami św. Grzegorza Teologa: Chrystus się rodzi, sławcie! Chrystus z niebios, spotykajcie! Chrystus na ziemi, wznieście się na niebiosa! Śpiewaj Panu cała ziemio, z weselem zaśpiewajcie ludzie, albowiem się wysławił! Sławić, spotykać, wznosić się na niebiosa, śpiewać z weselem Panu… Czy może się z tym równać chwilowa radość z nowego tabletu, smartfona, albo wykwintnych czekoladek zawijanych w złote papierki? Takie zestawienie to nie tani chwyt retoryczny, tylko wskazanie na to wszystko, co dezorientuje i ukrywa prawdziwe przesłanie tych świąt.
Patrząc na Dzieciątko w żłobie warto także zwrócić szczególną uwagę na bosko-ludzką naturę Chrystusa. Gdyby próbować „lokalizować” te święta czasowo i teologicznie (pierwsze informacje o obchodzeniu Świąt Bożego Narodzenia pojawiają się w 354 roku), można je umieścić niejako w pół drogi pomiędzy Soborem Nicejskim (325 rok), a Soborem Chalcedońskim (451 rok). W odpowiedzi na herezję Ariusza Ojcowie soboru w Nicei orzekli boskość Syna Bożego, natomiast biskupi zebrani w Chalcedonie potwierdzili jednoznacznie Jego ludzką naturę.
Kończąc te rozważania przytoczę jeszcze fragment modlitwy Jana Chryzostoma zaczerpnięty z Dzieł Zebranych Jerzego Klingera:
Jak z wysokości zstąpiłeś ze względu na nas i ukorzyłeś się, ukorz teraz moją pokorę. Jak przyszedłeś w pustyni w żłobie spocząłeś dla niemych zwierząt, tak przyjmij w żłobie milczenie mojej duszy i wejdź w moje skalane ciało.
Henryk Metz – kierownik projektów i programów w branży IT oraz ekspert/trener metod ciągłego doskonalenia. Ikonopisarz, członek Senatu Śląskiej Szkoły Ikonograficznej, reprezentuje Wydział Światło i Zbawienie ŚSI. Wraz z żoną Zofią pomaga zainteresowanym poznawać i doskonalić się w sztuce pisania ikon we wspólnocie Ikonopisarzy Wszystkich Świętych przy parafii pw. Wszystkich Świętych w Gliwicach.
Opracowanie graficzne: Mikołaj Jastrzębski OSB
Jeśli zainteresował Cię nasz materiał, mamy dla Ciebie propozycję! Możesz otrzymywać raz w tygodniu, w sobotę o 19:00, e-mail z najnowszymi artykułami z portalu cspb.pl. Wystarczy, że zapiszesz się do naszych powiadomień poniżej...
Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.
Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.
To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!






