Umieszczony przez 12:31 Nowości i recenzje

Książki, których się nie czyta

Kolejnym ciekawym aspektem omawianych książek (i nie tylko tych), jest ich miejsce w czymś, co określiłbym angielskim terminem „blended learning”, szkoleniu mieszanym w wydaniu benedyktyńskim…

Mam przed sobą dwie książki, obie są zapisem rozważań nad tekstami Pisma Świętego. Pałające serca. Czytając Nowy Testament z o. Johnem Mainem OSB w opracowaniu Gregory Ryana oraz Słowo jest blisko ciebie. Refleksje wokół czytań liturgicznych Szymona Hiżyckiego OSB. Zestawiam je razem, nie porównując, ponieważ – każda na swój sposób – jest zapisem lectio divina, czyli modlitewnej lektury Pisma Świętego. Można powiedzieć „cóż prostszego dla człowieka wierzącego czytać Biblię i żyć Słowem Bożym?” Otóż nie jest to wcale proste. Przede wszystkim nie jest to pierwsza, lepsza książka, beletrystyczna, czy nawet naukowa. Teksty Pisma Świętego należy przyjmować na wielu poziomach, przy czym poziom dosłowny jest tylko jednym z nich. Celowo używam słowa „przyjmować” zamiast „rozumieć”, czy „rozważać”, ponieważ Słowo Boże przede wszystkim trzeba przyjąć, nawet wtedy, gdy zrozumienie przekazu nastręcza trudności. Ojcowie Pustyni przyjmowali i żyli Słowem Bożym: oddychali Nim, współpracowali z Nim, z Nim także wypoczywali. Czytanie Pisma Świętego od początku miało charakter nie tyle pobożnej lektury, co przyjmowania Słowa Bożego i wprowadzania Go w swoje życie. Dlatego przyjętą praktyką było czytanie na głos, angażowanie jak największej ilości – dzisiaj powiedzielibyśmy – kanałów komunikacji: mowy, słuchu, wzroku, ale także dotyku, zapachu i smaku.

Jest taki termin, używany przez psychologów do określania napastliwych, dręczących nieustannie myśli, które wzbudzają lęk i niepokój. Tym terminem jest ruminacja. Można to słowo wyjaśnić jako przeżuwanie, podobnie jak to się czyni z pokarmami, które trudno pogryźć, czy na przykład z gumą do żucia. Otóż lectio divina jest swoistą, pozytywną ruminacją, przeżuwaniem Słowa Bożego, ciągle na nowo, bez wnikliwej, myślowej analizy, bez rozumowego roztrząsania jego treści. Przyjmuję je takim, jakie jest, ponieważ Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono na początku było u Boga (J 1,1–2). Nie jest to słowo złożone z liter, wyrażające jakieś pojęcie, czy działanie. Nie jest to jakieś zwykłe słowo, używane na co dzień do komunikacji między ludźmi. Trudno wyobrazić sobie Boga jako Słowo, jest to niemożliwe i niewskazane. Jednak Apostoł i Ewangelista Jan mówi nam, natchniony Duchem Świętym, że to Słowo było Bogiem. Całe Pismo Święte jest więc tym Jedynym Słowem, które tak naprawdę można jedynie przyjąć. Przyjęcie jest nierozerwalnie związane z wewnętrzną przemianą. O tym traktuje inny tekst biblijny, przypowieść o ziarnach padających na różny grunt.

Słowo jest blisko ciebie. Refleksje wokół czytań liturgicznych jest wskazówką, jak przyjmować Słowo Boże, naprzód bezpośrednio, następnie rozważając, jak można na nie odpowiedzieć. Moim zdaniem rozważanie to etap odpowiedzi na Słowo Boże. Rozważając nie dyskutuję z Bogiem, tylko staram się odpowiedzieć zmianą we własnym życiu. Taką postawę można zauważyć u młodego Samuela, jeszcze niedoświadczonego w przyjmowaniu Słowa Bożego: Przybył Pan i stanąwszy zawołał jak poprzednim razem: «Samuelu, Samuelu!» Samuel odpowiedział: «Mów, bo sługa Twój słucha» (1 Sm 3,10). Kapłan Heli, gdy zorientował się, że Samuel nie wie, kto go wzywa, nakazał mu zachować się w taki właśnie sposób: sługa słucha Pana i wykonuje Jego polecenia. Trudno nam, współczesnym ludziom, przyjąć postawę sługi, który słucha i wykonuje bez szemrania, natychmiast, wszystko, co zostało mu polecone. My chcemy mieć własne zdanie na każdy temat, chcemy przedyskutować nasze zaangażowanie, chcemy wiedzieć, co z tego będziemy mieć. Natomiast Słowo Boże jest wymagające, nie są to jedynie „duchowe sugestie”, tylko coś, co należy przyjąć i realizować w swoim życiu. Sprawia to ogromną trudność i sprawia, że jesteśmy do zachowania dystansu, do zwlekania i odkładania, do pomijania – „to nie dla mnie”. Dlatego napisałem w tytule, że książek jak te, które omawiam, się nie czyta. Można w nich znaleźć sugestie (tak, sugestie) i wskazówki, jak unikać odrzucenia, powierzchownego potraktowania Słowa Bożego, niechęci do Jego przyjęcia i wdrożenia we własnym życiu.

Kolejnym ciekawym aspektem omawianych książek (i nie tylko tych), jest ich miejsce w czymś, co określiłbym angielskim terminem „blended learning”, szkoleniu mieszanym w wydaniu benedyktyńskim, którego elementami są: Portal o duchowości monastycznej, materiały / rekolekcje dostępne na Youtube, prowadzone przez Szymona Hiżyckiego OSB i Włodzimierza Zatorskiego OSB, a także książki Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec na temat medytacji i lectio divina – doskonała baza do pogłębiania wiedzy na temat modlitwy oraz rozwiązywania problemów, jakie się pojawiają w czasie jej praktykowania. Choć w biznesie i w nauczaniu ta metoda już dość dawno znalazła swoje zastosowanie, to w czasie pandemii, gdy bezpośrednie spotkania podczas rekolekcji, czy dni skupienia są mocno ograniczone, jest to znakomita okazja do rozwoju swojej duchowości i wiary.

Dlaczego zatytułowałem swoje refleksje w taki sposób? Czytanie kojarzy się z przyjmowaniem pewnych porcji informacji, albo zanurzeniem się w fabułę jakiejś ciekawej historii. W opisywanych książkach nie ma ani informacji, ani fabuły. Czytanie kojarzy się także z działaniem sekwencyjnym, przechodzeniem kolejno do następnych rozdziałów. Tu można do woli „skakać”, wybierając odpowiedni w danej chwili klucz, na przykład śledząc, jak o. Szymon rozważał Słowo Boże w kolejnych latach, albo na jakie aspekty Słowa Bożego zwracał uwagę w różnych okresach liturgicznych. Podobnie rzecz się ma z książką Johna Maina OSB. Warto je włączyć do swojej lectio divina, co z pewnością wzbogaci i pogłębi rozumienie Słowa Bożego. Na zakończenie nawiążę do Słowa Bożego wyrażanego poprzez ikony. Jedna z nich – Chrystus Błogosławione Milczenie – jest rzadko spotkanym przedstawieniem Chrystusa w postaci anioła ze skrzyżowanymi ramionami. Chrystus, Słowo Boże, jako Błogosławione Milczenie. Wyobrażenie Syna Bożego jeszcze przed wcieleniem – na początku było Słowo… Słowo jako Milczenie, w którym zawiera się absolutnie wszystko. Ikona wydaje mi się bardzo majestatyczna, wręcz przytłaczająca. Nie pasuje do tradycyjnych wyobrażeń Drugiej Osoby Trójcy Świętej, co prowadzi do odrzucenia wyobrażenia. Milczenie, jako bliskie sercu Słowo Boże, rozpalające bezgłośnym wezwaniem.


Henryk Metz – kierownik projektów i programów w branży IT oraz ekspert/trener metod ciągłego doskonalenia. Ikonopisarz, członek Senatu Śląskiej Szkoły Ikonograficznej, reprezentuje Wydział Światło i Zbawienie ŚSI. Wraz z żoną Zofią pomaga zainteresowanym poznawać i doskonalić się w sztuce pisania ikon we wspólnocie Ikonopisarzy Wszystkich Świętych przy parafii pw. Wszystkich Świętych w Gliwicach.


Fot. Jacek Sędkiewicz

(Visited 295 times, 1 visits today)


Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z naszego portalu CSPB możesz skorzystać z propozycji zapisania się do systemu Feedburner, za pomocą którego, codziennie między godziną 20:00 a 23:00 otrzymasz e-maila z listą linków najnowszych wpisów, które ukazały się w danym dniu... Zapisz się do powiadomień
Zamknij