Umieszczony przez 09:29 Pismo Święte

Lectio Divina #6 Ofiarowanie w świątyni / Łk 2,22-38 /

Opis, który proponuje nam Łukasz, potocznie określany jest jako scena Ofiarowania w Świątyni. Określenie to nie do końca jednak, zawiera poprawną nazwę tego wydarzenia, dlatego, że wszystko to, co opisuje Ewangelista, ma miejsce przed właściwym rytem ofiarowania.

Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.

A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: «Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela».

A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu».

Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jeruzalem. (Łk 2, 22-38)

Opis, który proponuje nam Łukasz, potocznie określany jest jako scena Ofiarowania w Świątyni. Określenie to nie do końca jednak, zawiera poprawną nazwę tego wydarzenia, dlatego, że wszystko to, co opisuje Ewangelista, ma miejsce przed właściwym rytem ofiarowania. Nie widzimy tu tego obrzędu, który jest opisany w Księdze Kapłańskiej, w Starym Testamencie, gdzie wskazane jest w jaki sposób pierworodnego należy ofiarować. Wszystko to co Ewangelia opisuje, ma miejsce przed obrzędem, w momencie wejścia do samej Świątyni.

Natomiast, warto zwrócić uwagę na to, co dla nas, przy rozważaniach szukających umocowania naszego osobistego ofiarowania, może wydać się interesujące, to jest na trynitarny charakter całej sceny. Jeśli czytamy tekst bardzo uważnie, widzimy że pojawiają się tam dokładnie trzy Osoby Boskie – Ojciec, Syn i Duch Święty.

Bóg Ojciec pojawia się w znaku Świątyni i Ołtarza, na których sprawowany jest kult ku Jego czci. Syn ma być ofiarowany Ojcu, więc On jest tym celem, do którego wszystko powraca. Czytając uważnie, dostrzegamy, że Łukasz tak to prezentuje, że Świątynia, do której wchodzi Jezus jest w tej chwili, niejako centrum świata. Tam zmierzają wszystkie drogi, drogi wszystkich ludzi – Symeona, Anny, Józefa i Maryi, Dzieciątka, którzy idą do Jerozolimy do Ołtarza. Tam jest centrum całego świata – Bóg, to jeden aspekt. Drugi, to Syn, który jest niesiony przez swoich rodziców. Wreszcie Duch Święty, który spoczywa na Symeonie, którego on jest pełen. Także prorokini Anna również jest pełna Ducha Świętego. Mamy zatem pełny aspekt trynitarny tej sceny. Warto przy tym pamięć, że to jest typowe dla Ewangelistów, że w momentach szczególnie ważnych w życiu Jezusa podkreślają oni trynitarny charakter, tego Kim jest Bóg. Czy będziemy mieli moment Chrztu nad rzeką Jordan, czy moment Przemienienia, to zawsze wracamy do charakteru trynitarnego.

Jeśli szukamy w tym tekście Rozdziału Drugiego św. Łukasza, inspiracji do naszego życia oblackiego, to możemy zobaczyć rzecz bardzo ciekawą. Pierwszy wniosek wypływający z tekstu, to że dokonując ofiarowania, naśladujemy Boga, a dokładnie ćwiczymy się w tym, co stanowi najbardziej intymną i delikatną tkankę życia wewnętrznego Trójcy Świętej, jaką jest wzajemne ofiarowanie się Osób. Jesteśmy chrześcijanami, czyli chcemy żyć tak jak Bóg, a On jest w Trójcy Świętej jedyny. To jest serce naszej wiary. Dogmat trynitarny mówi, że ten jeden Bóg w Trzech Osobach, jest nieustannym ofiarowaniem się, oddawaniem wszystkiego w sposób bezwarunkowy. Popatrzmy jak o tym mówi dogmatyka, a za chwilę zobaczmy jak Duch Święty to umodelował w przekazie Łukaszowym i potem jak to wygląda u nas.

Grecy (ojcowie greccy) szukali modelu, obrazu, który mógłby oddać ideał życia wewnętrznego Trójcy i znaleźli metaforę tańca. Mówią o Perychorezie (od gr. perychoresis – taniec). I mówią tak: Ojciec jest źródłem wszystkiego, całego bóstwa, przed wiekami rodzi Syna i całkowicie Mu się oddaje, czyli przekazuje Mu pełnie swojego bóstwa, wszystko, tak jak czytamy w Ewangelii św. Jana, całego siebie. Tak jakby wyzbywał się istnienia. Ale ponieważ Syn otrzymuje tak olbrzymią miłość od Ojca to, (jak to ujmuje św. Jan od Krzyża, że za miłość płaci się tylko miłością) jedyne co Syn może zrobić, to oddać Ojcu z powrotem wszystko, nie zostawiając nic dla siebie. Zatem oddaje wszystko (bóstwo, istnienie, życie) na powrót Ojcu, ale Ten znowu to zwraca i to jest takie nieustanne wymienianie się tą miłością, dawanie sobie życia, umieranie i dawanie sobie życia. Natomiast tą więzią, która łączy Ojca z Synem jest właśnie Duch Święty. Tą, która sprawia, że Oni żyją. Bóg jest zatem takim nieustannym ofiarowaniem się i przyjęciem i zwrotem. Taką dynamiczną, pulsującą rzeczywistością, która staje się absolutną jednością.

To właśnie widzimy w scenie ofiarowania. Syn wcielony również wcielonym będąc, nie zaprzestaje tego całkowitego ofiarowania się Ojcu, ale w tym starym rycie Narodu Wybranego, korzystając z rąk swoich ziemskich rodziców, idzie po to, aby zostać ofiarowanym Ojcu, w Świątyni. Świadomość potrzeby tej wymiany nieustannie zatem w Nim funkcjonuje. Z kolei Duch Święty, który spoczywa na Symeonie i Annie, jest tym który dokonuje objaśnienia. Oni pod wpływem Ducha Świętego mówią co się dzieje. Zatem w naszym wypadku, jeśli chcemy rzeczywiście naśladować Pana Boga, jako Chrześcijanie, to to co nam pozostaje, to oddać się, poświęcić Bogu, ale nie po to żeby zostać zniszczonym, czy wykorzystanym, żeby Ktoś się nami posłużył, ale staje się to po to, aby Pan Bóg oddał się nam w całości. Pan Bóg zawsze odpowiada darem z całego Siebie. Najlepiej to widać w czasie Komunii. Jak człowiek idzie do Komunii, to w Hostii jest cały Bóg i bóstwo i człowieczeństwo, ciało, dusza, serce – wszystko. Nie troszeczkę, nie pod warunkiem, ale człowiek od razu dostaje wszystko, w zamian za to, że oddał się Panu Bogu, tak jak na daną chwilę potrafi, po swojemu i w słabości.

To jest paradygmat Bożego życia. Jeśli zatem będziemy każdego dnia żyli naszą oblacją, naszymi ślubami, naszymi przyrzeczeniami, to będziemy naśladować Chrystusa, w Jego ofiarowaniu się Ojcu, czyli niejako życie wewnętrzne Trójcy Świętej. Temat trynitarny wymaga głębszej refleksji, bo jeśli na Pana Boga zaczniemy patrzeć w taki sposób, to zupełnie inne stanie się nasze myślenie o bóstwie. Bóg przestanie być taką monadą, rodzajem kamienia, czymś nieprzeniknionym, ale jeżeli serio potraktujemy kwestie trynitarne, to Bóg staje się bardzo delikatny, podatny na zranienie. Wyobraźcie sobie taką rzeczywistość, że żyjecie w nieustanej, absolutnej zależności od kogoś innego, nie macie szans na to, żeby wycofać się z tej relacji, że jesteście od kogoś całkowicie zależni. Ten ktoś ma w swoim ręku wasze życie, szczęście, pieniądze, wszystko to, co kochacie i jednym ruchem ręki może to zniszczyć, a wy nic nie możecie zrobić. Życie w czymś takim jest nie do pomyślenia, a Bóg właśnie taki jest. To misterium Trójcy trwa od wieków, więc w pewnym sensie nikt nie jest delikatny tak jak Bóg. Nie w sensie „jak mimoza”, ale rozumiejący słabość i to, że człowiek może ulec. Bo w Bogu właśnie ta słabość, jest Jego największą mocą. I my ofiarując się Panu Bogu, staramy się wejść na tę drogę, takiego powierzania się Mu, aby On mógł dać nam to z powrotem, wszystko. To jest pierwsza warstwa – trynitarna, która jest w opowiadaniu Łukaszowym.

Druga warstwa – ludzka, pokazuje nam jak to jest zaraźliwe. Jeśli ktoś całkowicie oddaje się Panu Bogu, a ktoś jest przy tym obecny, to nie pozostaje to bez wpływu na życie innych osób, jest zaraźliwe. Jeśli spotykamy kogoś, kto rzeczywiście poświęcił życie Panu Bogu, robi to na nas wrażenie, porusza nasze serce. Mówimy zatem o wadze świadectwa. Pamiętajmy o tym, że słowo świadectwo, greckie martyria oznacza również męczeństwo. To jest bardzo ładna gra słów. Pokazuje taki aspekt oblacji, jako taki rodzaj świadectwa, który ma pociągnąć ludzi do tego, żeby poszli za Panem Bogiem. W jaki sposób widzimy to naśladowanie w tekście Ewangelii, w jaki sposób Chrystus tam pociąga ludzi, do tego, aby za Nim postępowali? Centralną rolę odgrywają tutaj, Jego ziemscy rodzice. Te słowa Ewangelii są zaskakujące, dlatego że jest powiedziane rodzice się dziwili. Oni nie rozumieli tego, co ci ludzie do nich mówili. Wówczas dostrzegamy, że to, że człowiek Pana Boga otrzymuje w całości na samym początku (tak jak Jezusa otrzymali ziemscy rodzice), nie oznacza, że od razu jest On zrozumiany. Czyli my posiadając już pełnię, jeszcze nie przeniknęliśmy wszystkich tajemnic. Tak jak ujmuje to św. Jan od Krzyża, który wyjaśniając tajemnicę Chrystusa, porównuje Go do kopalni, z której można wydobywać wciąż nowe skarby. Zatem nasza droga ofiarowania się, ale też przyjęcia (bo nie wystarczy samo ofiarowanie się) Pana Boga, który nam się daje „pocztą zwrotną”, tylko wtedy ma sens, jak my się dajemy, ale i przyjmujemy. Paradoksalnie bowiem łatwiej jest coś dać niż przyjąć. Bo przyjęcie oznacza zobowiązanie, a nikt nie chce być nic dłużny. Każdy chce być wolny i dyktować warunki, a kiedy przyjmuje się Kogoś takiego jak Bóg, który jest nieskończony, to ten nasz dług jest również nieskończony. Potem nasza myśl może iść dalej, że stąd wychodzi również konieczność krzyża, ofiary Syna, który płaci nasz nieskończony dług, bo nikt nie spłaci za nas… To pokazuje nam, jak nasze życie chrześcijańskie jest głęboko zakorzenione w życiu Trójcy. Nie dzieje się obok, ale w samym Jej sercu. Jest to zatem jakaś pielgrzymka wiary również dla Maryi i Józefa. Każde idzie swoją drogą, ale spotykając się z Symeonem i Anną, otrzymują niejako kolejne wezwanie, aby odpowiedzieli jeszcze większym zawierzeniem Panu Bogu. A zatem to ofiarowanie się jest tam na swój sposób prowokacją, w takim dobrym, zdrowym znaczeniu tego słowa.

Po trzecie, Pan Jezus żeby ofiarować się w Świątyni potrzebuje kogoś kto Go tam przyniesie. Więc wracamy tym wątkiem do pamięci o tych wszystkich, którzy doprowadzili nas do tego, że jesteśmy Mnichami, czy Oblatami. Każdy z nas ma Maryję i Józefa, kogoś kto przyniósł go do świątyni, doprowadził do tego, że te przyrzeczenia zostały przez nas złożone i żeśmy wytrwali.

Po czwarte, scena Ofiarowania w Świątyni, nawiązuje do liturgii starotestamentalnej. Przypomnijmy sobie skąd biorą się korzenie tego aktu. Mianowicie z Nocy Paschalnej. Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Dlaczego, bo trzynastego dnia miesiąca Nisan, Pan przeszedł przez Egipt i zabił wszystko, co pierworodne w ziemi egipskiej, od dziecka Faraona, aż do bydła (zob: Wj 12). Do domów Izraelitów zaś nie wszedł, bo mieli drzwi pomazane krwią baranka. Na pamiątkę tego wszystko pierworodne musi być poświęcone Panu. Nawet zwierzęta trzeba wykupić, albo zabić, bo są własnością Pana. Zatem również pierworodny Syn Maryi musi być poświęcony Panu, na mocy tego przymierza z Nocy Paschalnej.

Zauważmy teraz, że wszędzie tam, gdzie pojawia się Chrystus Pan, to cośmy do tej pory praktykowali, zyskuje nową jakość. Pan Bóg nigdy niczego nie niszczy, ale podnosi to o nieskończenie wyższy poziom, a nawet udoskonala swoje obietnice, co jest jeszcze bardziej paradoksalne. Jeżeli przez ileś pokoleń, kilkanaście wieków, Izraelici dokonywali tego rytu na pamiątkę ocalenia w Noc Paschalną, to teraz ten obrzęd nie zostaje zniesiony, ale wręcz przeciwnie jest udoskonalony, bo już teraz nie oznacza tylko ocalenia od miecza Anioła Śmierci, ale jest zapowiedzią tego, co ostatecznie stanie się w Noc Paschalną, wtedy kiedy Chrystus zwycięski wyjdzie z grobu, powróci z otchłani – Dzieciątko, które jest ofiarowane Ojcu. Ten Drugi Rozdział Łukasza jest więc zapowiedzią tego, co stanie się za trzydzieści trzy lata.

Teraz, jeżeli pomyślimy o jakichkolwiek tajemnicach naszego życia, sprawach nieprzepracowanych, takich które nas dręczą, to z czym sobie nie radzimy, o czymś co do nas powraca, choćbyśmy się tego chętnie pozbyli, to przez nasz akt ofiarowania, wszystko zostaje oczyszczone, bo wchodzi w Pana Boga, a w Boga nie wejdzie nic, co jest nieczyste. Innymi słowy ta scena pokazuje nam, że mamy ofiarować się Bogu cali, tacy jacy jesteśmy. Wszystko to, co dobre jest jasne, ale również to, co w nas słabe i niedoskonałe, również ma być własnością Boga. To nie jest tak, że mamy się tego pozbyć i dopiero Panu Bogu się ofiarować. Właśnie wręcz przeciwnie, z całym tym „tałatajstwem”, które wleczemy ze sobą na sznurku przez całe swoje życie.

W filmie „Misja” jest moment gdy handlarz niewolników idzie i wlecze za sobą swoją zbroję. Wówczas Jezuici mówią do swojego przełożonego, aby dał mu już spokój, bo już odpokutował, ale ten odpowiada, że dopóki on sam nie zadecyduje, że skończył, to on mu tego nie nakaże. Ten człowiek nie odcina tej zbroi, nie z powodu upodobania w cierpieniu, ale ciągnie ją przez tę amazońską dżunglę, dlatego bo wie, że to też już należy do Pana Boga. Pan Bóg natomiast zatrzyma to, nie po to, aby w odpowiednim momencie wyjąć na nas „teczkę” i „machać nam przed nosem”, tylko weźmie to, aby zniszczyć to tak, jak tylko On potrafi, albo przemieni to, tak aby wyszło nam to na dobre. To jest czwarty aspekt tej historii, który mówi nam, że wszystko, co jest w naszej historii zostaje udoskonalone, wszystko należy do Boga, wszystko.

Teraz popatrzmy, że gdy przystępujemy do ślubów, do naszych przyrzeczeń oblackich, to do kościoła na Ołtarz jest podane wszystko, całe nasze życie. Nie dlatego, że próbujemy coś przemycić, ale dlatego, że Pan Bóg tak chce. Należy zatem złożyć Bogu, na Ołtarzu Chrystusa, całe swoje życie, bez żadnych wstydów. Należy dać wszystko. W ten sposób wkraczamy w życie Trójcy, dając Bogu to co mamy, otrzymujemy to Kim jest. I to jest też jeden z aspektów bycia oblatem. Pan Bóg też jest Oblatem, bo też się ofiaruje bez przerwy, to jest sens Jego życia. Mamy dobry wzór.


Tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Benedictus”, który prowadzony jest przez oblatów benedyktyńskich.


Szymon Hiżycki OSB (ur. w 1980 r.) studiował teologię oraz filologię klasyczną; odbył specjalistyczne studia z zakresu starożytnego monastycyzmu w kolegium św. Anzelma w Rzymie. Jest miłośnikiem literatury klasycznej i Ojców Kościoła. W klasztorze pełnił funkcję opiekuna ministrantów, duszpasterza akademickiego, bibliotekarza i rektora studiów. Do momentu wyboru na urząd opacki był także mistrzem nowicjatu tynieckiego. Wykłada w Kolegium Teologiczno-Filozoficznym oo. Dominikanów. Autor książki na temat ośmiu duchów zła Pomiędzy grzechem a myślą oraz o praktyce modlitwy nieustannej Modlitwa Jezusowa. Bardzo krótkie wprowadzenie.


Fot. Stanisław Matusik

(Visited 93 times, 1 visits today)


Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z naszego portalu CSPB możesz skorzystać z propozycji zapisania się do systemu Feedburner, za pomocą którego, codziennie między godziną 20:00 a 23:00 otrzymasz e-maila z listą linków najnowszych wpisów, które ukazały się w danym dniu... Zapisz się do powiadomień
Zamknij