Umieszczony przez 13:49 Medytacja chrześcijańska

Medytując z Mojżeszem

Wyobraźcie sobie, jak się czuje człowiek stale goniony. Każdy szelest, stuknięcie kamienia wyostrza jego uwagę. Uszy i oczy są stale czujne.

Mojżesz otrzymał staranne wykształcenie. Na dworze faraona był wychowywany na przywódcę. Tym samym Hebrajczyk wychowywał się, ucząc się wiele i rozwijając duchowo. Był człowiekiem wierzącym. Miał w sobie wrażliwość na obecność Kogoś, komu składano w rytuałach pokłony, hołdy, ofiary.

Jest moment w jego życiu, który każe mu uciekać z pałacu. Otóż nie podobało mu się zachowanie pewnego Egipcjanina, który niewolnika Izraelitę potraktował dosyć surowo. Wywiązała się walka, Mojżesz miał twardą rękę i ten Egipcjanin zmarł na miejscu. Zabójca szybko ukrył zwłoki, by sprawa się nie wydała. Następnego dnia dwóch Izraelitów kłóciło się i próbując ich pogodzić, Mojżesz usłyszał: Czy chcesz nas pozbawić życia, jak to zrobiłeś wczoraj z Egipcjaninem? (Wj 2,14) Zauważył, że sprawa się wydała. Groził mu wyrok śmierci. Nie pozostało nic innego, jak tylko uciekać. Tylko dokąd? W nieznane… Na pustynię – tam uciekał, gnał, co sił starczyło. Koń pewnie był najszybszy. Co miał pod ręką, to zabrał ze sobą. Nie miał czasu na przygotowanie wyprawy. Zabrał, co miał zwykle ze sobą: nóż, strzały, łuk. Może coś jeszcze złapał po drodze. Uciekał świadomy, że jest poszukiwany, i ta pogoń nieustannie deptała mu po piętach. Uciekał w stronę pustyni. Na pewno w którymś momencie padł mu koń. Zdany był tylko na siebie.

Wyobraźcie sobie, jak się czuje człowiek stale goniony. Każdy szelest, stuknięcie kamienia wyostrza jego uwagę. Uszy i oczy są stale czujne. Może ktoś jeszcze go goni, może blisko się czai. Jak odpoczywał? Przypuszczalnie siedząc, w pozycji gotowości. Gdzie się chronił? Między skałami, przy nich – mając je za plecami, tak żeby znienacka nikt go nie zaatakował. Co czuje w sobie? Ucieka, mając poczucie, że jest mordercą. Ucieka, nie mając poczucia, że jest Egipcjaninem. Ucieka, nie będąc niewolnikiem i nie czując przynależności do narodu izraelskiego. Stale ucieka jak człowiek pozbawiony korzeni.

Jak zdobyć wodę na pustyni? Jak przetrwać? Był wychowywany na wojownika. To nie był dla niego problem. Polowanie na zwierzęta? Szkoda czasu. Łapał, co się dało zjeść, po drodze. Pewnie pościg wstrzymano, nikt nie pędził w głąb pustyni. Mojżesz też tam nie podążał. Trzymał się źródeł wody, aby nie stracić życia. Ponoć tam więcej ludzi zmarło nie z gorąca, ale z zimna. Co można zebrać na pustyni na opał? Na początku nie palił ognisk, które zdradzają ludzką obecność, ale później mógł sobie pozwolić na spokojniejszy odpoczynek i posiłek. Mimo wszystko nadal uciekał, aż dotarł do pewnej studni. Przy niej dziewczyny poiły swoje bydło, ale grupa chłopaków przegoniła je i napoiła swoje stado. To nie spodobało się Mojżeszowi. Wstrzymał grupę chłopaków i pomógł dziewczynom. One zaprowadziły go do swego ojca, a jedna z nich została żoną Mojżesza. Urodził się im syn, który otrzymał imię Gerszom, które się tłumaczy: ‘Jestem cudzoziemcem w obcej ziemi’. Jak mocne Mojżesz musiał nosić w sobie piętno nie-przynależności do żadnej grupy społecznej, że mógł nazwać swojego syna „gościem” i to jeszcze „na obczyźnie”.

Wchodził często na pewną górę. Bardzo mu się tam podobało, ponieważ tam czuł się bezpiecznie. Mógł siedzieć oparty plecami o skały i mieć przed sobą cały horyzont. To było bardzo bezpieczne miejsce. Tam coś się wydarzyło, ale o tym jeszcze powiemy…

Wyszedł w nieznane. Po co? Jeszcze sam nie wiedział. Co w tym było dla niego istotnego? Żeby przeżyć, musiał być uważnym, świadomym chwili. Mieć uszy i oczy szeroko otwarte. To zachowywało jego życie. Świadomość chwili obecnej. Oczy wyglądały aż do horyzontu. Uszy nasłuchiwały każdego dźwięku, bo w każdej chwili groziło mu niebezpieczeństwo. A węże pod nogami i skorpiony? Każdy krok to chwila bycia bardzo obecnym tu i teraz. Gdzie można znaleźć wodę? Musiał ufać własnej intuicji. Komu mógł ufać poza sobą? Ale to zaufanie zaczynało kuleć. Mojżesz miał świadomość, że jest mordercą, nie jest Egipcjaninem, nie ma kontaktu z Izraelitami. Nie chciał nikogo zabić. Czy zgadzał się na taki los? Jego wizerunek został naruszony nawet we własnych oczach. Pewnie z upływem czasu dowiadywał się tu i ówdzie o narodzie Izraelitów. Może ktoś go odwiedzał i opowiadał, kim oni są, jaką mają historię.

Co znaczy: otworzyć się? Często spotykamy się ze stwierdzeniem: „Uważaj, na co się otwierasz”. Jeżeli mam coś poznać, a interesuje mnie prawda, to jak mam to zrobić? „Szukajcie prawdy, badajcie duchy” – wskazuje Jezus. Idąc za tym wskazaniem, nie mogę przyjąć postawy: „Ja wiem, jak jest”. Ta otwartość to jest jeszcze większa uważność, jeszcze większe opracie na własnej intuicji i zaufanie jej. Trzeba mieć oczy szeroko otwarte, uszy nastawione na odbiór wszystkiego, czynne wszystkie zmysły i włączoną własną intuicję. Całym sobą jestem uważny, przyglądam się czemuś wszystkim zmysłami. Otworzyć się to zaufać własnym zmysłom, ale jednocześnie sprawdzać przekaz intuicji. Ta świadomość chwili, to bycie uważnym, to jest właśnie otwieranie się.

Człowiek, który „wie”, to człowiek „zamknięty”. To ten, który nie zwraca na pewne rzeczy uwagi, bo on już wie i nie musi niczego sprawdzać. Wie, jest pewny siebie, ale ta pewność zamyka mu oczy na coś nowego. Otworzyć się, to sprawdzać rzeczy nowe, sprawdzać całym sobą. Są przecież przeczucia, intuicje. Mamy przeczucie, że coś jest dobre dla nas albo nie. Dzięki takiemu przeczuciu mogę się z czegoś wycofać. To nasz wewnętrzny nauczyciel, któremu trzeba zaufać. Bywało tak, że pierwsza myśl była dobra, a potem przyszła druga; poszedłem za drugą i okazało się, że to był błąd. Ta intuicja, ta pierwsza myśl, to jest to, co na co dzień pojawia się w każdym z nas. Ta myśl pojawia się tylko raz. Nie można być powolnym w tej sprawie i nie reagować. Niech wasza mowa będzie: tak – tak, nie – nie co nadto jest, od złego pochodzi (Mt 5,37). Co nadto? Jakiś zamęt, przypuszczenia, niejasności. Trzeba być bardzo uważnym. Przy otwieraniu się na cokolwiek, trzeba zauważać wszystko, wszystko jedno, co to jest. U Mojżesza ta otwartość pojawiła się wyraźnie w momencie ucieczki. Nie mówię, że tej uważności nie miał wcześniej. Ważne jest też to, że ufał sobie, swej wiedzy i doświadczeniu. Wychowywany był przecież na wodza. Musiał polegać na sobie. Ta wiedza jednak nie przysłoniła mu ostrości widzenia, słyszenia ani głosu intuicji, którą każdy z nas posiada.

Wychodząc w nieznane, trzeba sobie postawić pytanie: komu ufam? Ten etap, wyjścia Mojżesza z Egiptu, to etap zaufania własnej intuicji i bycia uważnym. Zanim Mojżesz zaufa Temu, który go wzywał, jeszcze trochę czasu upłynie. Ale o tym w następnym spotkaniu.

Teraz możesz powoli otworzyć oczy i wejść w przestrzeń, w której siedzisz. Spróbuj dostrzec coś, co jest dla ciebie na ten etap rozwoju. Wyjście w nieznane nie jest ucieczką, kiedy jesteś uważny. Ucieczka na oślep, bezmyślna, prowadzi donikąd. Dopóki się nie otrząśniesz, nie staniesz się świadomym chwili. Kiedy nie otworzą ci się oczy i uszy, by podejmować intuicyjnie wybory, nie będziesz wiedział, co dalej. Dokąd dalej? Co teraz? Naucz się ufać własnej intuicji.


Fragment książki Pustynne szlaki. Wyjście w nieznane


Jan Paweł Konobrodzki OSB (1960 – 2016) – pochodził z Wołomina. Święcenia kapłańskie przyjął z rąk Ojca Św. Jana Pawła II w Lublinie w roku 1987. Pracował w parafii tynieckiej jako wikary, następnie w wydawnictwie Tyniec. Przez wiele lat opiekował się starszymi i chorymi współbraćmi w klasztorze. Ukończył Podyplomowe Studium Retoryki na UJ/PAT. Autor publikacji: Słuchaj… Refleksje liturgicznePustynne szlaki. Wyjście w nieznanePustynne szlaki. Serce pustyni.


Fot. Damian Muszkiet

(Visited 383 times, 1 visits today)


Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z naszego portalu CSPB możesz skorzystać z propozycji zapisania się do systemu Feedburner, za pomocą którego, codziennie między godziną 20:00 a 23:00 otrzymasz e-maila z listą linków najnowszych wpisów, które ukazały się w danym dniu... Zapisz się do powiadomień
Zamknij