Umieszczony przez 09:03 Medytacja chrześcijańska

Metody medytacji i jej miejsce w życiu

Wiara jest owym właściwym dostrojeniem, jest bowiem otwartością na inność Innego, którego oczekujemy. Jest ona przeciwieństwem wszelkiego spodziewania się czy oczekiwania czegokolwiek konkretnego…

Celem medytacji jest otwarcie się na spotkanie z żywą obecnością Boga. Istotne jest zatem właściwe zrozumienie spotkania. Zazwyczaj kojarzymy je z rozmową, ze słowami, jakie wypowiadamy i przyjmujemy, ogólnie biorąc – z mową. Klasycznie określało się modlitwę jako „rozmowę z Bogiem”. Spontanicznie zatem nasuwa się myśl, że w modlitwie trzeba do Boga mówić i dlatego modlitwę utożsamia się z wypowiadaniem różnych formuł modlitewnych czy to ułożonych przez kogoś, czy to spontaniczne wypowiadanych własnych pragnień, życzeń, próśb, a także słów wyrażających chwałę Boga i dziękczynienie. Jest to jedna z form modlitwy, tak zwana modlitwa ustna (oratio).

Rzadziej spotkanie kojarzy się ze słuchaniem, a ono w spotkaniu jest o wiele ważniejsze, szczególnie jeżeli chodzi o spotkanie z Bogiem. Kiedy słuchamy, niejako wychylamy się w kierunku drugiego, by go usłyszeć, by go poprzez słuchanie zrozumieć. Nie ogranicza się to jedynie do myśli, dyskursywnej treści wypowiadanej przez niego, ale przez słowo pragniemy usłyszeć jego samego, tj. doświadczyć jego bliskości, zrozumieć problem, jaki go trawi, współodczuwać z nim w jego radościach, trudnościach i cierpieniach, współczuć po to, by z nim razem współbyć. Kluczem do zrozumienia drugiego jest zawsze pytanie, na które jego wypowiedź jest odpowiedzią. Póki nie znamy tego pytania, nie rozumiemy jego wypowiedzi. Zatem u podstaw zrozumienia wypowiedzi drugiego człowieka leży pewna egzystencjalna więź z nim. Ona jest najważniejsza. Zrozumienie pogłębia tę więź.

W praktyce jednak pojawiają się nieporozumienia. W wielu sytuacjach wypowiadane i słuchane słowa są rozumiane i kojarzone zupełnie inaczej przez różne osoby. Większość nieporozumień, jeżeli pominąć wyraźne, uparte trzymanie się swojego zdania, bez woli nawiązania porozumienia, polega przede wszystkim na odmiennym rozumieniu i kojarzeniu słów oraz myśli drugiej osoby. Zazwyczaj nieporozumienie wynika z niewłaściwego słuchania. Jeżeli jeszcze ktoś uważa, że wie, co drugi myśli i to często zanim ta osoba się wypowie, nieporozumienie przekształca się w niemożność spotkania i dialogu. Takie spotkanie przypomina wówczas dwa pędzące pociągi jadące naprzeciw, każdy po swoim torze z głośnym gwizdem. Do prawdziwego spotkania nie dochodzi, partnerzy się minęli, wyrzucając jedynie z siebie to, co sami chcieli.

Ze słuchaniem wiąże się jeszcze coś głębszego, mianowicie nastawienie, czy może lepiej to ujmując: nastrojenie na spotkanie. O co nam chodzi w tym spotkaniu? Czego się spodziewamy? Jakie jest nasze uprzedzające wyobrażenie? Czy w gruncie rzeczy nie chodzi nam o zaspokojenie swoich ambicji, potwierdzenie swojej racji? W medytacji czynnik nastawienia jest niezmiernie istotny. Być może nawet najważniejszy. Przy fałszywym nastrojeniu, medytacja przestaje być medytacją, ale ćwiczeniem psychicznym, koncentrowaniem się na własnych przeżyciach, czyli na sobie, na fascynacji doznaniami… W medytacji trzeba się uczyć wyzbycia wszelkiej interesowności, choćby nawet chodziło jedynie o potwierdzenie dobra w sobie, o wzruszenie religijne, wyciszenie, spokój… Interesowność powoduje instrumentalne traktowanie tego, z kim się spotykamy, czyli ostatecznie Boga. Natomiast „z Bogiem nie można niczego załatwić”.

Oczywiście w medytacji także chodzi o skupienie, pokój, o potwierdzenie dobra w sobie itd., niemniej nie one są celem zasadniczym. Są raczej otoczką medytacji niż jej treścią, są jej owocami, choć nie mechanicznymi. Są czymś dodanym. Właściwym nastrojeniem w medytacji jest bezinteresowność. A zatem wolność od ciekawości, nastawienia na coś, na przeżycia, bez oczekiwania czegokolwiek konkretnego. John Main mówi, że właściwą drogą medytacji jest droga ubóstwa:

My chrześcijanie, powołani jesteśmy do tego, aby w naszym życiu towarzyszył nam duch ubóstwa lub inaczej – jesteśmy powołani do osiągnięcia takiego stopnia bezinteresowności, który pozwoli nam się stać ludźmi w pełni, głęboko wrażliwymi na istnienie drugiego – Boga i bliźniego.

Ubóstwo, o jakim tu mowa, to ubóstwo ducha, w którym nie pożądamy niczego dla siebie. Ono jest otwartością na inność drugiego. Osiągnięcie bezinteresowności jest zasadniczym celem medytacji rozumianej jako wysiłek, który podejmujemy podczas jej trwania. Nie jest to łatwe. W nas stale coś się dzieje, ciągle nam o coś chodzi, doświadczamy natłoku myśli, przeżyć, emocji, wyobrażeń. W medytacji trzeba to wszystko uspokoić. Stąd skupienie jest warunkiem wstępnym medytacji. Najczęściej mówi się o wyciszeniu myśli, wyobraźni, oczekiwań. Praktycznie nie jest możliwe całkowicie wyciszyć pracę myśli i wyobraźni, gdyż jesteśmy ludźmi, nasz umysł musi się stale czymś zajmować. W związku z tym pojawiają się różne propozycje osiągnięcia wyciszenia. Kasjan podaje praktykę stałego powtarzania jednej sentencji wziętej z Pisma Świętego lub z liturgii. Za najbardziej odpowiednią uważa: Boże wejrzyj ku wspomożeniu memu. Panie pospiesz ku ratunkowi memu. W klasycznym średniowiecznym tekście o medytacji czytamy:

Uderzaj w tę nieprzeniknioną chmurę niewiedzy wyostrzonym grotem płomiennej miłości i nie odwracaj się od tego, cokolwiek by nie było.

Ignacy Loyola proponował wykorzystać wyobraźnię, aby skoncentrować się na wydarzeniach opisanych w Ewangelii. W Opowieściach pielgrzyma, rosyjskim tekście z XIX wieku o modlitwie, podana jest rada, by się wsłuchiwać w stale powtarzane wezwanie modlitwy Jezusowej: „Panie Jezu, Synu Boga żywego, zmiłuj się nade mną grzesznikiem”. Anthony de Mello radzi skoncentrować się na własnym ciele i jego odczuciach, aby w ten sposób zająć naszą wyobraźnię. Ciało ma jedną bardzo pozytywną cechę, ono jest zawsze „tu i teraz”, a z Bogiem możemy się spotkać jedynie „tu i teraz”. Jeżeli mnie coś boli, to tylko teraz. Jeżeli mnie coś wczoraj bolało, to obecnie mam jedynie wspomnienie o tym bólu, które samo w sobie nie jest bólem. Ciało nas zakorzenia w „tu i teraz”, co pozwala nam trwać przed Bogiem, o ile nie koncentruje nas samo na sobie, co się niestety najczęściej dzieje w codziennym życiu. John Main natomiast proponuje osiągnąć wyciszenie poprzez ubóstwo, polegające na wypowiadaniu jednego wersetu – mantry .

Adalbert de Vogüé ostrzega jednak przed mechanicznym traktowaniem tej krótkiej sentencji lub słowa. W chrześcijańskiej tradycji powtarzana sentencja niesie w sobie głębokie przesłanie odnoszące się do sensu i postawy podczas modlitwy. W tej mierze przypomina ona „Modlitwę Pańską”, która nie tylko jest najważniejszym tekstem modlitewnym chrześcijaństwa, ale jest także szkołą modlitwy uczącą nas właściwej postawy. Kiedy wypowiadamy „Ojcze”, od razu wchodzimy we właściwą relację z Bogiem jako Ojcem nas wszystkich. Dzieje się tak jednak wtedy, gdy robimy to szczerze i świadomie. Podobnie jeżeli weźmiemy sentencję zaproponowaną przez Kasjana: Boże wejrzyj ku wspomożeniu memu. Panie pospiesz ku ratunkowi memu – to wyraża ona pokorę i skruchę serca modlącego się. Również formuła „modlitwy Jezusowej” wprowadza nas w postawę pokory i skruchy wobec Boga. Postawa skruchy jest najbardziej autentyczną odpowiedzią człowieka na żywe spotkanie z Bogiem. Katechizm Kościoła Katolickiego pisze:

Podstawą modlitwy jest pokora. „Nie umiemy się modlić tak, jak trzeba” (Rz 8, 26). Pokora jest dyspozycją do darmowego przyjęcia daru modlitwy: Człowiek jest żebrakiem wobec Boga (KKK 2559).

Można także zaproponować jeszcze inne „metody”, np. muzykę, w którą się wsłuchujemy, ale jednocześnie nie koncentrujemy się na niej. Staje się ona dla nas przestrzenią spotkania z Tym, który Jest. Pozwala ona zaabsorbować naszą warstwę zmysłowo-emocjonalną i przez to wyciszyć zagłuszanie głębszego poziomu tak, że serce może być otwarte na obejmującą nas obecność Boga. Takim czynnikiem może być także kontakt z przyrodą i jej pięknem. Wszelkimi zmysłami możemy odczuwać naszą obecność w niej. Nie tylko wzrokiem, ale i zmysłem dotyku możemy odczuwać wiatr, który nas owiewa, a uszami słuchać harmonii głosów, która nas uspokaja, węchem odczuwać świeżość powietrza. Dopiero wówczas, gdy wyciszy się w nas wszystko to, co wytwarza chaos, co wyrywa nas z prostoty obecności „tu i teraz”, a wprowadza w szamotaninę przeżywania naszych wyobrażeń, gdy zrezygnujemy z nastawienia na osiągniecie czegoś lub z potrzeby obrony przed czymś, co wydaje się nam zagrażać, wtedy można się otworzyć na rzeczywistość tego, co prawdziwie obecne, to znaczy na misterium samego Boga.

Jak widzimy, metody wyciszania myśli są różne. Nie chodzi jednak o koncentrowanie się na nich ani o techniczne ich używanie dla osiągnięcia samego stanu wyciszenia czy komfortu psychicznego. W medytacji najważniejsza jest wiara, przez którą wchodzimy w osobową więź z Bogiem misteryjnie obecnym i przenikającym wszystko. Wiara w języku biblijnym oznacza zawierzenie Bogu, co jest możliwe jedynie w bezpośredniej, żywej relacji. Wiara jest owym właściwym dostrojeniem, jest bowiem otwartością na inność Innego, którego oczekujemy. Jest ona przeciwieństwem wszelkiego spodziewania się czy oczekiwania czegokolwiek konkretnego, czegoś na miarę naszych wyobrażeń czy odczuć, choćby najwznioślejszego przeżycia, doznania. Wiara jest kluczem otwierającym nam to, do czego dążymy w medytacji.


Fragment książki Droga duchowa


Włodzimierz Zatorski OSB – urodził się w Czechowicach-Dziedzicach. Do klasztoru wstąpił w roku 1980 po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pierwsze śluby złożył w 1981 r., święcenia kapłańskie przyjął w 1987 r. Założyciel i do roku 2007 dyrektor wydawnictwa Tyniec. W latach 2005–2009 przeor klasztoru, od roku 2002 prefekt oblatów świeckich przy opactwie. Autor książek o tematyce duchowej, między innymi: „Przebaczenie”, „Otworzyć serce”, „Dar sumienia”, „Milczeć, aby usłyszeć”, „Droga człowieka”, „Osiem duchów zła”, „Po owocach poznacie”. Od kwietnia 2009 do kwietnia 2010 przebywał w pustelni na Mazurach oraz w klasztorze benedyktyńskim Dormitio w Jerozolimie. Od 2010 do 2013 był mistrzem nowicjatu w Tyńcu. W latach 2013-2015 podprzeor. Obecnie pełni funkcję asystenta Fundacji Opcja Benedykta.


Fot. Robert Krawczyk

(Visited 540 times, 1 visits today)


Za pomocą newslettera chcemy się kontaktować, aby przesyłać teksty, nowości wydawnicze i ogłoszenia, które dotyczą naszego podwórka. Planujemy codzienną wysyłkę takiego newslettera.

Czytający i słuchający naszych materiałów, zarówno dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, jak i na kanale YouTube lub innych platformach podcastowych, mogą zastanawiać się w jaki sposób można nas wesprzeć… Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij