Umieszczony przez 10:18 Liturgia

Miejsce liturgii w relacji do Boga

Stworzenie człowieka na obraz i podobieństwo Boga oznacza, że On sam jest dla nas źródłem tożsamości i punktem odniesienia w naszym życiu. Dopiero w Nim naprawdę możemy odnaleźć siebie, w podobieństwie do Niego możemy stać się sobą.

Liturgia jednak jest szczytem, do którego zmierza działalność Kościoła, i jednocześnie jest źródłem, z którego wypływa cała jego moc (KL 10).

Sobór nie pisze tak ani o dogmatach, ani o moralności, ani o modlitwie osobistej, ale jedynie o liturgii. Dlaczego tak jest?!

Wiąże się to z podstawową prawdą o człowieku, że jest on stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Mówi o tym Biblia na samym początku w pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju:

A wreszcie rzekł Bóg: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!” Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę (Rdz 1,26n).

Stworzenie człowieka na obraz i podobieństwo Boga oznacza, że On sam jest dla nas źródłem tożsamości i punktem odniesienia w naszym życiu. Dopiero w Nim naprawdę możemy odnaleźć siebie, w podobieństwie do Niego możemy stać się sobą. Dlatego relacja do Boga jest fundamentem naszego życia. To oznacza jednocześnie, że tylko w Nim mamy właściwy wzór i punkt odniesienia. Praktycznie rzecz biorąc, najważniejsze dla nas jest czerpanie z Niego tego, kim jesteśmy. Stoi to w opozycji do spontanicznych pragnień, aby realizować nasze pragnienia według naszych wyobrażeń. Zazwyczaj modlitwę kojarzymy z prośbami zanoszonymi do Boga o właściwe dobra. Natomiast to On jedynie wie, kim jesteśmy i tylko On może nam to objawić, gdyż sami z siebie tego nie wiemy. Właściwie trzeba mówić o dwóch istotnych pytaniach: Kim On jest dla nas? i kim my jesteśmy dla Niego? To jedynie Bóg, a nie my i tylko On możne nam powiedzieć, o co powinniśmy się modlić i co naprawdę jest dobre. Jedynie On może natchnąć nas do pragnienia tego, co prowadzi do naszego wzrostu. Ta prawda wiąże się z inną, którą można wyrazić słowami: jedynie przed Bogiem mogę powiedzieć w pełni „Ja”.

Jednak ta prawda o naszym podobieństwie do Boga wcale nie jest dla nas taka oczywista. Po pierwsze Bóg jest dla nas misterium. On się niejako „ukrywa”. Prawdę o naszym podobieństwie do Niego musimy odkryć. Przy czym dzisiaj często jawnie się jej zaprzecza, odzierając człowieka z misterium, jakim jest on sam dla siebie. Natomiast zrozumienie tego misterium jest najważniejsze w poznaniu siebie i Boga. Tutaj otwiera się właściwa przestrzeń dla zrozumienia liturgii. Bez poznania prawdy o tym, że sami jesteśmy dla siebie misterium, sami właściwie nic nie wiemy o sobie, że sami jedynie siebie poznajemy, a to co najistotniejsze w nas jest stale przed nami ukryte i stale pozostaje misterium. W życiu w którym jesteśmy pogrążeni w przeżywanie codzienności, tego co się wydarza, co nas spotyka, kiedy staramy się na to wszystko reagować, wydaje się nam, że „my to my” i że najlepiej wiemy, kim i jacy jesteśmy. Tak jest dopóki nie zaczniemy się samych siebie pytać o prawdę naszej tożsamości, o wiedzę o sobie. Nasza zwykła „oczywistość” nie tylko okazuje się złudzeniem, ale jest jednocześnie przeszkodą na drodze prawdziwego poznania siebie. Przypomina to wielki opór, jaki ludzie mieli przed uznaniem, że ziemia jest kulą: bo przecież widać, że jest płaska! Żeby zobaczyć jej kulistość, trzeba się wznieść nad nią wysoko. Widok z kosmosu nie budzi żadnych wątpliwości.

Jak jednak wejść w kontakt z Bogiem, który nie jest z tego świata? Nie możemy tego zrobić według własnego pomysłu, nie potrafimy tego zrobić sami z siebie, ale jedynie w sposób, w jaki nam wskaże sam Bóg. Człowiek w istocie jest odpowiedzią na Boże wezwanie. Ten porządek jest niezmiernie istotny: to Bóg powołuje człowieka, a człowiek odpowiada. Odnosi się to przede wszystkim do fundamentu naszego życia i wszystkiego, co jest ważne w naszym życiu. O modlitwie czytamy w Katechizmie:

Bóg pierwszy wzywa człowieka. Jeśli nawet człowiek zapomina o swoim Stwórcy lub ukrywa się daleko od Jego Oblicza, czy też podąża za swoimi bożkami lub oskarża Boga, że go opuścił, to Bóg żywy i prawdziwy niestrudzenie wzywa każdego człowieka do tajemniczego spotkania z Nim na modlitwie. W modlitwie wierny Bóg zawsze pierwszy wychodzi z miłością do człowieka; zwrócenie się człowieka do Boga jest zawsze odpowiedzią (KKK 2567).

Ten porządek wskazuje nam jednocześnie naszą drogę: wpierw musimy usłyszeć Boże wezwanie, aby można było na nie autentycznie odpowiedzieć. Jest to jedna z najbardziej fundamentalnych zasad życia wewnętrznego. Można chyba powiedzieć więcej: jeżeli ma się w nas dokonać coś istotnego, to jedynie w odpowiedzi na Boże wezwanie i we współpracy z Jego łaską. Ta zasada jest uniwersalna, odnosi się do każdego człowieka. Znamy ją z dogmatu wiary mówiącego, że łaska jest konieczna do zbawienia. Niezmiernie ważne jest wyciągnięcie z niej wniosku praktycznego i wykorzystanie w drodze naszego życia: Musimy stanąć przed Bogiem, aby usłyszeć Jego słowo, a następnie podjąć je i pójść za Nim tak, jak nam wskazał. Inaczej mówiąc, musimy się uczyć od Niego, jak żyć. Musimy sobie zdać sprawę z tego, że nie jesteśmy mądrzy sami dla siebie, że musimy znaleźć Mistrza. W tradycji duchowej mówi się o naśladowaniu Chrystusa, który jest doskonałym obrazem Ojca. Taka jest droga chrześcijanina, który jest stale i jedynie uczniem Chrystusa.

Wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. 9 Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. 10 Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. 11 Największy z was niech będzie waszym sługą (Mt 23,8–11).

Przy tym bycie uczniem posiada wymiar egzystencjalny, czyli wymaga konkretnej postawy w życiu. Chrzest, sakrament wprowadzający nas w życie chrześcijańskie, wyraża to bardzo wyraźnie. Św. Paweł pisze o nim:

Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my postępowali w nowym życiu – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca (Rz 6,3n).

Najpierw musimy zostać zanurzeni w Chrystusa, razem z Nim umrzeć, aby razem z Nim żyć życiem nowym, wyzbytym z pierwotnego, naiwnego mniemania, że sami najlepiej wiemy, kim jesteśmy i na czym polega życie. Trzeba uznać Pana Jezusa za jedynego Nauczyciela i Zbawiciela. Jednak nie jest to łatwe i właściwie stale się buntujemy i nie chcemy tego uznać, nawet wówczas, gdy to teoretycznie przyjmujemy i deklarujemy. Niestety i w naszym życiu powtarza się to, co św. Jan zawarł w hymnie o Słowie na początku swojej Ewangelii:

Była światłość prawdziwa,
która oświeca każdego człowieka,
gdy na świat przychodzi.
Na świecie było [Słowo],
a świat stał się przez Nie,
lecz świat Go nie poznał.
przyszło do swojej własności
a swoi Go nie przyjęli
(J 1,9–11).

Chrystus jest jedynym światłem oświecającym wszystkich, odsłaniającym prawdziwy sens i godność bycia człowiekiem:

Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli,
dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi,
tym, którzy wierzą w imię Jego –
którzy ani z krwi,
ani z żądzy ciała,
ani z woli męża,
ale z Boga się narodzili
(J 1,12–13).

Owo narodzenie się z Boga wymaga zawierzenia. Uzdro­wienia, jakich dokonywał Jezus podczas ziemskiego życia, związane były z wiarą w Niego. Podobnie się działo po Jego odejściu do nieba. Cudów dokonywali apostołowie w imię Jezusa:

To niech będzie wiadomo wam wszystkim i całemu ludowi Izraela, że w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka – którego wy ukrzyżowaliście, a którego Bóg wskrzesił z martwych – że dzięki Niemu ten człowiek stanął przed wami zdrowy. 11 On jest kamieniem odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się głowicą węgła. 12 I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, przez które moglibyśmy być zbawieni» (Dz 4,10–12).

Jest to znak prawdziwego życia, jakie zostaje ludziom dane przez Jezusa. Jedynie w Chrystusie i przez Chrystusa mamy przystęp do Ojca i zbawienie. Chrystus w ten sposób stał się naszą drogą do pełni życia, do jedności z Bogiem. On jest jedynym Pośrednikiem między nami a Bogiem.

[Chrystus] przyszedłszy zwiastował pokój wam, którzyście daleko, i pokój tym, którzy blisko, 18 bo przez Niego jedni i drudzy w jednym Duchu mamy przystęp do Ojca. 19 A więc nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga – 20 zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus… W Nim mamy śmiały przystęp do Ojca z ufnością dzięki wierze w Niego (Ef 2,17–20; 3,12).

I tutaj odnajdujemy właściwą rację dla liturgii. Jest ona wspólnym działaniem Chrystusa i naszym, a z naszej strony naszym działaniem w Chrystusie. I ponieważ jest to dzieło Kościoła, czyli Ciała Chrystusa, gdzie On sam jest Głową, podczas liturgii osiągamy przystęp do Boga i to w sposób, jaki jest Mu miły. Tak się stało, bo Jezus, wcielony Syn Boży, jako Człowiek wypełnił doskonale Boży zamysł odnośnie do nas i dzięki temu wszedł do „przybytku niebieskiego”.

Liturgia jest wspólnym, w Kościele, stanięciem przed Bogiem. W niej spełniają się słowa, które powiedział Pan Jezus: gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich (Mt 18,20). Chrystus obiecuje, że jest obecny we wspólnocie. Nie ma takiej obietnicy w odniesieniu do samej jednostki. Stwarzając człowieka mężczyzną i kobietą, stworzył nas do wspólnoty i tylko we wspólnocie miłości, czyli w komunii, jesteśmy w stanie stać się sobą. Warunkiem autentycznego kontaktu z Bogiem jest miłość w relacji do bliźniego:

Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi (1 J 4,20).

Modlitwa osobista niesie z sobą ogromny bagaż subiektywności, która nie daje gwarancji autentycznej relacji z Bogiem. Wystarczy przypomnieć sobie przypowieść o faryzeuszu i celniku w świątyni (zob. Łk 18,9–14). Faryzeusz był przecież pewny, że modli się do Boga i jego modlitwa do Niego dochodzi, a Pan Jezus stwierdził, że tak nie było. Liturgia, wspólne, w imię Jezusa oraz z Nim, stanięcie przed Bogiem daje nam pewność autentycznego przystępu. Przy czym „w imię Jezusa” zawiera w sobie: „w miłości na wzór Jego miłości”.

W ten sposób liturgia jest dla nas szkołą właściwej relacji do Boga. Wpierw przez to, że nam przypomina całe dzieło Bożego zbawienia w historii aż do wcielenia i misji Syna, a ponadto pociąga nas i włącza w samo to dzieło. Szczytem liturgii jest Eucharystia, która cała jest ukierunkowana na komunię, czyli zjednoczenie z Chrystusem, a w Nim z Ojcem w Duchu Świętym. I taki jest w istocie sens całej liturgii: włączenie nas z całym światem w komunię z Bogiem, która jest rzeczywistością istniejącą, choć na ziemi niedostrzegalną w sposób namacalny. Kiedy jednak wchodzimy w objawione nam misteria, ta komunia staje się dla nas coraz bardziej realną prawdą.

Stąd podczas liturgii najważniejsza dla nas jest postawa otwartości, wsłuchania się w objawianą prawdę, by przez jej przyjęcie i osobistą odpowiedź na nią, osiągnąć w niej udział. Ale jak to się realizuje? Co to znaczy w praktyce?

Nie każdy, kto mówi Mi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: „Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?” Wtedy oświadczę im: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości”. Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony (Mt 7,21–25).

Liturgia, będąc najważniejszym wspólnym dziełem wspólnoty kościelnej, nie jest sama w sobie wystarczająca. Ona nie jest magią, nie jest rytuałem, który mocą samych sprawowanych obrzędów daje każdemu z nas indywidualnie dostęp do Boga. Abyśmy uzyskali taki dostęp, musi istnieć harmonia całego naszego życia: liturgia powinna być wyrazem naszej wiary, która jednocześnie musi się wyrażać właściwą postawą. Jeżeli Bóg jest w centrum naszego życia, to też musimy być Mu posłuszni w naszym postępowaniu, musimy osobiście modlić się do Niego i słuchać Jego słowa. Pan Jezus powiedział krótko: kto słucha i wypełnia Jego słowo buduje właściwą więź z Bogiem (zob. Mt 7,24–27). Nawet daje nam obietnicę:

Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy. Kto nie miłuje Mnie, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca (J 14,23n).

Przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy – właściwie nie ma dla nas niczego ważniejszego w życiu nad to, aby Bóg zamieszkał w nas. Z tym zamieszkaniem wiąże się cała przemiana nas samych, a szczególnie naszego wnętrza, naszego serca, które jest tym miejscem, gdzie spotykamy Boga. Wówczas stajemy się rzeczywiście dziećmi Bożymi, pojawia się nowy wymiar samego życia. Nie sprowadza się to jedynie do życia zgodnego z przykazaniami, ale wprowadza nas w jedność z Bogiem. To jest celem naszego życia na ziemi. Temu służy zarówno liturgia, jak i modlitwa, wsłuchiwanie się w słowo Boże i nasze życie moralne i ascetyczne. Istotna jest harmonia wszystkiego. Żaden z tych wymiarów naszego życia pobożnego nie jest w stanie samodzielnie doprowadzić do takiej jedności z Bogiem.


Fragment książki Droga w zawierzeniu


Włodzimierz Zatorski OSB – urodził się w Czechowicach-Dziedzicach. Do klasztoru wstąpił w roku 1980 po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pierwsze śluby złożył w 1981 r., święcenia kapłańskie przyjął w 1987 r. Założyciel i do roku 2007 dyrektor wydawnictwa Tyniec. W latach 2005–2009 przeor klasztoru, od roku 2002 prefekt oblatów świeckich przy opactwie. Autor książek o tematyce duchowej, między innymi: “Przebaczenie”, “Otworzyć serce”, “Dar sumienia”, “Milczeć, aby usłyszeć”, “Droga człowieka”, “Osiem duchów zła”, “Po owocach poznacie”. Od kwietnia 2009 do kwietnia 2010 przebywał w pustelni na Mazurach oraz w klasztorze benedyktyńskim Dormitio w Jerozolimie. Od 2010 do 2013 był mistrzem nowicjatu w Tyńcu. W latach 2013-2015 podprzeor. Obecnie pełni funkcję asystenta Fundacji Opcja Benedykta.


Fot. Krzysztof Torbus

(Visited 119 times, 1 visits today)


Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z naszego portalu CSPB możesz skorzystać z propozycji zapisania się do systemu Feedburner, za pomocą którego, codziennie między godziną 20:00 a 23:00 otrzymasz e-maila z listą linków najnowszych wpisów, które ukazały się w danym dniu... Zapisz się do powiadomień
Zamknij