Umieszczony przez 11:37 Duchowość monastyczna, Święty Benedykt i jego Reguła

Módl się, pracuj… i nie daj się zniewolić

Zapewne wszyscy znają hasło przypisywane benedyktynom: „Módl się i pracuj”. Nie znajdziemy go w samej “Regule” św. Benedykta, powstało później. Starało się ono uchwycić zasadniczą myśl Świętego.

Zapewne wszyscy znają hasło przypisywane benedyktynom: „Módl się i pracuj”. Nie znajdziemy go w samej Regule św. Benedykta, powstało później. Starało się ono uchwycić zasadniczą myśl Świętego. Dzisiaj nieco je rozszerzamy i dodajemy: „i nie bądź smutny”. Zatem brzmi ono dzisiaj następująco: „módl się i pracuj, i nie bądź smutny”. Tak czy inaczej jednak to hasło stanowi skrót, bardziej lub mniej udany, benedyktyńskiej filozofii życia z uwzględnieniem pracy. Aby ją jednak lepiej zrozumieć, warto spojrzeć na podejście do pracy św. Benedykta z jednej strony w kontekście Bożego zamysłu odnośnie do człowieka przy jego stworzeniu, z drugiej na tle dzisiejszej sytuacji w tej dziedzinie.

Praca człowieka w zamyśle Bożym

Zadano mi kiedyś do przedstawienia temat sformułowany jako alternatywa: „Pracować, aby żyć czy żyć, aby pracować?”. Pierwsza część tego pytania wychodzi ze świadomości, często smutnej, konieczności zarabiania na życie. Praca jawi się wówczas jako konieczność, często przykra. Mam wrażenie, że tak jest ukształtowana świadomość wielu Polaków. Jest to świadomość człowieka po grzechu pierworodnym, który słyszy wyrok Boga:

W trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz! (Rdz 3,17–19).

W dzisiejszej sytuacji niewątpliwie ten stan jest punktem wyjścia, często dramatycznie przeżywanym przez wielu ludzi. Rzeczywiście trzeba pracować, aby żyć.

Druga część formuły: „żyć, aby pracować”, przedstawia inną perspektywę, bardziej zbliżoną do pierwszego zamiaru Boga względem człowieka, który wyraża drugi opis stworzenia:

Gdy Pan Bóg uczynił ziemię i niebo, nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła – bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał ziemię i rów kopał w ziemi, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby – wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie (…), Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał (Rdz 2,4–8.15).

Człowiek zatem został stworzony i umieszczony w ogrodzie Eden, aby „go uprawiał”, czyli, aby pracował. Życie zatem otrzymuje swój sens od pracy. Jednakże formuła: „żyć aby pracować” sugeruje, że cały sens życia wyraża się przez pracę i tutaj istnieje zdecydowana różnica w stosunku do zamysłu Bożego. Pierwszy opis stworzenia wypowiada to dosyć jasno. Bóg mówi:

Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi! (Rdz 1,26).

Panowanie, o którym tu mowa, trzeba odczytać w kontekście wypowiedzi Pana Jezusa:

Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu (Mt 20,25–28).

W kontekście tego podejścia „panowanie” i „uprawianie i doglądanie ogrodu” tworzą harmonijną całość. Ostatecznie chodzi w nich o współdziałanie z Bogiem w dziele stworzenia. I dopiero w tym kontekście praca nabiera swojego prawdziwego znaczenia.

Gdybyśmy starali się odpowiedzieć na alternatywę podaną wyżej, to trzeba by powiedzieć: trzeba pracować, aby żyć, ale jednocześnie życie przez pracę otrzymuje dodatkową wartość udziału w Bożym dziele stworzenia przez służbę. Właściwe proporcje ukazuje tutaj sam Bóg swoją pracą przy stworzeniu. Po sześciu dnach pracy oddaje się odpoczynkowi szabatu.

Współczesny dramat chorej pracy

Niemniej zawsze punktem wyjścia refleksji jest obecne doświadczenie, w tym przypadku trud pracy po grzechu pierworodnym. Przybiera on dzisiaj wyraźnie charakter kryzysu pracy. Praca jest chora, jak mawiał ks. Józef Tischner. Najbardziej rzuca się dzisiaj w oczy problem bezrobocia. Ludzie nie mogą dostać pracy, co pociąga za sobą nie tylko biedę, ale także, co być może jest jeszcze ważniejsze, poczucie, że jest się w społeczeństwie niepotrzebnym. Pojawia się w ten sposób problem sensu życia. Zazwyczaj jednak pracą nazywa się taką aktywność, dzięki której można zarobić pieniądze. Takie rozumienie pracy wydaje się oczywiste i stanowi milczące założenie przy dalszej refleksji. Także o tak pojętej pracy mówi się w kontekście owego kryzysu w wymiarze społecznym i psychicznym – poczuciu braku przydatności. Jeżeli jednak tak rozumiemy pracę, to w społeczeństwie większość ludzi nie pracuje (!) „Nie pracują” dzieci, renciści, emeryci, kobiety „niepracujące”… Czy oni jednak nie pracują? Widzimy stąd, jak pojęcie pracy ekonomiczno-społeczne nie jest właściwe dla uchwycenia pracy w jej pełnym sensie i jej miejsca w życiu człowieka. Mówi się, że w niedalekiej przyszłości organizacja pracy doprowadzi do tego, że będzie potrzebnych jedynie ok. 20% ludzi do pracy, aby obsłużyć wszystkie potrzeby społeczne. Jeżeli by sprowadzić zagadnienie pracy jedynie do wspomnianego wymiaru ekonomiczno–społecznego, to jest to raczej przerażająca perspektywa.

Innym zagadnieniem jest problem sprawiedliwości: jakie wynagrodzenie należy się za jaką pracę. Poczucie skrzywdzenia, niesprawiedliwości najbardziej dzisiaj ludzi bulwersuje. Ale to kolejna sprawa, która powoduje niewłaściwe ustawienie zagadnienia. Praca jest przeżywana na płaszczyźnie „coś za coś” i w kategoriach porównawczych. Praca staje się towarem. Jednocześnie z takim ujęciem pracy wiąże się doświadczanie jej jako trudu, czegoś, co ciąży i przytłacza. Wynika to stąd, że jest ona oderwana od wymiaru komunikacji międzyosobowej. Nie jest ona służbą, którą się podejmuje dla drugiego, ale rzeczą abstrakcyjną, czymś na sprzedaż. W tej perspektywie pojawia się pokusa szukania sposobów zdobywania pieniędzy bez wysiłku, bez pracy. W niektórych środowiskach, niestety coraz szerszych, staje się to ideałem życia: zarobek bez potrzeby pracy. Niestety wcześniej, czy później taka filozofia odsłania swoją okrutną logikę bezsensu.

Jeszcze inne zagadnienie wiąże się z wymiarem twórczym pracy. Od strony psychologicznej praca stanowi twórcze zaangażowanie, które jest bardzo potrzebne człowiekowi, by się rozwijał. W Bożym zamyśle twórcze zaangażowanie jest współdziałaniem, to znaczy odkrywaniem dobra i piękna z własnym wypowiadaniem się w nim. Najpiękniejsze wytwory ludzkiej kultury zawsze tworzą harmonię z naturą, natura stanowi dla nich punkt wyjścia i odniesienia. Będąc takimi, noszą na sobie jednak piętno konkretnego człowieka, który je wykonał, i jego myśli. Dzisiaj akcent pada najczęściej na ekspresję siebie. Praca staje się środkiem do pokazania swojej wielkości i wspaniałości. Stąd często poczucie niezadowolenia wtedy, gdy człowiekowi brak takiej pracy, jakiej by pragnął, w jakiej mógłby się pokazać, w jakiej czułby się „zrealizowany”.

Osobnym zagadnieniem dzisiaj jest ucieczka w pracę, czyli pracoholizm. Jest to rodzaj nałogu, w którym człowiek zatraca siebie. W Japonii znane są przypadki śmierci z tego powodu. Praca jest w tym przypadku oderwana od jej istotnego celu, staje się dla człowieka enklawą, gdzie może się schować przed egzystencjalnymi problemami, przed wolnością, przed zagrożeniem utraty sensu. Konkretna praca ma mu załatać dziurę, jaka pojawia się w jego duszy.

Ostatecznie wszystkie wspomniane problemy dotyczące pracy wiążą się z widzeniem jej w wymiarze horyzontalnym. Po pierwsze nie ma mowy o Bogu i powołaniu człowieka do współdziałania z Nim w stwarzaniu świata ani nawet o pracy jako narzędziu duchowego wzrostu, co najwyżej jako ekspresji siebie w pracy artystycznej albo ucieczce w pracoholizm dla zapchania pustki duchowej. Wydaje się, że aby właściwie ująć problem pracy w jej wymiarze życiowym, trzeba ją rozpatrywać w perspektywie celu i sensu życia ludzkiego. I właśnie od tej strony podchodzi do sprawy św. Benedykt.

Praca u św. Benedykta

Niewątpliwie punktem wyjścia w naszym doświadczeniu pracy jest to, o czym mówi wyrok Boga po grzechu pierworodnym: „pot czoła” i „trud oblicza”. W Ewangelii Pan Jezus jednak pociesza nas: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych (Mt 11,28n). Wydaje się, że w ten sposób daje nam klucz do właściwego podejścia do problemu pracy.

Święty Benedykt podejmuje tę myśl na swój sposób, omawiając pracę w kontekście całości życia i jego ukierunkowania. Ujmuje on pracę w kontekście nieustannego życia przed Bogiem. Uzyskuje ona w ten sposób swoją prawdziwą wartość. Nie ogranicza jej jedynie do konieczności zdobywania środków utrzymania, choć ta konieczność także jest przez Benedykta z szacunkiem podejmowana (zob. RB 48,8), ani do swoiście pojętej ascezy, ani do szukania własnej chwały, ale otrzymuje ona wartość podobną do modlitwy wychwalającej Boga. W 48 rozdziale Reguły „O codziennej pracy fizycznej” pisze on:

Bezczynność jest wrogiem duszy. Dlatego też bracia muszą się zajmować w określonych godzinach pracą fizyczną i również w określonych godzinach czytaniem duchownym. We wszystkim jednak należy zachować umiar ze względu na tych, którym brak siły ducha (…).

Gdyby zaś warunki miejscowe lub ubóstwo kazały braciom własnoręcznie zbierać plony, niechaj się tym nie martwią, bo właśnie wówczas są prawdziwymi mnichami, jeśli żyją z pracy rąk swoich, jak Ojcowie nasi i Apostołowie (RB 48,1.7–9).

Praca jest potrzebna przede wszystkim ze względów duchowych, bo „bezczynność jest wrogiem duszy”. Przypominają się w tym miejscu słowa Pana Jezusa jako odpowiedź na szatańską pokusę zatroskania się o chleb: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych (Mt 4,4). Jak wyżej wskazaliśmy, dzisiejsze spojrzenie na pracę jedynie w wymiarze zaspokojenia ludzkich potrzeb materialnych czy ambicji, stanowi wynik poddania się owej pokusie szatańskiej i dlatego nie jest w stanie w pełni ukazać sensu pracy w życiu człowieka. To zdanie Pana Jezusa wiąże pracę i słuchanie słowa Bożego, czyli lectio divina. Jak widzimy, właśnie w tym kontekście św. Benedykt omawia sprawę pracy w życiu mnicha. Ani praca, ani czytanie duchowe, ani modlitwa nie stanowią oderwanej, samej w sobie wartości. Istotna jest harmonia całości skierowana na Boga. „Aby we wszystkim był Bóg uwielbiony” (RB 57,9) stanowi zasadniczy motyw i ukierunkowanie Reguły. Praca zatem sama w sobie nie ma wartości, ale jedynie w kontekście całości życia, którego Bóg jest centrum. Przychodzącym do klasztoru kandydatom św. Benedykt stawia jedno pytanie: „Czy prawdziwie szuka Boga” (RB 58,7). Pozytywna odpowiedź na nie stanowi warunek sensownego życia w klasztorze, który w zamyśle św. Benedykta jest „szkołą służby Pańskiej” (RB Prol 45) i „domem Bożym”. Chodzi w nim o takie zorganizowanie życia, aby we wszystkich wymiarach było ono skierowane na Boga. Nie tylko przez Opus Dei (liturgię) czy modlitwę indywidualną lub lectio divina, ale także przez właściwe relacje z innymi ludźmi, podporządkowanie się przełożonym, praktykę posłuszeństwa i milczenia itd. Temu także służy praca.

Z jaką powagą św. Benedykt traktuje pracę, widać wyraźnie w rozdziale o szafarzu, który jest zarządcą dóbr materialnych klasztoru. Święty Benedykt pisze w nim tak:

Wszelkie przedmioty i w ogóle wszystko, co stanowi własność klasztoru, powinien szafarz traktować tak, jak gdyby to były naczynia święte z ołtarza. Nic nie wolno mu zaniedbywać (RB 31,10n).

Można by zatem pracę nazwać „modlitwą ciała”. Takie rozumienie pracy zaowocowało wspaniałymi dziełami wykonanymi zupełnie anonimowo przez mnichów, bez szukania własnej sławy czy uznania zarówno u współczesnych, jak i u potomnych, tak charakterystycznego dla czasów nowożytnych. Święty Benedykt wyraźnie ostrzega przed pysznieniem się z własnych umiejętności:

Jeśli są w klasztorze rzemieślnicy, niechaj z całą pokorą uprawiają swoją sztukę, gdy im opat na to zezwoli. Gdyby jednak ktoś z nich pysznił się swoją umiejętnością, sądząc, że przynosi jakąś korzyść klasztorowi, trzeba go od tej pracy odsunąć i już do niej więcej nie dopuszczać, chyba że się upokorzy i że opat mu ponownie rozkaże wykonywać ów zawód (RB 57,1–3).

Zatem praca nie jest ani prostą koniecznością zdobywania środków do życia i dlatego konieczną jedynie dla ludzi ubogich, ani środkiem do zdobywania sławy. W pracy, podobnie jak w innych dziedzinach, człowiek powinien odnajdywać się przed Bogiem i Jemu służyć. Dlatego w pracy obowiązuje taka sama postawa, jak przy modlitwie. O tej ostatniej pisze św. Benedykt:

Jeśli ludziom możnym pragniemy przedstawić jakąś sprawę, ośmielamy się czynić to jedynie z najgłębszą pokorą i szacunkiem. Z o ileż większą pokorą i czystszym oddaniem musimy zanosić nasze prośby przed oblicze Boga, Pana wszechświata! (RB 20,1n).

Takiej samej pokory i szacunku, jak widzimy, domaga się św. Benedykt w pracy. Niewłaściwa postawa niszczy bowiem tę więź z Bogiem, i dlatego trzeba czasem odsunąć kogoś od jego pracy, aby miał szansę odzyskać to, co najważniejsze.

W tym kontekście rozumiemy także zalecenie z dalszej części rozdziału 48 Reguły „O codziennej pracy fizycznej”:

W niedzielę natomiast niech czytaniem zajmują się wszyscy oprócz tych, których wyznaczono do różnych funkcji. Jeśli zaś ktoś jest tak niedbały i leniwy, że nie chce albo nie może ani rozmyślać, ani czytać, trzeba mu zlecić jakąś pracę do wykonania, aby nie był bezczynny. Niechaj bracia chorzy lub słabi otrzymują takie zajęcia, żeby nie groziła im bezczynność, lecz jednocześnie, by nadmiar roboty ich nie przytłaczał lub nie skłaniał do odejścia. Opat powinien mieć wzgląd na ich słabość (RB 48,22–25).

Biblijny zakaz pracy w dni świąteczne odnosi się do pracy zarobkowej, a nie do wszelkiego wysiłku i czynności, o czym warto pamiętać. W niedzielę przecież gotujemy obiad, robimy to, co konieczne, a czasem uprawiamy „aktywny wypoczynek”, który często bardziej męczy fizycznie niż praca, jaką wykonujemy. Niemniej myśl, by komuś dać zajęcie w niedzielę, widząc w tym pozytywne rozwiązanie wobec niebezpieczeństwa bezczynności, świadczy tym bardziej o widzeniu pracy w kontekście uwielbiania Boga, któremu ma się oddać człowiek w niedzielę, w dniu Pańskim.

„Módl się i pracuj” – hasło, które stara się streścić benedyktyńską filozofię pracy, przyjmuje w tym kontekście głębszy sens: oddawaj chwałę Bogu, zarówno modlitwą, jak i pracą. Trzeba je zatem odczytać w powiązaniu z hasłem, jakie sam św. Benedykt zapisał w Regule: „Aby we wszystkim był Bóg uwielbiony”. „We wszystkim” nie redukuje się jednak tylko do modlitwy i pracy, o czym trzeba pamiętać. A ponadto ważny jest duch owego uwielbienia: radość, bo radosnego dawcę miłuje Bóg (1 Kor 9,7; Prz 22,8 LXX).

Na koniec warto przypomnieć, że cywilizacja europejska została zbudowana na wielkiej kulturze pracy jako współdziałaniu z Bogiem i oddawania Mu czci, na kulturze, która się wywodzi z klasztorów. Dzisiaj, niestety, jesteśmy świadkami upadku tej kultury.


Fragment publikacji Duchowość benedyktyńska wydanej w serii Ora et labora


Włodzimierz Zatorski OSB – urodził się w Czechowicach-Dziedzicach. Do klasztoru wstąpił w roku 1980 po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pierwsze śluby złożył w 1981 r., święcenia kapłańskie przyjął w 1987 r. Założyciel i do roku 2007 dyrektor wydawnictwa Tyniec. W latach 2005–2009 przeor klasztoru, od roku 2002 prefekt oblatów świeckich przy opactwie. Autor książek o tematyce duchowej, między innymi: “Przebaczenie”, “Otworzyć serce”, “Dar sumienia”, “Milczeć, aby usłyszeć”, “Droga człowieka”, “Osiem duchów zła”, “Po owocach poznacie”. Od kwietnia 2009 do kwietnia 2010 przebywał w pustelni na Mazurach oraz w klasztorze benedyktyńskim Dormitio w Jerozolimie. Od 2010 do 2013 był mistrzem nowicjatu w Tyńcu. W latach 2013-2015 podprzeor. Pełnił funkcję asystenta Fundacji Opcja Benedykta. Zmarł 28 grudnia 2020 r.


Fot. Marcin Marecik / Na zdjęciu: fragment polichromii z kaplicy Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Autor polichromii: Michał Szwarc.

(Visited 1 370 times, 1 visits today)


Jeśli zainteresował Cię nasz materiał, mamy dla Ciebie propozycję! Możesz otrzymywać raz w tygodniu, w sobotę o 19:00, e-mail z najnowszymi artykułami z portalu cspb.pl. Wystarczy, że zapiszesz się do naszych powiadomień poniżej...

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.

Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!

Zamknij