Umieszczony przez 10:41 Duchowość monastyczna

Modlitwa jest duchowym oddechem duszy, jej prawdziwym i właściwym życiem

Każdy, kto pragnie „prawdziwie się modlić”, bez trudu może rozwinąć własną, całkowicie osobistą metodę w oparciu o te bardzo proste zasady. W metodzie tej należy uwzględnić własne okoliczności życiowe, przede wszystkim oczywiście pracę.

Według rozpowszechnionego wyobrażenia modlitwa jest tekstem, dowolnie sformułowanym bądź uprzednio danym w ustalonej formie, jak na przykład Ojcze nasz, najczcigodniejsza modlitwa chrześcijan. Modlitwa taka posiada więc określoną długość a niekiedy, jak w przypadku Ojcze nasz, jest nawet dość krótka.

„Modlić się” oznacza zatem zwrócić się w spontanicznej wypowiedzi do Boga albo posłużyć się w tym celu sformułowanym wcześniej tekstem. Jednakże choćby człowiek nie wiem jak długo modlił się w ten sposób, jego „dialog z Bogiem” z konieczności jest ograniczony czasowo.

Wezwanie Jezusa do tego, by „modlić się zawsze” (por. Łk 18,1), oraz wezwanie Pawła do „nieustannej modlitwy” (por. 1 Tes 5,17) oznaczałoby wówczas jedynie zachętę do modlenia się często, wręcz bardzo często. Tymczasem wcześni Ojcowie monastycyzmu, w przeciwieństwie do niektórych Ojców Kościoła, rozumieli te słowa na wskroś dosłownie.

Nie zalecono nam ciągle pracować, czuwać i pościć, ale nakazano modlić się nieustannie. Dzieje się tak dlatego, że owe rzeczy, które uzdrawiają namiętną część duszy, potrzebują także naszego ciała do współdziałania. Ono jednak z powodu właściwej słabości nie sprostałoby trudowi. Modlitwa zaś wzmacnia i oczyszcza umysł przygotowując do walki, ponieważ zwykł on modlić się nawet bez udziału ciała i walczyć z demonami w obronie wszystkich władz duszy (Ewagriusz z Pontu Pisma ascetyczne, tom 1).

O tym, że polecenie Pawła należy przyjąć dosłownie, był przekonany nie tylko Ewagriusz; pierwsi mnisi byli tego samego zdania. O ile zasada jest więc jasna, to jej realizacja nasuwa jednak pytanie.

Pytanie: Jak można modlić się bezustannie? Ciało bowiem słabnie w czasie liturgii.

Odpowiedź: Modlitwą nie nazywa się tylko trwać w (określonym) czasie modlitwy, ale zawsze.

Pytanie: Jak to zawsze?

Odpowiedź: Czy to jesz, czy pijesz, czy wędrujesz drogą, czy wykonujesz pracę, nie stroń od modlitwy!

Pytanie: Jeśli się rozmawia z kimś drugim, jak można wypełniać nakaz stałej modlitwy?

Odpowiedź: Dlatego mówi Apostoł: wśród wszelakiej modlitwy i błagania [módlcie się zawsze w Duchu] (Ef 6,18). Gdy więc z innym rozmawiasz, nie jesteś wolny, aby modlić się, módl się błaganiem.

Pytanie: Jaką modlitwą należy się modlić?

Odpowiedź: Słowami: „Ojcze nasz, który jesteś w niebie”, itd.

Pytanie: Jaką miarę należy zachować na modlitwie?

Odpowiedź: Miara nie została dana. Słowa „modlić się zawsze i nieustannie” nie zawierają miary. Jeśli bowiem mnich trwa na modlitwie jedynie w chwilach wyznaczonych, to nie modli się w ogóle. Mówił bowiem [jeszcze]: Kto chce tego dokonać, powinien wszystkich ludzi widzieć jak jednego (i powstrzymywać się od złorzeczenia) (Apoftegmaty Ojców Pustyni, tom 3).

„Zawsze” oraz „nieustannie się modlić” oznacza zatem ni mniej ni więcej, tylko zawsze i wszędzie się modlić, a modlitwę należy tu rozumieć nie jako jedną z wielu czynności, lecz jako czynność spełnianą w tym samym czasie co wszystkie inne! Wprawdzie nie dowiadujemy się tutaj, jak można tego dokonać, lecz przy dokładniejszym przyjrzeniu się widać, że pytany Ojciec rozróżnia „modlitwę” i „gorące błaganie”. Jako przykład pierwszej wymienia modlitwę Ojcze nasz, zazwyczaj odmawianą na głos. Jak wygląda to drugie, tego się tutaj nie dowiadujemy. Odsyłacz do Ef 6,18 wskazuje jedynie, że dokonuje się to jakoś „w Duchu”.

Dlatego też na początku chcemy zapytać o „technikę” owej „modlitwy nieustannej” oraz o „metodę” jej nauczenia i praktykowania.

Z Opowieści pielgrzyma oraz Filokalii – owej księgi świętych Ojców, którą pielgrzym nieustannie nosił przy sobie – znamy wiele specyficznych, hezychastycznych metod, które rozwinęli bizantyńscy mnisi w XIII/XIV wieku, na przykład: siedzenie na niskim stołeczku, pochylona postawa ciała, kontrola oddechu itd. Metody te są przeznaczone dla „hezychastów”, czyli mnichów żyjących w największym odosobnieniu, i mogą być praktykowane jedynie pod kierownictwem doświadczonego nauczyciela, toteż ciągle pozostają dostępne tylko dla nielicznych. Natomiast znane nam praktyki wczesnych Ojców, dzięki swej prostocie są dostępne także dla szerszego ogółu.

Egipscy Ojcowie Pustyni od początku posiadali swe własne tradycje i zwyczaje. Z pewnością odzwierciedlają one po części także ich wyjątkowy styl życia, lecz podobnie można powiedzieć, że ten styl życia całkowicie dopasowywali do celu, jaki pragnęli osiągnąć.

Pory [modlitewne] dnia i hymny [oficjum] stanowią kościelną tradycję i są dobre ze względu na współbrzmienie całego ludu; to samo dotyczy [klasztornych] wspólnot z racji współbrzmienia wielu. Mnisi ze Sketis nie mają jednak [modlitewnych] pór dnia ani nie odmawiają hymnów, lecz [żyjąc zajmują się jedynie] pracą ręczną, rozmyślaniami i modlitwami w pewnych odstępach czasowych. Co do nieszporów, to mnisi ze Sketis odmawiają dwanaście psalmów i na końcu każdego psalmu odmawiają zamiast doksologii „Alleluja” oraz pewną modlitwę. Tak samo postępują przy nocnym [oficjum]: dwanaście psalmów, a po psalmach zasiadają do ręcznej pracy (Barsanufiusz i Jan Listy).

Mnisi Pustyni Sketyjskiej znali jedynie dwa oficja, nieszpory po zachodzie słońca oraz wigilię – czterogodzinne nocne czuwanie, trwające do wschodu słońca. Składało się ono po części również z pracy ręcznej, której zresztą mnisi poświęcali praktycznie cały dzień. Mnisi pachomiańscy nie odkładali na bok swych „ręcznych robótek” nawet podczas wspólnej modlitwy, gdyż nie rozpraszają one ducha, lecz wręcz przeciwnie, pomagają mu w skupieniu. Mnisi ze Sketis, względnie ów mnich, do którego pisze Jan z Gazy, postępowali zgodnie z następującą radą:

Kiedy zasiądziesz do ręcznej pracy, ucz się na pamięć albo recytuj psalmy. Na końcu każdego psalmu pomódl się siedząc: Boże, zmiłuj się nade mną, nędznym (por. Ps 50[51],3). Jeśli przygniatają cię myśli, dodaj: Boże, Ty widzisz moje udręczenie, przyjdź mi z pomocą (por. Ps 69[70],6). Jeśli teraz uplotłeś trzy rzędy w sieci, powstań do modlitwy. A kiedy kolano zgiąłeś, równocześnie, gdy znowu wstajesz, odmów wspomnianą modlitwę (Barsanufiusz i Jan Listy).

„Metoda” jest więc bardzo prosta. Polega na tym, aby w ustalonych, „krótkich odstępach” przerywać pracę, w tym wypadku wyplatanie sieci, żeby powstać do modlitwy i związanej z nią prostracji. I tak na przykład Makary Aleksandryjczyk oraz jego uczeń Ewagriusz odmawiali dziennie 100 modlitw i analogicznie 100 razy padali na kolana. Wydaje się, że było to powszechną „regułą”, aczkolwiek istnieją również inne dane, gdyż każdy posiadał swoją osobistą „miarę”.

Również podczas pracy duch nie pozostawał bezczynny, lecz zajmował się „rozmyślaniem”, to znaczy medytacyjnym powtarzaniem wersetów Pisma, bardzo często psalmów, których właśnie w tym celu uczono się na pamięć. Po każdej takiej „medytacji” następował bardzo krótki akt strzelisty, który odmawiany był na siedząco. Nie miał on ustalonej treści, a nawet jeśli przyjęto określoną formę, mógł być dowolnie przekształcany. Ani wymienione wyżej modlitwy, ani akty strzeliste nie były szczególnie długie i nie potrzebowały być takimi.

Jeśli chodzi o wydłużanie modlitwy, kiedy stoisz [na modlitwie] albo „modlisz się nieustannie” wedle Apostoła, to nie potrzebujesz wydłużać [modlitwy], kiedy wstajesz. Przez cały bowiem dzień twój umysł jest na modlitwie (Barsanufiusz i Jan Listy).

Przy dłuższych modlitwach zawsze istnieje bowiem niebezpieczeństwo rozproszenia, gdyż koncentracja szybko słabnie, lub jeszcze gorzej, gdyż demony rozsiewają wówczas swe chwasty. Pod względem treści te krótkie modlitwy są w całości inspirowane Biblią. Przekształcają one usłyszane słowo Boże w osobistą modlitwę, względnie przejmują je po prostu takim, jakie jest.

Jeśli oto stoisz na modlitwie, proś, abyś został zbawiony i uwolniony od „starego człowieka”, albo odmawiaj Ojcze nasz, albo obie modlitwy razem, a następnie zasiądź do ręcznej pracy (Barsanufiusz i Jan Listy).

Każdy, kto pragnie „prawdziwie się modlić”, bez trudu może rozwinąć własną, całkowicie osobistą metodę w oparciu o te bardzo proste zasady. W metodzie tej należy uwzględnić własne okoliczności życiowe, przede wszystkim oczywiście pracę. Przy dokładniejszym bowiem przyjrzeniu się widać przecież, że Ojcowie Pustyni nie prowadzili życia modlitewnego obok życia codziennego, lecz pracowali, jak każdy człowiek, aby móc żyć. Przeznaczali również sześć godzin na nocny spoczynek. Ich życie modlitewne stapia się w jedno z ich codziennym życiem, całkowicie je przenika i ostatecznie prowadzi do tego, że duch „przez cały dzień trwa w modlitwie”. Niczego nie zmieniają w tym zewnętrzne okoliczności i „zakłócenia”, na przykład rozmowy.

Bracia opowiadali następującą rzecz: „Poszliśmy pewnego razu do starców i po tym, jak wedle zwyczaju pomodliliśmy się i wzajemnie pozdrowiliśmy się, usiedliśmy. Po rozmowie poprosiliśmy, ponieważ chcieliśmy [już] iść, aby odmówić modlitwę. Wtedy powiedział do nas jeden ze starców: ‘Jakże, to nie modliliście się?’ A my odpowiedzieliśmy: ‘Kiedy weszliśmy, abba, miała miejsce modlitwa, a potem aż dotąd rozmawialiśmy’. Wtedy powiedział starzec: ‘Wybaczcie, bracia, ale jeden z braci, który przy nas siedział i z nami rozmawiał, odmówił [w tym czasie] sto trzy modlitwy’. Kiedy to powiedział, odmówili modlitwę i odprawili nas” (Apoftegmaty Ojców Pustyni, tom 4).

Łatwo zrozumieć, że praktyka ta, której oczywiście bardzo sprzyja czasowe lub ciągłe wycofanie się w ciszę, aczkolwiek nie jest ono konieczne, w pewnym momencie dzięki łasce Bożej przenosi duszę w „stan modlitwy”. Wówczas ustaje całe czcze błąkanie się myśli i umysł „trwa mocno”, kierując nieustannie spojrzenie swych duchowych „oczu” na Boga. Ten upragniony stan Ewagriusz definiuje w następujący sposób:

Modlitwie właściwy jest stan beznamiętności, który z największą miłością porywa na duchową górę umysł rozkochany w mądrości (Ewagriusz z Pontu Pisma ascetyczne, tom 1).

Jak wyraża już owo określenie „porwania”, czyn człowieka osiągnął tutaj swój cel i odtąd działa sam Bóg, mianowicie Syn oraz Duch. „Modlitwa” nie stanowi już jakiejś odrębnej i dlatego też ograniczonej czasowo czynności naszego ducha, spełnianej na przemian z innymi czynnościami, lecz jest tak spontaniczna i naturalna jak oddychanie. Pozostaje przecież „czynnością odpowiadającą godności ducha”.

Oddychajcie zawsze Chrystusem,
i wierzcie w Niego,

radzi swoim uczniom umierający Antoni. Modlitwa jest duchowym oddechem duszy, jej prawdziwym i właściwym życiem.

Ten ideał nieustannego trwania na modlitwie, który nam współczesnym może wydawać się „typowo monastyczny”, jest w rzeczywistości dużo starszy niż monastycyzm i stanowi jedną z owych „pierwotnych, niepisanych tradycji”, którą Ojcowie Kościoła wywodzą od samych Apostołów. Już Klemens Aleksandryjski pisał o prawdziwym „gnostyku”, którego „całe życie stanowi modlitwę i rozmowę z Bogiem”.

Przy wszelkich więc sposobnościach modli się: czy to zażywając spaceru, czy będąc w towarzystwie, czy to wypoczywając lub czytając, czy nawet w czasie pełnienia rozsądnych zajęć. Lecz jeśli w swej prywatnej „komórce” duszy wzniesie tylko jedną myśl i wezwie Ojca (por. 1 P 1,17) „niewypowiedzianym słowami westchnieniem” (Rz 8,26), On już jest bliski, jeszcze gdy gnostyk wypowiada modlitwę.

Pierwsi mnisi w gruncie rzeczy nadali tylko temu ideałowi trwałą formę, która w swej prostocie jest dostępna dla każdego, kto autentycznie go pragnie. Każda bowiem „dusza” pozostaje ze swojej natury usposobiona do tego, by „chwalić Pana”.

Wszystko, co tchnienie ma, niech sławi Pana (Ps 150,6):

Jeśli „światło Pana” według Salomona jest „tchnieniem człowieka”, to każda rozumna natura, która wdycha to światło”, winna sławić Pana.


Fragment książki Gliniane naczynia. Praktyka osobistej modlitwy


Gabriel Bunge – urodził się w 1940 r., w rodzinie luteranina i katoliczki. W wieku 22 lat wstąpił do zakonu benedyktynów w Chevetogne w Belgii. W 1972 przyjął święcenia kapłańskie. W 1980 po serii kontaktów z młodzieżą z kantonu Ticino w Szwajcarii uzyskał pozwolenie na przeniesienie się do Roré di Cazù Capriasca. Wykładał Pismo Święte, zajmował się teologią Ojców Kościoła, a zwłaszcza duchowością tzw. ojców pustyni, wśród których szczególną uwagę poświęcił Ewagriuszowi z Pontu, opracowując i tłumacząc na język niemiecki jego pisma. 27 sierpnia 2010 przyjął prawosławie.

(Visited 961 times, 1 visits today)


Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.

Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij