Umieszczony przez 10:59 Nowości i recenzje

Modlitwa Jezusowa piórkiem i węglem

„Zadomowieni” ludzie, nieprzyzwyczajeni do ograniczeń i „pustyni”, zaczynają rozumieć, że wystarczy tak niewiele, by cały nasz wspaniały świat stanął niemalże w miejscu.

Jako dziecko z wielkim zainteresowaniem śledziłem gawędy prof. Wiktora Zina, których cykl, pod wspólnym tytułem „Piórkiem i węglem” emitowała telewizja Polska w czasach, gdy królowały odbiorniki czarno-białe. Kolor był zbędny, ponieważ Pan Profesor tak barwnie opowiadał, jednocześnie wyczarowując prostymi środkami wspaniałe pejzaże i obiekty architektoniczne. Kilka prostych linii, kilka plam nałożonych węglem i roztartych palcami i nagle, z pozornego chaosu i plątaniny wyłaniał się uporządkowany obraz ilustrujący nieprzerwaną opowieść o dawnych czasach i miejscach. Niebagatelną rolę odgrywała wyobraźnia widza, którą prof. Zin potrafił inspirować w mistrzowski sposób.

Rozpoczynam od tego wspomnienia, ponieważ książka, którą chcę opisać, jest taką właśnie opowieścią. Pałacem Chrystusa jest serce. Szkice o Modlitwie Jezusowej Antoine Guillaumonta przedstawia czytelnikowi, dosłownie w kilku obrazach, fenomen, jakim niewątpliwie jest Modlitwa Jezusowa. Autor, będąc archeologiem, profesorem patrologii syryjskiej, znawcą historii i duchowości monastycyzmu wschodniego, przygotował wiele obszernych i wyczerpujących prac i monografii poświęconych tej tematyce. W przypadku tej książki mamy do czynienia dosłownie z kilkoma ruchami „piórkiem i węglem”, jednak niezwykle sugestywnymi, jak rysunki prof. Zina. O Modlitwie Jezusowej i związanej z nią medytacji napisano wiele książek, doskonale wprowadzających w różne aspekty modlitwy monologicznej. Tym razem Autor skupił się na analizie jej pochodzenia oraz sposobach praktykowania tego typu modlitwy nieustannej w późnym antyku. Dzięki zwartej i przejrzystej formie nie trzeba brnąć przez opasłe tomy by zasmakować w tym, w jaki sposób oddychali Imieniem Jezus Ojcowie Pustyni oraz starożytni mnisi w klasztorach.

Pierwszym szkicem jest obraz pustyni. Zakładam, że czytającemu te słowa od razu stają przed oczami ogromne połacie piachu i wydm, rozmyte w powietrzu drgającym od lejącego się z nieba słonecznego żaru. W dali jakaś grupka prowadząca wielbłądy, może kilka palm, może jakaś oaza. Nic z tych rzeczy. Pustynia to pojęcie niemal metafizyczne, odrealnione, pozbawione uroków rodem z opowieści tysiąca i jednej nocy. Realia to szare, kamieniste przestrzenie, poprzecinane wąwozami kryjącymi setki jaskiń, najczęściej wykorzystywanych jako miejsca pochówku zmarłych. Teren jałowy i – dla ludzi tamtych czasów – demoniczny. Udający się na taką pustynię anachoreci poszukiwali miejsca odpowiedniego do osiągnięcia stanu hezychii, czyli pełnego wewnętrznego wyciszenia otwierającego przestrzeń – wewnętrzną pustynię, po której przechadza się Bóg. To swoisty paradoks, ponieważ w wierzeniach starożytnych, nie tylko żydów, czy chrześcijan, pustynia była ostatnim miejscem, którym istoty demoniczne mogły władać. Po cóż więc udawać się w to miejsce, by nawiązać żywą i bardzo bliską relację z Bogiem? Należy tu przypomnieć, że w Starym Testamencie pustynia to miejsce zaręczyn ludu wybranego z Bogiem. Przymierze nie było zawarte bezproblemowo, było zawierane przez długie czterdzieści lat wędrówki i przeplatane wieloma aktami niewierności izraelitów wobec Tego, który wyprowadził ich z niewoli egipskiej. Na pustyni Bóg wyzwala Hebrajczyków nie pojedynczym aktem, ale w trakcie długiego i bolesnego procesu. Palmy i daktyle poznikały, oazy też nie ma. Lud jest spragniony i szemra. Wody Massa i Meriba to jedna z odsłon dramatu ludu wędrującego przez niegościnne tereny. Bardziej niż Boga ludzie pragną zimnej, orzeźwiającej wody.

W taki świat wyruszają zapaleńcy, którzy poprzez żar i ogień pustyni, także ten duchowy, chcą przejść do przestrzeni, w której niczego już pragnąć nie będą dzięki relacji z ukochanym Panem. Jak chcą do tego dojść? Modlitwą nieustanną. Autor mający okazje spędzić wiele czasu na poszukiwaniach archeologicznych w tych niegościnnych miejscach, sam, na własnej skórze, odczuwał to, czego doświadczali pierwsi anachoreci. Dzięki jego poszukiwaniom możemy prześledzić rozwój i kształtowanie się pierwotnych form Modlitwy Jezusowej. Wraz z nim znajdujemy na ścianach odkrywanych cel zapiski świadczące o praktykowaniu modlitwy monologicznej, a także o różnych kontrowersjach z nią związanych.

Nie chcę odbierać czytelnikowi przyjemności odkrywania, w jaki sposób żyli, pracowali i modlili się starożytni pustelnicy. Wspomnę tylko o ich sposobie pracy, który porównałbym do dzisiejszej pracy zdalnej. Nie mieli, co prawda, laptopów i łącz Internetowych, jednak charakter ich aktywności bardzo przypomina dzisiejsze praktyki stosowane w obszarach tzw. wysokich technologii. Podobnie jak dziś, pracowali w zaciszu swoich cel (pokoi), podobnie jak dziś, od czasu do czasu – raz na tydzień – zbierali się w oratoriach (salach konferencyjnych) na wspólne modlitwy (zebrania integrujące). Modlitwa monologiczna, prosta w swej formie, mogła być powtarzana także podczas wykonywania codziennych czynności, przybliżając praktykującego ją anachoretę do osiągnięcia takiego stanu czystości serca, w którym przylgnięcie do Jezusa nie wymagało żadnego wysiłku. Sięgnąłem po tę książkę kolejny raz, w czasie, w którym szerząca się epidemia drastycznie ograniczyła nie tylko możliwość poruszania się, ale także wielu form aktywności i działań zawodowych. „Zadomowieni” ludzie, nieprzyzwyczajeni do ograniczeń i „pustyni”, zaczynają rozumieć, że wystarczy tak niewiele, by cały nasz wspaniały świat stanął niemalże w miejscu. Na nic osiągnięcia nauki i techniki, na nic rozliczne formy rozrywki i rekreacji. Świat stoi zalękniony o to, co robić teraz, i co będzie za miesiąc dwa, lub trzy. Może warto poddać się temu przymusowemu wygnaniu na pustynię i poszukać innej drogi, nie tej, którą do tej pory oferował świat? Nie czeka nas czterdzieści lat wędrówki przez pustkowia, jednak warto podjąć wysiłek, by odrzucić miraże tego świata powtarzając „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznym” i ujrzeć w drgającym pustynnym powietrzu wyciągniętą dłoń Jezusa.


Henryk Metz – kierownik projektów i programów w branży IT oraz ekspert/trener metod ciągłego doskonalenia. Ikonopisarz, członek Senatu Śląskiej Szkoły Ikonograficznej, reprezentuje Wydział Światło i Zbawienie ŚSI. Wraz z żoną Zofią pomaga zainteresowanym poznawać i doskonalić się w sztuce pisania ikon we wspólnocie Ikonopisarzy Wszystkich Świętych przy parafii pw. Wszystkich Świętych w Gliwicach.

(Visited 246 times, 1 visits today)


Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z naszego portalu CSPB możesz skorzystać z propozycji zapisania się do systemu Feedburner, za pomocą którego, codziennie między godziną 20:00 a 23:00 otrzymasz e-maila z listą linków najnowszych wpisów, które ukazały się w danym dniu... Zapisz się do powiadomień
Zamknij