Umieszczony przez 11:22 Duchowość monastyczna

O drabinie posłuszeństwa (1)

Należałoby od razu mówić o pierwszym stopniu drabiny posłuszeństwa; ale jak w przypadku materialnej drabiny nie można przygotować i umocować stopni, jeśli wcześniej nie wymyśli się i nie przygotuje jej żerdzi…

Należałoby od razu mówić o pierwszym stopniu drabiny posłuszeństwa; ale jak w przypadku materialnej drabiny nie można przygotować i umocować stopni, jeśli wcześniej nie wymyśli się i nie przygotuje jej żerdzi, podobnie i w tej konstrukcji duchowej, którą tu nazywamy drabiną – ponieważ wchodzi się po niej z jednej doskonałości do drugiej, na podobieństwo stopni drabiny materialnej – konieczne jest, aby przede wszystkim ustalić, co stanowi jej poręcze, żebyśmy, gdy już się je ustali i przygotuje, mogli jeden po drugim mocować stopnie.

Powiemy więc, nie z własnego wymysłu, ale idąc za nauczaniem św. Bernarda zawartym w księdze, w której omawia drabinę pokory i pychy, że dwie boczne części naszej drabiny stanowi dusza i ciało. Prawdę mówiąc, św. Bernard przejął to stwierdzenie od naszego jakże świątobliwego ojca Benedykta, który mówiąc o pokorze i porównując ją do drabiny Jakubowej, pisze:

Ustawiona drabina to nasze życie na świecie, które Pan podnosi ku niebu, gdy serce stanie się pokorne. Dwoma bocznymi żerdziami tej drabiny są, jak sądzimy, nasze ciało i dusza, a wzywająca nas łaska Boża umieściła w nich różne szczeble pokory.

A w innym miejscu napomina nas w sposób wyraźny, żebyśmy przygotowali te dwie poręcze dla drabiny posłuszeństwa: bowiem w Prologu Reguły wzywa nas do cnoty posłuszeństwa, mówiąc: „Powinniśmy więc przygotować nasze serca i ciała do walki pod świętym posłuszeństwem”.

I to nie bez racji, ponieważ ten, kto nie poddaje rozkazom przełożonych tak duszy, jak i ciała, nigdy nie będzie mógł powiedzieć, że wchodzi na jakikolwiek stopień prawdziwego posłuszeństwa, ponieważ ten, kto jest posłuszny w duszy, ale nie w ciele, albo w ciele, ale nie w duszy, nie osiąga absolutnie żadnego stopnia doskonałości w tej cnocie.

Dlatego należy – jak stwierdza sam nasz mistrz – przygotować, w pewnym sensie, dwie żerdzie tej drabiny, czyli duszę i ciało. Nie można przygotować jednego bez drugiego, bowiem przygotowanie duszy i serca podoba się Bogu, który widzi serca i patrzy w nie; zaś gotowość ciała [do posłuszeństwa] zadowala naszego przełożonego i buduje naszych braci. Tak właśnie napomina Pan w Ewangelii, kiedy mówi: Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie! (Łk 12,35)

Przygotujmy więc duszę i ciało na żerdzie dla tej drabiny, poddając je woli innego z silnym postanowieniem, ze świętym ślubem i szczerą praktyką. Bądźmy gotowi, wolni i chętni, oderwani od wszelkiej naszej woli, od wszelkiej miłości własnej, każdym wewnętrznym odczuciem i każdą praktyką zewnętrzną w całości oddani pragnieniu, by osiągnąć tę świętą cnotę i w ten sposób wspinać się, stopień po stopniu, do najwyższej doskonałości.

Podstawa i fundament drabiny

Gdy zakończyliśmy przygotowywanie żerdzi naszej drabiny, zanim powiemy o stopniach, należy również przygotować podstawę i fundament, na której będziemy mogli postawić i umocować naszą drabinę. Ten, kto chciałby wspinać się po drabinie, która nie opiera się na solidnej podstawie i pewnym fundamencie, ten trudziłby się na próżno i boleśnie upadłby na ziemię, zamiast wstępować do góry. Dlatego, aby się nam to nie przydarzyło, stawiamy mocną podstawę i dobrze ugruntowany fundament. A ponieważ rzeczy kwadratowe są silniejsze i bardziej trwałe od okrągłych albo od wszelkich innych brył, jako bazę i podstawę położymy swego rodzaju czworoboczną skałę – posłuszeństwo materialne, czyli bezwarunkowe. Wydaje mi się, że to jest dobry fundament dla szczebli posłuszeństwa: zanim bowiem będzie się bezzwłocznie posłusznym, należy umieć być posłusznym. Wielu będzie takich, którzy wstąpiwszy na ten fundament i tę podstawę nie będą potem zdolni wejść na pierwszy szczebel posłuszeństwa, i będzie to udziałem tych, którzy nie są bezzwłocznie posłuszni.

Konieczne jest, zanim wejdzie się na pierwszy stopień, by wejść na tę podstawę i ten fundament drabiny. Bowiem próżno mówić tym, którzy nie potrafią być posłusznymi w sposób materialny, aby nauczyli się być bezzwłocznie posłusznymi. Nasza drabina jest więc oparta na [prostym] posłuszeństwie, w jakikolwiek sposób ono zachodzi, byle istniało; ten, kto nie posiadałby jeszcze cnoty posłuszeństwa, byłby bardzo daleko od tej drabiny i w żaden sposób nie mógłby wejść na jej stopnie.

Tak więc pod pierwszym szczeblem, u stóp drabiny, stoi posłuszeństwo [materialne]. Liczni okazują posłuszeństwo wielokrotnie, ale nie w sposób bezzwłoczny, i wtedy nie są na pierwszym szczeblu, ale właśnie dlatego, że są posłuszni, dotarli do podstawy drabiny posłuszeństwa i mogą nazywać siebie „posłusznymi”, jakkolwiek w sposób bardzo niedoskonały.

Cztery narożniki podstawy

Powiedzieliśmy, że podstawa, na której wspiera się drabina, powinna być czworoboczna: taka struktura jest bez wątpienia najbardziej wytrzymała ze wszystkich. Aby nasza drabina była dobrze umocowana, powiemy w takim razie, że posłuszeństwo [materialne], postawione jako fundament drabiny, powinno mieć cztery narożniki, czyli cztery stałe punkty, cztery warunki, które w pewnym sensie stanowią cztery narożniki podstawy. Tak więc dwoma narożnikami frontowymi, przednimi będą „wewnętrzna decyzja ducha, by być posłusznym, oraz uroczysty i publiczny ślub posłuszeństwa”.

Ta pierwsza rodzi się, kiedy duch człowieka, znajdując się przez nieposłuszeństwo daleko od Boga, postanawia w swoim wnętrzu w sposób zdecydowany, że chce powrócić do Boga poprzez posłuszeństwo. Właśnie w ten sposób mówi św. Benedykt w pierwszych słowach Prologu [Reguły], napominając tego, który chce porzucić świat, żeby „przez trud posłuszeństwa powrócił do Tego, od którego odszedł przez gnuśność nieposłuszeństwa”. Taką decyzję, jakby pierwszy narożnik podstawy drabiny, podejmuje się na początku nawrócenia, zanim rozpocznie się życie monastyczne.

Drugi narożnik – stanowiony przez uroczysty i publiczny ślub posłuszeństwa – stawia się wtedy, kiedy po pełnym roku nowicjatu, przed wszystkimi składa się na ręce przełożonego i w obecności członków Kongregacji, publiczny i uroczysty ślub posłuszeństwa wobec Boga i jego świętych. Poddaje się w ten sposób posłuszeństwu duszę i ciało na całe życie i podejmuje się zobowiązanie w taki sposób, żeby nie można było już nigdy zdjąć z szyi jarzma posłuszeństwa.

Zobacz, jaką stabilność mogą dać naszej drabinie te dwa przednie narożniki, kiedy zarówno wewnętrzne postanowienie, jak i ślub zewnętrzny oraz profesja zakonna są tak silne same w sobie, tak stabilne, że nie można ich w żaden sposób zmienić albo usunąć którejkolwiek ich części.

Dwa tylne narożniki to miłość posłuszeństwa oraz skutek posłuszeństwa. Miłość to trzeci narożnik, po dwóch pierwszych: gdy w duchu zostanie podjęta decyzja i zostanie złożona zewnętrzna profesja wraz ze ślubem, duch mnicha zacznie pragnąć, aby narzucone zostało mu posłuszeństwo; wtedy milczącym uczuciem swego umysłu już kocha cnotę posłuszeństwa i pragnie ją zyskać, i zaczyna zaliczać posłuszeństwo do pierwszych cnót, których postanawia szukać i praktykować je w życiu zakonnym.

Ostatni narożnik, a mianowicie skutek posłuszeństwa, powstaje wtedy, gdy mnich zaczyna się ćwiczyć za pomocą raz tego, a raz innego aktu posłuszeństwa. Identycznie jak w przypadku dwóch pierwszych narożników, spośród tych ostatnich jeden jest wewnętrzny, a mianowicie miłość posłuszeństwa; drugi zewnętrzny, czyli skutek tej cnoty. Dzięki uczuciu i pragnieniu duch staje się silny i zdecydowany; dzięki skutkowi i jego dziełom posłuszeństwa ciało przyzwyczaja się do posłuszeństwa i wzmacnia. Taka cnota, poprzez częste akty i dzieła, staje się swego rodzaju naturalnym przyzwyczajeniem, od którego bardzo trudno byłoby później oderwać mnicha i skłonić do zaprzestania jej praktykowania.

Zobacz, jaką stabilność dają te dwa tylne narożniki, nazywane w ten sposób w zestawieniu z pozostałymi dwoma, określanymi jako przednie; i to nie bez przyczyny, ponieważ postanowienie i ślub posłuszeństwa idą przodem i najpierw dociera się do nich, podczas gdy uczucie i skutek przychodzą odpowiednio później. Otóż nie osiąga się nigdy szczerego uczucia i doskonałego aktu posłuszeństwa – stabilnych i mocnych tylnych narożników podstawy – jeśli najpierw nie podejmie się wewnętrznego postanowienia i nie złoży ślubu zewnętrznego, wraz z profesją zakonną. Właśnie dlatego nazywamy je narożnikami przednimi, podczas gdy dwa pozostałe to narożniki tylne.


Fragment publikacji Pisma, tom 1. Pochwała życia eremickiego


Bł. Paweł Giustiniani (1476–1528). Humanista, wykształcony na Uniwersytecie w Padwie, głęboko przepojony doktryną stoików, wyrzekł się przyjemności cielesnych, aby zwracać się coraz bardziej ku Bogu. W roku 1510 wstąpił do eremu Camaldoli. Świeżo po złożeniu ślubów, przyszło mu reformować cały zakon kamedulski. W 1520 r. opuścił Camaldoli, podjąć życie jeszcze bardziej samotnicze. Wnet dołączyli do niego uczniowie, z którymi założył Towarzystwo Eremitów św. Romualda, które do dziś istnieje pod nazwą Kongregacji Eremitów Kamedułów Góry Koronnej.


Fot. Marcin Marecik / Na zdjęciu: fragment polichromii z kaplicy Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Autor polichromii: Michał Szwarc.

(Visited 234 times, 1 visits today)


Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.

Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij