Umieszczony przez 09:04 Duchowość monastyczna

O jaką pokusę chodzi w prośbie Modlitwy Pańskiej?

Wejście na drogę „krótkiej nadziei” pociąga za sobą lawinę konsekwencji. Zaczyna się próba zatajenia grzechu, sterowana znów krótkim widzeniem, to często pociąga następne pokusy i kolejne grzechy.

Zazwyczaj pokusę utożsamiamy z sugestią moralnego zła, z inspiracją do grzechu. Inaczej – z namawianiem do popełnienia nagannego moralnie czynu, z zachęcaniem na przykład do kradzieży lub kłamstwa. O jaką pokusę jednak chodzi w prośbie Modlitwy Pańskiej? Rozumiemy tu pokusę szerzej – w świetle słów następujących po słowach nie wódź nas na pokuszenie. Prosimy: zachowaj nas od złego. Grecki wyraz tu poneru można rozumieć osobowo, jako Złego, czyli szatana. Nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, należy wówczas rozumieć jako – nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie podsuwanej nam przez Złego i ostatecznie – byśmy mu nie ulegli.

Warto tu wrócić do refleksji nad pierwszą pokusą w raju (Rdz 3,1–5). Jej istota polegała na zwątpieniu w dobroć Pana Boga. Wąż sugerował Ewie: Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło (Rdz 3,5). Pokusa zazwyczaj dłużej nurtuje serce. Taki proces obserwujemy w opisie tragedii bratobójstwa w czwartym rozdziale Księgi Rodzaju.

Pan wejrzał na Abla i na jego ofiarę; na Kaina zaś i na jego ofiarę nie chciał patrzeć. Smuciło to Kaina bardzo i chodził z ponurą twarzą. Pan zapytał Kaina: Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną: jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować (Rdz 4,4–7).

Podobnie widać to w opisie pokusy i grzechu pierworodnego syna Dawida, Amona, który zapałał namiętnością do Tamar, swojej przyrodniej siostry (zob. 2 Sm 13,1–19).

Dla pokusy właściwa jest nadzieja krótka, nadzieja o ograniczonej perspektywie. Polega to, z jednej strony, na wycinkowym widzeniu własnego dobra – łatwo i szybko osiągalnego, bez uwzględnienia konsekwencji widzianych w całości. Dobrze to ilustruje odpowiedź pewnego niemieckiego policjanta, któremu mój rodak zaproponował łapówkę w zamian za rezygnację z mandatu:

– Mnie się to nie opłaca. Mam dobrą pracę, dobrze płatną. Mógłbym łatwo zarobić coś dodatkowo, biorąc na lewo, ale wcześniej czy później wyjdzie to na jaw i stracę pracę. A drugiej takiej już nie dostanę.

Idąc za nadzieją krótką, zdradzamy nadzieję długą, obejmującą perspektywę całego życia. Prawdziwie długa nadzieja obejmuje nie tylko dłuższą perspektywę życiową, ale i wszystkie jej skutki, włącznie z ostatecznym celem życia.

Wejście na drogę „krótkiej nadziei” pociąga za sobą lawinę konsekwencji. Zaczyna się próba zatajenia grzechu, sterowana znów krótkim widzeniem, to często pociąga następne pokusy i kolejne grzechy. Tak było w przypadku Dawida, który chcąc zatuszować grzech z Batszebą, ostatecznie doprowadził do wysłania na śmierć niewinnego człowieka (zob. 2 Sm 11,2–21).

Święty Jakub oddaje tę logikę w krótkim zdaniu:

Następnie pożądliwość, gdy pocznie, rodzi grzech, a skoro grzech dojrzeje, przynosi śmierć. Nie dajcie się zwodzić, bracia moi umiłowani (Jk 1,15n).

Pokusa moralna jest bramą, za którą ciągnie się droga w coraz większe zagubienie. Na jej końcu stajemy wobec śmierci, ostatecznej konsekwencji grzechu (zob. Mdr 2,24; Rz 5,12–14). W Biblii śmierć nie tyle polega na fizycznym umieraniu, ile na odcięciu od Boga, od źródła życia. W konsekwencji śmierć jest oczywistym skutkiem grzechu, który jest ostatecznie zawsze przeciw Bogu. Wspaniale wyraża to psalmista w Psalmie 51:

Tylko przeciwko Tobie zgrzeszyłem

i uczyniłem, co złe jest przed Tobą (Ps 51,6).

Na końcu ziemskiej wędrówki, w obliczu śmierci, staniemy wobec ostatecznej i najtrudniejszej pokusy: zwątpienia w przebaczającą miłość Boga.

Zastanawiając się nad tym, co należałoby powiedzieć człowiekowi przed śmiercią na jego ostatnią drogę, uznałem za najpotrzebniejsze słowa, dające dobrą nadzieję na Boże przebaczenie: „Wszystko możesz stracić i pewnie stracisz, ale jednego nie wolno ci sobie dać odebrać, mianowicie wiary w to, że Bóg cię kocha i ci przebaczy, jeżeli tylko się do Niego zwrócisz z taką prośbą”. Wydaje się, że w chwili śmierci może nastąpić walka o tę najistotniejszą dla człowieka nadzieję. Uległość wobec pokus i grzechy popełnione w życiu, jakkolwiek byłyby liczne i ciężkie, nie są jeszcze w stanie całkowicie zniszczyć człowieka. Wspierają jednak tę największą szatańską pokusę, pokusę rozpaczy, w ostatecznej walce o nadzieję istotną, nadzieję na Boże miłosierdzie i przebaczenie.

Pozytywny wymiar pokusy

Zwróćmy uwagę na dwie fundamentalne zasady, o których często się zapomina. Nasze życie na ziemi jest szkołą, w której uczymy się życia. Chrystus jest Nauczycielem, my jesteśmy Jego uczniami. Podobnie jak w szkole, tak i w życiu trzeba podejmować ćwiczenia, próby. Trzeba wybierać: albo nauka i trud, albo troska o przyjemne spędzanie czasu i, co za tym idzie, lęk przed utratą tego, co się posiada. Przy takim spojrzeniu na życie próby i pokusy są czymś oczywistym i naturalnym, należą one do żywiołu, w którym wzrastamy.

Druga zasada wynika z natury osobowych relacji, które są istotą królestwa Bożego. Bóg jest „absolutnym TY”, jak to określił Gabriel Marcel. Oznacza to, że z Bogiem można wejść jedynie w osobową relację dialogu. Poza spotkaniem osobowym „ja – Ty”, nie ma Boga prawdziwego, jest jedynie idea Boga lub wyobrażenie o Nim. Bóg jest Bogiem żywym – to inne stwierdzenie mówiące o tej samej tajemnicy. Tajemnicy Boga odnajdywanego jedynie w spotkaniu. Jednocześnie Bóg uczy nas takich samych relacji między nami. Jesteśmy przecież stworzeni na Jego obraz. Dlatego tylko w żywej więzi z drugim, w spotkaniu osobowym w miłości prawdziwie stajemy się sobą, doświadczamy tego, do czego stworzył nas Bóg: do bycia osobami.

Dla żywych relacji osobowych najistotniejsze są: wybór i jego potwierdzenie. Tak jest na przykład w miłości ludzkiej realizującej się w małżeństwie. Z wyborem małżonka wiąże się ślubowanie wierności i potwierdzanie jej całym życiem. Życie samo przynosi próby, nie trzeba ich specjalnie szukać. Próba wierności staje się dla obu stron nie tylko okazją do dania świadectwa żywej miłości, lecz także do pogłębienia wzajemnych więzi. Po próbie, współmałżonek, lub współmałżonka, staje się bardziej „mój”, „moja”, a ja staję się bardziej „jego”, „jej”; oboje stajemy się „my” we wzajemnej więzi. Historia miłości jest zwykle historią takich potwierdzających wyborów.

W Biblii pomiędzy Bogiem i człowiekiem zostało zawarte przymierze. Stopniowo przyjmowało ono swój ostateczny kształt. Bóg i człowiek stali się partnerami, wiąże ich wzajemne oddanie, które wyraża hebrajskie słowo chesed. W polskim tłumaczeniu w odniesieniu do Boga najczęściej – „łaskawość” lub „miłosierdzie”. Ale chesed odnosi się także do człowieka – wtedy oddaje się jako „wierność”, „miłość”, „oddanie”. Pokusa szatańska uderza właśnie w ową więź przymierza. Jest ona próbą dla ludzkiego chesed. Nieraz się zdarza, że człowiek zawodzi i zdradza przymierze z Bogiem. Wówczas w kategoriach czystej sprawiedliwości Bóg jest wolny od zobowiązania względem człowieka. A On mimo to pozostaje wierny i łaskawy. Największa pokusa jaka nas dotyka, być może będzie to ostatnia szatańska pokusa przy naszej śmierci, polega na podważaniu zaufanie w Boży chesed – w Jego łaskawość i miłosierdzie, o której On sam mówi w Księdze Wyjścia:

A Pan zstąpił w obłoku, i Mojżesz zatrzymał się koło Niego, i wypowiedział imię Jahwe. Przeszedł Pan przed jego oczyma i wołał: Jahwe, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność, zachowujący swą łaskę w tysiączne pokolenia, przebaczający niegodziwość, niewierność, grzech, lecz nie pozostawiający go bez ukarania, ale zsyłający kary za niegodziwość ojców na synów i wnuków aż do trzeciego i czwartego pokolenia (Wj 34,5–7).

Prośba: Nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie… w istotnym sensie odnosi się do tej ostatecznej pokusy. Obyśmy nie zwątpili w Twoje Boże miłosierdzie nad nami grzesznymi.

Zaślubiny przez wierność w doświadczeniu

Pokusa dotyczy zasadniczo więzi osobowej z Bogiem, którą wyraża biblijny obraz miłości oblubieńczej. Odrzucenie pokusy jest potwierdzeniem wyboru miłości, wzajemnego poznawania przez wierność: Poślubię cię sobie przez wierność, a poznasz Pana (Oz 2,22). Prorok Ozeasz mówi o wierności Boga względem zbiorowej Oblubienicy – Izraela. Jedyną, prawdziwą odpowiedzią na tę wierność w miłości jest wierność oblubienicy, która oddaje Mu się w pełnej miłości. Hebrajskie jada – „poznanie” oznacza wejście w żywą więź. W odniesieniu do Boga oznacza wejście w ów wartki nurt życia i światłości, który wypływa z Jego serca i ku Niemu prowadzi. W tym nurcie poznajemy także siebie takimi, jakich nas Bóg zamierzył i stworzył. Bóg bowiem w Chrystusie wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem (Ef 1,4).

Wybór Boga, wierność przymierzu z Nim, jest zatem dla nas jednocześnie wyborem siebie prawdziwego, takiego, jakiego „Bóg poznał” i stworzył, jest stałym poznawaniem siebie w prawdzie, siebie stworzonego na obraz Boży. Nie dozwól, abyśmy ulegli pokusie… jest prośbą o to stałe wybieranie Boga po to, aby nie zdradzać Jego poznania, a przez to także odnaleźć siebie:

A teraz i wy odrzućcie to wszystko: gniew, zapalczywość, złość, znieważanie, haniebną mowę wychodzącą z ust waszych. Nie okłamujcie się nawzajem, boście zwlekli z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami, a przyoblekli nowego, który wciąż się odnawia ku głębszemu poznaniu Boga, na obraz Tego, który go stworzył (Kol 3,8–10).

Święty Paweł w ostatnim liście przed śmiercią wyraża swoją ostateczną ufność:

Wiem, komu zawierzyłem, i jestem pewny, że mocen On jest ustrzec mój depozyt aż do owego dnia (tj. sądu i paruzji) (2 Tm 1,12).

W Ojcze nasz prosimy właśnie o ustrzeżenie tego depozytu, który Bóg w nas złożył. Sami jesteśmy słabi, ale On jest mocen nas ustrzec i doprowadzić do pełni życia, jaką dla nas przewidział.


Fragment książki Kiedy mówimy “Ojcze nasz…”


Włodzimierz Zatorski OSB – urodził się w Czechowicach-Dziedzicach. Do klasztoru wstąpił w roku 1980 po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pierwsze śluby złożył w 1981 r., święcenia kapłańskie przyjął w 1987 r. Założyciel i do roku 2007 dyrektor wydawnictwa Tyniec. W latach 2005–2009 przeor klasztoru, od roku 2002 prefekt oblatów świeckich przy opactwie. Autor książek o tematyce duchowej, między innymi: “Przebaczenie”, “Otworzyć serce”, “Dar sumienia”, “Milczeć, aby usłyszeć”, “Droga człowieka”, “Osiem duchów zła”, “Po owocach poznacie”. Od kwietnia 2009 do kwietnia 2010 przebywał w pustelni na Mazurach oraz w klasztorze benedyktyńskim Dormitio w Jerozolimie. Od 2010 do 2013 był mistrzem nowicjatu w Tyńcu. W latach 2013-2015 podprzeor. Pełnił funkcję asystenta Fundacji Opcja Benedykta. Zmarł 28 grudnia 2020 r.


Fot. Robert Krawczyk

(Visited 823 times, 1 visits today)


Za pomocą newslettera chcemy się kontaktować, aby przesyłać teksty, nowości wydawnicze i ogłoszenia, które dotyczą naszego podwórka. Planujemy codzienną wysyłkę takiego newslettera.

Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z naszego portalu CSPB możesz skorzystać z propozycji zapisania się do systemu Feedburner, za pomocą którego, codziennie między godziną 20:00 a 23:00 otrzymasz e-maila z listą linków najnowszych wpisów, które ukazały się w danym dniu... Zapisz się do powiadomień
Zamknij