Umieszczony przez 09:54 Duchowość monastyczna

O prawdziwym szczęściu człowieka

W doskonały sposób przylgnąć do Boga i cieszyć się Bogiem to najwyższe i doskonałe szczęście; On bowiem jest prawdziwym szczęściem, a kto do Niego przylgnie, nie może nie być szczęśliwy.

S. Jaki jest ostateczny i najlepszy cel człowieka?

R. Szczęście. Bowiem wszyscy z natury pragniemy być szczęśliwi; celem zaś [człowieka] jest to, czego wszyscy pragną ze swej natury.

S. Czym zaś jest szczęście, którego wszyscy pragną?

R. W doskonały sposób przylgnąć do Boga i cieszyć się Bogiem to najwyższe i doskonałe szczęście; On bowiem jest prawdziwym szczęściem, a kto do Niego przylgnie, nie może nie być szczęśliwy.

S. A w jaki sposób możemy przylgnąć do Boga?

R. Bóg bez wątpienia jest duchem; a ten, kto chce przylgnąć do Boga, musi to uczynić w duchu i w umyśle. W żaden sposób bowiem nie możemy przylgnąć do Niego ciałem.

S. Pytam więc, w jaki sposób może się stać to, o czym mówisz, że trzeba w duchu i w umyśle przylgnąć do Boga?

R. Ponieważ umysł ludzki ma zasadniczo dwie siły, mianowicie rozum i wolę, więc do Boga zbliżamy się duchem i umysłem, umysłem Boga poznajemy, dzięki woli – kochamy.

S. Pragnę się dowiedzieć, czy to może nastąpić w tym śmiertelnym życiu.

R. Dopóki żyjemy w ciele, po części poznajemy, po części (Por. 1 Kor 13,9) kochamy; nie możemy jednak w tym życiu doskonale Boga poznać albo doskonale Go kochać.

S. A zatem, jeśli dobrze pojmuję, nie możemy być szczęśliwi w tym życiu.

R. Jak po części możemy tutaj Boga poznać i pokochać, tak samo po części możemy tutaj zaznać szczęścia; nie możemy jednak być szczęśliwi w doskonały sposób.

S. Gdzie zatem będzie doskonałe szczęście człowieka?

R. Tutaj ludzie czekają na szczęście, doskonale szczęśliwi będą tam, gdzie się znajdą, gdy odejdą z doczesnego życia.

S. Szukamy ludzkiego szczęścia, a ty mówisz, że człowiek wtedy będzie doskonale szczęśliwy, gdy, zakończywszy życie, przestanie już być człowiekiem.

R. W rzeczy samej, ponieważ dopóki człowiek żyje śmiertelnym życiem, nie jest doskonały, dlatego w tym właśnie życiu nie może być doskonale szczęśliwy.

S. Dlaczego w tym śmiertelnym życiu nie można nazwać człowieka doskonałym?

R. Ponieważ, jako że człowiek składa się z ciała i duszy, tak długo nie jest doskonały, jak długo dusza może zostać oddzielona od ciała.

S. Gdy jednak zostaną od siebie oddzielone, człowiek będzie sobą w znacznie mniejszym stopniu i z tego powodu w żadnym razie nie będzie mógł być szczęśliwy.

R. Duch bez wątpienia może być szczęśliwy i można go takim nazwać; człowieka nie będzie natomiast można nazwać szczęśliwym, ponieważ jeśli duch nie będzie połączony z ciałem, nie należy nazywać go człowiekiem.

S. W takim razie gdzie albo kiedy człowiek będzie mógł być doskonale szczęśliwy?

R. Bez wątpienia wtedy, gdy jego dawne ciało, w którego zmartwychwstanie nie wątpimy, na nowo przybierze ducha, i to zniszczalne i śmiertelne ciało, stawszy się niezniszczalnym i nieśmiertelnym, znów połączy się z duchem.

S. Dlaczego wtedy bardziej niż teraz będzie można nazwać człowieka doskonałym i doskonale szczęśliwym?

R. Ponieważ wtedy dusza nie będzie już mogła oddzielić się od ciała; dlatego wtedy człowiek będzie istnieć doskonale i prawdziwie i to będzie doskonałe szczęście, które nie może się zmienić i którego w żaden sposób nie można stracić. Otóż ponieważ szczęście to stałe i pewne posiadanie najwyższego dobra, tutaj, gdzie wszystko jest niepewne i ulotne, nie może istnieć prawdziwe szczęście; a tam, gdzie człowiek zostanie obdarzony nieśmiertelnym życiem, tam pewne i stałe posiadanie najwyższego dobra zostanie dane tym, którzy do tego miejsca dotrą.

S. Dlaczego dodałeś: „tym, którzy do tego miejsca dotrą?” Czyż nie wszyscy, którzy stąd odejdą, przybiorą kiedyś prawdziwe ciało, które wcześniej tutaj zostawią?

R. Wszyscy jednakowo przybiorą ciało i prawdziwie będą ludźmi; ale nie wszyscy będą cieszyć się szczęściem.

S. Ponieważ tutaj nikt nie może być doskonale szczęśliwy i nie wszyscy jednakowo dotrą do tego doskonałego szczęścia, proszę, żebyś wyjaśnił, jaka jest przyczyna takiego zróżnicowania i w jaki sposób możemy osiągnąć to szczęście.

R. Przyczyną tego zróżnicowania jest to, że dopóki tutaj żyjemy, wszyscy kroczymy tą samą drogą; i chociaż mogłoby się wydawać, że śmiertelni mają aż nazbyt wiele dróg, to jednak są tylko dwie ścieżki: jedna, którą zmierzają do najnędzniejszego i żałosnego zatracenia [oraz] druga, którą dążą do błogosławieństwa najwyższego szczęścia.

S. Poznanie której z tych dwóch dróg jest bardziej potrzebne i korzystne dla człowieka?

R. Człowiek oczywiście powinien poznać każdą z nich: pierwszą, by nauczył się jej unikać; drugą, by gorliwie starał się dotrzeć nią do szczęścia.

S. Jaka jest droga zatracenia?

R. Pycha.

S. Jaka jest droga zbawienia?

R. Pokora.

S. Czym jest pycha?

R. „Miłością siebie”, która w żaden sposób nie może istnieć bez wzgardzenia Bogiem.

S. Czym jest pokora?

R. „Miłością Boga aż do” doskonałego „wzgardzenia sobą”.

S. Kto jest przewodnikiem na drodze zatracenia?

R. Lucyfer, najbardziej pyszny miłośnik samego siebie, władca wszystkich pysznych i kochających siebie.

S. Kto jest przewodnikiem na drodze zbawienia?

R. Chrystus, miłujący pokorę i „Boga aż do” doskonałego „wzgardzenia sobą” i władca oraz książę wszystkich pokornych kochających Boga w ten sposób.

S. Dlaczego mówisz, że człowiek zmierza do zatracenia raczej przez umiłowanie siebie niż przez miłość do jakże wielu innych rzeczy?

R. Ponieważ, jeśli dobrze się zastanowisz, cokolwiek człowiek kochałby poza Bogiem, nie kocha [w tym] niczego innego, jak tylko samego siebie; a umiłowanie siebie, jak powiedziałem wcześniej, nie może istnieć bez wzgardzenia Bogiem.

S. Wyjaśnij szerzej, jeśli można prosić, jedno i drugie: i w jaki sposób się to dzieje, że cokolwiek człowiek kochałby poza samym Bogiem, wówczas kocha samego siebie, i dlaczego nie może kochać samego siebie, by nie okazywał przy tym wzgardy Bogu?

R. Jedno i drugie jasno zrozumiesz, jeśli wyjaśnię, co łatwe, mam nadzieję, na ile sposobów człowiek może kochać samego siebie.

S. Nie zwlekaj i wyjaśnij zatem, na ile sposobów człowiek może kochać samego siebie.

R. Jeśli pojedynczo będziesz brał pod uwagę [sposoby, na] które człowiek może i zwykł kochać, a są one niezliczone, wówczas moglibyśmy powiedzieć, że człowiek kocha siebie niemal na nieskończoną ilość sposobów; jeśli jednak podzielisz te rzeczy na rodzaje, okazuje się, że człowiek kocha siebie zaledwie na pięć sposobów.

S. Nie mogę zrozumieć, w jaki sposób tak liczne i różne rzeczy, jakie człowiek może kochać, sprowadzasz do pięciu zaledwie punktów.

R. Dusza ludzka, jak określili ją również pogańscy filozofowie, to umysł racjonalny, który używa ciała, które stoi niżej od niego, i nie wątpi się, że ten umysł jest otwarty na Boski umysł, czyli na samego Boga, który stoi ponad nim.

S. Co definicja duszy ma wspólnego z tym, o co pytamy?

R. Otóż bardzo wiele, ponieważ z tej definicji ludzkiej duszy wynika sześć rodzajów miłości, poza którymi nie można u człowieka znaleźć żadnej innej miłości.

S. Mówiłeś, że człowiek może kochać siebie samego na pięć sposobów, i twierdzisz, że w człowieku jest tylko sześć rodzajów miłości?

R. Jedno i drugie jest w pełni prawdziwe; albowiem chociaż jest sześć rodzajów miłości, to tylko jeden dotyczy Boga, natomiast pięć polega na miłości samego siebie.

S. A te jakże liczne rzeczy, które człowiek zwykł kochać oprócz siebie i oprócz Boga, do jakiego rodzaju miłości należy zaliczyć?

R. Jeśli weźmie się pod uwagę istotę rzeczy, a nie to, o czym mówi się potocznie, to człowiek nie może kochać niczego innego poza sobą albo Bogiem.

S. A takim razie będą dwa rodzaje miłości, a nie sześć – można powiedzieć, że jednym rodzajem miłości człowiek kocha samego siebie, a drugim Boga.

R. Jeśli brałbyś pod uwagę tylko konkretne przedmioty miłości, wówczas rzeczywiście, jak mówisz, w człowieku są tylko dwa rodzaje miłości, z których jeden dotyczy jego samego, a drugi Boga; jeśli jednak zwrócisz się do definicji duszy, zobaczysz sześć rodzajów miłości.

S. A zatem wytłumacz, jeśli możesz, jak z definicji ludzkiej duszy wynika sześć rodzajów miłości i w jaki sposób pięć z nich dotyczy samego człowieka, a tylko jeden zwraca się do Boga.

R. Ponieważ dusza ludzka istnieje pomiędzy nieśmiertelnym i niewidzialnym Bogiem, a wszystkimi śmiertelnymi zwykłymi rzeczami, które są widzialne, może zwrócić swoje uczucie miłości albo do tego, co widzi i co leży niżej od niej samej, albo do siebie samej, albo do Boga, który stoi wyżej od niej.

S. Więc nie sześć, jak mówiłeś, ale z tych trzech obiektów powstają tylko trzy rodzaje miłości.

R. Lecz jeśli każdy z nich podzielimy na dwa, wtedy będziemy mieć sześć rodzajów miłości.

S. Podziel więc, proszę, każdy z tych rodzajów, ale zacznij od tego, gdy kocha się rzeczy widzialne i niższe.

R. Rzeczy, które istnieją niżej od ludzkiej duszy, są albo zewnętrzne wobec niej, albo są z nią połączone.

S. Które są zewnętrzne?

R. Mówi się, że w świecie są tylko trzy, i oto one: pragnienie cielesne, pragnienie bogactwa i pycha doczesnego życia.

S. Które są niżej od duszy, widzialne i z nią połączone?

R. Ciało, z którym powiązana jest niepojętym węzłem i połączona jakby jakimiś sznurami.

S. Co z tego wywodzisz?

R. Otóż są dwa rodzaje miłości, którymi dusza może zostać owładnięta, jeśli skieruje swoje uczucie do rzeczy widzialnych, które stoją niżej od niej: jeden rodzaj, którym kocha rzeczy zewnętrzne od siebie oderwane; drugi, którym kocha połączone ze sobą ciało.

S. Idźmy do pozostałych i pokaż teraz, w jaki sposób można podzielić także to uczucie, którym dusza zwraca grot miłości ku sobie samej.

R. Dusza, co oczywiste, albo kocha siebie samą w samej sobie, albo to, że siebie kocha, odnosi do czegoś, co stoi wyżej od niej; w ten sposób ta miłość dzieli się na dwa rodzaje.

S. To pojmuję, ale nie rozumiem, w jaki sposób ludzka miłość również na dwa sposoby może kierować się do Boga.

R. Gdy dusza ludzka kocha Boga, może Go kochać albo w samej sobie, albo Boga w samym Bogu i tak kocha Boga na dwa sposoby.

S. Powiedz więcej. Wszystko zrozumiem, jeśli po kolei wyjaśnisz te sześć rodzajów miłości.

R. Rodzaje miłości można krótko zebrać w ten sposób:

Pierwszy jest wtedy, kiedy dusza kocha to, co stoi niżej od niej i jest od niej oddzielone, jak bogactwa, przyjemności i zaszczyty, które można znaleźć w rzeczach zewnętrznych.

Drugi wtedy, kiedy mówi się, że dusza kocha ciało, z którym jest połączona, i swoje życie w ciele.

Natomiast trzeci jest wtedy, kiedy dusza nie kocha już tych rzeczy, które są niżej od niej, ale kocha samą siebie w samej sobie, nie odnosząc się do niczego innego.

Czwarty jest wtedy, gdy kocha siebie samą, ale nie w samej sobie, ale raczej w Bogu, miłość siebie odnosząc do Boga.

Piąty wtedy, gdy dusza wznosi już oczy do Boga i właśnie Jego, lecz w samej sobie, zaczyna kochać.

Szósty i ostatni rodzaj będzie wtedy, kiedy dusza w taki sposób kocha Boga, że kocha Go nie w sobie samej, ale kocha Boga w Bogu; nie do siebie samej kieruje uczucie, gdy kocha Boga, lecz kocha Boga tylko ze względu na Boga.

S. Jeśli dobrze pojmuję, to z tych sześciu rodzajów miłości dwoma dusza kocha te rzeczy, które są niżej od niej, dwoma samą siebie i dwoma te rzeczy, które są wyżej od niej. Nie jest więc tak, jak powiedziałeś, że pięć rodzajów dotyczy niej samej, a jeden – Boga.

R. Bynajmniej, jeśli dobrze się zastanowisz, to oprócz tego ostatniego, wszystkie pozostałe w istocie dotyczą miłości samego siebie.

S. Wyjaśnij, dlaczego tak uważasz; sam bowiem tego nie pojmuję.

R. Jeśli widzimy, że ktoś kocha konia albo ubiór, albo dom, to czy wydaje się, że pragnie on dobra tego konia albo szaty, czy też raczej kocha możliwość korzystania przez siebie z konia bądź szaty?

S. Bez wątpienia kocha raczej możliwość korzystania z tych rzeczy niż te rzeczy same w sobie.

R. A zatem nie ma wątpliwości, że gdy człowiek kocha rzeczy zewnętrzne, które wydają się dobre, jak bogactwo czy przyjemności, czy zaszczyty, nie kocha ich samych, ale raczej kocha siebie w nich. Podobnie jeśli kocha ciało, nie kocha samego ciała, ale raczej siebie w ciele: bowiem kocha możliwość korzystania, jak w przypadku innych rzeczy, również ze swojego ciała.

S. To dla mnie jasne i oczywiste, ponieważ kiedy wydaje się, że dusza kocha rzeczy niższe od siebie, kocha w nich raczej siebie samą niż te rzeczy; ale jak to jest, że są dwa rodzaje tej miłości, a nie pięć?

R. Dwa są rodzaje miłości, gdy dusza kocha rzeczy niższe; dwa powstają, gdy kocha samą siebie, albo w sobie, albo w Bogu: jeśli dodasz je do siebie, razem będzie cztery.

S. Zatem będzie jeszcze brakowało piątego sposobu, miłości do samej siebie, ponieważ zostały już tylko dwa sposoby, którymi to, jak mówiłeś, dusza kocha Boga.

R. Wydaje się, że na dwa sposoby dusza zwraca się ze swoją miłością do Boga; lecz ponieważ w tym pierwszym sposobie, kiedy mianowicie kocha Go w sobie, do siebie kieruje to, czym kocha Boga, wydaje się, że kocha wtedy raczej siebie niż Boga.

S. Wyjaśnij to szerzej – z trudem pojmuję, co mówisz.

R. Dusza kocha Boga albo w sobie samej, albo w Bogu. Gdy kocha Boga w Bogu, nie ma wątpliwości, że prawdziwie kocha Boga; ale gdy kocha Boga w sobie, wówczas, ponieważ kocha Go dla siebie i miłość Boga zwraca do miłości samej siebie, bez wątpienia uważa się, że kocha raczej siebie, a nie Boga.

S. Skoro spośród tych sześciu rodzajów miłości człowiek pięcioma kocha raczej siebie samego niż coś innego, dwoma, jak powiedziałeś, rzeczy niższe, dwoma samego siebie i dwoma rzeczy wyższe, dlaczego nie odniosłeś pięciu rodzajów do umiłowania samego siebie i wyłącznie jednego rodzaju do umiłowania Boga?

R. Mówiłem w sposób potoczny i zwyczajowy; lecz, jeśli weźmiesz pod uwagę raczej istotę rzeczy niż to, co mówi się potocznie, wówczas rzeczywiście człowiek kocha siebie samego na pięć sposobów, a tylko w jeden sposób prawdziwie kocha Boga.

S. Wyjaśnij zatem, jeśli można, jakie jest sześć rodzajów miłości, nie według potocznego i zwyczajowego sposobu mówienia, ale podług samej istoty rzeczy.

R. Zrobię to chętnie i z łatwością.

Pierwszy rodzaj miłości polega na tym, że człowiek kocha nie Boga, ale siebie samego poza sobą samym i daleko od siebie; a mianowicie kocha rzeczy, które są poza nim i daleko od niego.

Drugi na tym, że człowiek kocha nie Boga, ale siebie samego poza sobą samym, lecz blisko siebie: jak wtedy, gdy kocha ciało i cielesne życie, które jest poza nim, lecz blisko niego samego.

Trzeci, jak powiadają, polega na tym, że kocha siebie samego w sobie samym, to znaczy kocha siebie samego, a nie Boga; że gdy ma albo zrobi cokolwiek dobrego albo pięknego, uważa, że ma to dzięki sobie samemu.

Czwarty na tym, że kocha siebie samego w Bogu, czyli bardziej kocha siebie niż Boga; gdy wierzy, że od Boga ma dobra, ale bardziej kocha otrzymane dobra niż ich najlepszego Dawcę.

Piąty na tym, że kocha Boga w samym sobie, a raczej kocha siebie samego jednocześnie z Bogiem i kocha Boga tylko ze względu na siebie samego; kiedy kocha przede wszystkim Boga jako Dawcę dóbr, ale nie kocha Go całkowicie, zostawiając dla siebie część miłości własnej.

Szósty, gdy kocha Boga w Bogu, to jest prawdziwie i szczerze, nie tylko przede wszystkim, ale i całkowicie, nic z miłości własnej nie zachowując dla siebie.

S. Z tych dwóch rzeczy, które przedłożyłeś, jedną widzę teraz wyraźnie i jaśniej niż światło: to mianowicie, że cokolwiek człowiek mógłby kochać oprócz Boga, kochałby w tym samego siebie. Pozostaje zatem, byś przedstawił tę drugą rzecz: a mianowicie w jaki sposób człowiek w żaden sposób nie może kochać samego siebie, by w jakiś sposób nie wzgardził Bogiem.


Fragment publikacji Pisma, tom 4. Traktaty większe o Miłości Bożej


Bł. Paweł Giustiniani (1476–1528). Humanista, wykształcony na Uniwersytecie w Padwie, głęboko przepojony doktryną stoików, wyrzekł się przyjemności cielesnych, aby zwracać się coraz bardziej ku Bogu. W roku 1510 wstąpił do eremu Camaldoli. Świeżo po złożeniu ślubów, przyszło mu reformować cały zakon kamedulski. W 1520 r. opuścił Camaldoli, podjąć życie jeszcze bardziej samotnicze. Wnet dołączyli do niego uczniowie, z którymi założył Towarzystwo Eremitów św. Romualda, które do dziś istnieje pod nazwą Kongregacji Eremitów Kamedułów Góry Koronnej.


Fot. Marcin Marecik / Na zdjęciu: Krzyż z opactwa tynieckiego, wykonany przez prof. Jerzego Nowosielskiego. W tle fragment polichromii z życia św. Benedykta. Autor polichromii: Michał Szwarc

(Visited 277 times, 1 visits today)


Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.

Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij