Umieszczony przez 15:36 Duchowość monastyczna

Ora et labora! – Módl się i pracuj!

Mówi się niekiedy, że dewizą mnichów jest Ora et labora! – „Módl się i pracuj!”, ale próżno by szukać tych słów w Regule.

Mówi się niekiedy, że dewizą mnichów jest Ora et labora! – „Módl się i pracuj!”, ale próżno by szukać tych słów w Regule. To wezwanie wyraża jednak dobrze program mniszego życia, pod warunkiem że praca – nawet uświęcona i dobrze ukierunkowana – nie będzie stawiana na równi z modlitwą. W rzeczywistości bowiem jest jej podporządkowana, gdyż celem naszego życia jest zjednoczenie z Bogiem. Pod warunkiem również, że praca nie będzie stopniowo wchłaniała modlitwy jako takiej. Czyż nie słyszymy, że trzeba zrewidować znaczenie pewnych pojęć i że praca dla Boga, nawet w dziedzinach zupełnie świeckich, też jest modlitwą? Bez wątpienia, jednak modlitwa wciąż pozostaje aktem szczególnym, wymagającym osobnego potraktowania.

Święty Benedykt twierdzi najpierw, że „bezczynność jest wrogiem duszy” (RB 48,1). Mówi się nawet, że jest ona matką wszelkich wad. Bez pracy nie ma higieny moralnej czy fizycznej, bez niej grozi nam atrofia czyli uwiąd, a człowiek niczym niezajęty staje łatwym łupem dla kusiciela. Te twierdzenia odnoszą się do wszystkich, a tym bardziej do mnichów. Dlatego też wszystkie ich reguły zalecają, aby zawsze mieli coś konkretnego i „poleconego” do zrobienia. Jeśli sam charakter życia klauzurowego daje złośliwym okazję do określania zakonników mianem pobożnych próżniaków czy ludzi bezproduktywnych, sami mnisi powinni czuwać, aby nie zarzucano im, że są mniej pracowici niż ogół śmiertelników.

Rozróżnijmy tu trzy rodzaje pracy: lectio divina, studia i prace umysłowe oraz pracę fizyczną, za każdym razem ograniczając ich opis do charakterystycznych elementów. Nawet jeśli ten rozdział będzie się wydawał zbyt obszerny, kwestia ta zasługuje na wiele uwagi, a doprecyzowania są tu konieczne.

Wyrażenie lectio divina w języku Ojców znaczy po prostu przeniknięte medytacją czytanie Pisma Świętego. Praktyka ta była bardzo szanowana już przez pierwszych mnichów w Egipcie – zarówno cenobitów, jak i anachoretów. W dokumentach pachomiańskich często powraca formuła „aliquid de scripturis meditari”, a wstępujący do klasztoru niepiśmienny postulant musiał najpierw nauczyć się czytać, aby móc karmić się świętymi Księgami. Lectio divina stała się tak szybko podstawową praktyką życia monastycznego, że w czasach św. Jana Chryzostoma wielu chrześcijan nie podejmowało jej, uznając za zajęcie zarezerwowane dla mnichów. Jest ona dla nich bardziej konieczna niż dla innych chrześcijan – nie tylko w czasie nowicjatu i lat formacji, ale przez całe życie.

Być może ktoś powie, że nacisk, który kładziemy na konieczność kultury życia duchowego, jest zbytnim uproszczeniem. To prawda, że życie duchowe ma swoje źródło w Bożym darze – w łasce naszego chrztu, w cnotach teologalnych i moralnych, jednym słowem, we wszystkim, co pozwala naszej duszy wejść w relację z Bogiem. Ale niekiedy spotyka się zakonników, czy to młodych, upojonych pierwszymi łaskami, czy też starszych, wyobrażających sobie, że doszli już do szczytów życia religijnego, którzy lekceważą nie tylko tak zwany ascetyzm, ale i samą ascezę oraz wszystko, co wiąże się z myślą spekulatywną. Przedwczesna duchowa bierność jest mocno podejrzana. Takim zakonnikom dobrze jest po prostu przypomnieć jedno z wymienionych w Regule narzędzi dobrych uczynków: „Słuchać chętnie czytania duchownego” (RB 4,55).

Do lektur indywidualnych musi być bowiem dołączone słuchanie słowa Bożego, gdyż właśnie przez nie kształtuje się nasza wiara: „fides ex auditu” – wiara ze słuchania (Rz 10,17). Uczeń jest tym, który słucha: tak rzadko umiemy dobrze to robić. Jeszcze trudniej jest – słuchając słów mistrza – usłyszeć głos Mistrza Wewnętrznego! A bez tego wszystko pozostaje bezowocne. Jeśli nie ma tej najgłębszej otwartości na słuchanie, najwznioślejsze i najbardziej poruszające myśli wciąż będą się ślizgały po zimnym marmurze serca. Przypomina nam o tym zakończenie przypowieści o siewcy: W końcu ziarno w żyznej ziemi oznacza tych, którzy wysłuchawszy słowa sercem szlachetnym i dobrym, zatrzymują je i wydają owoc przez swą wytrwałość (Łk 8,15). Należy więc słuchać konferencji duchowych. Kasjan opowiada, jak pewien starzec, rozmawiając z braćmi na poważne tematy, zobaczył, że ogarnęła ich senność. Rzekł więc do siebie: „Spróbujmy jakiejś opowiastki”. I nagle okazało się, że zaczęli słuchać z zainteresowaniem. Ten sam mnich otrzymał od Boga dar niezasypiania podczas rozmów duchowych niezależnie od tego, jak były długie i czy odbywały się w dzień, czy w nocy, natomiast od razu zasypiał, gdy jakiś brat zaczynał opowiadać błahostki czy nieprzyzwoite historie.

Z tej opowieści kaznodzieje mogą wyciągnąć taką naukę: niech unikają zarówno zanudzania, wielomówstwa, jak i banalnych facecji, jakże różnych od pięknych historii, którym św. Franciszek Salezy umiał okraszać swoje nauczanie.

Kto będzie nauczał dróg Bożych w klasztorze? Opat. Dlatego też z zasady powinien przebywać w swoim domu. Według św. Benedykta – o czym już wspominaliśmy – opat powinien nauczać przede wszystkim godnością i czystością swojego życia oraz jego zgodnością z Regułą. Powinien być przykładem człowieka, który „prawdziwie szuka Boga” (RB 58,6). Taką naukę – jak mówi Reguła – mogą pojąć nawet najprostsi. Jednak opat powinien być również „uczony w prawie Bożym, by potrafił i miał z czego wydobywać rzeczy nowe i stare” (RB 64,9) – nova et vetera. Zastosowana tu formuła, która weszła do powszechnego użycia, jest zaczerpnięta z Ewangelii (zob. Mt 13,52). Czy należy ją rozumieć jako zachętę do łączenia zdrowych nowinek z lekcjami płynącymi z wielowiekowego doświadczenia? Sens jest jeszcze prostszy: chodzi tu o mądrą różnorodność i pewną plastyczność w nauczaniu, co szczegółowo zostało opisane w drugim rozdziale Reguły. Znajomość Prawa Bożego jest jakby spichlerzem, z którego ojciec rodziny umie czerpać pokarm odpowiadający potrzebom domowników i na miarę danego czasu. Prawo Boże nie jest suchym i sztywnym zbiorem przykazań i formuł; jest życiodajnym pokarmem dla ludzi. Od opata nie oczekuje się zatem wykładu historii, uczonej egzegezy ani nawet teologii (chociaż pozostaje ona dla mistrza nauką podstawową), lecz nauczania duchowego właściwie formującego dusze monastyczne. To nauczanie skierowane jest do słuchaczy o bardzo różnych predyspozycjach, nie byłoby więc stosowne, gdyby najzdolniejsi byli nasyceni, a inni odchodzili głodni.

W tym miejscu chcielibyśmy jednak wygłosić pochwałę – być może zbyteczną dla niektórych – poznania intelektualnego. Już św. Augustyn radził, aby otaczać je swoistym kultem: „Ama valde intellectum”. To przez intelekt Bóg się nam objawia; jest on światłem stworzonym na Jego obraz. Wiara jako cnota wlana i nadprzyrodzona, która sprawia, że możemy pojmować rzeczywistość Boską, jest nadbudowana na naszej naturalnej władzy poznania. Tak jak w porządku naturalnym, nasze wejście w misterium życia Bożego zaczyna się skromnie, od pracy ducha. Miłość udoskonala to rozumienie rzeczywistości Boskich i pobudza zarówno inteligencję, jak i wiarę. Naszemu duchowi potrzeba zatem kształtowania, „uprawiania” i ćwiczenia na wszystkich etapach jego rozwoju: spekulatywnym, kontemplacyjnym, aż do zatracenia się w chwalebnej ciemności spowijającej Boga.

Jeśli Bóg określa siebie jako Miłość, to jest On również Światłem i Prawdą. Gdy wynosi do doskonałości osobę niewykształconą, a nawet niepiśmienną, sam ją naucza, udoskonala w niej działanie darów rozumu i mądrości, przekazuje jej naukę, która nierzadko w przedziwny sposób spotyka się z nauką teologów. Jest to wiedza wypływająca z doświadczenia, której brakuje tylko specjalistycznej terminologii, na przykład do opisania niektórych łask związanych z działaniem Przenajświętszej Trójcy. Przeczytajmy pod tym kątem Świadectwo błogosławionej s. Marii od Wcielenia, urszulanki z Tours: „Spotyka się – mówi o. Surin – proste kobiety, które dzięki modlitwie doskonale rozumieją sprawy Boże. Najczęściej jednak to przeobfite światło udziela się tym, które już są w pewien sposób otwarte i mają początki rozumienia. Osoby te, dzięki doskonałemu zaparciu się siebie i modlitwie, dochodzą do tak głębokiego pojmowania, że zyskują prawdziwe rozumienie rzeczy, zarówno naturalnych, jak i nadprzyrodzonych, i stają się jakby źródłem światła oświecającym wszystko wokół siebie”.


Fragment książki Wartości fundamentalne monastycyzmu


Dom Augustin Savaton OSB (1878–1965) przyjął habit benedyktyński w 1903 r. W opactwie Solesmes przez wiele lat pełnił funkcję mistrza nowicjuszy. W latach 1928—1960 był opatem Opactwa św. Pawła w Wisques. Współpracował z Dom Paulem Delatte’em i redagował jego najbardziej znane dzieło: „Komentarz do Reguły św. Benedykta”.


Fot. Robert Krawczyk

(Visited 4 659 times, 10 visits today)


Za pomocą newslettera chcemy się kontaktować, aby przesyłać teksty, nowości wydawnicze i ogłoszenia, które dotyczą naszego podwórka. Planujemy codzienną wysyłkę takiego newslettera.

Czytający i słuchający naszych materiałów, zarówno dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, jak i na kanale YouTube lub innych platformach podcastowych, mogą zastanawiać się w jaki sposób można nas wesprzeć… Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij