Umieszczony przez 09:23 Duchowość monastyczna

Przewyższyłeś zabieganą Martę, a wyrosła z ciebie tylko fałszywa Maria

Ojciec Ansgar Schmidt – były Opat Prezes Benedyktyńskiej Kongregacji Zwiastowania – wyraził się kiedyś z przekąsem: „Z kapłanami w klasztorach zawsze problem – zawsze!”

Ojciec Ansgar Schmidt – były Opat Prezes Benedyktyńskiej Kongregacji Zwiastowania – wyraził się kiedyś z przekąsem: „Z kapłanami w klasztorach zawsze problem – zawsze!” Uszczypliwa wypowiedź z pewnością nie rościła sobie pretensji do generalnego podsumowania stanu formacji kapłańskiej w naszych klasztorach, być może – skierowana była jedynie pod adresem konkretnego rozmówcy, którym w tym przypadku byłem ja. Ale słowa ojca Ansgara ukazywały jasno konkretne niebezpieczeństwo: uciekasz sobie, mnichu – kapłanie, przed wymaganiami duszpasterskimi do klasztoru, a następnie w klasztorze uciekasz przed prozą służby braterskiej w kapłaństwo stworzone do „wyższych rzeczy”. Oto sądzisz, że przewyższyłeś zabieganą Martę, a wyrosła z ciebie tylko fałszywa Maria. Maria, która wciąż twierdzi, iż siedzi u stóp Pana, podczas gdy Ów już dawno opuścił jej dom z poleceniem: „Pójdź za Mną”.

Powołanie benedyktyńskie różni się od strony formalnej od powołania apostolskiego bardzo zasadniczo. Apostoł idzie między ludzi, by o Bogu mówić, do Niego prowadzić, a jako kapłan – również sakramentalnie jednać z Nim ludzi. Natomiast mnich benedyktyński stara się żyć Ewangelią w konkretnej wspólnocie, którą ma za zadanie współtworzyć i która pozostaje zarazem otwarta na gości z zewnątrz, również jeśli chodzi o posługę kapłańską. Obowiązki kapłańskie podporządkowane są więc w klasztorze regule życia wspólnego, która pozostaje nadrzędna w stosunku do zaangażowania w apostolstwo zewnętrzne. Gości przychodzących do klasztoru, trzeba – zgodnie z tą Regułą – przyjmować jak samego Chrystusa (i zasada ta obowiązuje mnichów również, gdy owych gości jest tłum daleko przekraczający ramy klasztoru), jednak by tak podejmować gości, trzeba najpierw zobaczyć i przyjąć Chrystusa we współbraciach, być posłusznym opatowi oraz wypełniać wszystkie pozostałe przepisy Reguły, inaczej miłość do ludzi z zewnątrz nie będzie prawdziwa.

Kapłan na parafii nie ma nałożonej sobie tak ścisłej reguły życia. Owszem – jako wikariusz ma nad sobą proboszcza, jako proboszcz – biskupa. Obowiązuje go więc również posłuszeństwo, jednak od strony formalnej nie jest ono aż tak drobiazgowe, jak w przypadku mnicha, który nigdzie się nawet ruszyć nie może czy też posiadać czegokolwiek bez pozwolenia opata. Pamiętam, jak gościliśmy kiedyś kapłana, który – po pewnym okresie posługi w diecezji – zastanawiał się, czy nie zostać benedyktynem. Znałem go osobiście jako gorliwego kapłana, bardzo cenionego duszpasterza. Kapłan ów, mimo iż prowadził głębokie życie duchowe, rzekł mi jednak zdecydowanie już po paru dniach spędzonych u nas: „To nie dla mnie. Ja się do życia w klatce nie urodziłem!” I miał rację – bo do życia w klatce nie stworzył Pan Bóg żadnej żywej istoty na ziemi, co dopiero człowieka.

Aby wzrastać w życiu duchowym, trzeba przyjąć w całości – a nie wybiórczo – obowiązki swojego stanu lub powołania. Inaczej nie żyje się według woli Bożej, ale według własnych upodobań. Tak jest i w życiu świeckim, i w życiu konsekrowanym. Kapłan posługujący w parafii nie żyje według reguły monastycznej (choć pewne jej elementy może z pożytkiem stosować), niemniej i on pewną „regułę” życia ma, i to – jak się dobrze przyjrzeć – wcale nie mniej wymagającą. Ksiądz Edward Staniek sformułował ją kiedyś w formie triady: „ambona – salka katechetyczna – konfesjonał” – trzy podstawowe obszary zaangażowania kapłana na parafii. Oczywiście – kapłani swoje obowiązki mogą tu jakoś roztropnie rozdzielać, w katechezie korzystać też z pomocy świeckich, jeśli jednak nie mają w sercu tej podstawowej triady, trudno mówić o prawdziwym apostolstwie. Duszpasterstwo wydzielonych, szczególnych grup tych podstawowych obowiązków nie zastąpi i samo będzie kuleć, gdy się je zaniedba.

Formalnie jakby na odwrót, ale istotowo analogicznie jest z mnichami benedyktyńskimi: mają najpierw podjąć podstawowe obowiązki swego stanu, a więc żyć według Reguły i konstytucji, a potem dopiero służyć ludziom z zewnątrz. Zmiana tej kolejności spowodowałaby duchowy regres, a nie postęp. Prawdą jest, że niektórzy mnisi – kapłani z czasem takich różnych obowiązków zewnętrznych mają sporo, zawsze są one jednak objęte błogosławieństwem opata, a nawet nie tylko jego samego, ponieważ obowiązki te w jakimś istotnym stopniu zostają objęte również akceptacją wszystkich członków wspólnoty. Zaangażowanie kapłańskie względem osób z zewnątrz we wspólnocie benedyktyńskiej zostaje niejako wchłonięte w krwiobieg życia wspólnoty, w której mnich – kapłan żyje.

Dlaczego ta kolejność: najpierw relacje z braćmi, potem ewentualna posługa względem gości czy osób z zewnątrz jest w klasztorze benedyktyńskim tak istotna? Znamienną rzeczą w Regule św. Benedykta jest to, że zakonodawca w ogóle tego nie tłumaczy, lecz podaje jako bezdyskusyjną zasadę. W rozdziale O kapłanach, którzy chcieliby mieszkać w klasztorze czytamy, iż „muszą zachowywać Regułę w całej surowości i z niczego nie zostaną zwolnieni”. Kapłan przychodzący do klasztoru otrzymuje jasną informację, że będzie musiał całkowicie zmienić styl życia, a kapłan wyświęcony spośród mnichów – że będzie musiał przestrzegać Reguły tak samo, jak do tej pory.

Dla św. Benedykta zasada ta jest oczywista, spróbujmy się jednak przyjrzeć nieco uważniej, dlaczego tak jest. Otóż łaska Boża nie tylko tworzy i rozwija naszą indywidualną więź z Bogiem, ale buduje również Kościół – Ciało Chrystusa, w którym każdy członek ma swoje miejsce, swój dar i swoje zadania i w którym więzi międzyludzkie mają również wymiar duchowy, nie tylko czysto naturalny. Chrystus – Wcielony Syn Boży – nigdy nie jest „sam” – w Nim zawsze już istnieją i żyją inni ludzie, z którymi – jeśli nawiązujemy osobistą więź z Chrystusem – automatycznie również wchodzimy w duchową relację. Idąc za Chrystusem, będziemy poruszać się również w przestrzeni tych relacji, co będzie wymagało uwagi, odpowiedniego rozeznania, jak również konsekwencji względem spraw nam powierzonych. Chodzi więc o umiejętność budowania Kościoła. Umiejętność tę kształtuje w sobie każdy chrześcijanin, w klasztorze – każdy mnich, a mnich – kapłan jest wręcz z tej umiejętności rozliczany!

Kapłan dba o osobistą więź z Bogiem, ale nie po to, by opowiadać ludziom o czysto „osobistych” duchowych doświadczeniach, by rzekomo w ten sposób pobudzać innych do szukania Boga. Kapłan buduje Kościół, starając się odczytać, co mówi Duch do Kościołów – a nie tylko to, co mówi do niego osobiście. Prywatne doświadczenia duchowe bardzo często są dla innych ludzi całkowicie bezużyteczne – są łaską udzieloną danej osobie, a nie innym. Owszem – w apostolskiej posłudze można się czasem w jakimś stopniu do nich odwołać (jak uczynił to choćby św. Piotr w Jerozolimie – Dz 11,1–18, czy św. Paweł w swej mowie obrończej do Żydów – Dz 22,1–21), ale też zawsze trzeba najpierw pewnego wyczucia kiedy, gdzie, jak i czy w ogóle warto o nich mówić. Natomiast skupienie na tym, co jest istotne w kapłańskiej posłudze tu i teraz, co potrzebne jest człowiekowi czy ludziom, do których jest się posłanym – zakłada raczej zapomnienie o sobie i bezinteresowny z siebie dar, a nie opowiadanie o własnych duchowych przeżyciach, choćby najwznioślejszych.

Kapłańskie posłuszeństwo zatem nie tylko danemu przełożonemu, ale – pisanej czy niepisanej – „regule swego stanu” jest gwarancją bycia narzędziem w ręku Boga, a nie głoszenia siebie z powoływaniem się na Boże błogosławieństwo.

To odnośnie do rozeznania, ale samo rozeznanie jeszcze nie wystarczy. Aby kapłaństwo było owocne, aby prawdziwie Bogu służyło, podnosząc na duchu słabszych, opatrując rany poranionym, prowadząc pewnie mocniejszych – musi wejść w misterium krzyża. Bez owego dopełniania w swoim ciele niedostatków udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół – wszelkie rozeznanie, wszelka wiedza teologiczna, wszelkie osobiste dary duchowe, słowem – wszelkie kapłaństwo – na nic. Bez trudu – miłości, bez jej cierpień wewnętrznych i walk, bez jej zmagań w poniewierce, odrzuceniu i niezrozumieniu, czasem wręcz w prześladowaniu i męce – na nic kapłaństwo, na nic życie konsekrowane, na nic ojcostwo i macierzyństwo, na nic w ogóle życie chrześcijańskie. Krzyż Chrystusa nie jest „cierpiętnictwem”, krzyż Chrystusa jest Boskim zwycięstwem nad grzechem, śmiercią i wszelką duchową niewolą – zwycięstwem sakramentalnie człowiekowi udzielanym. Każdy chrześcijanin znajduje w swoim życiu odniesienie do tego misterium, a kapłan swą sakramentalną posługą sprawia, że ono realiter w człowieku owocuje, nie pozostając tylko w sferze marzeń i ideałów.

Każdy problem człowieka nie domaga się nie tylko słów mądrości i wiedzy, ale domaga się również współ-odczuwania i współ-dźwigania brzemienia, jakie stanowi, domaga się współ-wiary, współ-nadziei i współ-miłości. Inaczej słowa pozostają puste i miałkie. W życiu mniszym można odkryć coś absolutnie niezwykłego – fakt, że troska o miłość braterską praktykowaną w konkretnej wspólnocie w odniesieniu do konkretnych osób, z którymi jako mnisi mieszkamy pod jednym dachem – jest aktem przekraczającym zarazem daleko ramy zakonnej klauzury. Będąc całkowicie „dla swoich braci”, jest się jednocześnie dla wszystkich – dla każdego człowieka na ziemi! – realnie i substancjalnie – na tym właśnie polega „misterium Chrystusa i Kościoła”. Właśnie dlatego kapłaństwo mnisze poprzedza swą działalność zewnętrzną zaangażowaniem na rzecz budowania własnej wspólnoty – przy takim ukierunkowaniu mnich – kapłan czerpie bowiem od Chrystusa nie tylko rozeznanie przydatne ludziom z zewnątrz, ale również moc miłości płynącą z Jego krzyża.


Fragment z czasopisma Cenobium, które powstało w ramach Instytutu Monastycznego działającego przy Opactwie Benedyktynów w Tyńcu


Konrad Małys OSB – studiował filologię polską na Uniwersytecie Wrocławskim, pierwsze śluby złożył w roku 1990, święcenia kapłańskie przyjął w 1998 r.; z zamiłowania liturgista. Pracował w wydawnictwie Tyniec, w latach 2000–2006 pełnił funkcję mistrza nowicjatu. Był także wizytatorem Kongregacji Niepokalanego Poczęcia SS. Benedyktynek Mniszek w Polsce. W latach 2013-2015 Przeor Administrator opactwa. Obecnie przeor opactwa tynieckiego.


Fot. Borys Kotowski OSB

(Visited 535 times, 1 visits today)


Za pomocą newslettera chcemy się kontaktować, aby przesyłać teksty, nowości wydawnicze i ogłoszenia, które dotyczą naszego podwórka. Planujemy codzienną wysyłkę takiego newslettera.
Zamknij