Umieszczony przez 15:54 Nowości i recenzje

Siedem Ósmych Doroteusza z Gazy

Tytuł tej recenzji nie jest chwytem, który miałby na celu przyciągnięcie uwagi potencjalnego czytelnika. Jest to zwrot wyjęty z Pism ascetycznych Doroteusza z Gazy.

Tytuł tej recenzji nie jest chwytem, który miałby na celu przyciągnięcie uwagi potencjalnego czytelnika. Jest to zwrot wyjęty z Pism ascetycznych Doroteusza z Gazy. Kiedy dotarłem do miejsca, w którym został użyty, zaskoczyła mnie jego trafność i matematyczna precyzja w ocenie wartości działania i stanu ducha:

Kiedy więc coś robicie, jeśli chcecie to zrobić w sposób pełny i doskonały, koniecznie starajcie się i samą rzecz wykonać, co jest, jak powiedziałem, ułamkiem osiągnięcia, i w sobie zachować spokój nienaruszony, co już jest całą resztą. Kiedy bowiem człowiek sądzi, że dla wykonania swego obowiązku musi przekroczyć przykazanie i zaszkodzić sobie i innym, to robi zły interes, tracąc siedem ósmych dla zachowania jednej ósmej (s. 126–127).

Przenikliwość tego autora z VI wieku jest zdumiewająca, tak jak aktualność jego doświadczeń duchowych, którymi dzieli się z czytelnikami. Odbiorcami jego pism mieli być mnisi, jednak wartość i oddziaływanie jego dzieł wykracza daleko poza tę grupę. Dla człowieka współczesnego aktywizm, kariera, bycie „na topie”, rozwój osobisty (cokolwiek to znaczy) są nadrzędne w stosunku do zachowania pokoju wewnętrznego i głębokiej relacji z Bogiem. W Kościele Katolickim dostrzegam, szczególnie wśród ludzi młodych, potrzebę aktywności i akcyjności. Wielu kapłanów mówi o potrzebie znalezienia wspólnego języka z młodymi. Czyż nie lepiej poszukać razem wspólnego języka z Bogiem?

Doroteusz z Gazy wydaje mi się autorem na wskroś współczesnym. Mówi wprost o tym, czego nam – i mnie osobiście – najbardziej brakuje: o pokorze, rezygnacji z pełnienia własnej woli, miłości, a nie tylko tolerancji, do tych, których nie lubimy, czy nawet – nie daj Boże – nienawidzimy.

Język i przekaz portali informacyjnych sprzyja szerzeniu podziałów i wzajemnego zacietrzewienia, a od Doroteusza słyszymy, by nie tylko odpuścić drugiemu (w znaczeniu przenośnym i dosłownym), ale i pokochać go, gdy krzyczy, tupie i wykłóca się o swoje racje. Czytanie jego tekstów, będących owocem głębokiego doświadczenia, nie pozostawia obojętnym. Każdy rozdział porusza jakąś istotną kwestię, a propozycje tam zawarte burzą dotychczasowe poglądy i nakłaniają do postępowania, które może budzić sprzeciw. Jednak Doroteusz nie daje złudzeń – to właśnie się Bogu podoba.

Święty Antoni Wielki, widząc w wizji gęstą sieć utkaną przez diabła, zapytał „któż się z tego wymknie?”. Usłyszał do Boga jedno słowo: pokora. To jedno z najrzadziej używanych dzisiaj słów. Pokora nie idzie w parze z konkurencją, niczym nieograniczoną konsumpcją, podbojami nowych, nieznanych obszarów. Tu trzeba być silnym, twardym, nieustępliwym, przebojowym, a nawet bezlitosnym. Pokorni to ci, którzy ulegają, przegrywają, nie zdobywają, i są najczęściej wykorzystywani. Tylko że Bóg nie jest Bogiem niemym i głuchym, nieczułym i pasywnym, milczącym i dalekim. Bóg stwarzając wszechświat i nas, nie porzucił tego wszystkiego, nieustannie działa i kształtuje każdego człowieka z osobna i całą ludzkość na swój niezgłębiony sposób. Doroteusz zwraca na to uwagę: zamysł Boży nie jest nam znany, ale możemy wpisać się (paradoksalnie) aktywnie w jego realizację właśnie dzięki praktykowaniu pokory. Człowiek pyszny i próżny, a także gniewliwy (polecam świetną książkę nt. gniewu Wino demonów o. Gabriela Bungego) nie może być współpracownikiem Boga.

By to wszystko zilustrować, Doroteusz z Gazy używa wielu bardzo plastycznych obrazów. Bardzo spodobało mi się porównanie gniewu i noszenia urazy do zwęglonych głowni, które mogą przetrwać wiele lat, nie psując się nawet, kiedy są polewane wodą. Można je w każdej chwili ponownie rozpalić. Można sobie wyobrazić siebie, wypełnionego takimi brykietami węgla drzewnego. Wystarczy jakaś podpałka (powód) oraz iskra (słowo adwersarza) i już jestem grillowany od środka, może nawet wielokrotnie w ciągu dnia. Dusza zaczadzona dymem nie wzniesie się do Boga, a modlitwa w takim stanie nie będzie miłą wonią dla Pana.

Poruszające i odkrywcze: jak człowiek żyjący w VI wieku może wiedzieć tyle na temat stanu ducha XXI-wiecznych mądrali? Co więcej – dlaczego odkrywa to, o czym chyba każdy z nas wolałby sobie nie przypominać? Niewiedza jest jak ten brązowy, gazowany napój pewnego globalnego koncernu – bardzo słodka i zarazem bardzo szkodliwa. Uzależnić się jest bardzo łatwo, ale uwolnić już nie. Reklamy, dobry marketing i sugestywny układ na półkach zachęcają do brania tego, co tak naprawdę szkodzi. Prawdziwe źródło słodyczy jest trudno dostępne, a droga do niego wiedzie poprzez pokorę, o czym przypomina Doroteusz z Gazy. Tak więc wysoko słodzona niewiedza, czy cierpki, acz zdrowy smak nauk mnicha z VI wieku?


Henryk Metz – kierownik projektów i programów w branży IT oraz ekspert/trener metod ciągłego doskonalenia. Ikonopisarz, członek Senatu Śląskiej Szkoły Ikonograficznej, reprezentuje Wydział Światło i Zbawienie ŚSI. Wraz z żoną Zofią pomaga zainteresowanym poznawać i doskonalić się w sztuce pisania ikon we wspólnocie Ikonopisarzy Wszystkich Świętych przy parafii pw. Wszystkich Świętych w Gliwicach.


Fot. Ewa Natkaniec

(Visited 23 times, 1 visits today)


Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z naszego portalu CSPB możesz skorzystać z propozycji zapisania się do systemu Feedburner, za pomocą którego, codziennie między godziną 20:00 a 23:00 otrzymasz e-maila z listą linków najnowszych wpisów, które ukazały się w danym dniu... Zapisz się do powiadomień
Zamknij