Umieszczony przez 10:16 Ojcowie pustyni

W czasie takich pokus używaj krótkiej, ale intensywnej modlitwy

O tych podobnych do „pchnięć oszczepem” modlitwach, z których wywodzą się nasze „akty strzeliste”, mówi już Ewagriusz w swoich licznych pismach jako o powszechnie znanym ćwiczeniu.

Niektórym czytelnikom Opowieści pielgrzyma może się wydawać czymś dziwnym, że tradycyjna formuła modlitwy nieustannej brzmi: „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną grzesznikiem”. Może będą się dziwić, że ten centralny element wschodniochrześcijańskiego hezychazmu jest właściwie pewnego rodzaju modlitwą pokutną. Jednakże kto przeczyta rozdział o łzach metanoi, ten będzie mniej zdziwiony. Wyda mu się to nawet zupełnie logiczne, że Ojcowie porozumieli się ostatecznie co do tej formuły, o której w starożytności monastycznej jeszcze nie słyszymy. Doskonale odzwierciedla ona bowiem ducha, który od początku ożywiał praktykę Ojców.

Zwyczaj regularnego odmawiania modlitw w formie bardzo krótkich wezwań sięga początków monastycyzmu w Egipcie. Także poza Egiptem był on wcześnie znany, przynajmniej ze słyszenia, jak poświadcza Augustyn.

Mówią, że bracia w Egipcie odmawiają często modlitwy, ale bardzo krótkie i jakby w pośpiechu, tak aby należyte skupienie najbardziej potrzebne na modlitwie nie osłabło na skutek upływu czasu i nie zanikło zupełnie.

O tych podobnych do „pchnięć oszczepem” (quodam modo iaculatas) modlitwach, z których wywodzą się nasze „akty strzeliste”, mówi już Ewagriusz w swoich licznych pismach jako o powszechnie znanym ćwiczeniu. Powinny być one odmawiane „często”, „nieprzerwanie” i „nieustannie” oraz być przy tym „zwięzłe” i „krótkie”, by wymienić tylko niektóre z synonimów, którymi posługuje się on w tym kontekście.

W czasie takich pokus używaj krótkiej, ale intensywnej modlitwy.

Mowa jest tu o wymienionych we wcześniejszym punkcie (97) demonicznych pokusach, które chcą zniweczyć „czystą modlitwę”. Ewagriusz podaje przykład takich „krótkich modlitw”:

Zła się nie ulęknę,
bo Ty jesteś ze mną
(Ps 22[23],4).

Chodzi więc o krótki psalmiczny wers. Końcowa uwaga: „oraz podobne [teksty tego rodzaju]” świadczy o tym, że modlący się człowiek posiadał całkowitą swobodę wyboru. Najwidoczniej Ewagriusz nie znał ustalonej formuły. Natomiast współczesny Ewagriuszowi Jan Kasjan otrzymał od swojego egipskiego mistrza werset Ps 69[70],2 jako akt strzelisty nadający się do wszystkich okoliczności życia.

Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu,
Panie, pospiesz ku ratunkowi memu!

Poza tym Ojcowie prawie zawsze polecali wersety z Pisma.

Któryś z Ojców opowiadał, że był w Celach pewien starzec, który się podejmował wielkich trudów i ubierał się w rogożę. Poszedł on i stawił się przed abba Ammonasem. A starzec, widząc go ubranego w rogożę, powiedział: „To ci się na nic nie przyda”. Tamten zaś przedstawił mu swój problem, mówiąc: „Trzy myśli natrętnie mi się narzucają: żeby albo odejść błąkać się po pustyni, albo zamieszkać jako obcy w miejscu, w którym nikt mnie nie zna, albo zamknąć się w celi, nie przyjmować nikogo i jadać tylko co drugi dzień”. Odpowiedział mu abba Ammonas: „Żadna z tych rzeczy nie wyszłaby ci na dobre. Raczej siedź w swojej celi, jedz codziennie po trochu i wciąż rozważaj w sercu słowa celnika (Łk 18,13), a tak możesz być zbawiony.

Chodzi o słowa: „O Boże, bądź łaskaw mnie grzesznemu”, swobodną parafrazę Ps 78[79],9. Ammonas jest bezpośrednim uczniem Antoniego Wielkiego. W biografii Antoniego, która pochodzi spod pióra Atanazego Wielkiego, czytamy nie tylko, że ten „pierworodny spośród anachoretów” (wg Ewagriusza) „modlił się ciągle”, lecz również to, że odpierał natarczywe pokusy demonów krótkimi wersami z psalmów. Innym uczniem Antoniego jest Makary Egipski, nauczyciel Ewagriusza, po którym zachowało się następujące słowo:

Niektórzy bracia pytali abba Makarego: „Jak mamy się modlić?” Starzec im odpowiedział: „Nie potrzeba gadaniny (Mt 6,7); ale wyciągnijcie ręce i mówcie: ‘Panie, zmiłuj się nade mną (Ps 40[41],5) według Twej woli (por. Mt 6,10) i wiedzy!’” (por. Mt 6,8) A w pokusie: Panie, wspomóż mnie! (Mt 15,25). A Bóg sam wie najlepiej, co dla nas jest dobre, i zmiłuje się nad nami”.

Dzięki temu prostemu Panie, dopomóż mi! kananejska kobieta, „nieczysta poganka”, pokonała początkową odmowę Jezusa.

Jak pokazują te nieliczne przykłady, istnieje nieprzerwana tradycja „braci w Egipcie” (Augustyn), która wywodzi się od samego Antoniego Wielkiego i – jak jeszcze zobaczymy – sięga poza niego do czasów Chrystusa.

Kiedy przegląda się przekazane nam w rozproszonych tekstach świadectwa takich „aktów strzelistych”, to przy całej różnorodności formy zwraca uwagę wspólny im wszystkim duch. Wszystkie one są wołaniem udręczonego człowieka o pomoc: „O Boże, bądź łaskaw mnie grzesznemu!”, „Panie, zmiłuj się nade mną!”, „Panie, pomóż mi!”, „Synu Boży, pomóż mi!”, „Synu Boży, zmiłuj się nade mną!”, „Panie, wybaw mnie od złego!”

Stąd też jest zrozumiałe, co ma na myśli Ewagriusz, kiedy radzi: „módl się nie tak, jak faryzeusz, ale jak celnik”, czyli jak ów celnik z Ewangelii, z głębi serca – zwróćmy uwagę na bicie w piersi – uznający się za grzesznika, którego jedyną nadzieją pozostaje Boże przebaczenie (por. Łk 18,10–14).

Wszystkie te akty strzeliste łączy wspólny im duch, duch metanoi, skruchy, nawrócenia i pokuty. Tylko ten duch bowiem jest zdolny przyjąć „dobrą nowinę” o „pojednaniu w Chrystusie” (por. 2 Kor 5,18–20).

Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię! (Mk 1,15).

Bez „nawrócenia” nie ma wiary, bez wiary nie ma udziału w Ewangelii pojednania. Stąd też kazania Apostołów, które przekazał nam Łukasz w Dziejach Apostolskich, prawie zawsze kończą się wezwaniem do „nawrócenia”. Jednak ta metanoia nie jest jednorazowym aktem, lecz trwającym całe życie wydarzeniem. „Ducha pokuty”, a więc pochodzącą z serca pokorę, nie zdobywa się raz na zawsze. Życia całego nie starczy, by „nauczyć” się od Chrystusa tego wyróżniającego Go, zgodnie z Jego słowami, rysu charakteru (por. Mt 11,29). Jednym z najlepszych środków do tego, by utrzymać w sobie pragnienie szczerej metanoi, jest powtarzać ciągle na nowo w duchu skruszonego celnika, głośno bądź w sercu, to ćwiczenie „gorącego błagania”.

Krótkie akty strzeliste od samego początku i prawie bez wyjątku kierują się ku Chrystusowi, nawet jeśli nie od razu jest to explicite wyrażone; chodzi w nich przecież najczęściej o wersety z psalmów. Przy wezwaniu „Pana” jest to samo przez się oczywiste, wszak określenie Chrystusa jako Kyriosa stanowi najstarsze chrześcijańskie Credo (por. Dz 2,36). Lecz dla pierwszych chrześcijan „Chrystus” oznacza praktycznie tyle co „Syn Boży”. Następnie Syn zostaje również bezpośrednio nazwany „Bogiem”: Pan mój i Bóg mój (J 20,28). Tym wyznaniem Tomasz ujmuje w słowa swą wiarę w Zmartwychwstałego. Stąd też nie dziwi fakt, że Ewagriusz w pewnej krótkiej, złożonej z psalmicznych wersetów modlitwie, przekształca początkowe wezwanie „Panie, Panie” na „Panie, Chryste”, by w dalszym ciągu również słowa „Bóg i obrońca” najzupełniej naturalnie odnieść do Chrystusa.

Chryste, Panie
mocy zbawienia mego
(Ps 139[140],8),
skłoń ku mnie Twe ucho,
pośpiesz, aby mnie ocalić.
Bądź dla mnie Bogiem obrońcą
i miejscem ucieczki,
aby mnie zbawić
(Ps 30[31],3).

Tym samym formuła, która później stała się powszechna: „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną”, wyraża jedynie explicite to, co od samego początku miano na myśli implicite, że mianowicie nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni (Dz 4,12), jak tylko imię Jezusa. Stąd też słusznie Ojcowie przypisywali później szczególne znaczenie zbawczemu wyznaniu „Jezusa Chrystusa”, rozwijając wreszcie prawdziwą mistykę imienia Jezus. Modlący się człowiek poprzez swe „gorące błaganie” świadomie zalicza się bowiem w poczet owych niewidomych, sparaliżowanych itd., którzy prosili o pomoc Jezusa w czasie Jego ziemskiego życia. A sam sposób, w jaki Ojcowie to czynili, świadczy o ich wierze w Boże synostwo Zbawiciela wyraźniej niż jakiekolwiek formuły.

Uznanie Jezusa Chrystusa Panem, wyrażające się w pierwszej części tak zwanej modlitwy Jezusowej, jest nierozłącznie związane z prośbą z części drugiej. Kto mniema, że od pewnego momentu nie potrzebuje już tej drugiej części, metanoi, ten powinien przypomnieć sobie, co Ewagriusz mówił o łzach…

Pan uczył nas, byśmy „modlili się zawsze”. Ostrzegał nas jednak również przed złym obyczajem pogan, „gadatliwością”, wielomówstwem (Mt 6,7). Ojcowie bardzo głęboko wzięli sobie do serca tę przestrogę. Już Klemens Aleksandryjski następująco mówi o prawdziwym gnostyku:

Jednak w modlitwie ustnej nie używa wielu słów. Od samego Pana nauczył się także, o co powinien upraszać. A więc będzie się modlił na każdym miejscu (por. 1 Tm 2,8), nie na oczach wielu ludzi i publicznie.

Ewagriusz, który całkowicie przyswoił sobie ten ideał prawdziwego, chrześcijańskiego gnostyka i zintegrował go z duchowością monastycyzmu, rozwija tę myśl dalej.

Chwałą modlitwy nie jest po prostu jej ilość, ale jakość, na co wskazują ci, którzy przyszli do świątyni, a także następujące słowa: Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi (Mt 6,7) itd.

Ewagriusz, który sam przecież odmawiał 100 modlitw dziennie, nie jest żadnym wrogiem „ilości”. Należy ona do „praktycznego sposobu” modlitwy, który nie może się obejść bez ćwiczenia i tym samym powtarzania. Lecz podobnie jak „litera” nie może istnieć bez „ducha”, który nadaje jej „sens”, tak samo ilość nie czyni jeszcze modlitwy „godną pochwały”, czyli przyjemną Bogu, jeśli nie odpowiada jej wewnętrzna „jakość”, chrześcijańska treść, jak pouczył nas sam Pan.

Potok słów cnotliwego wprawdzie, lecz zbyt pewnego siebie faryzeusza, okazuje się bezwartościowy w zestawieniu z nielicznymi słowami obciążonego grzechami, lecz skruszonego celnika. Podobnie bezwartościowe jest wielomówstwo gadatliwych pogan, którzy na tle nielicznych, pełnych ufności słów Ojcze nasz zachowują się tak, jak gdyby Bóg nie wiedział, czego potrzebuje człowiek (Mt 6,8). Dlatego na pytanie, jaką „modlitwę” należy odmawiać, Ojcowie odpowiadają na ogół wskazując na Modlitwę Pańską.

Zarówno dla małych aktów strzelistych, które każdy może „w duchu” odmówić bez wysiłku i w każdych okolicznościach, nawet w obecności innych, jak i dla nabożnie oraz głośno odmawianego w izdebce Ojcze nasz, Ojcowie odnaleźli drogę do połączenia ze sobą „ilości” z „jakością”, czyli do tego, by modlić się „zawsze” i „nieustannie”, bez popadania w bezduszną paplaninę.

I jeszcze jedno. Paweł uczył Tesaloniczan nie tylko tego, aby się nieustannie modlili, lecz dodał również, że powinni w każdym położeniu dziękować (1 Tes 5,18). Zawarty w modlitwie serca duch metanoi bardzo dobrze współgra w praktyce z dziękczynieniem za całe dobro, jakie wyświadcza nam Pan. Stąd też jedna z ewagriańskich definicji modlitwy brzmi:

Modlitwa jest owocem radości i wdzięczności.

Stara, etiopska tradycja nadała ustawicznej modlitwie serca szczególną formę, która w niepowtarzalny i zarazem prosty sposób łączy ze sobą prośbę i dziękczynienie.

Abba Paweł Cenobita powiedział: „Jeśli przebywasz między braćmi, pracuj, ucz się na pamięć, podnieś powoli oczy ku niebu i mów do Pana z najgłębszego serca: ‘Jezu, zmiłuj się nade mną! Jezu, pomóż mi! Wielbię Cię, mój Boże!’”

Ta sama etiopska tradycja przypomina nam również o prawdziwym teologicznym horyzoncie wszelkiej modlitwy: o eschatologicznym wyczekiwaniu na paruzję Pana, o Jego powtórnym przyjściu w chwale Ojca swojego razem z aniołami świętymi (Mk 8,38).

Pewien brat mi powiedział: „Oczekiwanie na Pana? Oto, na czym ono polega: Serce zwrócone jest ku Panu, podczas gdy człowiek woła: Jezu, zmiłuj się nade mną (por. Łk 18,38); Jezu, wspomóż mnie; błogosławię Cię, Boże mój żywy, w każdym czasie – i wznosi powoli oczy serca coraz bardziej ku Panu, mówiąc te słowa”.


Fragment książki Gliniane naczynia. Praktyka osobistej modlitwy według tradycji świętych Ojców


Gabriel Bunge – urodził się w 1940 r., w rodzinie luteranina i katoliczki. W wieku 22 lat wstąpił do zakonu benedyktynów w Chevetogne w Belgii. W 1972 przyjął święcenia kapłańskie. W 1980 po serii kontaktów z młodzieżą z kantonu Ticino w Szwajcarii uzyskał pozwolenie na przeniesienie się do Roré di Cazù Capriasca. Wykładał Pismo Święte, zajmował się teologią Ojców Kościoła, a zwłaszcza duchowością tzw. ojców pustyni, wśród których szczególną uwagę poświęcił Ewagriuszowi z Pontu, opracowując i tłumacząc na język niemiecki jego pisma. 27 sierpnia 2010 przyjął prawosławie.


Fot. Marcin Marecik

(Visited 941 times, 4 visits today)


Za pomocą newslettera chcemy się kontaktować, aby przesyłać teksty, nowości wydawnicze i ogłoszenia, które dotyczą naszego podwórka. Planujemy codzienną wysyłkę takiego newslettera.

Czytający i słuchający naszych materiałów, zarówno dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, jak i na kanale YouTube lub innych platformach podcastowych, mogą zastanawiać się w jaki sposób można nas wesprzeć… Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij