Umieszczony przez 11:29 Filokalia

Wewnętrzna medytacja

Izajasz Anchoreta, mówiąc o modlitwie, zwraca uwagę na myśli, które są dla niej przeszkodą. Wskazuje na pewną dwuznaczność: człowiek mówi coś, ale myśli o czymś innym.

W czasie modlitwy należy przez pobożny odpór wypędzać z serca napad myśli, żebyśmy nigdy nie odkryli, że zwracamy się do Boga jedynie ustami, ale w sercu myślimy o czymś wstrętnym. Albowiem Bóg nie przyjmuje od hezychasty mętnej i wzgardliwej modlitwy. Pismo w każdym miejscu zaklina przecież, aby strzec narządów zmysłu duszy. Jeśli więc wola mnicha zostanie podporządkowana prawu Bożemu, umysł będzie sterował zgodnie z Jego prawem tym, co mu podlega: wszystkimi poruszeniami duszy, zwłaszcza zaś gwałtownością i pożądaniem – te są bowiem poddane rozumowi. Praktykowaliśmy cnotę i dopełniliśmy sprawiedliwości, zwróciliśmy pożądanie ku Bogu i Jego woli, a gwałtowność przeciw diabłu i grzechowi. Czego więc jeszcze szukamy? Wewnętrznej medytacji” (św. Izajasz Anachoreta).

Izajasz Anchoreta, mówiąc o modlitwie, zwraca uwagę na myśli, które są dla niej przeszkodą. Wskazuje na pewną dwuznaczność: człowiek mówi coś, ale myśli o czymś innym. Nie jest zatem do końca skupiony. Jest rozproszony. Nie potrafi zebrać myśli, skoncentrować się. Taka sytuacja nie musi wcale dotyczyć tylko modlitwy, ale może także zdarzyć się w innych okolicznościach.

Ilekroć z kimś się spotykamy, rozmawiamy, potrzebne jest zachowanie skupienia. To wyraz elementarnego szacunku do drugiej osoby. To także zdolność koncentracji. Kiedy z kimś rozmawiamy, przychodzące do głowy myśli mogą nas tak zająć, że nie będziemy słuchać osoby, która do nas mówi. Zdarza się, że prosimy kogoś: „Czy możesz powtórzyć co powiedziałeś, bo się zamyśliłem”. Albo ta druga osoba, widząc, że jesteśmy jakby nieobecni, mówi: „Czy ty mnie w ogóle słuchasz?”. Takie sytuacje się zdarzają. Ukazuje to nasze rozproszenie. Kiedy wydarza się to podczas modlitwy, nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. Zwłaszcza, kiedy ma ona formę rozmyślania. Izajasz nas przestrzega, aby podczas niej być przytomnym, uważnym, świadomym tego, co się wydarza.

Sytuacja, w której człowiek w czasie modlitwy „odpłynął myślami” nie powinna mieć miejsca. Dlatego Izajasz Anachoreta stwierdza, że Bóg nie przyjmuje od hezychasty mętnej i wzgardliwej modlitwy. Mętna modlitwa może oznaczać właśnie to, że człowiek mówi jedno ustami, a co innego ma w myślach i nie jest skupiony na tym, co robi. Natomiast zwrot hezychasta oznacza tego, kto praktykuje hezychię, czyli rodzaj wewnętrznego wyciszenia, głębokiego pokoju, skupienia. Mnisi byli tymi, którzy pragnęli osiągnąć ten stan. Modlitwa i różne praktyki ascetyczne, a przede wszystkim sposób życia, miały temu służyć. Każdy człowiek ma jednak w sobie pragnienie wewnętrznego pokoju, skupienia. Z jednej strony jest to dar od Boga, a z drugiej praca człowieka nad sobą, aby mógł to osiągnąć.

Co jest więc potrzebne? Izajasz wskazuje, że według Pisma Świętego, należy strzec zmysłów duszy. To jest droga do wewnętrznego pokoju. Zmysłami duszy są przede wszystkim rozum i wola. Te dwie, jakże ważne instancje w naszym życiu, muszą być właściwie przez nas używane, aby mogły nam dobrze służyć.

Szczególną uwagę należy zwrócić na umysł. Izajasz radzi, aby kierował on wszystkim, co podporządkowane jest jego władzy. Dotyczy to więc także, a może przede wszystkim myśli. Po to zostaliśmy obdarzeni rozumem, aby on był na nasze usługi, aby spełniał to, co chcemy, aby był przez nas używamy we właściwy sposób. Dzięki niemu możemy zapanować nad myślami. On ma tę zdolność, aby powstrzymać to wszystko, co przychodzi nam do głowy. Nie musimy i nawet nie powinniśmy wierzyć każdej myśli, która przychodzi nam do głowy. Byłoby to bardzo niebezpieczne. Tej sztuki nie nauczymy się jednak raz na całe życie, ale jest to ciągłe zmaganie, które pozostanie z nami tak długo, jak długo będziemy mieć myśli.

Izajasz wskazuje, że natłok myśli jest czymś, co przeszkadza w modlitwie. Natomiast warto na to spojrzeć szerzej. Generalnie zmaganie się z myślami, które są natrętne, negatywne, powtarzające się, odbierające wewnętrzny spokój, prowadzi do różnych napięć. Dopóki jesteśmy zawładnięci przez tego typu myśli, nie jesteśmy w pełni wolni, ponieważ one bardzo absorbują naszą uwagę i działanie. Rozum może nam pomóc zapanować nad nimi. Jeżeli panujemy nad nimi, to panujemy nad swoim życiem.

Drugą istotną kwestią jest ludzka wola. Izajasz mówi, że „jeśli wola mnicha zostanie podporządkowana prawu Bożemu, umysł będzie sterował zgodnie z Jego prawem tym, co mu podlega: wszystkimi poruszeniami duszy”. Tę radę możemy odnieść nie tylko do mnicha, ale do każdego chrześcijanina. Jeśli człowiek będzie pragnął poznawać i wypełniać wolę Bożą, to na pewno nie pobłądzi w swoim życiu. Wola Boża bowiem jest czymś najlepszym dla człowieka. Idąc za nią, człowiek nic nie straci, a może zyskać wszystko. Każdy chrześcijanin jest zaproszony do życia zgodnie z wolą Bożą.

Dzięki jej wypełnianiu, według nauki Izajasza, umysł będzie panował nad wszystkimi poruszeniami duszy, zwłaszcza nad gwałtownością i pożądaniem, które są trudne do okiełznania. Bardzo łatwo ulec swoim namiętnościom. Wymagająca jest praca nad ich oswojeniem, uspokojeniem. One domagają się zaspokojenia. Człowiek ma jednak rozum i jak mówi Izajasz, to jemu są poddane te namiętności. Zatem dobre korzystanie z rozumu jest drogą do opanowania gwałtowności i pożądliwości. Panowanie zaś nad nimi, to panowanie nad swoim życiem.

A czy można w sposób dobry użyć swoich namiętności? Izajasz jest przekonany, że jest to możliwe. Stwierdza, że gwałtowność należy skierować przeciwko diabłu i grzechowi. To szatan jest największym przeciwnikiem człowieka. Przed nim więc powinniśmy się zabezpieczyć. Możemy użyć tego, co mamy, czyli np. rozumu i różnych zmysłów czy namiętności. Poza tym, potrzebna jest jeszcze łaska Boża. To dzięki niej tak naprawdę jesteśmy w stanie zwyciężyć zło. Człowiek sam z siebie nie pokona złego ducha, ani nie poradzi sobie z grzechem. Potrzeba interwencji Bożej. To jest rozstrzygające.

Czy jest jeszcze coś, co możemy zrobić, aby polepszyć naszą modlitwą? Możemy też zapytać jak Izajasz – Czego więc jeszcze szukamy? Odpowiedź brzmi: wewnętrznej medytacji. Czym ona jest? To przede wszystkim ważne wyrażenie w duchowości filokalicznej. Sam zwrot po grecku brzmi krypté melétē. Możemy go tłumaczyć także jako „ukryta medytacja”, „ukryte zajęcie”, czy „medytacja uwewnętrzniona”. Przymiotnik kryptos może bowiem oznaczać ukryty, tajemny czy sekretny. To ważne pojęcie w duchowości monastycznej. Oznacza wewnętrzne działanie, w tym modlitwę. Jest ono wewnętrzne, czyli dokonuje się w sercu, w biblijnym rozumieniu tego słowa. To miejsce niewidoczne dla innych i niedostępne. Według Biblii jest niezgłębione (por. Ps 64). Mnisi w swojej praktyce podejmowali śpiew czy recytacje psalmów, które miały charakter zewnętrzny. Były zatem widoczne dla innych. Prowadzili jednak także wewnętrzną walkę. Dotyczyła ona zmagania się z myślami czy wyobrażeniami, które nie pozwalały trwać przy Bogu. Dążono więc do zachowania stałej pamięci o Nim, a tym samym do modlitwy nieustannej, zgodnie z zaleceniem Nowego Testamentu (por. 1 Tes 5,17). Służyć temu miała wewnętrzna medytacja.

Przymiotnik „wewnętrzna” czy „ukryta” jest nawiązaniem do słów Pana Jezusa o modlitwie. On wskazywał, że gdy chcemy się modlić, to należy wejść do swej izdebki, zamknąć drzwi i modlić się w ukryciu, a Bóg który widzi w ukryciu odda nam (zob. Mt 6,6). Zatem modlitwa ma polegać przede wszystkim na intymnej więzi z Bogiem. To nie ostentacyjne wołanie, a ciche i pokorne trwanie przed Bogiem, który widzi wszystko. Ta praktyka różni się od wielu form pobożności chrześcijańskiej. Nie ma tu ekspresji uczuć, wzniosłych śpiewów, specjalnych gestów czy postaw, które mogą zwrócić uwagę innych. To wewnętrzne wołanie, które dokonuje się w głębi serca człowieka. Dla innych jest niewidoczne, ale nie dla Boga. Zarazem jest jak najbardziej realne. Przede wszystkim zaś powinno być pokorne. To coś kluczowego w modlitwie. Oznacza to świadomość tego, przed Kim się staje i do Kogo zwraca się człowiek. Pokora nie może mieć w sobie niczego z wyniosłości, pragnienia robienia czegoś na pokaz.

Za najlepszy środek praktyki mnichów, która miała doprowadzić ich do stałej pamięci o Bogu i modlitwy nieustannej, uważano nieustanne rozważanie wybranych wersetów Pisma Świętego. Mogły one mieć formę krótkich wezwań, często powtarzanych, które później staną się podstawą modlitwy Jezusowej. Tę praktykę nazwano medytacją. Grecki termin meléte, który tłumaczymy jako medytacja oznacza również: dbałość, pilność, zajęcie, praktyka, częste powtarzanie, długotrwałe ćwiczenie, przedmiot rozważań.

Tymi, którzy zapoczątkowali nowy sposób dojścia do modlitwy nieustannej byli egipscy Ojcowie Pustyni. Rozwinęli oni to, co nazywamy „wewnętrzną medytacją”. Oznaczała ona ustawiczne rozważanie wybranych „słów” czy ich recytację – z pamięci i najczęściej szeptem lub jedynie w myśli. Były to teksty z Pisma Świętego, często z Psalmów, których uczono się na pamięć. Zdarzało się, że powtarzano powiedzenia Ojców. Tym „słowem” mnich miał zajmować się w swym wnętrzu, powtarzać je w różnych okolicznościach: podczas pracy, w drodze, w czasie spoczynku tak, by stało się w końcu częścią jego życia. Chodziło o rozważanie w skrytości serca, niewidoczne na zewnątrz, dlatego niekiedy nazywano je „uwewnętrznionym” (dosł. ukrytym: krypté), w odróżnieniu od śpiewu psalmów i innych praktyk. Medytacja tak rozumiana jest wymagająca i niełatwa, ale przynosi dobre owoce w perspektywie długoterminowej. Związana jest z długotrwałym ćwiczeniem i częstym powtarzaniem, co odpowiada pierwotnemu znaczeniu greckiego terminu.

Izajasz wskazuje, że to, z czym mnich najwięcej walczy to napad myśli, który należy wypędzić z serca. Ma pragnienie uchronienia zmysłów duszy, aby były podporządkowane prawu Bożemu. Praktyka medytacji ma w tym pomóc. To środek, aby uniknąć rozproszenia i utrzymać stałą pamięć o Bogu. Ma sprzyjać połączeniu działalności (np. pracy) i modlitwy. Ta praktyka nie jest jednak zarezerwowana tylko dla mnichów. Każdy chrześcijanin może ją podejmować. Medytacja jest dla wszystkich.

Dlaczego jeszcze warto ją podejmować? Otóż Izajasz pisze, że w swoim życiu „praktykowaliśmy cnotę i dopełniliśmy sprawiedliwości, zwróciliśmy pożądanie ku Bogu i Jego woli, a gwałtowność przeciw diabłu i grzechowi”. Wydaje się zatem, że zrobiliśmy już wszystko, co jest w naszej mocy. Nic więcej nie jest potrzebne. A mimo to pyta – Czego więc jeszcze szukamy?

Szukamy wewnętrznej medytacji. Dlaczego? Ponieważ to wszystko, co Izajasz powiedział o praktykowaniu cnoty, dopełnieniu sprawiedliwość itd., nie jest na stałe. Możemy to wszystko utracić. Cały postęp i rozwój w życiu duchowym nie jest czymś wiecznym. Dopóki jesteśmy w drodze, potrzebujemy czujności, dbałości, pilności, ćwiczenia. Tego wszystkiego możemy się uczyć dzięki wewnętrznej medytacji. Ona da nam możliwość zachowania cnoty czy kierowania się ku Bogu. Dzięki niej będziemy w stanie w tym trwać. Ona podtrzyma nasze dążenie ku Bogu. Sprawi, że nie ustaniemy, ale będziemy wytrwale dążyć do Boga.

Wewnętrzna medytacja wydaje się zatem istotną praktyką w życiu duchowym. Nie pozwala ustać w drodze ku Bogu, ale wiernie kroczyć, nawet bardzo małymi krokami. Uczy wytrwałości i powracania do Boga, kiedy od Niego odchodzimy.


Cytaty z Ojców filokalicznych pochodzą z dzieła Filokalia, tom 1. Więcej o projekcie wydania Filokalii znajdziesz na stronie filokalia.pl


Brunon Koniecko OSB – benedyktyn tyniecki. Do opactwa wstąpił w 2010 roku. Święcenia kapłańskie przyjął w 2018 r. Jest absolwentem administracji oraz teologii. W opactwie tynieckim był m.in. przeorem, podprzeorem i wychowawcą. Autor książek: Medytować to…Nie żartujcie sobie z Bóstwa!Modlitwa Jezusowa. Przewodnik po rekolekcjach Oddychać ImieniemDroga Filokalii. 50-dniowe ćwiczenie duchowe


Opracowanie graficzne: Mikołaj Jastrzębski OSB

(Visited 872 times, 2 visits today)


Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.

Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij