Umieszczony przez 11:02 Duchowość monastyczna

Z kontemplacji do działania i z powrotem: trudna wędrówka duszy (1)

Zamierzam napisać, jak łatwą jest rzeczą, kiedy nadarza się jakaś pobożna okazja albo nagle pojawia jakaś niemała konieczność, by zejść z wysokości życia kontemplatywnego do niższego stanu życia aktywnego…

Zamierzam napisać, jak łatwą jest rzeczą, kiedy nadarza się jakaś pobożna okazja albo nagle pojawia jakaś niemała konieczność, by zejść z wysokości życia kontemplatywnego do niższego stanu życia aktywnego; i jak, wprost przeciwnie, trudny i mozolny dla tych, którzy przez dość długi czas oddawali się zajęciom życia aktywnego, jest powrót do wcześniejszej wzniosłości kontemplacji. Na ten temat chcę pisać na podstawie tego, czego w pewnej mierze sam doświadczyłem w obu rodzajach życia i tego, co, jak wierzymy, w odniesieniu do obu zagadnień symbolizuje opowieść z Pisma Świętego o zejściu Izraela i jego synów do Egiptu, i później o ich wejściu z Egiptu do Ziemi Obiecanej.

Ale zanim zacznę mówić o koncepcjach, jakie sobie stworzyłem, uważam za rzecz niezbędną, żeby wyjaśnić, co chcę, aby rozumiano pod terminami życie kontemplatywne albo życie aktywne.

Nazywam więc życiem kontemplatywnym nie to, którego oczekujemy w życiu przyszłym, kiedy mając udział w życiu prawdziwym i w doskonałej kontemplacji, będziemy zawsze szczęśliwi, widząc Boga; ani też nie tę ekstazę i wizję rzeczy niebiańskich wykraczającą, dzięki łasce, poza stan duszy ludzkiej, jaka zwykła mieć miejsce w tym życiu u ludzi najdoskonalszych, ale w tym kontekście chcę nazwać życiem kontemplatywnym ten rodzaj życia, które porzucając wszelką troską o jakąkolwiek rzecz, tak doczesną, jak i duchową, oddaje się tylko sobie i Bogu i, na ile może, pragnie być blisko Boga poprzez święte lektury, medytację nad rzeczami wiekuistymi oraz nieustanne modlitwy.

Nazywam natomiast życiem aktywnym nie życie oddane różnym zajęciom światowym albo obowiązkom doczesnym, ale taki sposób życia, które bierze na siebie troskę o kierowanie duszami innych i o to, co dotyczy reformy i właściwości życia religijnego albo dostarczania swoim współbraciom i zapewniania im w jakikolwiek sposób rzeczy, bez których słudzy Boży nie mogą prowadzić życia zakonnego: to rzecz, która jest właściwa dla człowieka religijnego.

Z takimi założeniami, dzięki którym uważam, że jest rzeczą wystarczająco jasną, o czym zamierzamy rozprawiać, stwierdzam kategorycznie, że dla człowieka religijnego nie jest rzeczą ani mozolną, ani trudną, jeśli pojawia się jakaś pobożna sposobność albo nagła konieczność, aby porzucić stan takiego życia kontemplatywnego na rzecz niskości życia aktywnego; ale mówię również, że jeśli ten człowiek spędził dłuższy okres czasu w niskim stanie działania, choćby pobożnego i niezbędnego, umysł ludzki z wielkim mozołem i trudem powraca na szczyt porzuconej kontemplacji, chociaż nie ma już przeszkód zewnętrznych.

Ach, gdybym mógł, jak to zdarza się niektórym, nauczyć się tego raczej z książek niż z samego doświadczenia! Otóż kiedy dzięki darowi Bożemu odwróciłem się od życia świeckiego do życia eremity, na początku mojego nawrócenia miałem szczęście oddania się Bogu, będąc wolnym od wszelkich trosk i niepokojów, poprzez lekturę, medytację i modlitwę, niezależnie od tego, jaka była jej wartość: było mi dobrze i w pewnym sensie każdego dnia dusza moja napełniała się sadłem i tłustością (Por. Ps 63(62),6). Jednakże wskutek moich grzechów, jak sądzę, nie mogłem długo cieszyć się spokojem takiego życia: z powodu pojawienia się licznych, jak wydawało się mnie i moim towarzyszom, nie tylko pobożnych sposobności, ale również niezwykle pilnych konieczności, których nie można było ignorować bez zagrożenia dla sumienia, zająłem się nie kierowaniem duszami innych – nigdy nie mógłbym domagać się, by wziąć na siebie takie brzemię – ale innymi obowiązkami, aby zreformować obserwancję w naszym zakonie, uwolnić erem z niewoli, która go uciskała, i w końcu zająć innymi troskami o rzeczy doczesne, aby zapewnić to, co zostało postanowione, oraz zaspokoić potrzeby braci eremitów. Pod naporem pewnych okoliczności i z nakazu zwierzchności, która wymagała świętego posłuszeństwa, tymi oraz im podobnymi obowiązkami zajmowałem się przez całe pięć lat, niemal aż do dzisiaj.

Ale teraz, gdy Pan najlepszy i najłaskawszy, który, jak się wydaje, zawsze obdarzał mnie miłosierną troską, chociaż jestem grzesznikiem, skierował do tego samotniczego życia wielu innych ludzi, którzy są bardziej odpowiedni niż ja do tego, by pełnić te obowiązki, zaczynam, jak mogę, powracać do sposobu życia bardziej kontemplatywnego niż aktywnego, który wybrałem na początku mojego nawrócenia. Kiedyś nie wydawało mi się rzeczą mozolną ani trudną odejście od stanu kontemplatywnego ku działaniom, o których mówiłem, ponieważ ja, który na początku siedziałem wraz z Marią u stóp Pana, nie miałem wątpliwości, by razem z Martą pełnić szlachetny obowiązek: teraz natomiast, gdy chcę powrócić do tej samej, ówczesnej formy mojego nawrócenia, porzucając wszystkie troski zewnętrzne, ta rzecz wydaje się niezwykle mozolna i trudna, ponieważ umysł, odzwyczajony poprzez długie i rozmaite obowiązki od tego, by oddawać się sobie samemu i Bogu, nie jest w stanie łatwo zebrać siły i powrócić do swej opoki. W rzeczy samej, o ile zmniejsza się ilość działań zewnętrznych, to jednak obrazy tych rzeczy pojawiają się w umyśle z taką intensywnością i naporem, że potrzeba wielkiego trudu, aby je oddalić i odepchnąć.

Zastanawiając się więc z większą uwagą nad obecnym stanem mojego umysłu i sądząc, że ta sama sytuacja, w której się znajduję, mogłaby zdarzyć się również wielu innym, postanowiłem zapisać kilka przemyśleń na ten temat, nie w formie definitywnych stwierdzeń, ale raczej hipotez badawczych dla mojej własnej korzyści, czemu teraz się oddaję, ale również i dla innych, jeśli kiedykolwiek będą mieli taką potrzebę.

W tych badaniach będę podążał mniej więcej w takim porządku:

1. Przede wszystkim postaram się zbadać przyczyny obu rzeczy oraz określić cechy obu tych stanów.

2. Po czym, na podstawie zarówno treści Pisma Świętego, jak i nauczania czerpanego z doświadczenia, jakie by ono nie było, postaram się opisać, co powinien zrobić ten, kto znajduje się szczycie życia kontemplatywnego, gdy powołany zostaje do trosk życia aktywnego, aby do nich nie schodzić,

3. albo kiedy i jak, i z jakich powodów, i wreszcie z jakimi intencjami powinien do nich schodzić.

4. Ale również tym, którzy już zeszli do niższego stanu życia aktywnego, zasugeruję, na co powinni zwracać uwagę, jeśli w samym środku aktywnego życia nie chcą zostać całkowicie pozbawieni pewnej kontemplacji albo przynajmniej nie chcą tak bardzo zagłębiać się w działania, żeby, gdy tego zechcą, mogli powrócić do tego życia kontemplatywnego, które porzucili.

5. Wreszcie, na koniec – i to jest nasza główny zamiar – postaram się zbadać, jakie są przeszkody, które stają na drodze chcącym powrócić do życia kontemplatywnego i jakiej pomocy należy szukać, żeby z większą łatwością i powodzeniem powrócić na szczyt życia kontemplatywnego.

Ale wszystko, co zwykle przydarza się temu, kto od kontemplacji przechodzi do działania albo trwa w działaniu, albo chce od działania powrócić do kontemplacji, i wszystko, na co powinno się zwracać uwagę w obu stanach, w obu przejściach, postaram się wyjaśnić poprzez symbol i obraz zawarty w opowieściach Pisma Świętego. Zmierzę się więc z dziełem, które zdecydowanie przekracza moje możliwości; ale z takiego powodu, że nie mogę spełnić wszystkiego, co należałoby powiedzieć na ten temat zgodnie z założeniami, nie powinienem ani ukrywać przed sobą oraz innymi, ani też rezygnować z tej drobnej części, jaką mam nadzieję, z Bożą pomocą, móc powiedzieć…


Fragment publikacji Pisma, tom 3. Eremita w służbie kościoła. Memoriał do Leona X i inne dzieła


Bł. Paweł Giustiniani (1476–1528). Humanista, wykształcony na Uniwersytecie w Padwie, głęboko przepojony doktryną stoików, wyrzekł się przyjemności cielesnych, aby zwracać się coraz bardziej ku Bogu. W roku 1510 wstąpił do eremu Camaldoli. Świeżo po złożeniu ślubów, przyszło mu reformować cały zakon kamedulski. W 1520 r. opuścił Camaldoli, podjąć życie jeszcze bardziej samotnicze. Wnet dołączyli do niego uczniowie, z którymi założył Towarzystwo Eremitów św. Romualda, które do dziś istnieje pod nazwą Kongregacji Eremitów Kamedułów Góry Koronnej.


Fot. Marcin Marecik / Na zdjęciu: fragment fresku z kapitularza gotyckiego w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu

(Visited 295 times, 1 visits today)


Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.

Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij