Umieszczony przez 11:30 Duchowość monastyczna

Żyć wiarą, płonąć miłością, czyli droga do prawdziwego rozwoju duchowego

Kiedy zaczynamy rzeczywiście opierać się na Bogu, a nie na sobie samych, postępujemy naprzód drogą miłości olbrzymimi krokami…

Jeśli szczerze spoglądamy na przebieg naszego życia duchowego, jesteśmy zdumieni – może nawet przerażeni – jego powolnością lub brakiem postępów. Dlaczego tak wielki wysiłek pozostaje jałowy? Dlaczego, może już po wielu latach życia ascetycznego, musimy wyznawać wciąż te same słabości, rejestrować te same upadki? Czy od samego początku nie zaniedbaliśmy tego, co istotne, czyśmy nie zmylili drogi?

Jest właściwie tylko jedna brama, przez którą można wejść do duchowego królestwa. I na próżno próbowaliśmy dostać się tam inaczej, bo musieliśmy napotkać bariery nie do pokonania. Byliśmy podobni do niewprawnych złodziei, którzy na darmo usiłują wedrzeć się na teren zbyt dobrze chroniony. Kto […] wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem (J 10,1). Tą jedyną bramą jest Chrystus i wiara w Chrystusa – wiara ożywiana przez  MIŁOŚĆ, która, umacniając nasze serce, pozwala z kolei, by i ono miłowało, intensywniej płonęło i coraz bardziej promieniowało na podobieństwo Bożej miłości.

Trzeba powiedzieć bez ogródek, że asceza, której ideałem jest jedynie doskonałość „mnie” samego, ta asceza, którą możemy nazwać „egocentryczną”, jest całkowicie jałowa. Bardzo mizerne są jej skutki, a owoce, które wydaje, złudne: kto sieje tylko na sposób ludzki, zbierze tylko ludzki plon.

Chrześcijańska asceza opiera się w całości na Bożej zasadzie – owa zasada ją inspiruje, ożywia i prowadzi do spełnienia: Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił (Pwt 6,5; Mt 22,37). Oto streszczenie i istota starego Prawa; nowe Prawo nie czyni nic ponad to, że owo pierwsze i najważniejsze przykazanie przyjmuje, wyjaśnia i powszechnie ogłasza w całej jego prostocie i Bożej mocy. Od początku życia duchowego należy kierować duszę ku pełni miłości, ku samemu Bogu. Czynić inaczej, to nie rozumieć najgłębszego sensu chrześcijaństwa. Byłby to powrót do egoistycznego wysiłku, do próżnego egoizmu pogańskiej moralności – dawnego czy też współczesnego stoicyzmu – do kultury jednocześnie małostkowej i boleśnie naznaczonej pychą!

Jeśli raz na zawsze zdołamy przekonać siebie samych do prawdziwości słów naszego Boskiego Mistrza: Beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15,5), jakże zmieni się kształt naszego życia! Jeśli przeniknie w nas życiowa nauka zawarta w tych słowach: Beze Mnie  nic nie możecie uczynić, będziemy praktykować nie tę lub ową cnotę, ale wszystkie bez wyjątku, wiedząc, że to sam Bóg ma być jednocześnie i celem, i zasadą naszych czynów.

Po zrobieniu jednak wszystkiego, co możliwe – jakby sukces zależał tylko od nas samych – będziemy potrafili zachować pokorę wobec czynionego postępu, a ufność po upadkach. Wiedząc, że sami z siebie jesteśmy niczym, ale że przez Chrystusa stajemy się wszechmocni – Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia (Flp 4,13) – ani nie zniechęcą nas nasze błędy, ani nie będziemy zbyt pewni siebie z powodu cnotliwych uczynków, do których Boża łaska uczyni nas zdolnymi.

Trzeba powiedzieć więcej: dla duszy, która ma świadomość, że jest niczym, a Bóg wszystkim, słabości i niemoc nie muszą już być więcej przeszkodą – one zmieniają się w środki, stają się sposobnością dla wiary, by wzrastała przez heroiczne czyny, i dla nadziei, by triumfowała, zanim otwarcie ustąpi wszystko, co nie prowadzi do Boga. Apostoł mówi: Najchętniej będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa (2 Kor 12,9).

Kiedy zaczynamy rzeczywiście opierać się na Bogu, a nie na sobie samych, postępujemy naprzód drogą miłości olbrzymimi krokami. Miłość coraz bardziej włada naszymi czynami oraz oczyszcza nasze intencje i stopniowo opanowuje całe nasze życie.

Chcąc być wiernymi nauce Ewangelii, musimy dążyć do tego, by nasze działanie miało motywy płynące wyłącznie z wiary i miłości. A ponieważ naturalna przyczyna nie przynosi owoców nadnaturalnych, nie dojdziemy do tego nigdy, jeśli nie postaramy się, by od samego początku ożywiały nas cnoty specyficznie chrześcijańskie. Jeśli nie możemy, jak to mówi św. Paweł, bez łaski wezwać imienia Pana, to jakże możemy się spodziewać, że osiągniemy własnymi siłami nasz cel nadprzyrodzony?

To pewne, że dla przemiany starego człowieka konieczny jest wysiłek woli. Kiedy jednak energia woli będzie w nas najbardziej żywa i skuteczna? Czy wówczas, gdy będzie wynikała z prostego rozumowania, czy gdy będzie wynikała z wiary i miłości? Odpowiedź jest łatwa i narzuca nam się sama z siebie. Dlaczego więc w rozwoju naszego życia wewnętrznego te moce i światła, które pochodzą z cnót teologicznych, nie udzielają nam się w tym stopniu, w jakim jest to możliwe? Dlaczego nie wchodzimy w pełni, od początku, do wewnętrznego królestwa, w zażyłość z Bogiem?          

Królestwo Chrystusa stoi przed nami otworem. Co więcej, nasz Pan wyraźnie pragnie, abyśmy do niego weszli: Trwajcie we mnie, a Ja w was [będę trwać] (J 15,4).

Podejmijmy już dziś to wezwanie! Zacznijmy żyć wiarą. Sprawiedliwy żyć będzie dzięki wierze (Rz 1,17).


Fragment książki mnicha kartuskiego Miłość i milczenie

(Visited 523 times, 16 visits today)


Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.

Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij