Umieszczony przez 12:20 Duchowość monastyczna

Bł. Paweł Giustiniani o modlitwie. Duchowa żegluga ku sercu Boga

Jeśli zechcemy odrzucić łupinę i poszukać orzecha, który jest w środku, znajdziemy pięknie pachnący owoc. Mówi się często o słowach Bożych, że są niczym złoto w glinianych naczyniach.

Najgorsza rzecz zapomnieć o Bogu

Zapomnij o sobie samym. Odłóż swoje myśli. Przybierz jakąkolwiek inną postać, inne istnienie. Oto jak powinieneś zacząć kochać Boga: powinieneś zacząć myśleć, że najgorsza rzecz dla ciebie, to zapomnieć o twoim Bogu, to mieć inne myśli poza tymi o Bogu, kochać coś innego – cokolwiek by to nie było – bardziej niż Boga (Myśli codzienne o miłości Bożej 20, ŹrMon 72, s. 274).

— Bł. Paweł Giustiniani, fragment publikacji Pisma, tom 2 wydanej w serii Źródła Monastyczne.


Modlitwa siedmiu słów

Czy nie można znaleźć jakiegoś sposobu czy jakiejś formy modlitwy? (…) Zawsze byłem tego zdania, że umysł ludzki powinien pozwolić się ponieść Duchowi Świętemu do kontemplacji Boga, nie zważając na to, jaką drogą jest prowadzony. (…) Może istotniejsza jest wiedza o tym, z jaką miłością, czystością duszy oraz skruchą i żarliwością trzeba się modlić, niż poznanie stosowanych w modlitwie form.

Co więcej, może byłoby bardziej właściwą rzeczą nauczyć się, jak można posiąść nieodzowną czystość, żar ducha (…) niż chcieć się dowiedzieć, w jaki sposób można czynić to, co czyni się na tysiąc sposobów. Właśnie dlatego, że można modlić się na tysiąc sposobów, można też uważać, że modlitwa nie posiada żadnego sposobu i żadnej formy.

Nie chcę powiedzieć, że rozmowa z Bogiem nie zna formy lub sposobu – gdyby ich nie posiadała, umysł ludzki nie byłby zdolny do modlitwy, ponieważ z powodu swojej ograniczoności nie jest on w stanie we właściwy sposób pojąć rzeczy, która jest pozbawiona kształtu i zmienności. Powtarzam jednak, że najlepszą postacią modlitwy jest brak określonej formy i przekonanie, że można powiedzieć, iż modlitwa ze względu na swoje najrozmaitsze formy i kształty nie ma żadnej postaci ani metody.

Teraz, gdy to piszę, wydaje mi się, iż widzę cię głęboko zaniepokojonego i oburzonego na mnie. „Jak to?” – mówisz – „Proszę cię, abyś mi wskazał sposób modlitwy, a ty nie tylko nie czynisz tego, ale przeciwnie – chcesz mnie przekonać, że modlitwa posiadająca swą metodę nie jest prawdziwą modlitwą?”.

A ja w tym momencie nie mogę powiedzieć ci nic innego, jak tylko to, co czuję. Jednakże – abyś jasno wiedział, że nie powiedziałem tego, aby zrezygnować i wycofać się z pokazania ci postaci i sposobu modlitwy, ale że powiedziałem ci to raczej dlatego, że zmusiła mnie do tego prawda – oto jestem gotów dać kształt i miarę temu, co nie ma kształtu ani miary, i zaproponować ci, stosownie do ubóstwa mojego intelektu i mojej ubogiej postaci, kilka form modlitwy, a raczej lektury, ponieważ modlitwa, kiedy chcesz nadać jej pewną i określoną formę, staje się lekturą.

Jednakże – czy to będzie modlitwa, czy lektura – czasem mój słaby i ułomny umysł, kiedy pragnie się modlić i nie jest nawiedzany przez Ducha Świętego, przez co czuje, jakby brakowało mu tworzywa do prawdziwej modlitwy, wówczas aby nie pozostać całkowicie wyziębionym, ma zwyczaj uciekać się – w ten sam sposób jak do modlitwy (jeżeli tak chcesz ją nazwać) lub do lektury (jak ja sam uważam) – do siedmiu słów, jakie stawiam przed oczami umysłu, w których znajduje on zawsze nowe i niezmierzone bogactwo tworzywa pełnego radości, pożywienia i uniesienia się ku swemu Stwórcy.

Bywa, że [mój umysł] w trakcie jednej jedynej modlitwy dokonuje przeglądu wszystkich wspomnianych siedmiu słów, bywa, że poświęca wiele dni na jedno słowo, ale i tu nie znajduje ostatecznego wyniku i pełni, w taki sposób, że modlitwa także w tej formie, w tym określonym sposobie siedmiu słów, nie zachowuje ani formy, ani miary, ale do tego stopnia jest zmienna, różnorodna i wieloznaczna, że nawet kiedy pozostaje zamknięta i wgnieciona w wąskie i ograniczone ramy znaczeniowe siedmiu słów, mimo to cieszy się i na tysiąc sposobów rozrasta, przetwarza, pomnaża, wykazując, że również i w ten sposób okazuje się nieskończona, nieukształtowana, nieuregulowana przez żadną miarę: czyli bez granic, bez kształtu i bez miary.

Co więcej: modlitwa, nawet w jednym z tych słów, przybiera tak liczne i różne formy, że właściwiej jest powiedzieć, iż jest bez formy, niż że przyjęła formę od tego słowa. W każdym razie, jeśli ma to być prawdziwa modlitwa, to im bardziej byś się trudził, by ją zamknąć w jakiejś formie, znajdziesz ją tym bardziej różnorodną i wieloznaczną, zupełnie niezdolną do zachowania określonej i precyzyjnej formy.

A teraz posłuchaj tych siedmiu słów, na których podstawie starałem się czasem kształtować i skupiać moją modlitwę. Wyobraź sobie, że mam ci przedstawić siedem mórz, bez kresu czy granicy, przez które umysł ludzki musi żeglować, raz w tym, drugi raz w innym kierunku, to znów w wielu; to we wszystkich, to znów w jednym kierunku, nie mogąc znaleźć, w żadnym z nich, brzegu ani granicy.

I nie myśl, że nie ma wielu innych słów, oprócz tych siedmiu, na których umysł ludzki może budować modlitwę; pomyśl raczej, że ja, w małości mego intelektu, wybrałem – gdyż nie jestem zdolny do czegoś więcej – spośród nieskończoności słów jedynie te siedem, wśród których może poruszać się mój umysł w czasie modlitwy, o ile nie jest kierowany inaczej przez Ducha Świętego.

Pomyśl, że kiedy kieruję mój umysł ku Bogu, modlę się w ten sposób: „Panie, Boże mój, wielbię Cię, wyznaję Cię, dzięki Ci składam, wzywam Cię, oczekuję Cię, pragnę Cię”. Lecz przede wszystkim następuje wyznanie: uznanie mojej nędzy i niegodności.

To jest siedem głosów albo siedem słów, w których czasem starałem się zamykać niezliczoną liczbę różnych metod i form modlitwy.

I dochodzę do wniosku, że każde z nich posiada tak wielką objętość, szerokość i głębię, że nie widzę nic innego, jak tylko siedem otchłani, w których statek umysłu ludzkiego, nawet gdyby nigdy się nie zatrzymywał, nie dotarłby do kresu; i że każde z powyższych słów podsuwa tak wiele tematów do rozważania, oferuje i sugeruje tak wiele form, stopni i sposobów modlitwy, że żaden umysł ludzki, choćby wzniosły, nie byłby w stanie w pełni zaangażować wszystkiego czasu, jaki mu może zaoferować do medytacji każde z tych słów, nawet gdyby przez całe ludzkie życie trwał w nieustannej modlitwie (Traktat o modlitwie, ŹrMon 72, s. 41–45).

— Bł. Paweł Giustiniani, fragment publikacji Pisma, tom 2 wydanej w serii Źródła Monastyczne.


Przed obrazem Chrystusa

Choćby eremita niekiedy nie mógł się modlić, ponieważ inne myśli zajmują mu umysł i będzie miał wiele roztargnień, niech jednak nie zaniedbuje tego, by się udać na miejsce modlitwy, i na klęczkach przed obrazem Chrystusa lub w inny sposób, według własnej pobożności, niech tak trwa określony czas w pełni przekonany, że taka wytrwałość będzie mu poczytana za modlitwę. Jeżeli w tym wytrwa, wkrótce za sprawą łaski Pana odczuje słodycz modlitwy (Reguła życia eremickiego, ŹrMon 71, s. 95).

— Bł. Paweł Giustiniani, fragment publikacji Pisma, tom 1 wydanej w serii Źródła Monastyczne.


Słowo Boże jak orzech

Jeśli zechcemy odrzucić łupinę i poszukać orzecha, który jest w środku, znajdziemy pięknie pachnący owoc. Mówi się często o słowach Bożych, że są niczym złoto w glinianych naczyniach. I my możemy podobnie powiedzieć o naszym przysłowiu: „Oto perła owinięta w algi” (Myśli codzienne o miłości Bożej 12, ŹrMon 72, s. 230).

— Bł. Paweł Giustiniani, fragment publikacji Pisma, tom 2 wydanej w serii Źródła Monastyczne.


Wszelka rozkosz w Twoim chlebie

Przecież jeśli niegodny jestem, żeby mieć śmiałość, by wznieść oczy ku niebu, niegodny, by oddychać powietrzem, które daje życie, to jakże mógłbym uznać się za godnego, by spożywać i pić Ciało i Krew mojego Boga, mojego Stwórcy, Zbawiciela i Odkupiciela, pożywienie aniołów, w którym – w co nie wątpię – jest wszelka rozkosz i wszelka słodycz, w którym, jak najmocniej wierzę, jest obmycie występków, umocnienie słabości, mocna tarcza i obrona przeciw wszystkim atakom wrogów zarówno widzialnych, jak i niewidzialnych? (Modlitwa napisana przed przyjęciem Najświętszego Sakramentu Ciała Pańskiego w Wieczerniku w Jerozolimie 15, ŹrMon 104, s. 88–89).

— Bł. Paweł Giustiniani, fragment publikacji Pisma, tom 6 wydanej w serii Źródła Monastyczne.


Fragment publikacji Z Ojcem Pawłem Giustinianim po ścieżkach kamedulskiej mądrości. Wybór tekstów


Bł. Paweł Giustiniani (1476–1528). Humanista, wykształcony na Uniwersytecie w Padwie, głęboko przepojony doktryną stoików, wyrzekł się przyjemności cielesnych, aby zwracać się coraz bardziej ku Bogu. W roku 1510 wstąpił do eremu Camaldoli. Świeżo po złożeniu ślubów, przyszło mu reformować cały zakon kamedulski. W 1520 r. opuścił Camaldoli, podjąć życie jeszcze bardziej samotnicze. Wnet dołączyli do niego uczniowie, z którymi założył Towarzystwo Eremitów św. Romualda, które do dziś istnieje pod nazwą Kongregacji Eremitów Kamedułów Góry Koronnej.

(Visited 15 times, 15 visits today)


Jeśli zainteresował Cię nasz materiał, mamy dla Ciebie propozycję! Możesz otrzymywać raz w tygodniu, w sobotę o 19:00, e-mail z najnowszymi artykułami z portalu cspb.pl. Wystarczy, że zapiszesz się do naszych powiadomień poniżej...

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.

Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!

Zamknij