Umieszczony przez 17:05 Święty Benedykt i jego Reguła

Benedykt szuka spotkania ze Stwórcą

Poznanie osobowości i nauki św. Benedykta czerpiemy z dwóch źródeł: z jego Reguły, oraz z II Księgi Dialogów św. Grzegorza Wielkiego. Pomijamy tutaj dyskusję na temat wartości Grzegorzowych Dialogów jako źródła historycznego.

Poznanie osobowości i nauki św. Benedykta czerpiemy z dwóch źródeł: z jego Reguły, oraz z II Księgi Dialogów św. Grzegorza Wielkiego. Pomijamy tutaj dyskusję na temat wartości Grzegorzowych Dialogów jako źródła historycznego. Wiemy, że św. Grzegorz nie zamierzał pisać historii. Cel jego opowiadania jest budujący, co dziełu nadaje jego specyficzny koloryt, a samemu Autorowi pozostawia pewną swobodę w przekazywaniu danych historycznych. Trudno jednak nie przyznać dziełku dużej wartości historycznej, jeśli się zważy, że Grzegorz był bardzo bliski faktom, które opisuje. Wiadomości bowiem swoje zaczerpnął od mnichów, którzy osobiście znali Benedykta i z nim żyli, tudzież od ich bezpośrednich uczniów.

Zresztą trzeba stwierdzić, że postać Świętego, która się wyłania z Grzegorzowych Dialogów bardzo dobrze harmonizuje z fizjonomią duchową Autora Reguły, taką jaką nam sama Reguła przekazuje. W obu źródłach objawia się nam wybitny Mąż Boży, stojący przed obliczem Bożym i zmiażdżony Jego wielkością, człowiek, który w czasach wyjątkowo niespokojnych, gdy załamywały się resztki rzymskiego ładu, umiał sięgnąć do samego Źródła pokoju i mocy. Ten pokój i tę moc przekazuje swoim uczniom.

II Księdze Dialogów to jego wkorzenienie w Boga przejawia się w ogromnej mocy cudotwórczej działającej w służbie miłosierdzia w ustawicznym kontakcie z Niebem, przejawia się także poprzez władzę nad złymi duchami i siłami świata, poprzez modlitwę mistyczną i płynącą z niej cudowną niezależność wobec wszystkiego, co nie, jest Bogiem. W Regule ta sama cecha wkorzenienia w Boga objawia się w niezwykłej zdolności Benedykta do przekazywania ludziom Bożego ładu i Bożego pokoju wśród zwichrzonego świata. Tu i tam jest ten sam człowiek; podobnie jak Mojżesz obcujący z Bogiem na szczycie Synaju to ten sam Mojżesz, którego potem widzimy schodzącego z góry do ludu z tablicami Bożego Prawa. Jest więc między tymi dwoma źródłami prawdziwa harmonia, która nam pozwala lepiej sobie odtworzyć postać tego niezwykłego człowieka.

Zaczęło się od opuszczenia wszystkiego, aby iść za głosem Bożego wezwania na samotność. Benedykt szuka spotkania ze Stwórcą. Dla tego tajemniczego spotkania poświęca wszystko. Zaczyna się decydujący dla jego ewolucji duchowej okres pustelniczy w grocie koło Subiaco. Dziś jeszcze możemy zwiedzać tę grotę skalną, wydrążoną w ścianie głębokiej przepaści, na której dnie szumi rzeczka Aniene. Dzikość i groza tego miejsca nadal robią na nas wrażenie. Benedykt żył tam przez parę lat sam z Bogiem.

Autentyczne spotkanie człowieka z Bogiem, choćby nie było znane, jest zawsze w dziejach ludzkości wydarzeniem. Na tym tajemniczym styku rodzi się owa zadziwiająca płodność duchowa i owa szczególna zdolność prowadzenia ludzi do Boga. Najbardziej nieprzejednany teocentryzm Benedykta rodzi w jego duszy i w jego działaniu syntezę Bożego ładu miłości dla społeczności ludzkiej. Bo człowiek, który spotkał się z Bogiem prawdziwie, w pełnym znaczeniu tego wielkiego słowa, staje się innym człowiekiem. Benedykt po tym intensywnym obcowaniu z Panem w grocie nad Aniene nie jest już ten sam. Z tego kontaktu z Bogiem wychodzi jako Zakonodawca. Pomimo jego młodości ludzie zaczynają się wokół niego gromadzić pociągnięci magnesem łaski. W obcowaniu sam na sam z Bogiem uformowany został ten człowiek, którego głębokie intuicje miały kształtować nie tylko życie mnisze w Kościele, ale i dźwigającą się z ruin i chaosu Europę. Będziemy się starali wydobyć pewne istotne aspekty tej jego intuicji, która znalazła swój wyraz w Regule.

Reguła św. Benedykta nie jest dziełem jednorodnym ani dziełem oryginalnym, jeśli przez to rozumiemy dzieło napisane przez autora całkowicie na podstawie własnych doświadczeń i przemyśleń, bez żadnych zapożyczeń. Wręcz przeciwnie, Reguła jest dojrzałym owocem całej tradycji monastycznej pierwszych wieków aż do początku wieku VI, i to właśnie stanowi jej szczególną wartość i autorytet. W jej krwiobieg weszła zarówno wschodnia jak i zachodnia tradycja. Poza Pismem Świętym, które jest cytowane 245 razy i jest w Regule wszechobecne, św. Benedykt korzysta z wielu autorów starożytnych. Zapewnia to Regule jej dojrzałość, solidność i katolickość, cechy, które stały się przyczyną jej hegemonii w średniowieczu europejskim. Stopniowo ustąpiły jej wszystkie inne reguły, których było około 30. Pomimo tego, że Autor Reguły nie szuka oryginalności, lecz przeciwnie, chce być jak najbardziej tradycyjny, powiedziano o niej, że stanowi jedno z najoryginalniejszych dzieł średniowiecznej literatury chrześcijańskiej (zob. G. Pence, Sancti Benedicti Regula).

Doktryna Reguły wyrasta z głęboko teologicznej wizji człowieka i jego dziejów. W samym centrum dziejów człowieka jest jego dramat z Bogiem, dramat, który stanowi najgłębszy a jednocześnie bolesny sens całej ludzkiej historii. Człowiek wezwany do miłości i do zjednoczenia z Bogiem zawiódł, odszedł i zabłąkał się z daleka od Boga. Dla św. Benedykta każdy człowiek jest podmiotem tych dziejów, bo w każdym człowieku realizuje się w jakiś sposób ten dramat całej ludzkości. Człowiek więc nie stoi wobec Boga z czystą hipoteką. On jest tym, który odszedł, a ponieważ odszedł, jedynym problemem naprawdę ważnym dla niego jest powrót. Monaster św. Benedykta, nazwany przez niego „Szkoła służby Pańskiej” („Schola Dominici servitii”) ma być drogą powrotu, przygotowaną dla tego syna marnotrawnego, który przez nawrócenie, łzy skruchy, pragnienie poddania się w miłości, biegnie do Ojca.

Na kandydata zgłaszającego się do monasteru św. Benedykt nie patrzy przede wszystkim jak na kogoś, kto wnosi pewne wartości, aby je wydoskonalić (chociaż i ten aspekt nie jest nieobecny), ale przede wszystkim widzi w nim grzesznika, który szuka powrotu do Ojca z wygnania, którego sam, stał się przyczyną: „abyś przez trud posłuszeństwa powrócił do Tego, od którego odszedłeś przez gnuśność nieposłuszeństwa” (RB Prolog 2). W samowoli i niezależności, które często ludziom imponują, bo widzą w nich przejawy siły charakteru i znamiona nieprzeciętnej osobowości, św. Benedykt widzi gnuśność nieposłuszeństwa, czyli jakąś miękkość ducha, tudzież brak czci i miłości w stosunku do Dawcy życia.

Na zapleczu tej wizji jest cała teologia upadku najpierw Aniołów, a potem naszych pierwszych Rodziców. Ponieważ odejście od Boga nastąpiło przez nieposłuszeństwo i bunt spowodowany pychą, powrót nie dokona się inaczej jak tylko przez pokorę i posłuszeństwo. Taka jest jedyna droga powrotu człowieka do Boga. Tylko przez pokorę i poddanie się przykazaniom Pańskim może nastąpić wyprostowanie człowieka ku Bogu.

Zauważmy, że Benedykt nie mówi o „miłości własnej”, jak wielu nowszych autorów ascetycznych, ale o „pysze”. Pozostaje w tym wierny głębokiej perspektywie biblijnej, według której uniwersalny bój Boga Miłości toczy się na płaszczyźnie pychy i pokory, jak to wspaniale uwydatnił św. Augustyn. Pycha jest to miłość własna, ale widziana w aspekcie religijnym i teocentrycznym, czyli w perspektywie Misterium Zbawienia. W tym ujęciu każdy akt miłości własnej jest aktem pychy, jako afirmacja siebie przeciwko Bogu i Jego czci. Dla św. Benedykta takie np. niedbalstwo jest również przejawem pychy, jako lekceważenie służby Pańskiej. Głębokie skażenie rodzaju ludzkiego jadem pychy szatańskiej płynie szeroką rzeką przez dzieje. W naszych czasach przybiera ono postać szczególnie przerażającą. Wojujący ateizm i dążenie do całkowitego wykorzenienia wszelkiej czci Boga jest zjawiskiem niebywałym, nigdy dotąd w tej skali nie spotykanym. Pięść człowieka podniosła się z ziemi ku Niebu w szalonym porywie pychy i buntu (por. 2 Tes 2,1–12).

Według Świętego Patriarchy człowiek może być wyleczony radykalnie tylko przez włączenie w „kenozę” Chrystusa, który uniżył samego siebie, stawszy się posłuszny aż do śmierci — i to śmierci krzyżowej (Flp 2,8). Nurt zbawienia i uzdrowienia człowieka, który rozpoczął się na ziemi od posłuszeństwa wyrażonego słowami Dziewicy: Oto ja służebnica Pańska (Łk 1,38), pełnię swą zbawczą osiągnął w Chrystusie, który z miłości do Ojca i Jego woli rzucił się w upokorzenie i śmierć krzyżową. Na tym się opiera cała wybitnie soteriologiczna koncepcja posłuszeństwa benedyktyńskiego. Benedykt też w posłuszeństwie widzi naprawę człowieka zgodnie z tym, co do Rzymian pisze św. Paweł: Jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi (Rz 5,19). Człowiek został usprawiedliwiony przez posłuszeństwo z miłości, które Chrystus na krzyżu okazał Ojcu. Przez uczestnictwo w tym posłuszeństwie świat ma zostać wyprostowany ku Bogu i wyzwolony z grzechu. W tym dziele mnich ma mieć uprzywilejowany udział.

Św. Benedykt nie komplikuje ani nie kawałkuje tajemnicy posłuszeństwa. Dla niego „obedientia mandatorum”, „obedientia Regulae” i „obedientia Abbati” — „posłuszeństwo przykazaniom, Regule i opatowi”, to jedna i ta sama rzeczywistość. On nie ma żadnej wątpliwości, że posłuszeństwo przełożonemu utożsamia się z posłuszeństwem Bogu i jest naśladowaniem posłuszeństwa Chrystusa w stosunku do Ojca, naśladowaniem i uczestnictwem. Nie ma tu dla niego żadnego problemu. Cytuje Łk 10,16: Kto was słucha, Mnie słucha. Grzesznik zagubiony w regionach nieposłuszeństwa i buntu winien ze wszystkich sił pragnąć wejść w tę tajemnicę posłuszeństwa Syna Bożego. Bo całe Misterium Zbawienia to Misterium Posłuszeństwa w myśl mocnej wypowiedzi św. Pawła do Koryntian: „Wszystko bowiem rzucił pod stopy Jego” (…) A gdy już wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu, który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich (1 Kor 15,27–28).

Ta soteriologiczna wizja powszechnego poddania się Bogu, które stanowi ostateczny cel wszystkiego, nie pozwala św. Benedyktowi na akceptację innej, w dzisiejszych czasach dość rozpowszechnionej, koncepcji posłuszeństwa. Już Pius XII z okazji Kongresu Generałów Zakonów w Rzymie w roku 1950 sygnalizował tę koncepcję, nie bez wypowiedzenia swych poważnych zastrzeżeń. Według autorów tego nowego ujęcia, które na wspomnianym Kongresie zaprezentował teolog dominikański, o. Omez OP, posłuszeństwo jest „złem koniecznym”. Należy je więc możliwie jak najbardziej ograniczać, przyjmując jako dyrektywę zasadę: jak najwięcej wolności — jak najmniej zależności dla prawidłowego rozwoju osoby ludzkiej. Posłuszeństwo jest tu wyraźnie nielubiane, św. Benedykt zaś je kocha. Dla niego posłuszeństwo nie jest „złem koniecznym”, które trzeba ograniczać, ale dobrem, którego należy szukać.

Reguła wychowuje postawę dążącą do rozszerzenia sfery zależności jako dobra („bonum obedientiae”). Poddanie się Bogu w osobie przełożonego jest dla mnichów upragnione — „Abbatem sibi praeesse desiderant” (RB 5,12). W tym stanowczym poddaniu się starają się być posłuszni nawet jedni drugim „wiedząc, że właśnie drogą posłuszeństwa mają iść do Boga” — „scientes se per hanc obedientiae viam itures ad Deum” (RB 71,2). Posłuszeństwo ma funkcję jednoczącą człowieka z Bogiem poprzez poddanie się Jego woli. Ono jest sakramentem spotkania z Bogiem poprzez upokorzenie i wyniszczenie Syna Bożego. W takiej perspektywie zasada ograniczania posłuszeństwa do minimum a rozszerzania niezależności do maksimum nie miałaby sensu, bo uniezależnianie się od Boga nie może stanowić dobra dla człowieka, ani być wyrazem jego miłości do Boga.

Pius XII na wspomnianym Kongresie nie odrzucił całkowicie w swoim podsumowaniu metody wychowawczej opartej na maksimum niezależności i minimum posłuszeństwa, ale stwierdził, że taka postawa nie naśladuje już Chrystusowego posłuszeństwa aż do śmierci krzyżowej w tym stopniu, co posłuszeństwo zakonne w ujęciu tradycyjnym.

Sobór Watykański II wyraźnie potwierdza maksymalizm św. Benedykta w dziedzinie posłuszeństwa, gdy mówi w rozdz. 5 Konstytucji o Kościele: „Matka-Kościół cieszy się, że w łonie jego znajdują się liczni mężczyźni i niewiasty, którzy dokładniej naśladują wyniszczenie Zbawiciela i wyraźniej je ukazują… wyrzekając się własnej woli: poddają się oni mianowicie człowiekowi ze względu na Boga w sprawie doskonałości ponad miarę przykazania, aby się w sposób pełniejszy upodobnić do posłusznego Chrystusa” (KK 42).

Św. Benedykt uczy, że nawet bardzo trudne i na pierwszy rzut oka niewykonalne polecenie można wypełnić, jeśli się miłuje posłuszeństwo i bardzo go pragnie, a przy tym ma się ufność w pomoc Bożą (patrz RB 68). Zbyt często w dyskusjach o posłuszeństwie stawia się problem niewłaściwie, przenosząc punkt ciężkości zagadnienia na treść nakazu i zastanawiając się czy przełożony zna lepiej wolę Bożą. Zasadniczy problem leży bliżej. Wolą Bożą nie tyle jest to, co mi przełożony nakazuje, ale wolą Bożą jest moja uległość w stosunku do przełożonego dla uczczenia Tajemnicy Wcielenia Syna Bożego. Jeżeli ta uległość będzie, jeżeli będzie we mnie prawdziwe pragnienie poddania się i głód komunii z przełożonym, to znajdę właściwe wyjście nawet wtedy, gdy sama treść polecenia będzie mogła budzić wątpliwości i pozostanę na linii pokory i jedności z przełożonym. Taka jest nauka św. Benedykta, która nic nie straciła ze swej aktualności.


Fragment książki Miejsce Łaski


Piotr Rostworowski OSB / EC – benedyktyn, pierwszy polski przeor odnowionego w 1939 roku klasztoru w Tyńcu. Więzień za czasów PRL-u. Kameduła – przeor eremów w Polsce, Włoszech i Kolumbii. W ostatnim okresie życia rekluz oddany całkowitej samotności przed Bogiem. Zmarł w 1999 roku i został pochowany w eremie kamedulskim we Frascati koło Rzymu. Był zawsze bliski mojemu sercu – napisał po Jego śmierci Ojciec Święty Jan Paweł II. Autor licznych publikacji z dziedziny duchowości i życia wewnętrznego.


Fot. Archiwum Opactwa Benedyktynów w Tyńcu

(Visited 60 times, 1 visits today)


Za pomocą newslettera chcemy się kontaktować, aby przesyłać teksty, nowości wydawnicze i ogłoszenia, które dotyczą naszego podwórka. Planujemy codzienną wysyłkę takiego newslettera.

Czytający i słuchający naszych materiałów, zarówno dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, jak i na kanale YouTube lub innych platformach podcastowych, mogą zastanawiać się w jaki sposób można nas wesprzeć… Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij