Umieszczony przez 12:24 Duchowość monastyczna, Święty Benedykt i jego Reguła

Benedyktyński styl życia

Największym problemem w chrześcijaństwie, jak się wydaje, jest rozdarcie pomiędzy deklarowanymi zasadami wiary, a tym, czym naprawdę żyjemy. Nasza wiara nie przekłada się realnie na życie, co oznacza, że naszą wiarę przeżywamy abstrakcyjno-intelektualno-estetycznie.

Program dla życia zasadniczo nakreślił św. Benedykt w Prologu do swej Reguły. Prawdopodobnie jednak pierwotnym źródłem tego tekstu była katecheza mystagogiczna z II wieku, czyli katecheza dla nowo ochrzczonych, wprowadzająca ich w misterium życia chrześcijańskiego. Stąd jest to po prostu program życia dla wszystkich chrześcijan. Tekst rozpoczyna się słowami:

Słuchaj, synu, nauk mistrza i nakłoń [ku nim] ucho swego serca. Napomnienia łaskawego ojca przyjmuj chętnie i wypełniaj skutecznie, abyś przez trud posłuszeństwa powrócił do Tego, od którego odszedłeś przez gnuśność nieposłuszeństwa (RB Prol 1–2).

Kluczem do duchowości biblijnej, a w szczególności duchowości benedyktyńskiej, jest pierwsze słowo Prologu: „Słuchaj”. Przy czym odnosi się ono do słuchania i myślenia sercem. Ten program nawiązuje do tradycji biblijnej wyrażającej się codzienną modlitwą Izraelity (Szema Izrael) zapisanej w Księdze Powtórzonego Prawa:

Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu (Pwt 6,4–7).

Ze słuchaniem słów Boga i wypełnianiem ich Biblia wiąże obietnicę osiągnięcia pełni życia. Tak jest w całym Piśmie Świętym. O tym także mówi Pan Jezus, który wzywa: Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha! (Mk 4,9). Umiejętność słuchania i usłyszenia tego, co istotne, jest rozstrzygająca. Mistrzem, którego należy słuchać, jest oczywiście Chrystus, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus (Mt 23,10). Opat jest jedynie zastępcą Chrystusa na ziemi (zob. RB 2,2), stąd posłuszeństwo należy się konkretnemu człowiekowi o tyle, o ile prawdziwie reprezentuje jedynego Mistrza. Cała mądrość Reguły i całej tradycji monastycznej polega na tym, że mnisi starali się rzeczywiście wprowadzić w życie Ewangelię zgodnie ze słowami Pana Jezusa:

Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki (Mt 7,24–27).

Największym problemem w chrześcijaństwie, jak się wydaje, jest rozdarcie pomiędzy deklarowanymi zasadami wiary, a tym, czym naprawdę żyjemy. Nasza wiara nie przekłada się realnie na życie, co oznacza, że naszą wiarę przeżywamy abstrakcyjno-intelektualno-estetycznie. Reguła św. Benedykta jest próbą wprowadzenia Ewangelii w życie określonej grupy ludzi. Jej żywotność przez ok. 1500 lat wskazuje, że jest to trafiona próba interpretacji Ewangelii w praktykę życia.

Dalsze słowa Prologu wskazują adresata Reguły:

Do ciebie więc kieruję teraz moje słowa, kimkolwiek jesteś ty, co wyrzekasz się własnych chęci, a chcąc służyć pod rozkazami Chrystusa Pana, prawdziwego Króla, przywdziewasz potężną i świętą zbroję posłuszeństwa (RB Prol 3).

Problem wyrzekania się „własnych chęci”, po łacinie: propriis voluntatibus, czyli czegoś, co się pojawia w naszej woli, jest sprawą niezmiernie ważną, a obecnie najczęściej całkowicie nierozumianą. Dzisiaj wydaje się, że realizacja naszych pragnień jest szczytem szczęścia. Tego zresztą sobie zazwyczaj życzymy. Natomiast w całej duchowości monastycznej pójście za wolą własną jest uważane za zgubne. Żeby to zrozumieć, trzeba sobie uświadomić istniejący w nas mechanizm wewnętrznej walki. Kiedy przyjrzymy się temu, co się w nas dzieje, to zauważymy, że myśli, uczucia, pragnienia, obrazy, lęki itd. w nas się pojawiają, że one wszystkie na nas przychodzą. Powtarzając za ks. Józefem Tischnerem, możemy powiedzieć, że „ktoś mi myśli”. Mnisi nazywali te przychodzące na nas myśli i uczucia logismoi. Aby zrozumieć potrzebę posłuszeństwa, trzeba zrozumieć sens tej duchowej walki. Niektóre logismoi pochodzą od Boga, dobrych duchów lub dobrej natury człowieka, natomiast inne pochodzą od złych duchów i złych skłonności upadłej natury człowieka. Sztuka życia polega w istocie na umiejętności rozróżnienia dobrych myśli od złych i wyborze dobrych, a odrzuceniu złych. W Nowym Testamencie ta wewnętrzna walka wyraża się napięciem istniejącym pomiędzy duchem i ciałem.

Oto, czego uczę: postępujcie według ducha, a nie spełnicie pożądania ciała. Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie (Ga 5,16–17).

Przy czym ciało w pojęciu św. Pawła nie sprowadza się do fizyczności i zmysłowości, ale to my w naszym zaangażowaniu na świecie, na którym, jak pisze św. Jan, panują: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia (1 J 2,16). „Pożądliwość ciała” to wszelki rodzaj rozkoszy – obżarstwo, erotyczne wyżycie, narkotyki, używki, hazard, gry komputerowe, sporty ekstremalne itp. – czyli wszystko, co daje człowiekowi przyjemność i zaspokojenie żądz. „Pożądliwość oczu” to wszelka chęć posiadania, zdobywania czegoś na własność: pieniędzy, władzy, a także wiedzy i honorów. Natomiast „pycha tego życia” to chęć bycia lepszym od innych, chęć zdobywania władzy, tytułów, bycia sławnym. Jeżeli żyjemy spontanicznie, bezrefleksyjnie, te istniejące na świecie pożądliwości stają się dla nas wyznacznikami życia i sami w nie wpadamy. Aby im nie ulegać, trzeba osiągnąć dystans do nich, co od strony życia duchowego oznacza dystans do pragnień, jakie się w nas pojawiają.

Duch oznacza tę naszą stronę, która jest skierowana do Boga i pojawiające się w nim logismoi są dobre, bo są to natchnienia Ducha Świętego. Zasadnicza trudność w rozeznaniu i wyborze myśli, jaką podejmujemy, polega na tym, że złe logismoi są głośnie i natrętne, a logismoi dobre zazwyczaj delikatne i ciche. Dlatego najbardziej podstawową rzeczą w życiu duchowym jest skupienie się w słuchaniu delikatnego głosu sumienia. A to wymaga wyciszenia wewnętrznego.

Najczęściej mówi się o walce ze złymi myślami i dlatego logismoi od razu kojarzy się z tymi złymi myślami. Na nie musimy szczególnie uważać. One to pobudzają nasze namiętności zgodne z tym, co panuje na świecie. Cała walka duchowa polega na rozeznawaniu przychodzących na nas logismoi i podejmowaniu dobrych, a odrzuceniu złych.

Żeby sobie zdać sprawę jak trudna jest walka z przychodzącymi namiętnymi myślami warto sobie uświadomić, co naprawdę jest dla nas najważniejsze w praktyce. Zazwyczaj wszyscy deklarujemy, że chodzi nam o życie i szczęście, jednak w praktyce najbardziej pragniemy, żeby stało się tak, jak tego chcemy. To uparte trzymanie się swoich wyobrażeń i sterowanych nimi pragnień jest wręcz demoniczną siłą, która doprowadza do zniszczenia własnego życia oraz życia innych, szczególnie najbliższych, i to tylko z tego powodu, żeby postawić na swoim. Widać to szczególnie wyraźnie na przykładzie rozpadających się małżeństw, które przecież były zawierane z miłości. Większość rozwodów wynika z tego, że każda strona chce przeforsować swoje pragnienia. Gdyby małżonkom naprawdę chodziło o życie i szczęście, to w sytuacji konfliktowej zastanowiliby się, jak rozwiązać problem, żeby uzyskać harmonię i szczęście. Dla tego celu poświęciliby przynajmniej częściowo swoje upodobania i dochodzili do pełni życia.

Gra w „moje lepsze” rozciąga się od szczytu władzy, i to nie tylko świeckiej, aż po dzieci w piaskownicy. Trzeba sobie uświadomić, że nasze chciejstwo jest demoniczną siłą, która nas niszczy od wewnątrz, rodzi frustracje i kompleksy. Jest to misterium nieprawości w nas, które najlepiej opisał św. Paweł w 7. rozdziale Listu do Rzymian. Ta siła prowadzi do pretensji do innych, a nawet do całego świata i samego Boga. Wystarczyłaby nawet niewielka refleksja, aby zobaczyć, że te pretensje są pozbawione sensu, bo niczego nie budują, a jedynie niszczą. Jednak ludzie z uporem trzymają się swoich „racji”. W tym kontekście należy widzieć wyżej cytowane stwierdzenie Reguły: „Do ciebie więc kieruję teraz moje słowa, kimkolwiek jesteś ty, co wyrzekasz się własnych chęci”. Jest ono skierowane do tych, którzy mówią pojawiającym się namiętnym myślą: „Nie!” i dlatego postanawiają kierować się posłuszeństwem, bo jest ono najlepszym lekarstwem na chciejstwo czyli na nasze ego – fałszywe „ja”, które jest w nas i chce nad nami panować. To ono kieruje się wymienionymi przez św. Jana trzema namiętności.

Jednak bardzo często nie uświadamiamy sobie, że nasze chciejstwo, które rodzi się z naszego ego, jest największym naszym problemem. Jeżeli nie wiemy tego i co gorsza utożsamiamy się z ego, to nie jesteśmy w stanie zrozumieć mądrości posłuszeństwa i jego sensu. Aby zrozumieć mądrość posłuszeństwa musimy wiedzieć jak przewrotne jest nasze ego. Jesteśmy mistrzami w oszukiwaniu siebie samego. Dobrze widać to u innych. U innych jesteśmy w stanie gołym okiem widzieć finezję w usprawiedliwianiu się. Natomiast jest bardzo trudno zobaczyć to u siebie, bo wymaga to uznania się winnym. Potrzebna jest pokora. Nasze ego uparcie walczy o uznanie, że jesteśmy niewinni i zawsze dobrze myślimy i postępujemy. Jednak nasze fałszywe „ja” musi umrzeć, bo nie może istnieć wobec Boga coś, co jest nieprawdziwe. Przed Bogiem może istnieć tylko „Ja” prawdziwe, takie jakie Bóg w nas stwarza, które jest autentyczną odpowiedzią na miłość Boga. Jest to podstawowe prawo życia.

We wspomnianym liście św. Jan pisze, że kto miłuje, zna Boga, kto nie miłuje nie zna Boga (zob. 1 J 4,7n). Jeżeli ktoś nosi w sobie nienawiść, agresję i pretensje do innych, które są najczęściej przejawem bezsilności, i jednocześnie utrzymuje je w sobie, nie zna Boga. Zazwyczaj takie uczucia z ogromną siłą starają się wedrzeć do naszego serca i dlatego trzeba odpowiadać na nie jednoznacznie i zdecydowanie: „Nie!”.

Przychodząca do nas myśl staje się naszą, gdy ją za swoją przyjmujemy. Jednocześnie ta myśl i konsekwentna jej realizacja, buduje naszą tożsamość. W zależności od tego, czy wybieramy myśl dobrą czy złą, uzyskujemy odpowiednio tożsamość prawdziwą lub fałszywą.

Wydaje się, że cała cywilizacja Zachodu ostatnich wieków to jedno wielkie dmuchanie w balon ego. Jeśli nie wyjdziemy z takiego myślenia, to Europa się rozleci. Rozbudzanie ego jest w interesie komercji, kultury konsumpcyjnej. Wmawia się ludziom, że sami najlepiej wiedzą, co dla nich jest dobre, że są ludźmi dojrzałymi, doskonale znającymi siebie samych i dlatego sami mogą sobie urządzić świat. Jest to myślenie demiurgiczne, które jak zawsze prowadzi do tragedii w życiu człowieka, który w istocie nie wiem, kim jest, skąd się wziął, jaki jest sens jego życia, jego kres i co potem. Możemy to jedynie stopniowo odkrywać, ale naprawdę tego nie wiemy. Jeżeli jednak człowiek działa tak, jakby wiedział, to tragedia jest nieunikniona.

W Regule św. Benedykt zakłada szkołę: „Mamy zatem założyć szkołę służby Pańskiej” (RB Prol 45), w której jak w warsztacie stopniowo uczymy się, kim sami jesteśmy i jaki jest sens naszego życia. Na czele klasztoru powinien stanąć dojrzały mnich, opat, który powinien innym pomagać w rozpoznawaniu własnej drogi. Nauka słuchania prawdy rozpoczyna się od nauki słuchania innych i przekazu tradycji, w której zawiera się mądrość poprzednich pokoleń. Życiem duchowym rządzą bowiem ścisłe prawa. Można robić, co się chce, ale konsekwencją tego jest degradacja do poziomu bezprzytomnych istot. Sami w ten sposób wybraliśmy taką tożsamość! Żadne ideologie postępu nie są w stanie zmienić istniejącego prawa życia duchowego, gdyż są one tak ścisłe jak prawa przyrody i jeżeli żyjemy niezgodnie z nimi, kończy się to bezsensem, a nierzadko chorobami psychicznymi, które przecież najczęściej wynikają z nieuporządkowania życia duchowego.

Przede wszystkim, gdy coś dobrego zamierzasz uczynić, módl się najpierw gorąco, aby On sam to do końca doprowadził (RB Prol 4).

Tylko Bóg jest dobry i wie co jest dobre. Kiedy mamy jakiś pomysł, nie bądźmy pewni, że jest on dobry do końca i doprowadzi ostatecznie do czegoś dobrego. Nieraz w historii najwspanialsze pomysły prowadziły do tragedii. Tak było np. z ideą socjalistyczną, która doprowadziła do rewolucji komunistycznych i największych zbrodni w historii. Musimy wiedzieć, że nasze pragnienia, nasze pomysły nie są absolutnie dobre i słuszne, że trzeba je „mieć w podejrzeniu” tzn. musimy patrzeć na nie krytycznie. Jedynie Bóg może zrobić coś dobrego od początku do końca. Jest to niezmiernie ważna prawda w życiu.

Bóg złożył w nas dobro, abyśmy korzystając z niego, realizowali Jego zamysł (zob. RB Prol 6). Cały czas jednak trzeba być wsłuchanym w to, co pochodzi od Niego, a nie słuchać jedynie swoich pomysłów, które napędzane naszymi pragnieniami łatwo mogą zagłuszyć Boże natchnienia. Jedynie Bóg może doprowadzić nasze dzieła do pozytywnego końca. Jest to możliwe jedynie w dialogu z Nim. W Prologu pojawia się piękny fragment ukazujący wewnętrzny dialog Boga z nami. Jest on uwity z tekstów psalmów i innych cytatów z Pisma Świętego używanych w liturgii.

Powstańmy więc wreszcie, skoro Pismo Święte zachęca nas słowami: Teraz nadeszła dla nas godzina powstania ze snu (Rz 13,11). Otwórzmy nasze oczy na przebóstwiające światło, a nasze uszy na głos Boży, który nas codziennie napomina, wołając: Obyście usłyszeli dzisiaj głos Jego: nie zatwardzajcie serc waszych (Ps 96,8). I znowu: Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów (Ap 2,7). A co mówi? Pójdźcie, synowie, słuchajcie mnie, nauczę was bojaźni Pańskiej. Biegnijcie, dopóki macie światłość życia, aby ciemności śmierci was nie ogarnęły (Ps 34[33], 12; J 12,35) (RB Prol 8–13).

Prawdziwe życie duchowe zaczyna się od obudzenia się. Człowiek żyjąc spontanicznie, idzie za swoimi pragnieniami, które rodzą się z namiętności. One go prowadzą chwilowymi impulsami bez celu i sensu całościowego. Tak prowadzone życie jest rodzajem letargu, życiem w nieświadomości, prowadzone przez kogoś, „kto mi myśli”. Dopiero świadomość, że myśli na nas przychodzą i nie są nasze, dopóki ich za swoje nie przyjmiemy, pozwala stać się podmiotem własnych wyborów. Trzeba się obudzić, stać się sobą, być świadomym tego, o co chodzi w naszym życiu. Trzeba jednocześnie zobaczyć światło odsłaniające drogę. Taki motyw występuje we wszystkich wielkich religiach i oznacza jakiś rodzaj oświecenia lub metanoi, czyli przemiany sposobu widzenie i wartościowania rzeczywistości. Bóg wzywa, ale nie zmusza do przyjęcia Jego słowa. Szanując naszą wolność, wzywa: „Jeżeli chcesz, to chodź! Jednak sam musisz tego chcieć”. Jest to wezwanie skierowane do każdego osobiście:

Pośród licznego tłumu, któremu Pan mówi te słowa, szuka On sobie współpracownika i raz jeszcze powtarza: Któż jest człowiekiem, co miłuje życie i pragnie widzieć dni szczęśliwe? (Ps 33,13 Wlg) (RB Prol 14–15).

Odpowiedz

Wezwanie odnosi się do życia, bo Bóg tego pragnie dla nas. U Proroka Ezechiela deklaruje to jednoznacznie: Ja nie pragnę śmierci występnego, ale jedynie tego, aby występny zawrócił ze swej drogi i żył (Ez 33,11). W naszym życiu chodzi o życie, a nie o osiągnięcie jakiegoś ideału, doskonałości lub czegokolwiek innego. Dlatego pytanie: „Kto chce żyć?”, jest zasadnicze. Od odpowiedzi na nie rozpoczyna się prawdziwa przygoda spotkania z Bogiem i nasza droga duchowa. Jeśli odpowiemy na nie: „Tak!”, Bóg wskazuje nam, co należy robić. Sytuacja wezwania ze strony Boga nieustannie się powtarza. Do kościoła chodzą tłumy, słuchają Ewangelii, ale kto naprawdę ją odkrywa i odpowiada na jej wezwanie? Podobnie Pismo Święte jest u każdego na półce, ale kto je czyta, by usłyszeć Boże słowo?! Tłumy słuchają Słowa Bożego, ale kto usłyszy i odpowie: „Chcę!”.

Jeśli słysząc to, odpowiesz: „Ja”, rzecze ci Bóg: Skoro chcesz mieć prawdziwe i wieczne życie, powściągnij swój język od złego, od słów podstępnych twe wargi. Odstąp od złego, czyń dobro; szukaj pokoju, idź za nim (Ps 34[33],14–15) (RB Prol 16–17).

Po pozytywnej odpowiedzi Bóg wskazuje właściwy sposób życia. W tekście Prologu mamy jedynie streszczenie najbardziej ogólnych zasad moralnego życia. Zwróćmy uwagę, że akcent położony jest na unikanie grzechów języka. Streszczenie Dekalogu pojawi się w Regule dopiero w 4. rozdziale „O narzędziach dobrych uczynków”. Te krótkie zasady życia wskazują, że aby dojść do pełni życia, należy teraz żyć w prawdzie i moralnej uczciwości. Musimy to potwierdzić konkretnymi postawami w życiu. Nie wystarczy tylko słuchać, ale trzeba tymi wskazaniami żyć. Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale (Mt 7,24).

Gdy rozeznanie przekształca się w konkretną postawę w życiu, dopiero wtedy ponownie odzywa się Pan Bóg:

Gdy tak będziecie postępować, oczy Moje zwrócone będą na was, a uszy moje otwarte na prośby wasze. I zanim mnie wezwiecie, powiem: «Oto jestem» (Iz 58,9) (RB Prol 18).

Okazuje się wówczas, że Bóg pragnie nas słuchać, staje się jak sługa. Bóg chce nam służyć, ale tylko dlatego, by obdarzyć nas życiem. Nie da się jednak wykorzystać instrumentalnie. Z Bogiem nie da się niczego załatwić. Tylko wtedy, gdy prawdziwie w swoim życiu staramy się szukać życia, Bóg objawia się jako ten, który pragnie nas nim obdarować wcześniej, niż sami o to poprosiliśmy. Przypomina to postawę matki, która pragnie wydać na świat dziecko z zamiarem służenia mu. Na taką postawę Boga wskazuje Pan Jezus w przypowieści o miłosiernym ojcu, który wybiegł na spotkanie powracającego syna i zanim on wyrecytował przygotowaną od dawna formułę przeprosin, przygarnął go do siebie i przywrócił mu całą jego godność syna i dziedzica (Łk 15,20–22).

Sam Pan Jezus pokazał to gestem umycia nóg swoim uczniom. Na tym etapie dialogu dopiero ukazuje się prawda, że „Bóg jest bliżej nas niż my samych siebie”, jak mówił św. Augustyn. Bogu bardziej zależy na naszym życiu niż nam samym. Sami jesteśmy bezprzytomni, a On jednak nieustannie jest w naszym sercu, bardziej zatroskany o nas niż my w swoim zapatrzeniu w to, co na świecie.

Cóż dla nas milszego, bracia najdrożsi, nad ten Boży głos zaproszenia? Oto w swej łaskawości Pan sam ukazuje nam drogę życia (RB Prol 19–20).

Od rozpoznania wewnętrznego dialogu z Bogiem dopiero zaczyna się cała przygoda duchowa. To co było dotąd, nie było prawdziwym życiem. Trzeba się obudzić i zobaczyć, jak mówił ks. Tischner, że w życiu o coś chodzi.

Niezmiernie ważne w życiu duchowym jest uznanie, że wszelkie dobro pochodzi od Boga i Jemu za nie trzeba dziękować. Inaczej łatwo wpadamy w próżną chwałę, którą dobrze widać w postawie faryzeusza z przypowieści o faryzeuszu i celniku w świątyni. Modlił się on:

Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten: Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony (Łk 18,11–14).

Próżna chwała prowadzi wprost do pychy – najgorszej z namiętnych myśli, która niweluje wszelkie dobro, jakie wcześniej mogliśmy zrobić i do jakiego doszliśmy. Nawet dobro jakie w nas jest, nie jest naszą zasługą, ale jest Bożą łaską. Kiedy uda się nam zrobić dobry uczynek, trzeba wpierw błogosławić Bogu za ten dar. Mając taką świadomość, nie będziemy łatwo osądzać innych. Jeżeli w nas ma się dokonać cokolwiek dobrego, to tylko jako odpowiedź na Boże wezwanie. Inaczej mówiąc, tylko nasza współpraca z łaską może przynieść owoce. Sama nasza praca nic nie da, sama łaska też nic nie da. Musimy podjąć współpracę z łaską. Bóg niczego nam nie narzucie, nie odbierze nam wolności, nie zbawi nas na siłę. Bóg nas wzywa, ale sami musimy to wezwanie usłyszeć i na nie odpowiedzieć. Odpowiedź nasza musi być zawsze konkretna, musi wyrazić się konkretną postawą wobec innych i w sposobie zaangażowania w świecie.

Gdyśmy więc, bracia, zapytali Pana, kto może zamieszkać w Jego Przybytku, usłyszeliśmy w odpowiedzi, co należy czynić, by w nim zamieszkać. Obyśmy wypełniali obowiązki tego, który tam ma mieszkać! Powinniśmy więc przygotować nasze serca i ciała do walki pod świętym posłuszeństwem przykazaniom Bożym, A gdy coś zbyt trudne będzie dla naszej natury, prośmy wówczas Pana, by kazał łasce swojej przyjść nam z pomocą. Jeśli pragniemy uniknąć kar piekła i osiągnąć życie wieczne, to póki jest jeszcze czas, póki w tym ciele będąc, możemy wszystko to wypełniać w świetle ziemskiego życia, śpieszmy się i to tylko czyńmy, co nam przyniesie korzyść na wieczność (RB Prol 39–44).

„Róbmy tylko to, co może przynieść korzyść na wieczność” – zatem szkoda czasu na inne rzeczy. Stąd potrzeba tak przeżywać życie, by ono było dla nas miejscem spotykania się z Bogiem na co dzień, czyli „Mamy zatem założyć szkołę służby Pańskiej”. Trzeba życie traktować jak szkołę, w której mamy się nauczyć, na czym polega życie, abyśmy umieli je wybrać, bo życie prawdziwe jest dopiero przed nami.

Ufamy przy tym, że zakładając ją, nie ustanowimy nic surowego ani nazbyt trudnego. Jeśli jednak niekiedy dla naprawienia błędów i zachowania miłości, tam gdzie sprawiedliwość i rozsądek tego wymagają, okażemy się nieco bardziej surowi, nie uciekaj od razu, przejęty strachem, z drogi zbawienia, bo wejść na nią można tylko ciasną bramą (RB Prol 46–48).

Gdy będziesz postępował naprzód w życiu wspólnym i w wierze, serce ci się rozszerzy i pobiegniesz drogą przykazań Bożych z niewysłowioną słodyczą miłości.

Pan Jezusa nas zachęcał i dawał otuchę słowami:

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie (Mt 11,28nn).

To co wydaje się trudne, np. prawdomówność, staje się łatwe, a to, co wydaje się łatwe np. kłamstwo, doprowadza do uwikłania się w nie i potem ciągle trzeba udowadniać, że jest nie tak, jak jest. Trzeba wkładać ogromny trud w udawadnianie, że białe jest czarne, a czarne białe. Prawdy nie trzeba udowadniać, bo po prostu jest taka, jaka jest. Ks. Józef Tischner powiedział, że „nic tak nie chroni człowieka jak prawda”.

Tak nie odstępując nigdy od nauki Pana, w Jego prawdzie wytrwajmy w klasztorze aż do śmierci, abyśmy przez cierpliwość stali się uczestnikami Męki Chrystusowej i zasłużyli na udział w Jego Królestwie (RB Prol 50).

Na koniec Prologu św. Benedykt postawił tezę, że trzeba zorganizować „szkołę służby Pańskiej”. Tu, gdzie żyjemy, powinno być świadomie wybranym miejscem, gdzie praktykujemy Ewangelię, żyjemy nią i uczymy się życia. Odnosi się to do różnych wymiarów życia: życia w rodzinie, w pracy, w kręgu przyjaciół, w stowarzyszeniach itp., wszędzie mamy tak układać porządek i relacje wzajemne, byśmy się szkolili w życiu Ewangelią. Przede wszystkim poprzez realizację przykazania miłości bliźniego: miłuj bliźniego, jak siebie samego. Aby właściwie kochać bliźniego, sami dla siebie musimy robić dobrze to, co daje nam dobro w najlepszym rozumieniu, tzn. prawdziwe życie. Tylko wówczas będziemy mogli starać się o życie dla innych, będziemy mogli dawać o nim świadectwo i nim się dzielić. Warunkiem jest to, że sami musimy wiedzieć, że jesteśmy uczniami w szkole życia, uczniami, a nie mistrzami.

W Prologu zawarta jest zasadnicza myśl odnosząca się do życia monastycznego. Jego mądrością jest praktyka tak ułożona, „aby we wszystkim był Bóg uwielbiony”, abyśmy we wszystkich wymiarach życia mieli sposobność otwierać się na Boga i Jego wezwanie do pełni życia.

Dziesięciokrąg

Zastanawiając się nad dynamiką życia duchowego, jakie się ukazuje w Regule św. Benedykta, doszedłem do wniosku, że można je opisać, wskazując właściwe ukierunkowanie naszych wysiłków. Ująłem je w 10 punktów, które jednak się wzajemnie uzupełniają i na siebie nachodzą. Dlatego zaproponowałem przedstawienie ich w postaci dziesięciu kręgów nakładających się na siebie w ten sposób, że ostatni krąg podchodzi pod pierwszy i w ten sposób tworzą całość nieustannie obecną w życiu. Nie tworzą one stopni lub etapów, tak że po jednym etapie przechodzimy na następny, ale każdy z tych wymiarów naszej pracy musi zawsze być obecny na każdym etapie życia, choć może w różnych proporcjach. W środku tych dziesięciu kolorowych krętów tworzących dziesięciokrąg pojawia się białe światło, które jest sumą kolorów tęczy użytych do poszczególnych kręgów. Jest ono symbolem jednego, jedynego światła, którym jest Chrystus, „światła, które oświeca każdego człowieka, który na świat przychodzi” (zob. J 1,9).

Poszczególne kręgi można opisać najkrócej w następujący sposób:

1. Pragnąć życia – pragnąć Boga

Celem naszego życia jest Życie. Jest ono dla nas przygotowane przez Boga jako udział w Jego życiu. Odkrycie tej prawdy jest ukrytym w naszym sercu skarbem, nad który nie ma nic droższego. Dlatego szukanie Boga, pragnienie osobistego spotkania z Nim, aby żyć z Nim w komunii, jest naszym najgłębszym dążeniem. To, czy kroczymy drogą życia, rozpoznajemy po owocach.

2. Zdecydować się na Prawdę

Największym wrogiem na drodze do spotkania się z Bogiem są nasze własne chęci (namiętności i pożądania) sterowane wyobraźnią. Bóg żywy jest obecny tu i teraz oraz w taki sposób, jak sam tego chce. Możemy Go spotkać jedynie w prawdzie, która jest inna niż nasze wyobrażenia o niej. Najmocniejszym narzędziem do walki z własnymi chęciami jest posłuszeństwo.

3. Kroczyć za Mistrzem

Nasze życie jest drogą do zbawienia, na której potrzebujemy Przewodnika i Nauczyciela. Bez Niego o własnych siłach nie jesteśmy w stanie dojść do Boga. Przewodnikiem jest Jezus Chrystus. On jest żywy i obecny dzisiaj przez Ducha Świętego, Ducha Prawdy. Przemawia do nas na różny sposób, szczególnie przez ludzi: przełożonych, przyjaciół, braci, czasem przez ludzi przygodnych, a nawet przez wrogów. W sumieniu musimy się uczyć prawdziwego posłuszeństwa Chrystusowi na drogach, jakimi do Boga kroczymy.

4. Aby we wszystkim Bóg był uwielbiony

Naszą historią zbawienia jest nasze życie w jego całości, a nie jakieś poszczególne, wybrane działania. Najważniejszą sprawą jest zatem takie przeżywanie życia, aby we wszystkim odnajdować Boga i oddawać Mu należną cześć. Można to robić, jedynie realnie podejmując życie takie, jakie jest, bez ucieczki w schematy czy ideologizację lub w mniemanie, że się nam wszystko należy. Wyrazem trzymania się realizmu jest „życie z pracy rąk własnych”. Ponadto, ponieważ żyjemy zawsze we wspólnocie, musimy respektować określone reguły i uznawać władzę. Te trzy wymiary naszego życia: wspólnotę, regułę, czyli zasady życia i władzę trzeba zrozumieć, zaakceptować i dbać o ich wzajemną harmonię.

5. Otworzyć się na Słowo Boże

Bóg kieruje do nas swoje słowa na różny sposób, ale szczególnie przemawia do nas przez Słowo Boże i zawartą w nim historię różnych osób. To Słowo jest dla nas nie tylko źródłem poznania zamysłu Bożego odnoszącego się do zbawienia ludzi, ale także szkołą odczytywania sensu własnego życia, które jest naszą osobistą historią zbawienia. Dlatego lectio divina jest naszą codzienną praktyką duchową.

6. Liturgia – uczestniczyć w Bożym dziele

Choć w każdej chwili żyjemy przed obliczem Boga, to istnieją szczególne momenty, gdy świadomie stajemy przed Nim w misterium całego Kościoła obejmującego żyjących dzisiaj i tych, którzy stoją przed Nim w Jego królestwie, zarówno ludzi, jak i aniołów. Liturgia jest naszym udziałem w Opus Dei – Bożym dziele odwiecznie dokonującym się w niebie. Sprawowana na ziemi jest dla nas szkołą właściwego stawania przed Bogiem. Jest to najważniejsze z podejmowanych przez nas dzieł. Dzieło najważniejsze, ale nie jedyne.

7. Modlitwa – spotkać się z Bogiem w sercu

Bóg nie jest zewnętrzną instancją, nie jest jedynie Sędzią naszych zachowań i działań, ale najgłębszą tajemnicą naszego życia. „W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (por. Dz 17,28). Spotkać możemy Go jedynie w sercu. Dlatego codziennie, jak najczęściej musimy znajdować czas na modlitwę w czystości serca i ze łzami skruchy jako odpowiedź na Jego nieustanną obecność w naszym życiu. Nieustannemu wysiłkowi modlitwy odpowiada szukanie pokoju zarówno wewnętrznego, jak i w pracy i relacjach z innymi.

8. W szkole pokory

Boga możemy spotkać jedynie w pełnej prawdzie, czyli w prawdzie w wymiarze egzystencjalnym. Tajemnica naszego grzechu, czyli oddalenia się od Boga, ma swoje źródło w kłamstwie wyrosłym z pychy. Dlatego nauka pokory, postawy otwarcia na prawdę życia, jest naszym najważniejszym wewnętrznym wysiłkiem. Pokora i skrucha serca są najbardziej autentycznymi postawami wobec Boga, którego spotykamy.

9. Gorliwość w życiu żarliwej miłości

Spotkanie miłości Boga otwiera serce na współczucie i miłość braterską. Drugi człowiek staje się naszą drogą do spotkania z Chrystusem. To przez miłość do niego okazujemy miłość samemu Chrystusowi (zob. Mt 25,40). Dlatego gorliwość w życiu żarliwej miłości wzajemnej (zob. RB 72,3) powinna być naszym zasadniczym dążeniem w relacjach z innymi. Bez postępu na tej drodze nie potrafimy prawdziwie poznać Boga i Jego miłości (zob. 1 J 4,8).

10. Żyć nadzieją królestwa Bożego

Zostaliśmy stworzeni po to, abyśmy się narodzili do życia w Bogu. Nasze życie na ziemi jest jedynie pielgrzymowaniem. Dlatego „póki jest jeszcze czas, póki w tym ciele jesteśmy, śpieszmy się i to tylko czyńmy, co nam przyniesie korzyść na wieczność” (por. RB Prol 43n). Jesteśmy ludźmi nadziei, patrzącymi na obecne życie z perspektywy Bożej obietnicy. Nasza prawdziwa ojczyzna jest w niebie.

Każdy z tych kręgów można rozpisać szerzej aż do wymiaru traktatu teologicznego, czego tutaj oczywiście nie będziemy robili. Zaproponowany przeze mnie dziesięciokrąg stanowi próbę syntetycznego ujęcia duchowości obecnej w Regule św. Benedykta, która jednak nie sprowadza się do duchowości benedyktyńskiej, ale jest w istocie po prostu duchowością chrześcijańską.


Fragment publikacji Duchowość benedyktyńska wydanej w serii Ora et labora


Włodzimierz Zatorski OSB – urodził się w Czechowicach-Dziedzicach. Do klasztoru wstąpił w roku 1980 po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pierwsze śluby złożył w 1981 r., święcenia kapłańskie przyjął w 1987 r. Założyciel i do roku 2007 dyrektor wydawnictwa Tyniec. W latach 2005–2009 przeor klasztoru, od roku 2002 prefekt oblatów świeckich przy opactwie. Autor książek o tematyce duchowej, między innymi: “Przebaczenie”, “Otworzyć serce”, “Dar sumienia”, “Milczeć, aby usłyszeć”, “Droga człowieka”, “Osiem duchów zła”, “Po owocach poznacie”. Od kwietnia 2009 do kwietnia 2010 przebywał w pustelni na Mazurach oraz w klasztorze benedyktyńskim Dormitio w Jerozolimie. Od 2010 do 2013 był mistrzem nowicjatu w Tyńcu. W latach 2013-2015 podprzeor. Pełnił funkcję asystenta Fundacji Opcja Benedykta. Zmarł 28 grudnia 2020 r.

(Visited 1 194 times, 1 visits today)


Jeśli zainteresował Cię nasz materiał, mamy dla Ciebie propozycję! Możesz otrzymywać raz w tygodniu, w sobotę o 19:00, e-mail z najnowszymi artykułami z portalu cspb.pl. Wystarczy, że zapiszesz się do naszych powiadomień poniżej...

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.

Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!

Zamknij