Umieszczony przez 11:41 Duchowość monastyczna, Małgorzata Borkowska OSB wyjaśnia..., Ojcowie Pustyni

Bóg to nie automat. O wyjściu z pułapki “duchowych cukierków”

Pamiętam, jakim odkryciem i wyzwoleniem była dla mnie kiedyś myśl, że nie mam obowiązku mieć na każdy temat wyrobionego zdania; a Ojcowie uczyli, że ten najmądrzejszy, kto potrafi powiedzieć “Nie wiem”.

1. Potrzebna jest więc cisza zewnętrzna, dosłowna, w decybelach mierzona; ale i cisza wewnętrzna, polegająca na uspokojeniu umysłu na tyle, żeby człowiek przestał się kręcić wokół własnych bieżących doznań. Wtedy nie tylko nasza mowa będzie płynąć z opanowania, z równowagi, z milczenia właśnie – ale także nauczymy się słuchać.

2. Pamiętam, jakim odkryciem i wyzwoleniem była dla mnie kiedyś myśl, że nie mam obowiązku mieć na każdy temat wyrobionego zdania; a Ojcowie uczyli, że ten najmądrzejszy, kto potrafi powiedzieć „Nie wiem”.

3. Żeby zamilknąć, trzeba wyłączyć w sobie nauczyciela, który ma obowiązek wszystkich o wszystkim pouczać. Ojcowie pustyni mówili, że mnich nie powinien podejmować dyskusji; ale jeśli brat mądrze mówi, powinien odpowiedzieć: Słusznie; a jeśli głupio, powinien odpowiedzieć: Sam wiesz, co mówisz. – No to wezmą mnie za głupiego, który nic nie ma do powiedzenia! – Niech wezmą; a ty trwaj w pokoju przed Bogiem; to jest więcej warte niż zwycięstwo w dyskusji.

4. Gadaniem i wszelkim innym hałasem, dźwiękowym i myślowym, zagłuszamy świadomość swoich win czy niedoskonałości. Żeby zamilknąć, trzeba więc spróbować jakoś wyłączyć w sobie sędziego, który bezustannie feruje wyroki, a w dodatku, pragnąc, żeby jak najpóźniej doszła kolejka jego własnej sprawy, najpierw zajmuje się procesami wszystkich bliźnich.

5. Boimy się więc, żeby Bóg nie przemówił, bo mógłby powiedzieć nie to, co chcemy usłyszeć. Ale boimy się także, żeby nie milczał. Jakże trudno jest pogodzić się z milczeniem Boga, znieść je, przyjąć. Całymi latami nie daje nam żadnego znaku swojej obecności, żadnego rozwiązania naszych trwających problemów. Chociaż może to nie On milczy, tylko my nie dorośliśmy jeszcze do tego, żeby dosłyszeć, żeby zrozumieć? A On czeka cierpliwie, hoduje nas jak cenny kwiat, aż powoli wreszcie nasze serce rozkwitnie i będziemy zdolni słyszeć. Dlatego milczenia Bożego trzeba słuchać tak samo, jak i mowy. Z tą samą pokorą, uwielbieniem, wdzięcznością. Pokochać je i odpowiadać na nie także ciszą. Nie zagłuszać go własnym gadaniem: ani gadaniem do ludzi, ani gadaniem do siebie.

6. Nasz wybór Pana nie jest tylko wyborem takiego a nie innego źródła naszego szczęścia; takiego a nie innego duchowego banku, który by nam to szczęście zapewnił. Bank to coś, co istnieje dla nas, instytucja usługowa; ale wybór Pana to właśnie uznanie faktu, że nie On dla nas istnieje, ale my dla Niego. Obiecane nam zbawienie jest, owszem, szczęściem niewyobrażalnym (św. Paweł dobrze o tym wiedział), ale nie dlatego jest szczęściem, że nam będzie przyjemnie, w taki czy inny sposób. Jest szczęściem dlatego, że wreszcie wtedy będziemy cali zwróceni do Pana, cali Jemu oddani i w Nim pogrążeni.

7. Modlitwie nie należy się oddawać dla przyjemności, mierząc jej wartość intensywnością uczuć. To bardzo ważne w czasach, w których mnóstwo ruchów, dróg i grup modlitewnych stawia właśnie na przeżycie, a kiedy ono zblaknie, to już nie wiedzą, co dalej. Skoro modlitwa przestała już sprawiać przyjemność, ludzie od niej odchodzą. Mówią, że się rozczarowali… a nie wiedzą, że to jest właśnie zjawisko normalne, zaproszenie do dalszej drogi, zaproszenie w głąb. Nie klęska: szansa! Zaproszenie do większej miłości, do postawy syna, a nie najemnika służącego za zapłatę. Właśnie wtedy warto dalej iść obraną drogą, nie wmawiając sobie, że się powinno (albo że w ogóle można) zawracać znowu do jej początku, co nam czasem zalecają niektórzy kaznodzieje…

8. Życie modlitwy, jak każde życie, podlega rozwojowi, a rozwój obejmuje także stadia trudne. Jak zalążek jabłka, po opadnięciu kwiatu, nie zmienia się natychmiast w dojrzały owoc, ale trwa wiele miesięcy w formie brzydkiego, szarego i kwaśnego nie-do-owocu, tak i dusza ludzka, po wstępnym entuzjazmie, ma przed sobą przynajmniej jeden okres trudnego rozwoju, który tradycyjnie nazywamy „nocą”. I tak jest dobrze; przynajmniej możemy okazać Bogu wierność, nie dopominając się natychmiast duchowych cukierków w nagrodę.

9. Modlitwa to nie tylko czynność, zabierająca jakiś określony czas, i koniec. Modlitwa to przede wszystkim relacja międzyosobowa. Relacja trwała. Dziecko, które np. odrabia lekcje w pokoju, w którym siedzi jego matka, czasem z nią rozmawia, czasem nie, ale zawsze ma świadomość, że ona jest blisko. I zachowuje się w sposób przez nią aprobowany. Stąd płynie według pustelników bardzo ważny warunek modlitwy: jej zgodność z życiem, albo inaczej: stała zgodność życia z nią, to jest z miłością.

10. Przeszkodą w modlitwie jest żądanie za wiele od razu czyli pseudo-mistyka. Oczywiście człowiek, który wie coś niecoś o swojej słabości, nie będzie marzył o wizjach i czynieniu cudów; ale ten, który nie wie, owszem marzy, a nieraz nawet próbuje sobie i innym wmówić, że jakieś cudowne właściwości już posiadł. Poza pychą jest to także pogoń za przeżyciami; przekonanie, że Boga trzeba „przeżyć”, że to się człowiekowi „należy” i że „przeżycie” jest istotą życia duchownego. Jest to błąd równie szkodliwy co rozpowszechniony. Ba, pamiętam nawet księdza, który twierdził, że jego zadaniem jako duszpasterza jest „dostarczanie wiernym religijnych przeżyć”. Inaczej mówiąc, traktował Boga bezosobowo, jako coś w rodzaju kranu, z którego mogą płynąć miłe „przeżycia” i który człowiek odkręca i zakręca do woli, byle się nauczył, jak się to robi.

11. Wartości modlitwy nie mierzy się przeżyciem. Ludzie, którzy o tym nie wiedzą, albo nie chcą pamiętać, wyrabiają się na łowców świętych przeżyć, duchowych uniesień, tylko bieda w tym, że o takie coraz im trudniej, z tej prostej przyczyny, że zdolność do ich odczuwania pomału maleje. Otóż nie to jest ważne, cośmy odczuli i przeżyli, ale to, ile okazaliśmy wierności Bogu, który wszedł w nasze życie. Inaczej będzie to tylko kręcenie się dookoła siebie samego; a Bóg zapomniany stoi w kącie. Ryzyko dostrzeżenia Go tam trzeba podjąć, nie dla swojej przyjemności, ani dla swojej doskonałości; przyjemność bywa zresztą latami nieobecna, a doskonałość i tak pozostaje wielce łaciata. Trzeba je podjąć po prostu z wdzięczności za to, że On sam pierwszy nas umiłował i wszedł w nasze życie i w naszą codzienność. Uznawać to, dziękować Mu za to – to modlitwa bardziej autentyczna niż wszelkie metody i techniki.

12. Żeby stać się taką karykaturą chrześcijanina, wystarczy po prostu zajmować się cudzymi grzechami, do czego i tak wszyscy mamy skłonność. Człowieka, który nie zauważył w sobie tej tendencji i nie zwalcza jej w sobie, rozpoznają wszyscy inni, tylko on sam siebie nigdy na niej nie łapie. Jeśli go na niej złapie ktoś inny, on ma obronę gotową: chodzi przecież o dobro duchowe człowieka, którego on upomina!

13. Przeciw potępianiu kogokolwiek Ojcowie Pustyni protestują bardzo mocno. Po pierwsze, w imię wierności nauce Chrystusa Pana i wynikających z niej praw bliźniego do naszej miłości. Po drugie, dla własnej korzyści: skoro skrucha prowadzi do zbawienia, to należy odrzucić wszystko to, co nas od niej odwodzi; a doświadczenie nauczyło Ojców, że zajmowanie się cudzymi winami prowadzi do zrzucania swoich własnych win na bliźnich i zaciemnia spojrzenie duszy.

14. Mnóstwo ludzi chciałoby każdą sprawę móc załatwić jednym kliknięciem: Enter, i już po wszystkim. A w życiu tak się nie dzieje, życie podlega prawu rozwoju, i Chrystus Pan powiedział nam o tym wyraźnie: w przypowieści o ziarnie dojrzewającym pod ziemią. Więc zamiast czekać z modlitwą, aż jakiś sposób klikania zostanie nam objawiony, należy w obranym kierunku postawić pierwszy krok. I wtedy już mamy swobodę modlitwy: nie musimy z nią czekać, aż byśmy dotarli do celu, modlimy się tym już pierwszym krokiem. Bo modlitwa jest tu i teraz, a jej tworzywem i tematem jest nasza rzeczywistość. Nie cel i marzenia, ale to, co jest prawdą teraz. I jeśli prawdą jest moja słabość, to tę słabość ofiaruję Bogu, prosząc Go, żeby ją przemienił ku swojej chwale.


Wybrane myśli pochodzą z publikacji Szkoła Ojców wydanej w serii Z Tradycji Mniszej


Małgorzata (Anna) Borkowska OSB, ur. w 1939 r., benedyktynka, historyk życia zakonnego, tłumaczka. Studiowała filologię polską i filozofię na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, oraz teologię na KUL-u, gdzie w roku 2011 otrzymała tytuł doktora honoris causa. Autorka wielu prac teologicznych i historycznych, felietonistka. Napisała m.in. nagrodzoną (KLIO) w 1997 roku monografię „Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich w XVII do końca XVIII wieku”. Wielką popularność zyskała wydając „Oślicę Balaama. Apel do duchownych panów” (2018). Obecnie wygłasza konferencje w ramach Weekendowych Rekolekcji Benedyktyńskich w Opactwie w Żarnowcu na Pomorzu, w którym pełni funkcję przeoryszy.

(Visited 1 486 times, 1 visits today)


Jeśli zainteresował Cię nasz materiał, mamy dla Ciebie propozycję! Możesz otrzymywać raz w tygodniu, w sobotę o 19:00, e-mail z najnowszymi artykułami z portalu cspb.pl. Wystarczy, że zapiszesz się do naszych powiadomień poniżej...

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.

Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!

Zamknij