Pobożność, o której tu mowa, jest bowiem nieprzerwaną pamięcią o Bogu, ciągłym działaniem woli zmierzającym do poznania Go, nieustannym otwieraniem się na Jego miłość, żeby nigdy słudze Boga nie upłynął czas, nie powiem, że dzień, lecz godzina, na niczym innym, jak tylko na albo oddawaniu się ćwiczeniu duchowemu i gorliwym wzrastaniu w wierze albo na słodyczy doświadczenia Boga i radości rozkoszowania się Nim. Oto pobożność, do której Apostoł zachęca umiłowanego ucznia, mówiąc: Ćwicz się w pobożności. Cielesne bowiem ćwiczenie na mało się przyda, lecz pobożność do wszystkiego jest pożyteczna, bo ma obietnicę życia teraźniejszego i przyszłego (1 Tm 4,7–8).
Wasz habit jest rękojmią, a wasze powołanie wymaga nie tylko pozornej, ale i prawdziwej pobożności we wszystkim i wobec wszystkich. Apostoł mówi również: Niektórzy zachowują pozory pobożności, ale wyrzekają się jej mocy (2 Tm 3,5).
O takim spośród was, który nie ma jej w sumieniu, nie ukazuje jej w życiu, nie ćwiczy w celi, powinno się powiedzieć, że jest samotny, a nie że żyje w odosobnieniu, i że cela nie jest dla niego celą, tylko zamknięciem i więzieniem. Rzeczywiście samotny jest ten, kto nie ma przy sobie Boga. Rzeczywiście uwięziony jest ten, kto nie jest wolny w Bogu. Bo samotność i uwięzienie to imiona nieszczęścia. Natomiast cela nie powinna być w żadnym wypadku miejscem, w którym uwięziono konieczność, lecz miejscem, w którym mieszka pokój, nie zamkniętą bramą kryjówki, ale zaciszem.
Ten bowiem, z kim jest Bóg, zawsze jest mniej samotny od tego, kto jest sam. Wtedy doprawdy cieszy się swobodnie swoją radością, wtedy jest cały dla siebie, aby cieszyć się Bogiem w sobie i sobą w Bogu. Wtedy, w świetle prawdy, w pogodzie czystego serca, czyste sumienie otwiera się dobrowolnie na siebie, a dotknięta przez Boga pamięć wlewa się swobodnie sama w siebie i albo rozjaśnia się rozum i serce raduje się własnym dobrem, albo kruchość – ludzka ułomność – opłakuje w niczym nie skrępowany sposób sama siebie.
Ze względu na to, zgodnie z kształtem waszego postanowienia, odsunąwszy od siebie całą doczesność, zamknęliście się cali z Bogiem, mieszkając w niebiosach raczej niż w celach, jako że podobnie mieszka się w celi i w niebie, ponieważ między wyrazami caelum i cella zachodzi, jak się zdaje, pewne pokrewieństwo tak nazwy, jak i pobożności. Wydaje się bowiem, że zarówno caelum (niebo), jak i cella (cela klasztorna) biorą nazwę od czasownika celare. To, co kryje się w niebiosach, kryje się także w celi; to, co dzieje się w niebiosach, to także dzieje się w celi. A cóż to takiego jest? Zajmowanie się Bogiem, radowanie się Bogiem. Ośmielam się powiedzieć, że kiedy według reguły, pobożnie i z ufnością, poświęcacie się temu w celach, święci aniołowie Boga uważają wasze cele za niebiosa i sprawia im jednakową przyjemność przebywanie tak w celach, jak i w niebiosach.
Przecież gdy nieustannie zajmujecie się w celach sprawami niebieskimi, niebo staje się bardzo bliskie celi i w podobieństwie tajemnicy, i w uczuciu miłości Boga, i w dokonaniu podobnego dzieła. I okazuje się, że dla ducha modlącego się albo nawet wydobywającego się z ciała droga od celi do nieba nie jest już ani długa, ani trudna. Z celi do nieba wstępuje się często, natomiast rzadko kiedy zstępuje się z celi do piekła, chyba że, jak mówi psalm: Niech żywi zstąpią do otchłani (Ps 55(54),16), żeby nie zstąpili umierając.
W ten bowiem sposób mieszkańcy cel często zstępują do piekła. Podobnie jak poprzez ciągłe rozważanie znajdują upodobanie w oglądaniu radości niebieskich, żeby ich tym goręcej pragnąć, tak z upodobaniem oglądają męki piekielne, żeby się ich bać i uciekać przed nimi. I to właśnie tego życzą swoim nieprzyjaciołom, modląc się o to, żeby zstępowali do piekieł żywi. A jednak rzadko kiedy ktoś umierając zstępuje z celi do piekła, ponieważ rzadko kiedy pozostaje w niej aż do śmierci ktoś, komu nie jest przeznaczone niebo.
Oto bowiem cela otacza opieką syna łaski, owoc żywota swojego, żywi go, trzyma w objęciach i doprowadza ku pełni doskonałości, a także czyni godnym rozmowy z Bogiem. Ale obcego albo podrzutka szybko od siebie odtrąca i wyrzuca. Dlatego: zdejmij sandały z nóg twoich – mówi Pan do Mojżesza – miejsce bowiem, na którym stoisz, jest ziemią świętą (Wj 3,5). Przecież święte miejsce lub święta ziemia żadną miarą nie ścierpi zbyt długo trupa martwych uczuć albo człowieka z sercem jak umarły.
Cela jest ziemią świętą, świętym miejscem, gdzie Pan i Jego sługa często rozmawiają, tak jak człowiek mówi do swojego przyjaciela, gdzie wierna dusza łączy się często ze Słowem Boga, oblubienica wiąże się z oblubieńcem, to, co niebieskie jednoczy się z tym, co ziemskie, a to, co Boskie, z tym, co ludzkie – ponieważ podobnie jak świątynia jest świętym miejscem Boga, tak cela jest świętym miejscem sługi Boga.
Zarówno bowiem w świątyni, jak i w celi, rozważane są sprawy Boskie; częściej jednak w celi. W świątyni w sposób widoczny i symboliczny są co pewien czas udzielane sakramenty chrześcijańskiej pobożności. W celach, podobnie jak w niebiosach, czci się ustawicznie – w tej samej prawdzie, w tej samej regule, chociaż jeszcze nie w takim samym majestacie czystości, czy też nie w takiej samej pewności wieczności – samą rzeczywistość wszystkich sakramentów naszej wiary.
Dlatego cela, tak jak zostało powiedziane, obcego, który nie jest jej synem, dość szybko z siebie wyrzuca, tak jakby poroniła, zwraca niczym bezwartościowe, wręcz szkodliwe pożywienie. Pracownia pobożności nie może zbyt długo znosić obecności w swoich trzewiach kogoś tego rodzaju. I przychodzi noga pychy i spiesznie go zabiera; ręka grzesznika i porusza go. Wygnany nie może stać w miejscu, lecz ucieka nieszczęsny, nagi i drżący ze strachu, jak Kain od oblicza Pana, narażony na występki i demony, tak że zabije go śmiercią duszy pierwsze z tych dwóch, które go spotka. W przeciwnym razie, gdyby przez jakiś czas pozostawał w celi, nie dzięki niezmienności męstwa, lecz dzięki udręce uporu, cela stałaby się dla niego niczym więzienie albo jak grób dla żyjącego.
Zbij naśmiewcę, a mądry będzie mądrzejszy, i umyje sprawiedliwy swe ręce we krwi grzesznika. Tak więc, jak mówi Prorok: Jeżeli chcesz się nawrócić, Izraelu, to do Mnie się nawróć (Jr 4,1), to znaczy osiągnij szczyt doskonałego nawrócenia. Nikomu bowiem nie wolno długo trwać w tym samym stanie. Sługa Boga może albo wzrastać w wierze, albo upadać na duchu, albo mozolnie pnie się w górę, albo ponaglany jest do piekieł.
Natomiast od was wszystkich wymaga się doskonałości, chociaż nie jednakowej. Jeśli jednak zaczynasz, zacznij w sposób doskonały. Jeśli robisz już postępy, i to także rób w sposób doskonały. Jeśli już w pewnym stopniu dotknąłeś doskonałości, mierz samego siebie z sobą samym i mów z Apostołem: Nie jakbym już osiągnął, albo już stał się doskonały; lecz biegnę, abym jakoś zdobył to, czym sam zostałem zdobyty; to jedno czynię, zapominając o tym, co jest poza mną, z wytężeniem dążąc do tego, co przede mną, biegnę ku wyznaczonej mecie, do najwyższej nagrody, do której Bóg wzywa w Chrystusie Jezusie (Por. Flp 3,12–14).
Następnie dodaje: My wszyscy więc, którzy doskonali jesteśmy, tak to rozumiejmy (Por. Flp 3,15). W tym pouczeniu Apostoł wyraźnie daje do zrozumienia, że doskonale puścić w zapomnienie to, co pozostało z tyłu i doskonale zdążać do tego, co przed nami, jest samo w sobie doskonałością człowieka sprawiedliwego w tym tutaj życiu, a doskonałość tej doskonałości będzie tam, gdzie będzie doskonałe zdobycie nagrody wzniosłego wezwania.
Tym sposobem, jak gwiazda różni się od gwiazdy w jasności, tak cela od celi w sposobie życia. Mianowicie w sposobie życia tych, którzy zaczynają, którzy wzrastają w wierze, którzy osiągnęli doskonałość. Poziom, na którym znajdują się ci, którzy zaczynają, można nazwać „zwierzęcym”; tych, którzy wzrastają w wierze, „rozumnym”; tych, którzy osiągnęli doskonałość, „duchowym”. Niekiedy tym, którzy ciągle jeszcze są „zwierzęcy”, można wybaczyć pewne sprawy, których nie powinno się wybaczać tym, których już uważa się za „rozumnych”. I odwrotnie, tego, co wybacza się „rozumnym”, nie wybacza się „duchowym”, w których wszystko powinno być doskonałe i zasługiwać bardziej na naśladowanie i pochwałę niż na karcenie.
Ponieważ cały stan zakonny składa się z tych trzech rodzajów ludzi – rodzajów, które tak, jak odróżnione są od siebie nazwami, różnią się również istotą tego, do czego prowadzą – wszyscy synowie dnia powinni zawsze, każdego dnia dokładnie sprawdzać, czego im brakuje, skąd przyszli, dokąd doszli i na jakim etapie wzrastania w wierze zaskakuje ich każdego dnia czy każdej godziny ich własna ocena.
Oto „zwierzęcy” to ci, którzy sami z siebie ani nie działają pod wpływem rozumu, ani nie kierują się miłością. Jednak czy to poruszeni autorytetem, czy to nakłonieni nauczaniem, czy to pobudzeni przykładem, pochwalają dobro tam, gdzie je znajdują, i niczym ślepcy idą za pociągnięciem ręki, to jest naśladują. „Rozumni” to ci, którzy poprzez osąd rozumu i umiejętność odróżniania tego, co należy do wiedzy naturalnej, zarówno rozpoznają dobro, jak i pragną go, jednak nie ma w nich jeszcze miłości. „Doskonali” to ci, którzy działają pod wpływem ducha, których pełniej oświeca Duch Święty, a ponieważ smakuje im dobro, miłością do którego się kierują, nazywają się sapientes (mądrzy). Ponieważ w rzeczywistości Duch Święty oblókł ich, tak jak niegdyś oblókł Gedeona (Sdz 6,34), przyobleczeniem Ducha Świętego, nazywani są „duchowymi”.
Pierwszy stan ma na uwadze ciało, drugi zajmuje się duchem, trzeci tylko w Bogu ma ukojenie. Każdy z nich tak jak ma pewną metodę wzrastania w wierze, tak w zakresie swojego rodzaju ma pewną miarę doskonałości.
Początkiem dobra w życiu zwierzęcym jest doskonałe posłuszeństwo: postęp – podporządkować sobie ciało i zmusić do posłuszeństwa; doskonałość – zmienić przyzwyczajenie czynienia dobra w rozkosz. Natomiast początkiem w życiu rozumnym jest rozumienie tego, co człowiekowi proponuje nauczanie wiary: postęp – przygotować się do tego, co jest proponowane; doskonałość, gdy osąd rozumowy zmienia się w przyleganie umysłu do Boga. Doskonałość życia rozumowego jest z kolei początkiem życia duchowego: postęp w nim – oglądać z odsłoniętym obliczem chwałę Boga; doskonałość zaś – przemienić się w ten sam obraz z jasności w jasność, jakby od Ducha Pańskiego.
Fragment publikacji Złoty list
Wilhelm z Saint-Thierry (1075–1148) – był mnichem z wyboru po ukończeniu szkół katedralnych; mnichem, żeby tak powiedzieć, tradycyjnym, w Saint-Nicaise i w Saint-Thierry; później został mnichem cysterskim, uczestnikiem nowych doświadczeń życia cenobitycznego. Przebył obydwie drogi, których próbował monastycyzm XII wieku, aby wyjść z głębokiego kryzysu: najpierw drogę reformy, zmian norm praktycznych (liturgicznych, żywnościowych, prawnych), a następnie drogę poszukiwania kontemplacyjnego. Przechodząc przez poszczególne etapy życia Wilhelma, odczytując na nowo jego dzieła w kontekście jego czasu, będzie można przebyć historię monastycyzmu w XII stuleciu.
Fot. Marcin Marecik / Na zdjęciu: fragment fresku z kapitularza gotyckiego w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu
Jeśli zainteresował Cię nasz materiał, mamy dla Ciebie propozycję! Możesz otrzymywać raz w tygodniu, w sobotę o 19:00, e-mail z najnowszymi artykułami z portalu cspb.pl. Wystarczy, że zapiszesz się do naszych powiadomień poniżej...
Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.
Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.
To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!






