Umieszczony przez 17:24 Święty Benedykt i jego Reguła

Czytanie w „Regule” św. Benedykta

Pomyślmy, że kiedyś było inaczej. Nie tylko dlatego, że książek było mniej i niewiele osób czytać potrafiło. Jeszcze przed wojną książka była przejawem luksusu. Tomy duże, grube, ciężkie, często zakurzone wymagały odpowiednich manipulacji, aby dać się obsłużyć.

Pytanie o charakterystyczne dla życia monastycznego praktyki towarzyszy kolejnym reformom. Nie chciałbym tu jednak niczego reformować! Brzmi to skromnie, i dobrze, wobec zalewu reformacji i reformatorów, którzy zewsząd nas otaczają i odbierają spokój. Chciałbym zacząć dużo skromniej, bo od fundamentu, czyli pytania o te praktyki, które czynią z człowieka mnicha. Zapewne wymienilibyśmy tutaj chorał, mowa byłaby o liturgii, samotności, milczeniu, pracy. Trudno takim opiniom się sprzeciwić; trudno też nie zauważyć, że podobnie jak inne praktyki, tak i one, są dzielone przez mnichów z ludźmi świeckimi. Słowem – nie tylko mnich nimi żyje! Odmienną kwestią byłoby pytanie, czy chorał jest mniszy (i tu trzeba by odpowiedzieć przecząco), analogicznie czy mnisza jest liturgia itd. Odpowiedzią na owo pytanie jest kwestia

Od razu, kiedy piszę te słowa, przypomina się wyznanie abba Makarego Wielkiego: „wybaczcie mi, bracia. Mnichem nie jestem, alem mnichów widział”.

Kiedyś abba Makary Egipcjanin przyszedł ze Sketis w góry Nitryjskie, żeby uczestniczyć we mszy ojca Pambo. A starcy go prosili: „Ojcze, powiedz braciom słowo”. On zaś powiedział: „Nie jestem ja jeszcze mnichem, alem mnichów widział. Kiedyś, gdy siedziałem w Sketis w swojej celi, narzucała mi się natrętnie myśl: Idź w głąb pustyni i przyjrzyj się temu, co tam zobaczysz. Opierałem się tej myśli przez pięć lat, mówiąc sobie: Może pochodzi od diabła. Ale ponieważ trwała we mnie, poszedłem w głąb pustyni. Znalazłem tam jeziorko mające wyspę pośrodku; a dzikie zwierzęta z pustyni przychodziły do wodopoju. Pomiędzy nimi ujrzałem dwóch nagich ludzi i moje ciało zadrżało, bo ich wziąłem za duchy. Oni zaś, widząc, że drżę, odezwali się do mnie: «Nie bój się, i my także jesteśmy ludzie». Zapytałem ich: «Skąd jesteście i w jaki sposób przyszliście na tę pustynię?» Odrzekli: «Jesteśmy z pewnego klasztoru; i zgodziliśmy się jednomyślnie, żeby przyjść tutaj: oto już przebywamy tu czterdzieści lat. Jeden z nas jest Egipcjaninem, a drugi Libijczykiem». Ale i oni zadawali mi pytania: «Co się dzieje ze światem? Czy Nil wylewa w swojej porze i czy jest dobrobyt na świecie?». Odpowiedziałem, że tak, i pytałem dalej: «Jak mogę zostać mnichem?» Oni na to: «Jeśli ktoś się nie wyrzeknie wszystkiego, co jest na świecie, nie może zostać mnichem». Powiedziałem im: «Jestem słaby i nie mogę was naśladować». Oni zaś odrzekli: «Jeśli nie możesz nas naśladować, siedź w celi i opłakuj swoje grzechy». Pytałem jeszcze: «Czy w zimie nie marzniecie? Czy upał waszych ciał nie pali?» Odpowiedzieli: «Bóg dał nam taki sposób życia, i ani nie marzniemy w zimie, ani upały nam nie szkodzą». Oto dlaczego wam mówię, że sam nie jestem mnichem, alem mnichów widział: wybaczcie mi, bracia” (Apoftegmaty Ojców Pustyni, tom 1)

Myślę, że jak tutaj jesteśmy, to nawet i z tym opłakiwaniem mogłoby być różnie. Dlatego trzeba brać się nam za czytanie, czytanie rzetelne i w duchu tradycji monastycznej, czytanie przemieniające, które pomoże nam urodzić się na nowo.

Czytanie i czytania

Zanim przejdziemy do interesujących nas tekstów z tradycji i Reguły, dobrze byłoby przyjrzeć się czytaniu w ogóle, a zwłaszcza czytaniu od strony filologicznej.

Cóż, dzisiaj w samym polskim czasowniku brak jakiekolwiek majestatu czy namaszczenia. Bierze się to zapewne i z tego, że czyta się teraz dużo różnych rzeczy, czytać, jeśli chce może w zasadzie każdy i wszędzie, poprzez Kindla i Internet, może czytać co i kiedy chce, w każdym języku i każdej pozycji ciała.

Pomyślmy, że kiedyś było inaczej. Nie tylko dlatego, że książek było mniej i niewiele osób czytać potrafiło. Jeszcze przed wojną książka była przejawem luksusu. Tomy duże, grube, ciężkie, często zakurzone wymagały odpowiednich manipulacji, aby dać się obsłużyć. Kto raz w ręku miał tom Migne’a, dobrze wie, co mam na myśli. Po drugie niegdyś czytano wyłącznie na głos (stąd dopisek w Regule, że jeśli ktoś chce czytać podczas sjesty, to ma to tak robić, żeby nie przeszkadzać innym). Po trzecie książek „lekkich” w sumie nie było. Oczywiście zawsze ktoś gdzieś mógł pobawić się Terencjuszem, Persjuszem bądź Plautem, ale czy była to rozrywka niska? Nawet satyry Horacego… Zawsze można było zarazić się elegancją jak za chwilę zobaczymy, czytając pewien intrygujący fragment z Kasjana.

W języku greckim czytanie to άνάγνωσις, a człowiek, który posiadł zdolność płynnego czytania to αναγνωστικός. Nasze ucho od razu wychwytuje gnozę – poznanie, jednak tutaj pozbawione swoich drapieżnych zębów herezji; prefiks „ana” wskazuje na trud wchodzenia pod górę, wysiłek, który każdemu, kto zmagał się z poważną lekturą, nie jest obcy. Czytanie w najstarszych pismach monastycznych jest wyliczane pośród ćwiczeń składających się na praktykę, czyli to wszystko, co ma pomóc wyzwolić się z wad i nabyć cnoty. Pisze Ewagriusz z Pontu:

Umysł błądzący pokrzepiają: czytanie duchowne, czuwanie i modlitwa. Rozpaloną pożądliwość gasi post, trudy i odsunięcie się od świata. Wzburzoną popędliwość uspokaja zaś śpiewanie psalmów, cierpliwość i miłosierdzie (Pisma ascetyczne, tom 1)

Czy nie jest czymś szokującym, że „czytanie” zostaje zaliczone do „ascezy”? Wolelibyśmy tu widzieć tylko te bicze i kawałek chleba popijany wodą – ale jednak i czytanie, pracowite, niełatwe, wymagające, nie pozwalające zasnąć, jest owym ćwiczeniem, askesis, które dzięki Bożej łasce pomaga odnaleźć drogę umysłowi zabłąkanemu w mroku niewiedzy.

Zanim przejdziemy do terminu łacińskiego, popatrzmy przez chwilę na to, co o czytaniu ma do powiedzenia Kasjan. Jak wiadomo za młodu podróżował sporo po Egipcie wraz ze swym przyjacielem Germanusem (jesteśmy na przełomie IV i V w.), a pod koniec życia doświadczenia swe zawarł w Rozmowach z Ojcami Regułach (Institutiones), które to pisma wywarły widoczny po dzień dziś wpływ na to, co określamy jako duchowość łacińską. Zwrócenie uwagi na Kasjana jest o tyle ważne w naszym kontekście, że ten autor dla św. Benedykta, obok Biblii, był jednym z największych autorytetów.

Kasjan czytaniu poświęcił Rozmowę XIV. O wiedzy duchowej. Rozmówca młodych mnichów, abba Nestoros, wyłożywszy zasady egzegezy alegorycznej i i zwróciwszy uwagę na konieczność utrzymania dyscypliny myśli i marzeń, wywołuje u naszego autora głębokie przerażanie. Kasjan sam opisuje to w następujących słowach:

Przejęty najpierw głębokim żalem, a później ciężko wzdychając, odparłem: „To, co nam tutaj tak szczegółowo przedstawiłeś, powiększyło jeszcze bardziej moją dotychczasową rozpacz. Do zwykłych bowiem pęt duszy, które z zewnątrz zagrażają wszystkim słabym w wierze, doszła, w moim przypadku, jeszcze jedna, szczególna przeszkoda na drodze do zbawienia. Otóż, chociaż początkowo znałem bardzo słabo świecką literaturę, to jednak dzięki wymaganiom nauczyciela i mojej własnej gorliwości w czytaniu, umysł mój do tego stopnia został skażony tymi treściami, że teraz nawet w czasie modlitwy zajmuje się czczymi bajkami i dziejami wojen, którymi karmiono go od chłopięcych lat i początków nauczania. Kiedy więc śpiewam psalmy lub błagam o przebaczenie grzechów, zaraz przypomina mi się jakiś bezwstydny poemat lub pojawiają się przed oczyma postacie walczących bohaterów. Takimi obrazami łudzi mnie ciągle wyobraźnia, nie pozwalając duszy, aby wzniosła się do kontemplacji rzeczy niebieskich: niestety, nawet moje codzienne łzy nie mogą wymazać tych obrazów z pamięci” (Rozmowy z Ojcami, tom 2)

Nie wiem, czy ktoś z czytelników miał kiedykolwiek wyrzuty sumienia z powodu czytania Pana Tadeusza bądź Gombrowicza. W pierwszym odruchu możemy odnieść wrażenie, że Kasjan przesadza: wszystko to brzmi niczym zapis neurotycznego lęku wobec bliżej nieokreślonego grzechu. Warto ten tekst prześledzić uważnie, ponieważ wówczas jak na dłoni ukaże się nam, czym dla Kasjana jest czytanie. Po pierwsze ważne jest to, co się czyta. Nie można sięgać po byle co – nie tylko „byle-co” pod względem formalnym, ale także z punktu widzenia doktryny. „Po co czytasz? Po co ci to potrzebne?” – to pytanie, które w klasztorze powinno rozbrzmiewać regularnie, nie tyle jako wyraz cenzury, co troski braterskiej. Pod drugie czytanie ma wpływ na formowanie duszy i to wpływ niebagatelny (ulegnijmy na chwilę „duchowi czasu” – jeśli ktoś nie rozumie, co mam na myśli, niech obejrzy Stowarzyszenie umarłych poetów). Lektura daje pokój, bądź go odbiera, wskazuje drogę, albo prowadzi na bezdroża. I wreszcie, po trzecie, lektura kształtuje pamięć człowieka – czego się naczytałem, to do mnie powróci, będzie mnie pocieszać bądź dręczyć. Taki, w trzech punktach, jest przekaz Kasjana.

Oczywiście dzisiaj spojrzelibyśmy na to szerzej – obok lektury dodalibyśmy elementy audiowizualne: muzykę, teatr, film, Netflixa… Przypomnieć trzeba, że czytanie jest elementem askesis – i dlaczego tak właśnie jest, teraz już nikt chyba nie ma wątpliwości. Przez lekturę wchodzi do naszej głowy świat i jego pokusy (pamiętajmy, że „pokusa” to nie „opcja”, ale fałszywa ścieżka i tylko głupek będzie wałęsał się po krzakach).

Oczywiście Nestoros radzi Kasjanowi terapię dość dla nas niezwykłą: pamięciowe opanowywanie długich fragmentów Pisma Świętego i ich wytrwałą recytację. Nawiasem mówiąc stąd właśnie bierze się psalmodia – czyli wspólne recytowanie psałterza, mające na celu „odkażenie” antybiotykiem Słowa Bożego wyobraźni człowieka, zakażonej przez złe obrazy i wyobrażenia.

Wróćmy do aspektów filologicznych. Łacina nie ma tak ciekawego i opisowego słowa na określenie czytania jak greka, ale za to posiada w swych zasobach pewien związek frazeologiczny, któremu dane było zrobić karierę niezwykłą: lectio divina. Czasami wspomniany wyżej tekst Kasjana uważa się za jeden z fundamentów owej praktyki. Czy jest tak w istocie – za chwilę zobaczymy.

Lectio divina w dzisiejszym potocznym rozumieniu to pobożne czytanie Pisma Świętego w czterech krokach: lectiomeditatiooratio i contemplatio. Schemat ów, zaczerpnięty z tekstu kartuskiego z XII w., Drabina do raju, jest dziś niezwykle popularny. Jak jednak już widzieliśmy dla Ojców nie ma innego czytania, lectio, niż „pobożne”, divina. Każde inne jest stratą czasu. Po drugie przedmiotem lectio nie jest samo Pismo, ale to wszystko, co do zrozumienia Pisma i tajemnic Chrystusa w nim ukrytych prowadzi. Po trzecie schemat czterech kroków wyznacza nie tyle dynamikę poszczególnej lektury, co raczej proces życia duchowego: na początku zawsze jest mordercze lectio, czytanie, czasem bez zrozumienia, czasem upajające. Meditatio oznacza nie tyle „rozmyślanie”, co raczej ćwiczenie (taki jest sens łacińskiego rzeczownika), powtarzanie, powracanie wciąż i wciąż do przeczytanego tekstu z intencją, aby zrozumieć go poprawnie. W zasadzie te dwa kroki są w zasięgu człowieka. Oratio – modlitwa, rodzi się sercu, którego dotknął Bóg i jest domeną łaski, podobnie jak contemplatio – zrozumienie, przede wszystkim Boskich tajemnic ukrytych w słowach Pisma.

Podsumowując – jeśli lectio to tylko divina, nawet jeśli sięgamy po Rilkego.

Reguła o czytaniu

Przejdźmy teraz do samej Reguły. Jej styl jest dość specyficzny i każdy, kto próbował ją sobie czytać może doznać uczucia lekkiego zażenowania. Reguła nie jest jednak „literaturą piękną”, ale próbą aplikacji tych zasad, o których mówiliśmy wyżej rozważając tajemnicę czytania.

Dla św. Benedykta czytanie ma w sobie coś z celebracji uroczystości:

Niech nie czyta pierwszy lepszy, kto przypadkiem wziął książkę do ręki. (RB 38,1)

Czytanie jest zajęciem poważnym i wymagającym kultury duchowej.

Czytanie ma charakter indywidualny jak i wspólnototwórczy. Przyjrzyjmy się teraz konkretnym przypadkom.

Reguła o czytaniu (1). Czytanie Indywidualne

Jesteśmy wszyscy trochę indywidualistami, więc zacząć wypada od czytania indywidualnego. Jest to o tyle bardziej praktyczne, że analiza rozdz. O codziennej pracy fizycznej pomoże nam uchwycić dużo z ducha czytania benedyktyńskiego. Rozdział ma charakter rozbudowanego planu dnia, nieco nudnego na pierwszy rzut oka. Rachunek godzin opiera się na prostym założeniu podziału nocy i dnia na dwanaście równych części, które wydłużają się bądź skracają w zależności od tego, o której porze roku mówimy. Pierwsza godzina nocy to czas zaczynający się po zachodzie słońca, pierwsza godzina dnia zaczyna się o wschodzie.

Święty Benedykt dzieli rok na trzy okresy: od Paschy do 1 października, od 1 października do początku Wielkiego Postu; na Wielki Post z kolei Reguła przewiduje odrębne zasady.

W pierwszym okresie, co podyktowane jest wcześniejszym wschodem słońca i dłuższym dniem oraz większą ilością pracy, na czytanie przeznaczony jest czas wzmagającego się upału od godziny 4 do seksty (początek dnia po odmówieniu oficjum ma być poświęcony pracy). W okresie zimowym czytaniu ma być poświęcony czas pierwszych dwóch godzin dnia oraz ten okres, który pozostaje pomiędzy  godziną 9 a Nieszporami; czas Wielkiego Postu otrzymywał dodatkowo jedną godzinę na lekturę.

Nie ulegajmy teraz pokusie przeniesienia czasu przeznaczonego na czytanie na nasze zegarki (w znaczeniu – godzina to 60 minut). O wiele poprawniej będzie ten podział podsumować w następujący sposób: w okresie letnim czytano przez 1/6 dnia, w okresie zimowym ponad połowę dnia (około 7 godzin z 12), w okresie Wielkiego Postu – 3/4 dnia. Dysproporcja może nam wydawać się znaczna, ale podyktowana jest względami praktycznymi. Mimo wszystko nawet letnia 1/6 dnia robi wrażenie: kto z nas przeznacza codziennie tyle czasu na lekturę (pamiętajmy, że tu mowa o dniach, kiedy pracy było najwięcej)? A jeśli ta systematyczność w czytaniu rozciąga się na lata? Dodajmy: św. Benedykt nie podaje praktycznej motywacji: mnisi nie po to czytają, aby pisać komentarze biblijne czy rozprawy teologiczne. Czytają, aby czytać, czytają, aby tekst ich kształtował. Ta bezinteresowność lektury domaga się tutaj mocnego podkreślenia.

Ten podział dnia robi wrażenie. Nawet jeśli nie zawsze pilnie go przestrzegano, co chyba nie powinno nas dziwić, to jednak ideał został nakreślony nad wyraz jasno: mnich jest tym, który czyta. Dodajmy jeszcze, że specjalnie uprzywilejowana jest w Regule niedziela, która na czytanie jest przeznaczona w całości. Ciekawi nas zapewne metoda lektury. W trakcie czytania robiono notatki (mówi o tym choćby nakaz, aby opat zapewniał braciom rylec i tabliczki do pisania; zabytki takich notatek zresztą są znane badaczom). W okresie Wielkiego Postu dostawało się książkę „na wynos” – co sugeruje, że normalnie czytało się w jednym miejscu w domu, zapewne w czymś, co z czasem stawało się skryptorium bądź salą studiów. W dawnym opactwie benedyktyńskim na Świętym Krzyżu zachowały się na krużgankach resztki ławek przeznaczonych dla tych mnichów, którzy siedząc wokół pulpitu słuchali współbrata czytającego na głos. Takiej lekturze towarzyszył komentarz, zapewne mogły pojawić się pytania. Do podobnej praktyki odnosi się zapewne napomnienie z 4 rozdziału Reguły: „Słuchać chętnie czytania duchownego”.

Reguła o czytaniu (2) Czytanie wspólne

Oprócz czytania indywidualnego mamy czas lektury wspólnej. Jest to naturalne, skoro dla św. Benedykta czytanie jest czymś, co, jak widzieliśmy, przenika cały dzień. Ale o wiele bardziej istotne jest stwierdzenie, że studium nie jest wyrazem indywidualizmu, ale raczej pragnieniem zbudowania prawdziwej wspólnoty. Książkę kiedyś trzeba zamknąć i pójść do żyjących ze mną braci, aby wraz z nimi zobaczyć w życiu to, co się wcześniej pracowicie przeczytało. By tę wspólnotę braterską cementować obok liturgii i pracy, mamy wspólne czytanie.

Reguła mówi, że nie powinno brakować książki przy posiłku. Tygodniowej służbie lektora poświęcony jest rozdz. 38, który pozwala nam zobaczyć, trochę od kulis, jak to wyglądało.

Powinna być zupełna cisza, aby nigdzie nie było słychać żadnego szeptu ani głosu, oprócz głosu samego lektora. Co zaś jest potrzebne przy jedzeniu i piciu, niechaj bracia tak sobie wzajemnie podają, aby nikt nie potrzebował o nic prosić. Jeśliby jednak czegoś jeszcze brakło, prosić należy raczej za pomocą jakiegoś zrozumiałego znaku, niż słowami. I niechaj nikt przy stole nie ośmiela się zadawać pytań dotyczących czytanego tekstu, czy też czegokolowiek innego, aby w ten sposób nie stwarzać okazji [do rozmowy], chyba żeby przełożony chciał powiedzieć kilka słów ku zbudowaniu.

Ten fragment pokazuje harmonijne połączenie dwóch czynności: lektury i wspólnego posiłku; warto zwrócić uwagę na wzajemną troskę, którą należy okazywać sobie przy stole.  Oprócz tego czytano w trakcie liturgii (zarówno teksty Pisma jak i komentarze Ojców). Przed Kompletą z kolei (mówi o tym rozdział 42) czytano Kasjana i tzw. Żywoty Ojców.

We wszystkich okresach roku, czy to w czasie postu, czy w czasie dwóch posiłków dziennych, należy postępować w taki oto sposób: Jeśli jest to okres dwóch posiłków, gdy wstaną od kolacji, niechaj usiądą wszyscy razem, a jeden z nich czyta Konferencje, Żywoty Ojców lub cokolwiek innego dla zbudowania słuchaczy, lecz nie Siedmioksiąg ani Księgi Królewskie, gdyż dla słabych umysłów nie jest to właściwa pora do słuchania tych ksiąg Pisma Świętego. Trzeba je wszakże czytać w innym czasie. W dni postne natomiast, zaraz po Nieszporach i krótkiej przerwie, zaczyna się czytanie Konferencji, jak wyżej powiedziano. Należy przeczytać cztery lub pięć kartek lub tyle, na ile czasu wystarczy. Podczas tego czytania powinni się zejść wszyscy, nawet jeśli ktoś byłby jeszcze zajęty wyznaczoną mu pracą. Kiedy więc będą już wszyscy razem, odmówią Kompletę. Po skończonej zaś Komplecie nikomu już nie będzie wolno powiedzieć ani słowa.

Dzieła Kasjana, o których pisze tutaj św. Benedykt, to rzecz jasna wzmiankowane wyżej Rozmowy z Ojcami i InstitutionesŻywoty Ojców to techniczne określenie na zbiór łacińskich przekładów kolekcji tekstów powstałych w języku greckim: Żywota św. Antoniego pióra św. Atanazego Wielkiego, Historii mnichów w Egipcie, tekstu powstałego w Palestynie napisanego przez anonimowego mnicha opisującego podróż po monastycznych ośrodkach nad Nilem, Opowiadań dla Lausosa Palladiusza, zbioru opowiadań z egipskiej pustyni i środowisk monastycznych Palestyny, Żywotów mnichów Pawła, Hilariona i Malchusa pióra św. Hieronima i łacińskiej wersji apoftegmatów (tzw. kolekcja systematyczna opracowana przez Pelagiusza i Jana). Wszystkie te dzieła to blisko 1000 stron druku formatu a5, zbiór zatem całkiem pokaźny. Zastanawiać może zakaz czytania ksiąg historycznych Starego Testamentu. Przepis ten dyktowany był zapewne przez ich treść: św. Benedykt chciał zapewnić mnichom, którzy wszak mieli różną przeszłość, spokojny spoczynek, wolny od burzliwych marzeń sennych. Tę „bibliografię” uzupełnia ostatni rozdział Reguły, gdzie oprócz wspomnianych dzieł wyliczone zostały Reguły św. Bazylego Wielkiego i, nade wszystko, Pismo Święte. To wymienianie jednym tchem tekstu natchnionego z tekstami Ojców nie jest bez znaczenia – dla św. Benedykta wszystkie przynależą do Tradycji i jako takie stanowią podstawę do codziennego życia. By czymś takim się stały, muszą być czytane w atmosferze braterskiej wspólnoty.

I tym właśnie stwierdzeniem powróciliśmy do początku naszych rozważań.

Zakończenie

Czytanie w Regule ma w sobie, jak widzimy, dużo z majestatu celebracji, wymaga czasu, przygotowania. Możemy mówić o kulturze czytania. Nie będzie przesadą powiedzenie, że jeśli mowa o duchowości benedyktyńskiej (choć wielu benedyktynów zżyma się na takie sformułowanie), to jest to duchowość tekstu. Konieczność ułożenia dnia, aby móc wypełnić obowiązek lektury stwarza klimat modlitewny. Mnisi mówili, za św. Grzegorzem Wielkim, o otium, świętej bezczynności, która pozwala zająć się Bogiem, przemawiającym do nas przez tekst Biblii i usta Ojców. Słuchanie, tak charakterystyczne dla ducha Reguły, dojrzewające powoli, aż przeradza się w pełne czci posłuszeństwo, jest warunkiem, ale i owocem tej praktyki. W tym sensie możemy mówić o kontemplacji, czy też kontemplacyjnym charakterze życia monastycznego, pozbawionym schematów w stylu jezuickim czy karmelitańskim, ale nastawionym na bezinteresowne pragnienie poznania i bycia poznanym przez Boga. Ten mądrościowy charakter Reguły, wolny od chęci polemik, pełen delikatności i zapatrzenia w dobrego Boga i Jego tajemnice, jest dziś propozycją prowokującą i nie na czasie.

I może dlatego właśnie odpowiednią na nasze rozwrzeszczane i niespokojne czasy.


Fragment książki Cywilizacja psałterza. Studia nad Regułą św. Benedykta


Szymon Hiżycki OSB (ur. w 1980 r.) studiował teologię oraz filologię klasyczną; odbył specjalistyczne studia z zakresu starożytnego monastycyzmu w kolegium św. Anzelma w Rzymie. Jest miłośnikiem literatury klasycznej i Ojców Kościoła. W klasztorze pełnił funkcję opiekuna ministrantów, duszpasterza akademickiego, bibliotekarza i rektora studiów. Do momentu wyboru na urząd opacki był także mistrzem nowicjatu tynieckiego. Wykłada w Kolegium Teologiczno-Filozoficznym oo. Dominikanów. Autor książki na temat ośmiu duchów zła Pomiędzy grzechem a myślą oraz o praktyce modlitwy nieustannej Modlitwa Jezusowa. Bardzo krótkie wprowadzenie.


Fot. Kazimierz Urbańczyk

(Visited 491 times, 1 visits today)


Za pomocą newslettera chcemy się kontaktować, aby przesyłać teksty, nowości wydawnicze i ogłoszenia, które dotyczą naszego podwórka. Planujemy codzienną wysyłkę takiego newslettera.

Czytający i słuchający naszych materiałów, zarówno dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, jak i na kanale YouTube lub innych platformach podcastowych, mogą zastanawiać się w jaki sposób można nas wesprzeć… Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij