Umieszczony przez 18:07 Duchowość monastyczna

Kim był bł. Paweł Giustiniani (1476–1528)?

Najmłodszy z dziewięciorga rodzeństwa – miał sześć sióstr i dwóch braci – bł. Paweł (imię chrzcielne Tommaso Tomasz) Giustiniani urodził się w Wenecji 15 czerwca 1476 r.

Najmłodszy z dziewięciorga rodzeństwa – miał sześć sióstr i dwóch braci – bł. Paweł (imię chrzcielne Tommaso [Tomasz]) Giustiniani urodził się w Wenecji 15 czerwca 1476 r. w rodzinie szlachetnych patrycjuszy jako syn Franciszka Giustinianiego i Paoli dei Malpieri. Jeszcze jako dziecko osierocony przez ojca, został wychowany i wykształcony przez pobożną matkę zgodnie z zasadami wiary katolickiej. Nauka, jaką odebrał w rodzinnym mieście, dała bardzo zadowalające rezultaty – już jako młody człowiek potrafił z zaskakującą elegancją pisać po grecku i po łacinie. W wieku 18 lat został wysłany na uniwersytet w Padwie, żeby studiować nauki filozoficzne, które pociągały go w szczególny sposób. Tam jednak, poza zasięgiem czujnego matczynego oka, zaczął prowadzić życie studenckie typowe dla tamtych czasów, czego później żałował aż do śmierci. Do studiów filozoficznych dodał również teologiczne, a także studia nad Pismem Świętym i dziełami Ojców Kościoła, dzięki którym to studiom bardzo szybko powrócił na właściwą drogę.

Po jedenastu latach przybył ponownie do Wenecji; ale żeby w dogodniejszy sposób i bez przeszkód ze strony rodziny pogłębić relację z Bogiem i oddać się nauce, wraz z dwoma bliskimi przyjaciółmi, Wincentym Quirinim i Sebastianem Giorgim, udał się do willi na wyspie Murano i tam spędził około trzech lat, które przerwała tylko pobożna pielgrzymka, jaką odbył w 1507 r. do Ziemi Świętej. Na Murano poznał wybitnego humanistę i generała kamedułów, Piotra Delfina, który mieszkał w pobliskim klasztorze św. Michała i zachęcił Tomasza do złożenia wizyty w Świętym Eremie Camaldoli w Toskanii. Giustiniani pojechał tam latem 1510 r. Wrażenie, jakie wywarł na nim widok samotni i eremitów, było tak wielkie, że sam postanowił zostać pustelnikiem. W dzień Bożego Narodzenia tego samego roku przywdział białe szaty mnicha św. Romualda.

Pełnymi entuzjazmu listami skłonił wspomnianego krajana, Wincentego Quiriniego, aby porzucił karierę dyplomatyczną i podążył za nim do Camaldoli. Święty Erem nie bez powodu mógł się szczycić pozyskaniem tych dwóch osobistości wyróżniających się urodzeniem, wiedzą i pobożnością. W 1514 r. Quirini został wysłany do Rzymu, żeby poruszyć pewne sprawy Świętego Eremu przed papieżem Leonem X, który lubił i bardzo cenił Quiriniego, a krążyły pogłoski, że nawet zamierza uczynić go kardynałem; ale Quiriniego, który wolał być „pomywaczem kuchennym” niż mieć jakieś funkcje albo godności, od wszelkich wątpliwości uwolniła choroba, która 23 września 1514 r. zakończyła się jego śmiercią. Został pochowany w kościele św. Sylwestra na Kwirynale u OO. Dominikanów, u których mieszkał. Giustiniani, który przybył do umierającego współbrata, bardzo boleśnie odczuł tę stratę, która była również wielkim ciosem dla całego zgromadzenia kamedulskiego, a nawet dla całego Kościoła.

Ci dwaj wybitni ludzie, którzy, zostając eremitami, okazali, że poważnie traktują obowiązek własnego uświęcenia, bronili się przed godnością kapłańską, gdyż uważali, że są jej niegodni. Pomimo to Giustiniani musiał ustąpić naciskom przełożonych i zachętom współbraci, zwłaszcza bł. Michała Piniego, eremity rekluza. On to, by przekonać bł. Pawła, ułożył traktat o prostej formie, ale głębokiej treści, na temat cudownego postępu w świętości, jakiego w osobie kapłana dokonuje godna celebracja Mszy św..

Jeśli wyniesienie do kapłaństwa, które nastąpiło w Boże Narodzenie 1518 r., było ciosem dla pokory Giustinianiego, to inny cierń, jeszcze ostrzejszy, miał zranić jego wrodzone umiłowanie samotności. Latem następnego roku został obrany majorem Świętego Eremu. Aż do tej pory mógł zajmować się samym sobą i Bogiem, a raczej tylko Bogiem; teraz natomiast widział, że musi zabiegać również o świętość innych oraz zajmować się sprawami materialnymi, przed którymi tak bardzo się wzdragał. Wspominał teraz samotność, jaką cieszył się w Murano, i w czasie jednego z rozważań tak otwierał swą duszę przed Bogiem: „Celo, celo, uciekłem do ciebie, żebyś mnie ukryła, […] ty zaś, która miałaś mnie ukryć, zdradziłaś mnie […]. W życiu świeckim byłem samotnikiem, w klasztorze zaś uczyniono mnie handlarzem […]”. Kończył jednak rozważanie z rezygnacją i konkludował: „Ty, który jako jedyny jesteś prawdziwym i dobrym Pasterzem, wypełniaj przeze mnie funkcję pasterza, i Twoje owieczki, które mi powierzyłeś, Ty paś za moim pośrednictwem, paś we mnie. Ja będę dla Ciebie zewnętrznym [przejawem], Ty zaś, będąc w moim wnętrzu, czyń za moim pośrednictwem każde dzieło […]”.

Głęboka erudycja Giustinianiego i jego synowskie przywiązanie do Kościoła były znane również poza eremem. Arcybiskup florencki wiele razy zapraszał go, aby uczestniczył w synodach metropolitalnych, gdy chodziło o badanie aktów procesowych i formułowanie wyroków przeciwko heretykom. W trudnej i skomplikowanej kwestii br. Girolama (Hieronima) Savonaroli Giustiniani bezwzględnie opowiadał się za papieskim punktem widzenia, zaś w swego rodzaju memoriale, który miał być odczytany na synodzie w 1519 r., zebrał główne punkty oskarżenia przeciwko słynnemu mnichowi z Ferrary.

Nie miejsce tutaj, aby badać przyczyny, które sprawiły, że w Giustinianim narodziła się idea założenia nowego zgromadzenia. W eremie Camaldoli kwitła ścisła obserwancja, a dowodem tego są Konstytucje spisane przez samego Giustinianiego i wydrukowane w 1519 r., oraz fakt, że co najmniej pięciu eremitów było rekluzami. Liczba eremitów, z czternastu, których bł. Paweł zastał w eremie w chwili swego przybycia, wzrosła do dwudziestu siedmiu, „dlatego” – jak sam pisał – „potrzebowaliśmy raczej mieszkań niż mieszkańców”. Nie znajdując wśród swoich współbraci wsparcia dla idei rozbudowania zgromadzenia w duchu eremickim, 14 września 1520 r., za zgodą Leona X, złożył funkcję majora i odszedł z Camaldoli w towarzystwie zaledwie jednego brata konwersa.

On sam nie wiedział, w którą pójść stronę, ale Bóg kierował jego krokami. Gdy Giustiniani dotarł do Gubbio, pewien tercjarz franciszkański, który cieszył się sławą wielkiej świętości, zwrócił na niego uwagę i postanowił za nim podążyć. To samo uczynił pewien hiszpański dominikanin i kanonik, Galeazzo Gabrielli, bratanek kard. Urbino. Z tymi nowymi towarzyszami wyruszył w stronę Monte Cucco, gdzie pod skałą, w pobliżu niezwykle starej kaplicy poświęconej św. Hieronimowi, znalazł swoje pierwsze schronienie. W roku następnym współbracia z Camaldoli oddali mu erem w Grotach Massaccio (Grotte del Massaccio) w pobliżu Cupramontana. Święte życie, jakie prowadzili ci pełni żarliwości eremici, ciągle przyciągało do nich nowych postulantów. Również mnich kasyneński, Dezyderiusz (Desiderio), który wraz z innymi towarzyszami prowadził życie eremickie na Monte Conero w pobliżu Ankony, oddał samego siebie, towarzyszy i miejsce pod zwierzchność Giustinianiego. Kolejne eremy wzniesiono w posiadłościach Gabriellego.

Bóg wyraźnie sprzyjał nowej fundacji, ale nie zabrakło też trudnych doświadczeń. Żarliwi eremici z Monte Conero stanowili stały wyrzut sumienia dla pewnych pustelników, których św. Benedykt nazwałby sarabaitami, a którzy mieszkali niedaleko synów św. Romualda. Najpierw atakami słownymi i groźbami starali się zmusić kamedułów do ucieczki, potem zaczęli zrzucać na nich wielkie odłamy skalne, żeby wzbudzić w nich strach; na koniec udali się do biskupa Ankony, kard. Francesco Accoltiego, i dzięki oszczerstwom udało się im sprawić, że kardynał wydał polecenie wikariuszowi generalnemu, aby wypędzić eremitów z jego diecezji; ale wikariusz, który znał oszczerców, nie zgodził się na wykonanie tych niesprawiedliwych rozkazów. Wtedy nikczemnicy zwrócili się do legata Marchii, kard. Armelliniego Medyceusza, który nakazał uwięzić Giustinianiego w Maceracie. Po szesnastu dniach legat uznał swój błąd i przywrócił więźniowi wolność. Oskarżycieli ukarał sam Bóg.

W pierwszych dniach maja 1527 r. Giustiniani udał się z Gabriellim do Rzymu, żeby poruszyć pewne sprawy nowej kongregacji. Zamieszkał na wzgórzu Pincio, goszcząc u Pietro Caraffy, późniejszego Pawła IV, oraz u św. Kajetana z Thieny, z którym zaprzyjaźnił się jeszcze w czasie studiów w Padwie. Nie minęły nawet trzy dni jego pobytu w Rzymie, gdy 6 maja miasto zostało zaatakowane i przeżyło straszliwe sacco. Biedni ojcowie stali się więźniami: zostali zamknięci najpierw w podziemiach pałacu przy Circo Agonale (Circus Agonalis, tzw. stadion Domicjana), a później w jednej z sal wieży zegarowej w Watykanie. Jednak gdy dwaj słudzy Boży zmienili więzienie w przestrzeń modlitwy, wzbudzili litość kapitana, który wsadził ich na łódź płynącą Tybrem do Ostii, i tak uciekli od wszystkich niebezpieczeństw.

Wiosną następnego roku w Italii srożyła się zaraza. Dotknęła ona również Giustinianiego i o mało nie umarł. Jeszcze nie w pełni odzyskał siły, a już chciał, żeby zawieźć go na górę Sorakte w pobliżu Rzymu, aby mógł obejrzeć opuszczony konwent Św. Sylwestra, który benedyktyni z klasztoru Św. Pawła ofiarowali mu na erem. Zaledwie tam dotarł, jego stan pogorszył się tak bardzo, że szybko znalazł się u kresu życia. W chwili gdy konwers, który towarzyszył Giustinianiemu, rozpaczliwie płakał, a umierający zachęcał go, by miał ufność w Boga, oto nagle pojawił się o. Grzegorz z Bergamo, eremita z Camaldoli. Ten, przechodząc u podnóża góry Sorakte w drodze do Rzymu, dowiedział się, że na górze znajduje się umierający zakonnik noszący ten sam habit. Wszedł do konwentu Św. Sylwestra i stanął przy swym dawnym umiłowanym przełożonym, który przygotowywał się na śmierć. Po krótkim powitaniu o. Grzegorz udzielił umierającemu ostatnich sakramentów.

Ostatnie słowa Sługi Bożego były słowami żywej wiary i płomiennej miłości:

Słodki jest Pan, a Jego miłosierdzie przewyższa wszystkie Jego inne dzieła. Nie dzięki moim zasługom, ale jedynie przez Jego Boże miłosierdzie On sprawił i nakazał, żebyście wy, najdroższy bracie i ojcze, byli przy mnie w chwili mego ostatecznego odejścia, i żebyście teraz waszymi świętymi i katolickimi pociechami umocnili mnie w wierze, w której, jak żyłem, tak pragnę umrzeć […], i pokornie proszę Boga, żeby […] zechciał pozwolić, aby moja dusza, dusza Jego najmniej godnego sługi, wstąpiła do Jego niebiańskiego i błogosławionego mieszkania, i aby była godna przebywać tam u Jego stóp razem z innymi Jego wybrańcami, w najszczęśliwszym domu niebiańskiego Jeruzalem. Bądź teraz przy mnie, o dobry Jezu, moja jedyna Nadziejo, moje jedyne Zbawienie, Jedyny, dla którego żyłem i Jedyny, dla którego umieram. Przyjmij w swoim miłosierdziu moją duszę, którą teraz składam w Twoje dłonie, ponieważ Ty, Bóg miłości, mnie odkupiłeś.

Było to 28 czerwca 1528 r., Giustiniani miał wtedy 52 lata.

Błogosławiony Paweł Giustiniani pozostawił po sobie wiele tekstów, i gdyby chcieć choćby tylko wyliczyć ich tytuły, można by zapełnić wiele stron. Wszystkie jego dzieła, jak również jego listy, dotyczą niemal wyłącznie tematów duchowych. Są to, na przykład, komentarze do Pisma Świętego, traktaty dotyczące kwestii religijno-monastycznych, opisy cnót teologalnych i moralnych, kazania na różne uroczystości w ciągu roku, rozważania historyczne i jurydyczne, apologetyki, polemiki, solilokwia etc. Z oryginalnego rękopisu, jaki pożyczył z Fonte Avellana, Giustiniani przepisał nawet różne dzieła św. Piotra Damianiego, przetłumaczył kilka dzieł św. Bonawentury, przepisał (albo przetłumaczył) Traktat o Duchu Świętym Dydyma Ślepego i De principiis Orygenesa. Bardzo interesujący jest dziennik Cogitationes quotidiane de amore Dei, spisany w 1506 r., gdy jego autor był jeszcze człowiekiem świeckim, potajemnie ocalony przed zniszczeniem przez przyjaciela przyszłego błogosławionego, Paola Canala, który pomagał spalić Giustinianiemu wszystkie jego teksty, zanim wyruszył na pielgrzymkę do Ziemi Świętej.

Zresztą to, co napisał, to wciąż mało w porównaniu z tym, co chciał napisać: „Czy nie wiesz może, Panie mój” – pisał w jednym w solilokwiów:

jak dawno postanowiłem poświęcić znaczną część mojego życia, żeby przetłumaczyć całe Twoje Pismo Święte z łaciny na język włoski, bardziej przydatny, na ile byłbym w stanie tego dokonać, albo żeby przynajmniej skomentować, również po włosku, jego najczęściej czytane części, takie jak Psalmy, Ewangelie i Listy Apostolskie? By to zrobić, nie wystarczyłoby jednej duszy, jednego długiego życia, nieprzerwanych studiów. […] Czy nie wiesz, że ostatnio podjąłem mozolne dzieło, ale które, jak sądzę, będzie użyteczne dla wielu, a mianowicie napisanie syntezy Dekretu, Dekretałów, Księgi szóstej, Klementyn, wszystkich tekstów kanonicznych praw kościelnych? Och, jak wiele chciałbym napisać…!.

I wymienia wiele innych dzieł, które chciałby przelać na papier, gdyby miał „tysiąc dusz, tysiąc żywotów”.

Pisał po łacinie i po włosku. Jego łacina jest bardzo elegancka, włoski natomiast wprost przeciwnie – jest prosty i zdradza weneckie pochodzenie autora. Zgodnie z ówczesną praktyką ma on zwyczaj tworzyć długie, wielokrotnie złożone zdania, do których my współcześnie nie jesteśmy przyzwyczajeni, i czasem, czytając jego teksty, tracimy wątek.

Większa część dzieł Giustinianiego pozostaje jeszcze niewydana. Drukiem ukazały się następujące:

– Regula vitae eremiticae (Camaldoli, 1519), o której Luca Spagnolo pisze w Romualdina, że

nie ustępuje powagą Hieronimowi, wymownością Augustynowi, a lekkością Grzegorzowi, a błyszczy w niej również talent autora, doświadczenie artysty, wielkość wiedzy i dogmaty wszelkiej pobożności;

– Traktat Dwanaście stopni posłuszeństwa, bardzo chwalony przez o. Guinigiego OP we wprowadzeniu do pierwszego wydania, i przez pisarza ascetycznego, o. Negroniego SJ, który, poruszając temat posłuszeństwa, mówi: „W tej kwestii zawsze podobała mi się doktryna kameduły Pawła Giustinianiego”. Dzieło to zostało wydrukowane w Wenecji w 1535 r., a potem w Padwie w 1753 r., razem z traktatem mającym formę listu skierowanego do Marka Antoniego Flaminia pt. O prawdziwym szczęściu;

– Bardzo obszerny traktat pod tytułem Libellus ad Leonem X Pont[ificem] Max[imum], w którym Giustiniani razem z Quirinim przedstawiają papieżowi niepokojący stan Kościoła w tamtych czasach i z podziwu godną kompetencją sugerują mu niezbędne środki zaradcze. Traktat dzieli się na sześć części: w pierwszej jest mowa o władzy i urzędzie papieża, następnie o ewangelizacji Żydów i pogan, o nawróceniu mahometan albo zbrojnym ich pokonaniu, o połączeniu Kościoła katolickiego z siedmioma Kościołami oddzielonymi, o reformie duchowieństwa, zakonników i ludu chrześcijańskiego, dla której wzywają do zwołania soboru powszechnego, a na końcu zachęcają papieża do krucjaty przeciwko niewiernym. Ten traktat został wydany drukiem w dziewiątym tomie Annales Camaldulenses Mittarellego i Costadoniego.

– różne listy oraz inne pisma Giustinianiego zostały wydane drukiem we wspomnianych Annales, jak również w biografii bł. Pawła Giustinianiego napisanej przez kamedułę Agostina Fiorego (Roma 1724) i w monografii La Congregazione Camaldolese di Monte Corona o. Lugano (Subiaco 1908).


Tekst pochodzi z wydania Secretum z 1941 r. / od tłumacza: Jacka Partyki /


Pisma bł. Pawła Giustinianiego: Tom 1. Pochwała życia eremickiego / Tom 2. Rozważania o modlitwie i o miłości Boga / Tom 3. Eremita w służbie Kościoła / Tom 4. Traktaty większe o miłości Bożej


Fot. Robert Krawczyk

(Visited 209 times, 1 visits today)


Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z naszego portalu CSPB możesz skorzystać z propozycji zapisania się do systemu Feedburner, za pomocą którego, codziennie między godziną 20:00 a 23:00 otrzymasz e-maila z listą linków najnowszych wpisów, które ukazały się w danym dniu... Zapisz się do powiadomień
Zamknij