Umieszczony przez 11:18 Duchowość monastyczna

Kościół jest uwieńczony w różny sposób nie tylko kwiatem dziewictwa…

Nauka prorocka porównuje Kościół do ukwieconej, barwnej łąki, ale Kościół jest uwieńczony w różny sposób nie tylko kwiatem dziewictwa, lecz również kwiatami rodzicielstwa i powściągliwości.

Teofila zatem powiedziała tak:

– Ponieważ Marcella rozpoczęła pięknie swoją mowę, ale nie zakończyła jej należycie, przeto wydaje mi się, że ja muszę spróbować dodać do jej przemówienia zakończenie. Otóż w moim przekonaniu słusznie stwierdziła, że ludzkość stopniowo dążyła do dziewictwa dzięki temu, że Bóg ją z biegiem czasu do tego nakłaniał, jednakże opinia, że od tej pory nie należy już płodzić dzieci, nie jest słuszna. Co do mnie, to wydaje mi się, że z Pisma Świętego mogę wyciągnąć wniosek, iż z chwilą nadejścia dziewictwa Słowo nie zakazało wcale płodzenia dzieci. Bo chociaż księżyc jest większy od innych gwiazd, to przecież wcale nie gasi ich światła.

Zacznijmy od Księgi Rodzaju, aby w ten sposób uszanować starszeństwo tego pisma. Otóż wyrok i rozkaz Boży dotyczący płodzenia dzieci bez wątpienia do dziś zachowuje swoją ważność, bo Stwórca wciąż jeszcze stwarza ludzi. Dla każdego jest jasne, że Bóg nadal pracuje modelując świat, zgodnie zresztą z pouczeniem Pana, zawartym w tych oto słowach: Ojciec mój działa aż do tej chwili. Dopiero wtedy trzeba się będzie powstrzymać od płodzenia dzieci, kiedy rzeki przestaną wpływać do morza, kiedy światłość zostanie ostatecznie oddzielona od ciemności (bo rozdzielanie ich trwa do chwili obecnej), kiedy wyschnięta ziemia nie będzie już wydawać owoców, płazów i czworonożnych zwierząt i gdy ludzkość osiągnie już przewidzianą z góry liczbę. Obecnie człowiek musi jeszcze współdziałać przy tworzeniu obrazu Boga, skoro świat jeszcze istnieje i jest budowany. Powiedziano przecież: Rośnijcie i rozmnażajcie się. A nie należy lekceważyć nakazu Stworzyciela, dzięki któremu również i my istniejemy.

Otóż początkiem aktu powstania człowieka jest rzucenie nasienia w matczyną glebę po to, żeby kość z kości i ciało z ciała, ogarnięte tajemniczą mocą przez samego Stworzyciela, spowodowały narodziny nowego człowieka. I trzeba uznać, że w ten sposób spełnia się powiedzenie: Oto dopiero jest kość z kości moich i ciało z ciała mojego.

Prawdopodobnie bowiem takim właśnie znakiem była senna ekstaza zesłana na pierwszego człowieka, która symbolizowała oczarowanie mężczyzny miłością: spragniony płodzenia dzieci ulega oszołomieniu, owładnięty popędem seksualnym i rozkoszami, które mu się we śnie ukazały, aby znowu oderwana cząstka jego kości i ciała ukształtowała się, jak powiedziałam, w innego człowieka. Albowiem, jak nas pouczają ludzie wtajemniczeni w sprawy małżeńskie, na skutek zakłócenia harmonii cielesnej przez seksualne podniety ciała, podobna do szpiku, bardzo płodna cząsteczka krwi, która jest jakby płynną kością, zebrana ze wszystkich członków, spieniona i gęsta spływa przez narządy płciowe na żywą glebę kobiety.

Z tego też względu słusznie powiedziano, że mężczyzna opuści ojca i matkę, nie pamiętając o niczym, gdy spleciony z kobietą w miłosnych uściskach ulega rozrodczej namiętności i pozwala Boskiemu Stworzycielowi wyjąć sobie żebro, aby z syna stał się z kolei ojcem. Jeśli więc jeszcze w naszych czasach Bóg stwarza człowieka, to czyż nie jest zuchwalstwem odczuwanie wstrętu do prokreacji, skoro nawet Wszechmogący nie wstydzi się przykładać do niej swoich nieskazitelnych rąk? Powiedział przecież Jeremiaszowi: Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, a do Joba rzekł: Nie ty ukształtowałeś istotę żywą z mułu i nie ty umieściłeś ją, obdarzoną głosem, na ziemi. Job zaś odpowiedział Mu z pokorą: Twoje ręce uczyniły mnie i ukształtowały mnie. Czyż zatem nie jest głupotą odrzucanie stosunków małżeńskich, jeśli oczekujemy, że i po nas będą istnieć świadkowie wiary i ludzie, którzy przeciwstawią się złemu duchowi, a Słowo zapowiedziało, że z ich powodu dni zostaną skrócone? Jeśli bowiem, jak powiedziałaś, płodzenie dzieci na ziemi Bóg uznał za uchybienie, to jak ludzie zrodzeni wbrew decyzji i wbrew woli Bożej będą mogli stać się mili Bogu? Jeśli więc potomstwo powstaje wbrew zamysłowi i wbrew nakazowi Boskiej potęgi, jak sfałszowany pieniądz, to musi być ono fałszywe, a nie miłe Bogu. Czyż więc nie powinniśmy pozwolić ludziom na płodzenie ludzi?

Tu Marcella przerwała jej i rzekła:

– Teofilo, poważny błąd tkwi w twych słowach i w twym przemówieniu pojawia się sprzeczność; czy roztaczając wokół siebie gęstą mgłę sądzisz, że sprzeczność ta się przed nami ukryje? Oto bowiem, przemądra, słusznie może ci ktoś postawić pytanie: „A co powiesz o tych, którzy rodzą się niezgodnie z prawem, na skutek cudzołóstwa?” Uznałaś przecież za rzecz niemożliwą i niewykonalną, aby przyszedł na świat ktoś, kogo nie prowadziłaby ręka Wszechmogącego, bo ludzka siedziba została zbudowana przez Boga. Żebyś zaś nie skryła się jak za murem zasłaniając się powagą Pisma, które głosi, że dzieci cudzołożników nie będą pomyślnie donoszone, z góry uprzedzi twój argument stwierdzając łagodnie: „Widzisz przecież, że często dzieci pochodzące z nielegalnych związków rodzą się jako dojrzały owoc, gdy płód został już prawidłowo donoszony”. A jeśli dalej będziesz szukać wykrętów i powiesz: „Mój drogi, myślę, że głoszona przez Chrystusa sprawiedliwość sprawia, że ludzie niedoskonali nie donoszą płodu”, oponent twój odpowie ci: „Kochana, wielu jest ludzi, którzy pochodzą z nieprawego łoża, a przecież zostali oni nie tylko włączeni do życia w społeczności braci, ale nawet bywają powoływani na ich przywódców. Skoro więc jest rzeczą oczywistą, a i powszechnie słyszymy, że owoce cudzołóstwa osiągają dojrzałość, to nie należy sądzić, że Duch głosił proroctwo o cielesnym poczęciu i narodzinach, lecz raczej mówił o tych, którzy hańbią prawdę i fałszując Pismo rzekomo mądrymi naukami rodzą niedorzeczną mądrość splatając fałsz z pobożnością. Skoro więc twoja wymówka została odrzucona, odpowiedz, czy również owoce cudzołóstwa powstają przy aprobacie Boga; stwierdziłaś przecież, że ludzki zarodek żadną miarą nie może być donoszony, jeśli Pan go nie ukształtuje i nie ożywi”.

Wtedy Teofila, jak zapaśnik schwytany wpół przez dzielnego przeciwnika, stropiła się, ale odetchnęła i rzekła głośno:

– Moja droga, postawiłaś problem, który muszę wyjaśnić odwołując się do przykładu, a wówczas lepiej zrozumiesz, w jaki sposób przenikająca wszystko sprawcza potęga Boga, która wpływa na rozwój zarodków zasianych w żyznej glebie, tym bardziej oddziaływa na ludzkie narodziny. Pismo bowiem nie obarcza winą nasienia, lecz obwinia tego, kto w cudzołożnych uściskach za cenę chwilowej przyjemności jak dzierżawca bezwstydnie rzuca własne ziarno do cudzej gleby. Otóż nasze narodziny można porównać do takiego oto obrazu: Wyobraź sobie dom, którego drzwi znajdują się wysoko w górach; dom ten sięga głęboko w dół, daleko od wejścia, a od tyłu ma wiele okien i jest w tej części zaokrąglony.

– Wyobrażam to sobie – rzekła Marcella.

– Przyjmij zatem, że wewnątrz siedzi artysta, który tworzy wiele posągów. Wyobraź sobie dalej, że wielu ludzi przez otwory w ścianie dostarcza mu z zewnątrz gliny, ale nikt nie widzi artysty. Przypuśćmy, że dom ten otacza mgła i chmury i że ludzie z zewnątrz nie widzą nic oprócz wspomnianych otworów.

– Przyjmijmy i to – powiedziała Marcella.

– Każdemu z tych, co pracują w trudzie przy znoszeniu gliny, przydzielono jeden otwór, do którego tylko on znosi swój materiał i składa go tam nie zbliżając się do innych otworów. Jeśli zaś ktoś z ciekawości spróbowałby odemknąć cudzy otwór, podlega karze ognia i chłosty.

– Przypuśćmy.

– Uważaj więc dalej; wewnątrz artysta obchodzi otwory, bierze glinę, którą tam znajduje, i modeluje ją, a gdy ją już wymodeluje, przez ten sam otwór oddaje ją po kilku miesiącach ludziom, którzy są na zewnątrz; ma przy tym polecenie, żeby każdą glinę, która może zostać przetworzona, obrabiał jednakowo, nawet gdyby ktoś umieścił ją złośliwie w cudzym otworze; materiał bowiem nie popełnił żadnego wykroczenia i dlatego trzeba go modelować i kształtować jako rzecz nie podlegającą winie. Natomiast jako przestępca i zbrodniarz podlega karze ten, kto wbrew prawu i przykazaniu umieścił go w nie swoim otworze. Nie glinę jednak należy obwiniać, lecz tego, kto to zrobił, gwałcąc uczciwość, bo podstępem lub przemocą albo wskutek braku powściągliwości zbliżył się do obcego otworu i tam ją złożył.

– Mówisz najprawdziwszą prawdę.

– Skoro więc już doszłyśmy do tego, nadeszła oto pora, żebyś porównała cały ten obraz z tym, co powiedziano poprzednio. Zestaw zatem dom z niepojętym aktem ludzkich narodzin, leżące w górach wejście ze zstąpieniem i zesłaniem dusz z nieba do ciał, otwory z płcią niewieścią, a artystę z twórczą mocą Bożą, która, jak powiedziałam, wewnątrz budowli wytwarza odzienie dla duszy i w procesie narodzin niedostrzegalnie robi z nas ludzi. Dostawców gliny trzeba porównać do istot męskich, które powodowane pragnieniem posiadania potomstwa składają w naturalnych kobiecych kanalikach nasienie, jak glinę w otworach.

Nie należy bowiem sądzić, że nasienie, które, że tak powiem, uczestniczy w Boskim dziedzictwie Boskiej potęgi, jest odpowiedzialne za podniety pożądliwości. Sztuka nieustannie przetwarza podporządkowaną sobie materię, a trzeba uznać, że żadna rzecz nie jest zła sama z siebie, lecz że staje się złą na skutek działania jej użytkowników. To bowiem, co zostało zrobione pięknie i przyzwoicie, jest piękne, to natomiast, co brzydko i szpetnie – brzydkie. Bo w czymże zawiniło wynalezione dla potrzeb rolnictwa i rzemiosła żelazo, jeśli znalazło się rękach ludzi, którzy je ostrzą, aby je wykorzystać w zgubnych walkach? Cóż zawiniło złoto, srebro, spiż i w ogóle cała dobrze zbudowana ziemia w obliczu ludzi, którzy niewdzięcznie uchybiają swojemu Stwórcy przez to, że oddają cześć wytworzonym z tych materiałów posągom bożków?

Kiedy ktoś oddaje do utkania wełnę pochodzącą z kradzieży, wówczas rzemieślnik przetwarza powierzony mu materiał bacząc jedynie na to, czy nadaje się on do obróbki, i nie odrzuca niczego, co uważa za użyteczne, bo przedmiot kradzieży jako rzecz nieożywiona nie ponosi tu żadnej winy. Trzeba więc ją obrabiać i przetwarzać, a za niegodziwą kradzież należy ukarać złodzieja. A zatem na tortury i kary zasługują gwałciciele małżeństw, ci, którzy łamią harmonię życia zrywając pożądliwością jego struny; zasługują na nie również ci, którzy nakłaniają innych do cudzołóstwa: kradną z cudzych ogrodów i wystawiają na pohańbienie rozrodcze uściski. Natomiast nasienie, jak tamtą wełnę, trzeba kształtować i ożywiać.

Czy jednak muszę przytaczać takie przykłady i przedłużać swe przemówienie? Przecież bez Bożego współdziałania natura nie dokonałaby tak wielkiego dzieła. Któż bowiem utwardził miękką substancję kości? Kto spoił giętkie członki tak, żeby za pomocą mięśni zginały się i prostowały w stawach? Jaki Bóg doprowadził do fermentacji organiczny sok przez zwilżenie go krwią i utworzył z prochu delikatne ciało, jeśli nie jedyny i najlepszy Stwórca, który modelując jak wosk wilgotne i maleńkie nasionka w kobiecym łonie wytworzył nas jako swój najrozumniejszy obraz i uczynił z nas obdarzonych duszą ludzi? Kim jest Ten, który się troszczy, żeby zarodek umieszczony wewnątrz ciała matki nie udusił się w wilgoci i ciasnocie? Kim jest Ten, który narodzone i przybyłe na świat dzieci przekształca tak, że ze słabych i małych stają się duże, piękne i silne? Czyż nie jest nim Ten sam, jak powiedziałam, najlepszy Stwórca, Bóg, który przez Chrystusa swoją stwórczą mocą przekształca i przemodelowuje idee?

Dowiadujemy się nadto z Pism natchnionych przez Boga, że dzieci, choćby nawet pochodziły z cudzołóstwa, oddawane są pod opiekę aniołom stróżom. Gdyby rodziły się wbrew woli Boga i wbrew prawu ustanowionemu przez ową błogosławioną Boską naturę, jakże mogłyby być oddawane pod opiekę aniołom i pielęgnowane przez nie w łagodnym spokoju? Nie mogłyby też oskarżać własnych rodziców powołując ich śmiało przed trybunał Chrystusa i mówiąc: „Ty, Panie, nie odmówiłeś nam wspólnego światła, a oni wydali nas na śmierć przez to, że pogwałcili Twoje przykazania”. Powiedziano bowiem: Dzieci zrodzone z nieprawego łoża są świadkami przewrotności rodziców na sądzie.

Może w tym miejscu skorzysta ktoś z okazji i użyje wobec ludzi niewykształconych i prostych takiego oto argumentu: „Owo cielesne odzienie duszy zasiane przez ludzi kształtuje się samo, niezależnie od wyroku Boga”. Nie zasłuży on jednak na uwagę ucząc, że substancja duszy jest zasiewana razem ze śmiertelnym ciałem. Temu bowiem, co nieśmiertelne i co się nie starzeje, jedynie Wszechmogący udziela tchnienia i dlatego jest On również jedynym Twórcą rzeczy niewidzialnych i niezniszczalnych. Powiedziano przecież: Tchnął w jego oblicze tchnienie życia i stał się człowiek żywą duszą. A nadto Słowo ganiąc owych rzemieślników, którzy nie pojmując własnego Stwórcy, na ludzką szkodę wytwarzają posągi podobne do człowieka, tak mówi w Księdze Mądrości, która jest pełna przykładów cnót wszelakich: Serce ich jak popiół, a nadzieja ich marniejsza niż ziemia i życie nędzniejsze od gliny, bo nie poznali Tego, który ich ulepił, tchnął w nich duszę działającą i napełnił duchem żywotnym. Bóg przeto jest Stwórcą wszystkich ludzi, i dlatego, wedle słów Apostoła, pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy.

Skoro więc wyczerpałyśmy ten problem, trzeba dalej zająć się kolejnymi zagadnieniami. Jeśli bowiem przebada ktoś dokładnie i starannie problematykę spraw ludzkich, będzie wiedział, że nie należy gardzić prokreacją, ale że równocześnie trzeba czcić i szanować dziewictwo.

Bo chociaż miód jest słodszy i przyjemniejszy od wszystkiego, nie wynika stąd wcale, że gorzkie są inne rzeczy, zawierające w sobie na przykład naturalną słodycz owoców. Powołam się tu na Pawła jako na pewnego świadka; mówi on: Dobrze więc czyni, kto poślubia swoją dziewicę, a jeszcze lepiej ten, kto jej nie poślubia. Słowo bowiem zestawiając to, co lepsze, z tym co słodsze, nie odradza bynajmniej i nie zabiera jednej rzeczy, lecz ustanawia i udziela każdemu tego, co jest dla niego stosowne i korzystne. Oto jednym nie pozwoliło jeszcze na zachowanie dziewictwa, jednakże żąda, żeby inni nie plamili się cielesnymi pożądliwościami; pragnie, żeby już tutaj starali się usilnie wyobrazić sobie anielską przemianę cielesną, w której, wedle nieomylnej wyroczni Pana, „nie żenią się ani nie wychodzą za mąż”; nie wszystkim jednak jest dana nieskalana niepłodność, która przygotowuje królestwo niebieskie, lecz oczywiście tylko tym, którzy mogą zachować wiecznie kwitnący i czysty kwiat dziewictwa. Nauka prorocka porównuje Kościół do ukwieconej, barwnej łąki, ale Kościół jest uwieńczony w różny sposób nie tylko kwiatem dziewictwa, lecz również kwiatami rodzicielstwa i powściągliwości. Albowiem stanęła po prawicy Oblubieńca „królowa przystrojona w złotogłów”.

Oto i ja w miarę swoich możliwości przedstawiłam ci, Arete, moje przemówienie na temat dziewictwa.

Teopatra opowiadała mi dalej: Kiedy Teofila skończyła mówić, podniosła się radosna wrzawa, ponieważ dziewice wyrażały swoje uznanie dla jej przemowy. A kiedy ucichły, po dłuższym milczeniu powstała Talia; jej bowiem wypadło zabrać głos w konkursie na trzecim miejscu, po Teofili.


Fragment dzieła Metodego z Olimpu Uczta, który pochodzi z publikacji Pierwsze pisma greckie o dziewictwie


Metody z Olimpu jest jedną z tych postaci w historii literatury starożytnej, które niemal zupełnie ukryły się za swoimi dziełami. Znamy wprawdzie tytuły jego pism, jedno dzieło zachowało się w całości w oryginale, kilka innych mamy w przekładzie starosłowiańskim lub we fragmentach greckich, ale o osobie autora nie wiemy niemal nic. W zachowanych pismach Metody nie przekazał żadnych informacji ani istotnych wskazówek autobiograficznych, natomiast lakoniczne uwagi na jego temat zawarte w dziełach innych autorów starożytnych nie podają niczego, co budziłoby zainteresowanie / Stanisław Kalinkowski, fragment wstępu


Fot. Marcin Marecik / Na zdjęciu: fragment fresku z kapitularza gotyckiego w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu

(Visited 202 times, 1 visits today)


Za pomocą newslettera chcemy się kontaktować, aby przesyłać teksty, nowości wydawnicze i ogłoszenia, które dotyczą naszego podwórka. Planujemy codzienną wysyłkę takiego newslettera.

Czytający i słuchający naszych materiałów, zarówno dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, jak i na kanale YouTube lub innych platformach podcastowych, mogą zastanawiać się w jaki sposób można nas wesprzeć… Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij