Umieszczony przez 14:42 Święty Benedykt i jego Reguła

Królestwo serca / część 2 /

Nam słowo pustelnik kojarzy się z gościem z brodą, który je korzonki i mieszka w chatce na kurzej stopce gdzieś w lesie. A pustelnik to osoba, która ma dar, który różnie się realizuje…

W tej konferencji zaczniemy mówić o trzech narzędziach, które pomogą nam leczyć nasze chore serce. Pomocą są trzy śluby, o których mówi św. Benedykt w swojej Regule czyli stałość, obyczaje monastyczne i posłuszeństwo. Zaczniemy od stałości – stabilitas.

Zanim przejdziemy do szczegółów, chcę, żebyśmy zajęli się refleksją dotyczącą zagadnienia ślubu i przyrzeczenia. W poprzedniej konferencji mówiliśmy o tym, że jedną z pokus, które mogą dręczyć oblata, jest chęć, żeby być takim jak mnich. Mówiliśmy, że nie tędy droga. Diabeł może różnie mieszać, możemy więc patrzeć na przyrzeczenia w sposób błędny. Może się nam wydawać, że przyrzeczenia oblackie to coś, czego nie można złamać, bo jak się je złamie, to przepadło. Wczoraj na kazaniu była mowa o tym, że przykazanie to nie tylko nakaz, ale także przymierze. Pan Bóg coś nakazuje, pokazuje kierunek, żeby porządkować rzeczywistość wokół nas, ale też składa obietnicę. Z przyrzeczeniami oblackimi czy ze ślubami sprawa ma się analogicznie: to są boskie obietnice.

Wyobraźmy sobie (jeśli ktoś się topił to będzie mu łatwiej), że wpadamy do głębokiego basenu, powiedzmy na 3 metry. Człowiek zanurza się i w końcu dotyka betonowej posadzki, poniżej której nie jest w stanie zejść. Jeśli zachowa zimną krew, to będzie w stanie odbić się stopami i iść w górę. Śluby czy przyrzeczenia to jest taka betonowa posadzka. To jest przeszkoda, żeby upadek nie ciągnął nas w dół bez końca, tylko jest to miejsce, gdzie możemy się odbić i dalej walczyć o nasze życie. W taki sposób mamy spojrzeć na wszystkie śluby: stałość, obyczaje monastyczne i posłuszeństwo.

Od naszej strony to ma być stabilna podstawa. Od strony Pana Boga, należy zawsze pamiętać o tym, że śluby mają charakter obietnicy. Pan Bóg mówi: „Tak poprowadzę twoje życie, dam ci taką łaskę np. siłę, mądrość, z którą jeśli będziesz współpracował, to Ja ci obiecuję, że doprowadzę cię do tego, że będziesz taki, taki, taki – stały, z dobrymi obyczajami i posłuszny. Ja to sprawię”.

W poprzedniej konferencji mówiliśmy, że przychodzimy do klasztoru czy jako mnisi czy jako oblaci z małym sercem. Nie przychodzimy jako wzorowi i potem walczymy, żeby w tym wytrwać. Przychodzimy jako ludzie z problemami po to, żeby w Regule, w klasztorze szukać środków, które pomogą nam dojrzeć. I śluby też po to są. Z jednej strony stanowią normę, tę posadzkę betonową, od której się odbijamy, ale są też drogowskazem. Jeszcze nie osiągnęliśmy tego o czym śluby, o czym nasze przyrzeczenia mówią. To jest droga, która nigdy nie będzie miała końca. Zachęcam, żeby zrobić sobie medytację i pomyśleć o sobie jako o oblatach, którzy są w niebie. Wiadomo, że w niebie każdy będzie realizował w sposób doskonały to, czym miał być na ziemi.

Malarstwo średniowieczne pokazuje to w sposób symboliczny w całych cyklach późnogotyckich, zwłaszcza na obrazach na temat Sądu Ostatecznego. Mój ojciec kupił kiedyś album ze wstępem profesora Białostockiego, w którym on pisał na temat „Sądu Ostatecznego” pędzla Hansa Memlinga. Przepiękny obraz eksponowany teraz w Muzeum Narodowym w Gdańsku. To, co nas z bratem jako chłopców bawiło to to, w jaki sposób namalowano zbawionych. W części centralnej Michał Archanioł z wagą i umarli wychodzący z grobów goli, jak ich Pan Bóg stworzył – jako nowe stworzenie. I potępieni lecą do piekła na golasa, a zbawieni nadzy mężczyźni i kobiety wchodzą po kryształowych schodach, na lewym skrzydle, do nieba i tuż przed bramą niebiańską aniołowie zakładają na nich szaty, które symbolizują to, czym byli za życia. Tam są tiary papieskie, mitry, jakieś kobiece piękne suknie, jakiś mężczyzna ubrany jak kupiec. I nas zastanawiało, jak to ma być, że w niebie ma być fajnie, a oni w takich strojach, w mitrach mają żyć. Strasznie niewygodnie. Ale w tym chodzi o to, że w niebie mamy zrealizować w pełni to, czym mamy stać się tu na ziemi.

Zachęcam, żeby pomyśleć jak to, że jesteście oblatami i to, jak macie żyć jako oblaci pomoże jeszcze pełniej przeżywać szczęście niebiańskie. Bo w niebie też będziecie oblatami i Pana Boga będziecie poznawać jako oblaci w inny sposób, jeszcze nie wiemy jak, ale zobaczcie – ile zmysłów to otwiera w nas na poznawanie Pana Boga. W niebie nie będzie już żadnej blokady, ale tam też Pan Bóg da się wam poznać przez charyzmat waszej oblatury. To było jedno z ćwiczeń mnichów w średniowieczu – medytacja o niebie.

Zacznijmy od ślubu stałości – stabilitas. Ten ślub funkcjonuje w Kościele łacińskim już 1500 lat, tak to wymyślił św. Benedykt. Od XIX wieku stabilitas kojarzona jest ze stałością miejsca – stabilitas loci. Po rewolucji francuskiej kiedy zniszczono klasztory we Francji, potem Napoleon zniszczył je jeszcze w Niemczech i Włoszech, a u nas rozbiory. Walec przejechał przez Europę i z tysięcy klasztorów ocalało kilkadziesiąt. W XIX wieku zaczęły się wielkie reformy niemieckie braci Wolterów, we Francji ojca Derangera. Było to takie odbudowywanie z popiołów i narodziła się idea, żeby stałość rozumieć jako przywiązanie do jednego klasztoru, związanie z jednym miejscem.

Zupełnie to nie odpowiadało myśli Benedykta i praktyce późniejszej. W Tyńcu na przykład najwięcej mnichów było około 1650 roku. Wtedy było nas 60, ale tylko połowa mieszkała tu, w Tyńcu. Reszta była rozlokowana w klasztorach zależnych tzw. prepozyturach. Mieliśmy np. Tuchów, gdzie nad wejściem do kościoła znajduje się marmurowa tablica z cytatem złotymi literami o. Sczygielskiego naszego historyka, który potem był opatem w Starych Trokach. Jak się wejdzie do środka, to wszędzie są figury świętych benedyktyńskich. Mieliśmy prepozytury w Tuchowie, Uniejowie, Starych Trokach, w Piwoszunach, w Staniątkach. Kościelna Wieś koło Płowiec była nasza, piękny kościół św. Wawrzyńca. Połowa ludzi przebywała „poza domem”. Wymieniali się co jakiś czas. Wiadomo, były miejsca karne. Jak ktoś rozrabiał, to jechał do Starych Trok, a jak i tam rozrabiał, to go zsyłali na Żmudź do Piwoszunów, gdzie tylko żyły niedźwiedzie żmudzińskie i tam umierał w zapomnieniu. Stabilitas zatem nie była związana z miejscem, tylko ze wspólnotą.

My dzisiaj nie mamy prepozytur, mamy dom zależny w Starym Krakowie koło Sławna, ale często myślę sobie o waszych domach, waszych rodzinach jako o prepozyturach. Jesteście w łączności z nami, chociaż, nie mieszkacie w Tyńcu. Środowiska, w których żyjecie, pełnią funkcję takich prepozytur. W takiej dobrej sytuacji nie byliśmy nigdy, nie mieliśmy tylu prepozytur. (śmiech)

Zastanówmy się jak ujmuje to Reguła i w jaki sposób miało to odbicie w praktyce średniowiecznej. Na samym początku sprawdźmy, że w Regule nigdzie nie występuje słowo stabilitas loci.

Jak czytamy łaciński wczesnośredniowieczny tekst, to trzeba postępować tak, jak robili to wielcy badacze czterysta, pięćset lat przed św. Benedyktem. Jak np. Cyceron starał się zrozumieć teksty filozofów, to zawsze na stoliku obok tekstu łacińskiego miał tekst grecki; i zastanawiał się – Grecy mówią tak, a my mówimy tak. U Greków to znaczy to, to, to, a u nas to, to, to, to. Tu Grecy mają rację, u nas nie da się tak powiedzieć, to trzeba po grecku powiedzieć. Podobnie u Kasjana, który często zastępuje słowo łacińskie słowem greckim.

Analogicznie trzeba popatrzeć, z czego św. Benedykt wziął to swoje stabilitas. Inaczej mówiąc trzeba zobaczyć, jak w tradycji Wschodu była określana ta sama praktyka. Patrzymy więc na teksty Ewagriusza, na teksty Apoftegmatów, bo to one oddziaływały na św. Benedykta. Analogiczny sens do słowa stabilitas mają dwa pojęcia. Pierwsze to to, co się określa słowem hesychia, którą możemy określić jako wyciszenie, a z drugiej strony mamy inne ważne pojęcie apatheia czyli wolność od namiętności, od grzechu. Te dwa pojęcia są jak dwie strony medalu, one się nawzajem uzupełniają.

Hesychia może być czytane w dwojaki sposób, bo może oznaczać człowieka, który osiągnął stan duszy, serca, umysłu całkowicie ukierunkowany na Pana Boga. Już go nic innego nie interesuje, jest tak skupiony na Panu Bogu, że wszystko co robi poświęca Panu Bogu, nie odstępuje ani na prawo ani na lewo. Jakbyśmy cofnęli się do korzeni, do Pisma Świętego, to najlepszym przykładem hesychii jest św. Paweł – Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek czynicie, na chwałę Boża czyńcie (1 Kor 10,31). Nic go nie rozprasza, on idzie jak pocisk do Pana Boga.

Można sobie zrobić diagram: w centrum umieszczamy STAŁOŚĆ i dokoła wymieniamy:

wobec Boga,
w walce z pokusami,
w nawróceniu,
w powstawaniu z grzechów,
w czytaniu Pisma Świętego,
w miłowaniu.

Można to porównać do przedłużacza z kostką o sześciu gniazdkach. Stałość stanie się tym, co ci jest potrzebne. Dla każdego oznacza ona coś innego, każdy toczy inną walkę i dlatego stałość jest w Regule niedookreślona. Dla każdego stanie się ona czymś innym.

Tu nie chodzi o to, że człowiek zaciska zęby i mówi sobie: „Już nigdy więcej”, tylko to jest pewna moc. Upadłem, nie udaje mi się, ciągle przychodzi ta pokusa, a ja ciągle od nowa powstaję. Ciągle wracam od nowa, bo Bóg jest dla mnie ważny. Wracam ze względu na Niego, nie na moją taką czy inną doskonałość, ale ze względu na Boga ciągle powstaję.

Czasami w tekstach hezychia ma drugi aspekt. U Cyryla ze Scytopolis, który się zajmował żywotami mnichów żyjących na Pustyni Judzkiej np. Sabą (do dziś istnieje klasztor Bar Saba), pod jego piórem hezychasta oznacza pustelnika czyli osobę, która wycofała się na samotność. Hezychia ma też taki wydźwięk, należy o tym pamiętać. W pierwszym rozdziale Reguły pustelnicy pojawiają się i są w niej zawsze obecni.

Mam nadzieje, że wydamy tekst, który jest już częściowo przełożony, a ma tytuł „Miracula” czyli dosłownie cuda, napisany przez opata Cluny, Piotra Czcigodnego, żyjącego w XII w.

Tekst przypomina „Kwiatki Świętego Franciszka”, ale jest w duchu benedyktyńskim i przez to nam bliższy. Piotr pisze o swoich braciach z wielką miłością, o każdym mówi coś dobrego. Często pisze o pustelnikach, którzy żyli po klasztorach. Opowiada o bracie, który kiedy tylko mógł, uciekał do swojej celki na wieży i tam trwał wobec Boga; zalewał się bez przerwy łzami, kiedy myślał o Jego miłości do rodzaju ludzkiego. Stałość owocuje osobistą intymnością wobec Boga.

Nam słowo pustelnik kojarzy się z gościem z brodą, który je korzonki i mieszka w chatce na kurzej stopce gdzieś w lesie. A pustelnik to osoba, która ma dar, który różnie się realizuje, często zamyka się i żyje samotnie (tak długo jak Pan Bóg pobłogosławi), ale chodzi w tym o intymność sam na sam z Bogiem. U nas po nieszporach jest Msza św. o godzinie 18 i widzę, że stale te same osoby przychodzą i potem zostają czasami i pół godziny. Mają taką potrzebę, żeby pomodlić się w ciszy przez trzydzieści minut.

Jak stajemy się coraz starsi, umierają wszyscy, z którymi moglibyśmy powspominać dzieciństwo, są tylko młodsi o dziesięć lat, wtedy samotność rośnie. Czasami przychodzi choroba – to też jest etap życia pustelniczego bez względu na to czy to jest człowiek świecki czy w klasztorze. To jest też hezychia – ciągle wracam i wracam do Pana Boga.

Drugi aspekt ślubu stabilności to jest apatheia. I o ile hezychia ma dużo słodyczy w sobie, ona jest taka upragniona, chcielibyśmy tego, to apatheia ma w sobie gorycz, dlatego że Ojcowie mówią, że ona jest jakby odwrotną stroną hezychii. Jest czynna bądź bierna.

Czynna to większa część naszego życia – stawiamy opór, mówimy „nie” wobec pokus. One przychodzą, ciągle nawracają, a my z uporem mówimy „nie” i stawiamy opór, bo chcemy być wolni od tego zła, które się w nas wlewa.

Jakbyśmy chcieli sięgnąć po źródło liturgiczne apathei, to są to nasze przyrzeczenia chrzcielne. Czy wyrzekasz się wszystkiego, co prowadzi do zła? Czy wyrzekasz się grzechu? Czy wyrzekasz się Szatana? I to jest apatheia – tak, wyrzekam się i nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Czasem wydaje mi się, że apatheia przypomina ping pong. Ta piłeczka zawsze wróci, trzeba ją odbić znowu. Trzeba się bronić.

Ojcowie też mówią o czynnej, kiedy Bóg daje pokój i walka ustaje, ale Ojcowie mówią, że o tym się czyta, ale się tego nie doświadcza.

Zdaje się, że św. Benedykt tak rozumiał stabilitas. Stałość, która nic wspólnego nie ma z tym jak to określono w XIX w. Stałość to jest miejsce, które umacnia nas w wierności wobec obranego sposobu życia. Warto zauważyć, że jeżeli będziemy trwać w wierności, to będziemy równocześnie pogłębiać świadomość naszej tożsamości. Kim jesteśmy: mężem, żoną, oblatem, chrześcijaninem. I tak będziemy układać swoje życie, tak robić rachunek sumienia, żeby ciągle dokładać paliwa do tego, żeby siła potwierdzania naszej tożsamości w nas wzrastała, żeby wszystko wzrastało, cieszyło oczy. Wracając do metafory basenu, kiedy dochodzimy do betonowej posadzki, przychodzi refleksja, odbijamy się i wracamy.

Nasz o. Hieronim porównywał kiedyś ślub stałości do korzeni drzewa – im większe drzewo tym większe korzenie, żeby nie wyrwał go wiatr. Można też w ten sposób na to popatrzeć. Ale nie jako stałość miejsca, tylko świadomość, tożsamość oraz te dwa pojęcia wyciszenia i apathei, wolności od różnego zła, które nas atakuje jak muchy.

Pomyślcie więc w taki sposób o waszej stałości z pytaniami wobec czego. Możecie też wrócić do trzech rozdziałów 1. Księgi Samuela, żeby zobaczyć jak to wygląda, zobaczyć stałość Samuela, stałość Anny. Jak ona wiernie pragnęła tego dziecka, a z drugiej strony jak miała głęboką relację z Panem Bogiem. Modlitwy Anny nie należy traktować jako rodzaju handlu wymiennego – jak mi dasz dziecko, to ja Ci je oddam. Myśl Anny była głębsza – ja wiem, że kiedy mi je dasz, to ono nie jest moje, tylko Twoje. Oddam Ci to, co do Ciebie należy, a Ty mi je dasz. Można dać tylko coś, co jest nasze. Stałość Anny w pragnieniu, ale i w wierności wobec Pana Boga.

Jeżeli ślub stałości przeżyjemy dojrzale, to on pomoże nam przecinać węzły gordyjskie – sytuacje, które czasami wydają się nie do rozwiązania, czy sytuacje konfliktowe. Muszę być wierny dwóm ludziom w sytuacjach, które się pozornie wykluczają, a ślub stałości przeżywany dojrzale pomoże mi zachować wierność obydwu sytuacjom.

Przykładem biblijnym może być Jonatan syn Saula. Jonatan musiał być lojalny wobec ojca, bo wiadomo, i wobec swego ukochanego przyjaciela Dawida, a na pewnym etapie ich życia stało się to niemożliwe. Albo temu, albo temu. Jonatan ponieważ miał ten ślub stałości wypraktykowany w sposób perfekcyjny, to mu dało to tę mądrość, że ostrzegł Dawida, co mu uratowało życie, czyli jest lojalny wobec przyjaciela, ale jak przychodzi moment krytyczny, to Jonatan ginie z ojcem – jest lojalny wobec ojca. I przyjaciela nie zdradził i ojcem też nie wzgardził. Jednemu uratował życie, a z drugim zginął.

W tym ślubie zawarta jest taka głęboka mądrość – rozwiązywanie sytuacji nierozwiązywalnych.


Konferencja wygłoszona podczas rekolekcji adwentowych dla oblatów benedyktyńskich / 2019 r. / Tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Benedictus”, który prowadzony jest przez oblatów benedyktyńskich.


Szymon Hiżycki OSB (ur. w 1980 r.) studiował teologię oraz filologię klasyczną; odbył specjalistyczne studia z zakresu starożytnego monastycyzmu w kolegium św. Anzelma w Rzymie. Jest miłośnikiem literatury klasycznej i Ojców Kościoła. W klasztorze pełnił funkcję opiekuna ministrantów, duszpasterza akademickiego, bibliotekarza i rektora studiów. Do momentu wyboru na urząd opacki był także mistrzem nowicjatu tynieckiego. Wykłada w Kolegium Teologiczno-Filozoficznym oo. Dominikanów. Autor książki na temat ośmiu duchów zła Pomiędzy grzechem a myślą oraz o praktyce modlitwy nieustannej Modlitwa Jezusowa. Bardzo krótkie wprowadzenie.


Fot. Kazimierz Urbańczyk

(Visited 197 times, 1 visits today)


Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z naszego portalu CSPB możesz skorzystać z propozycji zapisania się do systemu Feedburner, za pomocą którego, codziennie między godziną 20:00 a 23:00 otrzymasz e-maila z listą linków najnowszych wpisów, które ukazały się w danym dniu... Zapisz się do powiadomień
Zamknij