Oddzielenie od świata jest obrazem najsilniej przylegającym do pojęcia życia monastycznego i jest dzisiaj przedmiotem żywej kontestacji.
Z tego powodu staje przed mnichami na pewno zagadnienie, którego doniosłości nie da się zaprzeczyć. Dotyka ono samej racji bytu życia monastycznego, jego tożsamości.
Zagadnienie to nie jest bynajmniej teoretyczne. W praktyce wpłynęło już na pewne zmiany w zwyczajach i sposobie bycia. Jest więc rzeczą konieczną, jeżeli nie wprost palącą, postawić w tej sprawie kropkę nad i, wiedząc przy tym, że sprawa nie jest nowa i że nie da się jej rozwiązać raz na zawsze. Próżno jest bowiem sądzić, że ustabilizowaną równowagę da się ostatecznie osiągnąć przez zaostrzenie regulaminów. Są one na pewno konieczne, ale nie bardziej niż prawdziwa wierność duchowi Reguły.
Co mówi Reguła?
Reguła nie wygłasza ogólnej teorii na temat świata. Trudno też się w niej doszukać pojęcia „oddzielenia” od świata – takie słowo w jej tekście nie występuje.
Wprost przeciwnie – całość Reguły ukazuje nam wspólnotę silnie powiązaną ze światem, który ją otacza, relacje, jakie ją z nim łączą. Mówi np. o gościach wędrownych, których nigdy nie brak (53,16). Zasadnicza samowystarczalność nie przekreśla jednak stosunków ekonomicznych ze światem zewnętrznym (57); wspólnota chrześcijańska w sąsiedztwie ponosi również jakąś odpowiedzialność za zgromadzenie monastyczne (64) itd. Reguła, w przeciwieństwie do niektórych późniejszych tekstów, nie sprawia wrażenia jakoby pogardzała światem czy nakazywała ucieczkę od niego. Wprost przeciwnie – z jej treści wynika, że mnisi nie są wcale lepsi od innych ludzi. Muszą walczyć z tymi samymi wadami i ciasnotą. Nie znajdujemy też w niej zhierarchizowanych kategorii: mnisi i inni.
Natomiast cały tekst Reguły ukazuje nam zgromadzenie dobrze zorganizowane w myśl zasad jednej wiary, ożywione tą samą myślą, zdecydowane posługiwać się środkami, jakie są konieczne. Między ludźmi, którzy je tworzą, a tymi, którzy znajdują się poza nim, istnieje tylko jeden próg: wybór, wyrażony w chwili uroczystej profesji złożonej po długim czasie dojrzałego zastanowienia się.
Właśnie to zobowiązanie przesądza nie o oddzieleniu zgromadzenia, ale o jego różnicy, inności.
Inności, która nie tylko nie oddziela od świata, ale umieszcza go w samym jego centrum, w miejscu, które jest jedyne w swoim rodzaju, całkiem specyficzne.
Na czym polega ta inność czy też specyfika?
Regułę świętego Benedykta otwiera prolog, o którego doniosłości nie trzeba przypominać. Jest on wezwaniem do całkowitego zaangażowania się w naśladowanie Chrystusa, kierowanym do tych, którzy doświadczyli już Boga na tyle, aby ruszyć w drogę. W tym doświadczeniu nie ma zresztą ani cienia jakiegoś ezoteryzmu. Jest ono pokrewne doświadczeniu, jakie promieniuje z Ewangelii św. Jana i o którym świadczy św. Paweł w swych listach. Reguła zresztą jest niezwykle dyskretna co do tego doświadczenia, ale krótkie w niej aluzje są na tyle znaczące, że nadają sens całemu jej tekstowi. To doświadczenie jest jak linia ciągła w tle albo wątek pojawiający się w miejscach kluczowych. Przy końcu prologu mowa jest o rozszerzającym się sercu i o niewysłowionej słodyczy miłości (49). Rozdział 7, zamykający fragment omawiający doktrynę duchową, kończy się wyraźnym otwarciem się na doświadczenie Ducha Świętego. W rozdziałach 71, 72 i 73 wyczuwa się ten sam klimat, jak zresztą i w rozdziale 58 mówiącym o przyjmowaniu braci.
Ze względu na to doświadczenie, do którego każdy uczeń Chrystusa jest wezwany, Reguła proponuje szczególne itinerarium. Poczynając od końca prologu, opisuje charakter instytucji, to znaczy zgromadzenia, gdzie absolutne pierwszeństwo dane jest przykazaniom Bożym albo – mówiąc ściślej – Ewangelii (Prolog 49 i 21). Nie potrzebując wyraźniej o tym mówić, przedstawia to itinerarium jako odpowiedź na wezwanie Chrystusa skierowane do tych, którzy „opuścili wszystko, by pójść za Nim”. Same nazwy „klasztor”, „mnisi”, zawierające w sobie pojęcie celibatu dla Królestwa, są aż nazbyt oczywiste, by mieć co do tego jakąś wątpliwość.
Reguła zresztą bardzo szybko precyzuje swój projekt. Itinerarium przez nią wytyczone prowadzi do utworzenia zgromadzenia możliwie najbardziej scalonego, w którym wszystko jest wspólne tak na płaszczyźnie materialnej, jak i duchowej, zgromadzenia mieszkającego razem do końca życia. Przedstawia wspólne dzieło do wykonania, w którym los człowieka rozpatrywany od strony ludzkiej i duchowej jest absolutnie sprawą wszystkich i każdego.
Koniec rozdziału 4 jest jednym z kluczowych urywków Reguły: Warsztatem zaś, w którym to wszystko mamy pilnie wykonywać, są mury klasztoru i stałość w zgromadzeniu (4,78). Celem tej pracy jest udoskonalenie miłości w znaczeniu ewangelicznym, która jest jedynym autentycznym miejscem spotkania z Bogiem. W dążeniu do tego celu Reguła ucina krótko wszelkie możliwe uniki i wykręty. Proponuje pewną drogę – a są i inne – ale na tej właśnie zachęca, aby iść aż do końca Tajemnicy Wcielenia. Stałość w zgromadzeniu, czyli poszukiwanie komunii, skłania do możliwie całkowitego dzielenia życia. Zgromadzenie nie jest już wtedy tylko środkiem do celu, ale jest jakby wpisane w to uwieńczenie, do którego się dąży, jest jego warunkiem nadającym mu jednocześnie swoisty koloryt. Wszyscy stają się solidarni w tym jednomyślnym dążeniu do spełnienia założeń życia monastycznego. Rozdział 72 daje „utopijny” opis tej solidarności i zwłaszcza tu wskazuje na wynik: Niechaj nic im nie będzie droższe nad Chrystusa, który oby nas razem przywiódł do życia wiecznego (72,11–12). Reguła proponuje nade wszystko stworzenie wspólnoty w pełni ludzkiej, ale jako znaku Królestwa, które „jest już i jeszcze nie”.
Szkoda, że pojęcie „klasztoru” zastąpiono pojęciem „klauzury”, obcym Regule. Ten pierwszy termin został obciążony przez historię sensem zbyt dwuznacznym, by jeszcze mógł być w użyciu. Miał on znaczenie pozytywne, a nie negatywne lub defensywne. Oznaczał bardzo konkretne zebranie w jedno ludzi, którzy dokonali wspólnego wyboru i zdecydowali się razem iść do celu. Był on również znakiem wspólnego dzieła, któremu poświęcali swoje życie. Warsztatem zaś […] są mury klasztoru (4,78). Porównanie jest jasne. Nie chodzi tu o cytadelę albo szaniec, gdzie ludzie się zbierają, by bronić się przed wspólnym nieprzyjacielem (w późniejszych czasach nie omieszkano używać tego porównania), lecz warsztatem, miejscem zbiórki tych, których ożywia ten sam zamiar, to samo dzieło do wykonania, ten sam „duch”. Wierność przebywania w tym „warsztacie” staje się wtedy najprzedniejszym ze znaków wierności dziełu wspólnemu, wspólnemu duchowi.
Pojęcie klauzury nie może być jednak całkowicie wykluczone, nawet jeżeli ma znaczenie drugorzędne. Chodzi bowiem o utrzymywanie w zgromadzeniu pewnego rodzaju ducha prężności, ducha wspólnotowego. Otóż „duch” nie ma nic wspólnego ze znaczeniem, jakie związane jest ze słowem „duchowy”. Duch nie istnieje nie będąc wcielonym w konkretne dyspozycje, w pewne wybory egzystencjalne. Z drugiej strony ten duch posiada cechę wyłączności i nie toleruje ducha przeciwnego sobie. Należy dostrzec różnicę między duchem, którym chce żyć zgromadzenie, a duchem otaczającego go świata. Każda wspólnota potrzebuje strzec poniekąd swej intymności, by się wzmacniać we właściwym sobie duchu. W przeciwnym wypadku jego charakter rozmyje się, straci całą swą zwartość i znaczenie. Jeżeli duch należy do rzeczywistości, które są najtrwalsze, jest on również jedną z najbardziej subtelnych. Zgromadzenie ożywione potężnym duchem wspólnotowym potrafi stawić czoło wszelkim kryzysom, obojętnie jakiej natury, i będzie promieniowało wokoło. Ale jednocześnie duch nawet najbardziej żywotny jest niesłychanie wrażliwy na najmniejszy, szkodliwy powiew.
Reguła nie wypowiada się w tych słowach, ale na temat tego doświadczenia można w niej znaleźć kilka zdań, na podstawie których zbudowano doktrynę klauzury.
Aby bracia nie musieli wychodzić na zewnątrz, bo to nie jest korzystne dla ich duszy (66,7). Jeżeli nawet to stwierdzenie potrzebuje jakiegoś wycieniowania, to intencja Reguły jest jasna. Trudno jest nie stracić ducha, którym się żyje, opuszczając konkretne miejsce, gdzie się go realizuje. Nie chodzi tu o dobrego czy złego ducha, ale po prostu o pewien jego rodzaj. Czy mnisi zbyt często nieobecni przy wspólnym dziele potrafią zachować go w pełni? To jest właśnie zagadnienie poruszone tu w Regule.
To samo odnosi się do stosunków ze światem zewnętrznym:
Niech żaden nie waży się opowiadać drugiemu, co widział i słyszał poza klasztorem, bo z tego wynika wielka szkoda (67,5). Uwaga, która może dać początek wszelkim możliwym formom ciasnoty umysłu (bo roztropność to rzecz rzadka…), ale która wyraża głęboką prawdę. Istnieją stosunki konstruktywne i dynamizujące, ale też destrukcyjne i osłabiające, które podważają racje życia. Żadna reguła materialna czy dyscyplinarna nie zastąpi tu tej roztropności. W sposób paradoksalny sama żywotność ducha zgromadzenia potrafi ją zapewnić – jest ona jednocześnie jej przyczyną i skutkiem.
Reguła nie uprawia kazuistyki na temat wychodzenia z klasztoru. Nie mówi np. w jakich wypadkach mnich może z klasztoru wyjść, a kiedy nie. Tak samo postępuje w wypadku przeciwnym, gdy chodzi o to, kto ma prawo wejść do klasztoru. Natomiast zawsze podkreśla to, co jest najważniejsze, a mianowicie same założenia, wokół których bracia się zgromadzili. Tak więc goście, których nigdy nie brak, nie powinni odrywać braci od właściwego im trybu życia (53,16) i trzeba czasem powiedzieć uczciwie komuś, by sobie poszedł, aby jego wady innych nie popsuły (61,6–7). Chodzi tutaj o konsekwencję wobec wyboru i opcji leżących u podstaw wspólnoty. Każdy wybór zakłada bowiem jakieś zerwanie z czymś innym.
Jeżeli pojęcie „klauzury” czy „oddzielenia” ma jakiś sens, to jego rolą jest nieustannie przypominanie braciom o ich najbardziej zasadniczym wyborze i opcjach. Dzisiaj warto dodać, że właśnie to może zapewnić im ich prawdziwą obecność w świecie, obecność zróżnicowaną i znaczącą. Przez swoją odmienność wspólnota monastyczna stanie się widzialna oczom „świata”, a jej oddzielenie uczyni ją obecną.
Fragment komentarza Jak żyć dzisiaj Regułą św. Benedykta
Bertrand Rollin OSB (1926-1990), benedyktyn z opactwa En Calcat we Francji. Do klasztoru wstąpił w 1943 r., a dwa lata później złożył profesję wieczystą. Wyświęcony na kapłana w 1951 r.
Fot. Marcin Marecik
Jeśli zainteresował Cię nasz materiał, mamy dla Ciebie propozycję! Możesz otrzymywać raz w tygodniu, w sobotę o 19:00, e-mail z najnowszymi artykułami z portalu cspb.pl. Wystarczy, że zapiszesz się do naszych powiadomień poniżej...
Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.
Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.
To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!






