Umieszczony przez 11:58 Małgorzata Borkowska OSB wyjaśnia...

„O naśladowaniu Chrystusa”. Kluczowe pojęcia, aluzje biblijne i inne…

Jednym z pierwszych problemów, na jakie trafia wielu dzisiejszych czytelników „Naśladowania”, jest pewna liczba kluczowych dla myśli autora terminów, które używane tu są w bardzo tradycyjnym znaczeniu…

Jednym z pierwszych problemów, na jakie trafia wielu dzisiejszych czytelników Naśladowania, jest pewna liczba kluczowych dla myśli autora terminów, które używane tu są w bardzo tradycyjnym znaczeniu, różnym od tego, jakie dziś nadajemy tym słowom w potocznej mowie. A najczęściej o wiele szerszym. Są to: caro, devotio, tentatio, consolatio, passio, virtus, mundus, gratia, profectus, mortificatio. Postarajmy się je tutaj wyjaśnić.

Ciało (caro) w potocznej mowie oznacza dzisiaj ludzki organizm, z tym jednak, że w kontekście moralizującym jest pojmowane jako synonim seksualności. Dla Autora natomiast ten termin ma znaczenie dużo szersze. Oznacza tak organizm, jak i jego potrzeby i skłonności; ale przede wszystkim – postawę umysłu, który jest tak zaprzątnięty tymi potrzebami i skłonnościami (jakiejkolwiek byłyby natury), że nie pamięta o niczym poza tym, a zwłaszcza o miłości Boga i bliźniego.

Pobożność (devotio) dzisiaj potocznie oznacza skłonność do nabożeństw, i to nie specjalnie gorliwą, ale raczej średnią. W języku Opata Jana jest to stan duszy oddanej Bogu, żyjącej Jego miłością i chwałą. Pobożny jest więc synonimem świętego, a już na pewno kogoś, kogo my byśmy dzisiaj określili jako żarliwie pobożnego.

Pokusa (tentatio) nam obecnie kojarzy się z umyślnym ciągnięciem kogoś do złego, przy czym kuszącym jest oczywiście szatan. Dla Autora ten termin oznacza każdą sytuację próby, w której człowiek ma (w małej lub wielkiej sprawie) wybór między dobrem a złem. Jest to więc i szansa, i niebezpieczeństwo zarazem; a ponieważ jesteśmy słabi i wiemy o tym, sam Chrystus kazał nam prosić Ojca o niepoddawanie nas próbie, ale (gdyby była konieczna) o pomoc w niej, czyli uwolnienie od złego. Tak rozumiana pokusa może być Bożym zabiegiem pedagogicznym, który uczy nas prawdy o naszej małości celem tym pełniejszego przylgnięcia do Boga.

Pociecha (consolatio) w naszym języku oznacza tyle co współczucie w niedoli, wyrażone słowem lub także czynem. Jest to dar człowieka dla człowieka: uśmiech, dobre słowo, usługa; ten dar ma pomóc uspokoić uczucia lub zmienić je z negatywnych na pozytywne. W języku jednak Autora ten termin jest synonimem umocnienia, pomocy, i to zawsze: Bożej pomocy, w jakiejkolwiek trudności, a nie tylko w smutku. (Ilekroć mowa o innej, nie Bożej „pociesze”, jest to zawsze wyraźnie nazwane: „od ludzi”, „od stworzeń”.) Inaczej mówiąc, chodzi o działanie łaski Bożej, która nam umożliwia bądź zwycięstwo w próbie, bądź podniesienie się po upadku. Chodzi tu więc nie o wygładzenie uczuć, ale o wsparcie rozumu i woli.

Namiętność (passio) w naszym języku to zwykle gwałtowne uczucie, związane z seksualnością i niemożliwe lub prawie niemożliwe do opanowania. W języku naszego Autora ten termin oznacza wszelkie nie dość opanowane uczucia ciała, a więc także gniew, łakomstwo itp., które są przeszkodą do życia zgodnego z przykazaniami Bożymi. Ich umartwienie (mortificatio), czyli opanowanie, jest konieczną drogą do zwycięstwa nad samym sobą.

Cnota (virtus) ma w dzisiejszym języku potocznym bardzo wąskie znaczenie: oznacza prawie zawsze stan wolności od grzechów – i to znowu: z dziedziny seksualnej. Jest to zaledwie skrawek znaczenia, które ten termin ma w języku Autora. Dla niego cnota to stan człowieka, którego wszystkie siły duchowe, umysłowe i cielesne zostały poddane miłości Bożej i dzięki temu ma on moc (virtus) nie tylko bronić się przed grzechem, ale także działać dobrze. W nieco późniejszym języku teologii ascetycznej to samo oddawano by może przez „świętość”.

Postęp (profectus) w dzisiejszym języku oznacza rozwój wiedzy i techniki. W języku Autora istnieje wyłącznie postęp duchowy, to jest owocne dążenie do opanowania namiętności i zdobycia cnoty.

Świat (mundus) to słowo, inaczej niż poprzednie, ma w języku Autora znaczenie węższe niż w naszym. Dla nas oznacza całokształt stworzenia, zwłaszcza materialnego, ale także społeczeństwo ludzkie i wszystkie jego skomplikowane układy; a gdy chodzi o wybór drogi, jest także przeciwieństwem słowa „klasztor”. Dla Autora właściwie tylko to przeciwieństwo jest ważne; świat to dla niego doczesność i (przede wszystkim) uwikłanie się w tej doczesności, bez myśli o życiu wiecznym. Stąd koniecznością jest „pogarda świata” czyli przyznanie wieczności pierwszeństwa przed doczesnością, zbawieniu pierwszeństwa przed zyskiem. O tę „pogardę” rozbija się bardzo wielu czytelników.

Łaska (gratia) w języku katechizmu, także dzisiaj, jest to bądź usynowienie Boże dane człowiekowi (Łaska uświęcająca), bądź wsparcie w codziennym działaniu (łaska uczynkowa). W tej książce natomiast jest to wszelka pomoc Boża dla człowieka, ale także stan duchowy człowieka, który z tej pomocy korzysta. Stąd silne przeciwstawienie: Natura – Łaska; przy czym „Natura” oznacza stan duchowy człowieka, który nie korzysta z Bożego objawienia i oświecenia, toteż jest zamknięty w namiętnościach właściwych dla ciała; Łaska zaś w tym kontekście oznacza człowieka działającego pod wpływem wiary i miłości Bożej. Jeszcze nieco inne znaczenie ma słowo „łaska” w niektórych rozdziałach, gdzie jest synonimem Bożej pomocy odczuwalnej, a nie tylko faktycznej.

Umartwienie (mortificatio) dzisiaj kojarzy się głównie z pochodem biczowników. Ale w języku chrześcijańskiej ascetyki, używanym przez opata Jana, jest to działanie zmierzające do osłabienia i w miarę możności eliminacji tych tendencji człowieka, które sprzeciwiają się dziełu Łaski w jego duszy. Działanie to polega nie tylko na tłumaczeniu teorii problemu, ale także, i przede wszystkim, na czynnym sprzeciwie wobec takich tendencji. Przykładowo, tendencję do obżarstwa zwalcza się przez post.

Wszystkie wymienione tutaj terminy mają więc znaczenie tak szerokie, że tłumacz staje przed trudnym wyborem: czy zachować ich tradycyjny przekład, jednakowy we wszystkich kontekstach, czy też zależnie od tych kontekstów używać różnych odpowiedników. Wybieram (z nielicznymi wyjątkami) tę pierwszą możliwość, a to tak dla zachowania pełnego klimatu książki, z jej autentycznym, historycznym tekstem, jak i dlatego, że swoistym jej przekładem na język dzisiejszy jest w razie potrzeby komentarz.

Aluzje biblijne – i inne

Jak przystało na mnicha i teologa, Opat Jan myśli Pismem Świętym; i wciąż wyraża swoje przekonania jego językiem. Niemniej dla dzisiejszego czytelnika, zwłaszcza zaś dla biblisty przyzwyczajonego do aparatu przypisów, nie jest zadaniem łatwym zidentyfikować je dokładnie. Sam Autor nie cytuje świadomie, albo w każdym razie robi to rzadko; jego tekst zawiera, owszem, dużo Biblii, ale wcale nie zawsze są to, wedle naszych pojęć, cytaty: często raczej aluzje albo wręcz okruchy języka biblijnego. Tłumacze zwykle identyfikują te z nich, które rozpoznają sami, czasem szukają pomocy u specjalistów, ale i tak nie mogliby pozaznaczać wszystkiego, i nie miałoby to zresztą większego sensu. Dodatkową komplikacją jest fakt, że Opat Jan ma oczywiście w pamięci wersję Wulgaty, zapewne jedyną, jaką w ogóle znał; i nieraz ta właśnie wersja (a nie przekład zaproponowany przez nowych tłumaczy) jest kluczowa dla sensu jego zdania. I trzeba ją w tekście zostawić.

Codzienna modlitwa chórowa, którą żyje mnich i która mu przez lata wchodzi w pamięć, składa się prawie w całości z tekstów biblijnych, ale są tam i nieliczne późniejsze: antyfony, hymny, kolekty i niektóre czytania. Mniej więcej taka sama jest w Naśladowaniu proporcja między tekstami pochodzenia biblijnego i innymi tekstami liturgicznymi. Nadto są tam echa Reguły św. Benedykta, ale także innych ówcześnie popularnych autorów chrześcijańskich, jak św. Augustyn czy Bernard. Wreszcie są także echa autorów klasycznych, jak Seneka, Owidiusz, Wergiliusz… co oczywiste w czasach Opata Jana: mnisi ówcześni uczyli się łaciny na tych właśnie autorach, nie na psalmach, i nie przechodzili do teologii, dopóki nie opanowali „gramatyki”, przez co się w tamtych czasach rozumiało tak język łaciński, jak i jego literaturę.

Księga tęsknoty

Nazwaliśmy już tutaj to dzieło księgą tęsknoty. Jest w nim odwieczna tęsknota duszy ludzkiej do Boga, tak, ale przede wszystkim tęsknota chrześcijańskiego serca do Chrystusa, umiłowanego Pana i Zbawiciela. Jak się jednak ma ta tęsknota do tytułu książki, mówiącego o potrzebie naśladowania Pana – zważywszy w dodatku, że takie słowa jak naśladowanie i przykład padają w tekście bardzo rzadko? Otóż niewątpliwie naśladowaniem staje się wybór, całym sercem podjęty, Boga raczej niż wszystkiego tego, co Nim nie jest; w tym nawet Boga raczej niż siebie. Tego wyboru Chrystus, Syn Boży, miłujący Ojca, sam jest wzorem; i nikomu, kto wczytuje się w Ewangelie, udowadniać tego nie trzeba. I taki właśnie wybór głoszą, opisują i utwierdzają wszystkie strony tej książki.

Bo przecież nasza miłość do Chrystusa powinna się przede wszystkim wyrażać w przyjęciu Jego nauki, Jego dążeń i priorytetów za swoje. W praktyce, skoro chcemy tę naukę przyjąć, my, istoty cząstkowo tylko wiedzące i cząstkowo miłujące, musimy zacząć od akceptacji naszego stanu, naszego duchowego ubóstwa; musimy przyjąć jego (bolesne nieraz) skutki jako właściwy nam punkt startu i zaufać w pełni prowadzeniu Bożemu. Właściwie można to wszystko zredukować do jednej zasady – ofiarowania Bogu siebie bez zastrzeżeń. I w tym niewątpliwie bylibyśmy naśladowcami Chrystusa. On, cały skierowany ku Ojcu i żyjący Jego miłością, uczy nas przede wszystkim, że i my istniejemy dla tej miłości. I nie tylko uczy, ale i w nią wciąga przez dar Ducha Świętego: wciąga nas w wewnętrzne życie miłości samej Trójcy Świętej. To ten priorytet mamy przyjąć i naśladować; jeżeli tak Go kochamy, jak kochać pragniemy.


Wstęp do przekładu O naśladowaniu Chrystusa


Małgorzata (Anna) Borkowska OSB, ur. w 1939 r., benedyktynka, historyk życia zakonnego, tłumaczka. Studiowała filologię polską i filozofię na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, oraz teologię na KUL-u, gdzie w roku 2011 otrzymała tytuł doktora honoris causa. Autorka wielu prac teologicznych i historycznych, felietonistka. Napisała m.in. nagrodzoną (KLIO) w 1997 roku monografię „Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich w XVII do końca XVIII wieku”. Wielką popularność zyskała wydając „Oślicę Balaama. Apel do duchownych panów” (2018). Obecnie wygłasza konferencje w ramach Weekendowych Rekolekcji Benedyktyńskich w Opactwie w Żarnowcu na Pomorzu, w którym pełni funkcję przeoryszy.


Grafika na zdjęciu: Mikołaj Jastrzębski OSB

(Visited 1 311 times, 1 visits today)


Jeżeli chcesz być na bieżąco z materiałami, które publikujemy i udostępniamy, proponujemy zapisanie się na codzienny newsletter.

Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij