Umieszczony przez 11:09 Święty Benedykt i jego Reguła

Pomyślmy sobie, jak świat byłby piękny, gdyby ludzie się nawzajem słuchali…

Na samym początku zadajmy sobie pytanie dlaczego posłuszeństwo jest tak istotne, zanim jeszcze zadamy pytanie czym ono jest, w jaki sposób św. Benedykt to posłuszeństwo widzi.

Myślę, że najlepszym wprowadzeniem do rozdziału O posłuszeństwie jest to, co śp. Ojciec Piotr Rostworowski powiedział na temat posłuszeństwa: dzisiejszy świat bardzo się go lęka, natomiast dla św. Benedykta posłuszeństwo jest tym, co jest najbardziej upragnione i co zaleca na każdej stronie swojej Reguły. Myślę, że ten nacisk, jaki św. Benedykt kładzie na nie, jest wart uwagi. Trzeba przemyśleć, co takiego może ono oznaczać. Musimy pamiętać o tym, że Reguła to jest tekst, który ma pomóc żyć. To nie jest kolejny kamień, który wkładamy sobie do torby, żeby nam było jeszcze gorzej, bo Reguła została po to napisana, żeby się łatwiej żyło. Dlatego jeśli dla św. Benedykta posłuszeństwo jest takie istotne, to nie jest tak dlatego, że chce, żeby nam było jeszcze gorzej w życiu, tylko to jest narzędzie, które on nam daje po to, żeby nasze życie było bardziej na Bożą chwałę, bardziej ludzkie przede wszystkim, żeby było bardziej piękne.

W Regule pojawiają się dwa słowa, które – moglibyśmy tak powiedzieć – są słowami benedyktyńskimi. To są pokora i posłuszeństwo. To jest, powiedziałbym, para drzwi, przez którą do Reguły się wchodzi. Jako świetne wprowadzenie polecam wam lekturę książeczki, która ukazała się w naszej serii Z tradycji mniszej – autorstwa francuskiego trapisty, już nieżyjącego, ojca Andre Louf OCSO, pod takim właśnie tytułem Pokora i posłuszeństwo.

Kiedy będziecie medytować nad 5. rozdziałem Reguły, nad cnotą posłuszeństwa, to zachęcam was do tego, żebyście sobie przeczytali kilka razy, przemyśleli dwa fundamentalne rozdziały na temat tej cnoty tj. rozdział piąty – właśnie o posłuszeństwie – i rozdział 71. – o tym, że bracia mają być posłuszni sobie nawzajem. Pamiętajmy też o tym, że jak czytamy Regułę – to też jest taka ważna uwaga metodologiczna – to nie można traktować Reguły jako zbioru cytatów, którymi żongluje się według subiektywnego uznania – ona przemawia jako całość. Dlatego, aby odczytać właściwie, musimy Regułę czytać w całości i zwłaszcza te dwa rozdziały czytać jako pewną spójną całość.

Na samym początku zadajmy sobie pytanie dlaczego posłuszeństwo jest tak istotne, zanim jeszcze zadamy pytanie czym ono jest, w jaki sposób św. Benedykt to posłuszeństwo widzi. Dla św. Benedykta posłuszeństwo jest dlatego tak ważne i tak istotne, ponieważ to była cecha, cnota, która wyróżniała w trakcie ziemskiego życia Jezusa Chrystusa. Kiedy św. Benedykt namawia swoich uczniów do tego, żeby byli posłuszni w tym życiu – za chwilę będziemy się zastanawiać, co to znaczy – to jest to ta podstawowa motywacja: bo Jezus Chrystus był posłuszny. A my jako chrześcijanie, na mocy samego chrztu świętego, jesteśmy wezwani do tego, żebyśmy Pana Jezusa w życiu naśladowali. Skoro On był posłuszny, to my też mamy być posłuszni. Można powiedzieć więcej: im człowiek jest bardziej posłuszny, tym bardziej upodabnia się do Jezusa Chrystusa. Zresztą jak czytamy św. Pawła … niedawno wyszedł w naszym wydawnictwie komentarz o. Piotra Rostworowskiego Listu do Efezjan i tam właśnie o. Piotr mówi o tym chrześcijańskim powołaniu, o tym, że chrześcijanin jest powołany, by coraz bardziej stawać się jedno z Panem Jezusem zarówno w życiu, jak i w śmierci, jak i w Zmartwychwstaniu, żeby cokolwiek się działo, nic nas od Niego nie oddzielało. Może dzisiaj powiedzielibyśmy tak intuicyjnie, że tym, co nas do Pana Jezusa upodabnia, to jest bardziej miłość, miłosierdzie, przebaczenie itd., a dla św. Benedykta tą cnotą taką Jezusową par excellence jest właśnie posłuszeństwo.

Myślę, że takim dobrym ćwiczeniem w tym zgłębianiu posłuszeństwa – do czego was też zachęcam – jest też, jeżeli robicie sobie lectio divina i czytacie czy Ewangelie, czy Nowy Testament, warto śledzić i tropić te fragmenty, które mówią o posłuszeństwie Pana. Trzeba zobaczyć, jak On je praktykował, żeby to było też inspiracją dla nas. Reguła w jednym ręku i Nowy Testament opisujący posłuszeństwo Pana Jezusa w drugim ręku – to są takie nasze dwa podstawowe narzędzia, żebyśmy mogli zrozumieć tę tajemnicę.

Więc to jest taka uwaga wstępna, fundamentalna: posłuszeństwo jest dlatego tak ważne i chrześcijanin powinien do niego dążyć przez cały czas. To jest po pierwsze. Po drugie: jest wiele rodzajów posłuszeństwa. I o tym nam mówi Reguła. Jak sięgniemy do piątego rozdziału, to św. Benedykt podaje różnego rodzaju motywacje, dlaczego mnich jest posłuszny. W wierszu trzecim: „czy to ze względu na świętą służbę, którą ślubowali, czy to z lęku przed piekłem, czy to dla chwały życia wiecznego”. Czyli mamy trzy motywacje, które są podane: ze względu na ślubowanie, ze strachu, że jeżeli nie będzie się posłusznym, to pójdzie się do piekła, czy ze względu na to, że przez posłuszeństwo człowiek idzie do nieba. Więc widzimy, że te motywacje mogą być mniej lub bardziej szlachetne, mniej lub bardziej dojrzałe. Oczywiście chcielibyśmy mieć posłuszeństwo z tej motywacji najwyższej, ale od czegoś trzeba zacząć. I już samo to pragnienie, żeby być posłusznym, być może na samym początku wystarczy.

W wierszu 10. św. Benedykt mówi o najwyższej motywacji posłuszeństwa: „miłość nakazuje im spieszyć do życia wiecznego”. Czyli tą najwyższą motywacją posłuszeństwa jest miłość. Jestem posłuszny dlatego, bo kocham. Na jakimś etapie jestem posłuszny, bo się boję. Na innym jestem człowiekiem posłusznym, bo jestem człowiekiem obowiązkowym. Na jakimś etapie jestem posłuszny, bo mam w tym interes, bo jak będę posłuszny, to stanie się to i to. To są te wcześniejsze motywacje, o których św. Benedykt mówi. Ale na jakimś etapie mojego życia wewnętrznego, staję się posłuszny dlatego, bo kocham. I to jest motywacja największa dlatego, że strach wcześniej czy później ustanie, interes wcześniej, czy później okaże się jałowy, a miłość ma tylko tendencję do wzrostu, więc ona jest motywacją najwyższą i najsilniejszą.

Teraz zastanówmy się, w jaki sposób posłuszeństwo należy rozumieć. Język polski jest tu akurat dość dokładną kalką języka łacińskiego dlatego, że w swoim rdzeniu ma czasownik „słuchać” – „posłuszeństwo”. I gdybyśmy chcieli dzisiaj zdefiniować w duchu Reguły, czym posłuszeństwo jest, to bym powiedział tak: posłuszeństwo to jest cnota słuchania. Mówimy, że wzorem posłuszeństwa jest Pan Jezus, popatrzmy zatem w Ewangelii, w jaki sposób On potrafi słuchać. Potrafi słuchać swojej Matki np. na weselu w Kanie Galilejskiej. Ale w tej scenie potrafi usłyszeć i potrafi wysłuchać nawet tych, którzy się do Niego nie zwracają bezpośrednio – jak państwa młodych. Popatrzmy na Niego, kiedy zwracają się do Niego ludzie proszący Go o uzdrowienie, kiedy zwracają się do Niego ludzie proszący Go o cuda, kiedy zwracają się do Niego ludzie, którzy zadają Mu jakieś pytania.

Zupełnie inna kategoria tego słuchania Jezusowego jest wtedy, kiedy np. toczy się Jego proces, kiedy słucha Piłata, kiedy słucha arcykapłanów. To, co możemy u Niego podziwiać to to, że On bardzo poważnie traktuje to, co do Niego mówi drugi człowiek, angażuje całe swoje serce w wypowiedź, nikogo nie lekceważy tylko stara się całym sobą dać odpowiedź na pytanie, które zostało Mu postawione.

Jeśli zatem myślimy o posłuszeństwie w życiu oblackim, to jest ono jakby jednym z jego aspektów. Człowiek świecki żyjący na co dzień Regułą św. Benedykta, jest kimś, kto jest zasłuchany. Traktuje każdego poważnie, pozwala każdemu się wypowiedzieć i – co najważniejsze, bo to w posłuszeństwie jest bardzo istotne – stara się zrozumieć, co drugi ma do powiedzenia. Pan Jezus nie narzuca nikomu interpretacji tego, co druga osoba mówi, tylko jakby wsłuchując się w tę osobę, która do Niego się zwraca, też jednocześnie czyni wysiłek, żeby zrozumieć, kim ten człowiek jest i czego tak naprawdę chce. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że chodzi przede wszystkim o coś, co określa się modnie teraz mianem „empatii” i zapewne z czymś takim mamy tu do czynienia, ale jest to empatia niepozbawiona kręgosłupa moralnego i pewnego rodzaju hierarchii wartości. My dzisiaj żyjemy w czasach, które empatii dają pierwszeństwo przed prawdą. Ważniejsze jest współczucie niż prawda. A Jezus – i tu Go trzeba podziwiać – potrafi połączyć jedno z drugim.

To, cośmy już wiele razy na różnych spotkaniach, rekolekcjach rozważali, ale warto to sobie jeszcze raz przypomnieć, ósmy rozdział Ewangelii św. Jana: Kobieta oskarżona o cudzołóstwo. Wszyscy zachwycamy się tym, że tamci chcieli ją ukamieniować, a Jezus właśnie nie pozwolił jej ukamieniować tylko powiedział: Nie potępiam cię, idź i nie grzesz więcej. Więc właśnie empatia, bo uratował jej życie, ale z drugiej strony też prawda i wymaganie, bo odesłał ją do domu, gdzie czeka na nią zdradzony mąż i ta kobieta musi się z tym swoim zdradzonym mężem skonfrontować, musi się z nim dogadać. Ratuje jej życie, ale stawia jej wymagania, stawia jej zadania. To słuchanie Jezusa nie jest tylko takim poklepywaniem po plecach, ale jest takim porywającym do góry i pozwalającym rosnąć człowiekowi, dojrzewać coraz bardziej w pełni jego człowieczeństwa.

Pomyślmy sobie teraz, jeżeli mówimy o posłuszeństwie w rodzinie, pomyślmy sobie o relacji – wydaje mi się, że właściwie wy powinniście już tutaj mówić – jak wygląda wzajemne słuchanie się w małżeństwie. Ile to wymaga czasami wysiłku, żeby zrozumieć drugą osobę, o co jej naprawdę chodzi, kim ona jest, czego chce. Ile trzeba wysiłku do tego, żeby słuchać własnych dzieci, które nagle okazują się być niezależne mimo że mają np. sześć lat i mają własny pogląd na życie i wołami nie można ich przekonać do tego, żeby robiły to czy tamto, mimo że wiemy, że jak nie będą nas słuchać, to dostaną od życia w skórę. Jakiego trzeba zaangażowania, żeby dotrzeć przez to zrozumienie do drugiej osoby.

Więc to posłuszeństwo św. Benedykta tak, jak on je rozumie, to posłuszeństwo Ewangelii. To nie jest posłuszeństwo wojskowe: jest generał, który wydaje rozkaz i żołnierze, którzy idą na pole minowe, bo nie mają innego wyjścia. Tylko to jest coś, co możemy powiedzieć ożywia samą istotę życia Bożego. Wiemy z teologii, że Bóg jest wspólnotą osób: Ojcem, Synem i Duchem Świętym i to, co łączy wewnętrznie Trójcę Świętą jest wewnętrzne zasłuchanie Ojca, Syna i Ducha Świętego. To sprawia, że są jednym Bogiem. I Pan Bóg, kiedy mówi nam o tym – też przez św. Benedykta – że mamy być posłuszni, to nie chce nam przez to powiedzieć, że jedni mają tylko i wyłącznie rozkazywać, a drudzy mają tylko i wyłącznie słuchać, tylko to jest zaproszenie do tego, żebyśmy naśladowali życie Trójcy Świętej: Syn słucha Ojca, Ojciec Syna, Duch Święty jest posłuszny Ojcu, który Go posyła na ziemię, żeby ludzi przekonywał o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie.

Więc to jest kolejne ćwiczenie, obok tych poprzednich, o których wam już powiedziałem, które chciałem wam przekazać, które chciałem wam polecić, czyli taka medytacja o tym – taki rachunek sumienia – w jaki sposób słuchacie i w jaki sposób próbujecie zrozumieć drugiego człowieka, zwłaszcza tych najbliższych, z którymi żyjecie pod jednym dachem.

Drugim krokiem posłuszeństwa jest dialog. Św. Benedykt w 68. rozdziale pisze np. o bracie, który dostaje polecenie niemożliwe do wykonania. I on kładzie tam na serce i opatowi, i temu bratu, że jeżeli ten brat stwierdza, że rzeczywiście to, co dostał do zrobienia absolutnie przekracza jego możliwości, to powinien wejść ze swoim przełożonym w dialog i analogicznie przełożony powinien poważnie potraktować wątpliwości tego brata. To jest drugi krok: jeżeli stoję wobec człowieka, który wiem, że jest posłuszny, czyli stara się mnie zrozumieć, stara się usłyszeć to, co mówię, to zupełnie inaczej taki dialog będzie się toczył. A jeżeli stoję przed kimś, kto przypomina swoją konsystencją granitową skałę i ma generalnie w nosie to, co ja do niego mówię, to takiego dialogu w ogóle nie będzie. Może w nas powstawać lęk, że tego typu postawa będzie naszą słabością, którą ludzie będą mogli wykorzystywać. I w jakimś sensie jest to prawda. Ale zwracam waszą uwagę na to, że Benedykt kładzie nacisk, że w klasztorze wszyscy mają być posłuszni. Czyli nie jest tak, że jeden jest posłuszny, a drugi będzie to wykorzystywał i zrobi sobie z tamtego swego sługę, bo on jest takie ciepłe cielę, co każdą pierś będzie ssało. Tylko i jedna i druga osoba ma się wykazywać takimi cechami. I wówczas nie będzie wykorzystywania człowieka, ale będzie dialog, który będzie twórczy. I dlatego jest zaproszenie do tego, żeby posłuszeństwo ślubować, ale i też, żeby w tym posłuszeństwie postępować.

I tutaj dopiero – na tym trzecim etapie – mamy moment, kiedy możemy wydawać polecenia. Dopiero, kiedy się usłyszymy, dopiero wtedy, kiedy będziemy w stanie ze sobą rozmawiać i wspólnie oceniać rzeczywistość, dopiero wówczas rodzi się moment, kiedy możemy wydawać polecenia. Nie wcześniej, bo jeżeli jest wcześniej, to wtedy jesteśmy w systemie więziennym, albo w systemie wojskowym. Ale on – pomimo pozornych podobieństw – z klasztorem i z duchowością benedyktyńską niewiele ma wspólnego. Jeżeli stoję wobec osoby, która widzę, że czuje się za mnie odpowiedzialna, stara się mnie zrozumieć, dąży do tego, żeby było dobro, to wówczas wsłucham się uważnie w to, co ona mówi i rzeczywiście będę wykonywał polecania tej osoby, która taką decyzję podejmuje. Ale żeby dojść do takiego momentu wydawania poleceń i słuchania ich, to jest bardzo, bardzo długa droga, wymagająca zaangażowania i z jednej i z drugiej strony.

Może to wam zostawię do przemyślenia sobie na spokojnie. Żebyście sobie o tym pomyśleli. I zachęcam was jeszcze raz do tego, żeby czytać Ewangelie i śledzić te momenty, kiedy Pan Jezus „jest posłuszny” – jeśli tak mogę w cudzysłowie powiedzieć. I też myślę, że do św. Benedykta, kiedy modlimy się za jego wstawiennictwem, warto go prosić o tego ducha posłuszeństwa. Takiego właśnie zasłuchania w drugiego człowieka. Popatrzcie, ile w tym podejściu Benedykta jest szacunku. Ile w tym podejściu św. Benedykta jest pogody ducha, zdrowego optymizmu, wiary w możliwości człowieka. On stawia przed nami wysokie wymagania, ale też jest jednocześnie głęboko przekonany i wierzy, że spełnienie ich jest możliwe.

Pomyślmy sobie, jak świat byłby piękny, gdyby ludzie się nawzajem słuchali. Gdyby wszyscy chcieli zachowywać Regułę św. Benedykta, to byśmy żyli w raju. Ale ponieważ nie jest to możliwe, starajmy się może przynajmniej my sami ten jeden krok w kierunku posłuszeństwa postąpić.


Tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Benedictus”, który prowadzony jest przez oblatów benedyktyńskich.


Szymon Hiżycki OSB (ur. w 1980 r.) studiował teologię oraz filologię klasyczną; odbył specjalistyczne studia z zakresu starożytnego monastycyzmu w kolegium św. Anzelma w Rzymie. Jest miłośnikiem literatury klasycznej i Ojców Kościoła. W klasztorze pełnił funkcję opiekuna ministrantów, duszpasterza akademickiego, bibliotekarza i rektora studiów. Do momentu wyboru na urząd opacki był także mistrzem nowicjatu tynieckiego. Wykłada w Kolegium Teologiczno-Filozoficznym oo. Dominikanów. Autor książki na temat ośmiu duchów zła Pomiędzy grzechem a myślą oraz o praktyce modlitwy nieustannej Modlitwa Jezusowa. Bardzo krótkie wprowadzenie.


Fot. Borys Kotowski OSB

(Visited 562 times, 1 visits today)


Za pomocą newslettera chcemy się kontaktować, aby przesyłać teksty, nowości wydawnicze i ogłoszenia, które dotyczą naszego podwórka. Planujemy codzienną wysyłkę takiego newslettera.

Czytający i słuchający naszych materiałów, zarówno dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, jak i na kanale YouTube lub innych platformach podcastowych, mogą zastanawiać się w jaki sposób można nas wesprzeć… Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij