Umieszczony przez 12:21 Pismo Święte

Poranek przy grobie – gdzie kończy się śmierć, a zaczyna spotkanie ze Zmartwychwstałym Chrystusem

Jezus po powtórzeniu pytania, jakie aniołowie zadali Magdalenie, dołącza drugie – o to, kogo szuka?

Ta uczennica Pańska, Maria, stale w Nowym Testamencie występuje z przydomkiem Magdalena, ponieważ była rodem z miejscowości galilejskiej zwanej Magdala. Różni się ona od Marii, która pochodziła z judzkiej Betanii, na obszarze pokolenia Judy, a była siostrą Łazarza i Marty (por. Łk 10,39; a przedtem Łk 8,2; J 11,1; 12,3). Różni się ona także od bezimiennej jawnogrzesznicy, uzyskującej darowanie win, którą przedstawia św. Łukasz (por. Łk 7,36–50). Dopiero od czasów św. Grzegorza Wielkiego, i tylko w Kościele zachodnim, datuje się traktowanie tych trzech uczennic Pańskich jako jednej i tej samej osoby, podczas gdy Kościół wschodni w swoich kalendarzach liturgicznych, tzw. menologiach, zawsze wymienia każdą z nich osobno, w trzy różne dni. Nic więc dziwnego, że reforma posoborowa za Pawła VI usunęła zupełnie z rzymskiego mszału tę późną identyfikację, niezgodną z tekstem biblijnym, a opartą jedynie na geście namaszczenia stóp Pana i otarciu włosami.

A co wiemy z pewnością o Marii Magdalenie na podstawie Ewangelii? To, że została ona uwolniona przez Pana od siedmiu złych duchów (Mk 16,9; Łk 8,2), była więc kiedyś opętana. Na tym tle zrozumiałe jest jej wdzięczne przywiązanie do Jezusa.

Należała ona do grupy niewiast, które towarzyszyły i usługiwały Jezusowi podczas Jego wędrówek począwszy od Galilei (por. Łk 8,2). Wraz z innymi wytrwała przy Nim do końca, a więc stanęła u stóp Jego krzyża na Golgocie (por. Mt 27,55n; Mk 15,40n; J 19,25). Wzięła następnie udział w pogrzebie Jezusa, pozostała potem przy grobie do wieczora w piątek, a zamierzała wraz z innymi niewiastami namaścić Jego ciało, gdy minie szabat (por. Łk 23,56; Mk 16,1). W niedzielę rano pierwsza widzi Zmartwychwstałego i ona jedyna prowadzi z nim dialog, którym wyłącznie tutaj się zajmiemy.

Czwarta Ewangelia takim wstępem opatruje scenę jej z Nim spotkania:

A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra oraz do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: «Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono» (J 20,1n).

Pośpieszny meldunek złożony przez nią Apostołom: Piotrowi i Umiłowanemu Uczniowi (jest nim zapewne Jan) zawiera na samym końcu orzeczenie stojące w zaskakującej liczbie mnogiej: nie wiemy. Jest to jawny ślad innej tradycji, znanej Synoptykom, o kilku niewiastach idących w niedzielny ranek do grobu namaścić ciało Pana (por. Mt 28,1; Mk 16,1.5–10; Łk 24,1–11). Tutaj wątek wydarzeń Ewangelii Janowej umieszcza scenę obejrzenia przez tych dwóch uczniów pustego grobu, ważny dowód na stopniowe budzenie się w uczniach wiary w zmartwychwstanie Chrystusa; ale jako nie związaną z późniejszym dialogiem Magdaleny, tutaj tę scenę pomijamy. Pozostajemy przy spotkaniu:

Maria Magdalena natomiast stała przed grobem, płacząc. A kiedy [tak] płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?» Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono». Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?» Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę». Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: [Mój] Nauczycielu! Rzekł do niej Jezus: «Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego”». Poszła Maria Magdalena, oznajmiając uczniom: «Widziałam Pana i co jej powiedział » (J 20,11–18).

Płacz Marii Magdaleny stojącej przed grobem – to nie obrzędowe głośne lamentacje, określane zazwyczaj w Nowym Testamencie innymi słowami greckimi, lecz zrozumiały wynik cichego żalu z powodu straty ukochanego Mistrza. Pochyla się ona, by zajrzeć do wewnętrznej, niżej położonej, komory grobowej i widzi dwóch aniołów, od razu wyraźnie tak nazwanych. Rola ich dwóch jak u Łukasza, w redakcji tego opisu sprowadza się do tego, że – znów tak jak u Łukasza – unisono zadają Magdalenie dokładnie to samo pytanie, od którego za chwilę zacznie z nią dialog sam Jezus (por. J 20,15), mianowicie pytanie o powód jej płaczu. Tego odezwania się aniołów nie można jeszcze nazwać orędziem, jakie zazwyczaj w Biblii wypowiadają aniołowie, gdy ukazują się ludziom. Ta okoliczność – brak orędzia – skłaniała niektórych autorów do tego, by przesadnie pomniejszać rolę tych dwóch aniołów w całej tej scenie. Tymczasem fakt powtarzania tych samych słów przez autora natchnionego w bliskich kontekstach biblijnych – jak tutaj identycznego pytania – świadczy o tym, że autor natchniony zamierzał je podkreślić. Po co? Obecność dwóch aniołów daje, być może, potrzebne Magdalenie świadectwo „wzmocnione” dla powodów takich samych, jakie działały w tradycji o niewiastach przy grobie, przytoczonej przez Łukasza. Ale może znaczyć też więcej. Pytanie aniołów nie jest tym razem wyraźnie kerygmatyczne, nie głosi prawdy wiary, jak było we wszystkich angelofaniach u grobu, według Synoptyków, ale jednak o czymś informuje. Zadają oni jej to pytanie, które Jezus za chwilę powtórzy od siebie, a już nic nie dodają, jak to czynią u Synoptyków. Za chwilę bowiem rozpoznanie Zmartwychwstałego Mistrza zastąpi Magdalenie jakiekolwiek orędzie anielskie o samym fakcie. Aniołowie tylko przygotowują to jej spotkanie z Panem.

Nie kończy się bynajmniej na tym rola aniołów w tej scenie. Nie tyle bowiem tutaj ich słowa są ważne, ile szczegół opisu odnoszący się do zajmowanych przez nich miejsc na grobowej płycie – w głowach i w nogach ciała, czego nie podają paralelne opisy. Prób wyjaśnienia tego wyjątkowego szczegółu było wiele. Ale trzymając się tylko danych tekstu, bez ryzyka pomyłki, można przyjąć, że jest to dokładne określenie miejsca opróżnionego po ciele Pana. Może więc ten szczegół uchodzić za graficzne dopełnienie, za coś jakby ilustrację orędzia anielskiego w źródle najdawniejszym, Markowym: Oto miejsce, gdzie Go złożyli (Mk 16,6). Wszyscy bowiem trzej Synoptycy podają, że niewiasty uczestniczące w pogrzebie dobrze przyjrzały się miejscu, gdzie położono Jezusa. Trzeba więc rolę tych dwóch aniołów u Jana uznać za podwójnie ważną – rolę funkcjonalną. Ma to być argument apologetyczny dla głoszenia faktu przez świadków pustego grobu, a zarazem uwydatnienie funkcji ich służebnej wobec Zmartwychwstałego. W ten bowiem sposób wprowadzą oni następujący bezpośrednio potem dialog Magdaleny z Panem zmartwychwstałym. Skądinąd ten ostatni aspekt służebny – wprowadzania przez aniołów działań samego Chrystusa – zgodny jest z teologią pism Janowych (por. J 5,4n; Ap 10,1; 18,1 ;20,1).

Magdalena odpowiada aniołom, jaki jest powód jej płaczu, przyszła przecież namaścić ciało Pana, a tu go nie ma. Odwrócenie się do tyłu Magdaleny bywa oceniane jako szczegół dopiero redakcyjny, ponieważ wprowadza właściwy jej dialog z Panem. Ale też racja tego gestu może być prostym następstwem ostatnich własnych jej słów: gdzie Go położono, tutaj, tzn. w ogrodzie.

Od tego obejrzenia się wstecz zaczyna się nowa scena, która rozgrywa się w tym samym miejscu – jest to właściwy dialog Magdaleny ze Zmartwychwstałym. Ale zrazu nie umie ona rozpoznać Jezusa. Podobnie będzie jeszcze nieraz w spotkaniach ze Zmartwychwstałym (por. J 21,4; Mt 28,17; Łk 24,13), co ma wyrażać, że zmartwychwstały Pan wprawdzie jest ten sam, ale nie taki sam: Zmartwychwstałego Jezusa rozpoznają tylko ci, którym dopiero wiara otwiera oczy, a nie ci, którzy szukają prawdy dostępnej tylko po ludzku. Jezus po powtórzeniu pytania, jakie aniołowie zadali Magdalenie, dołącza drugie – o to, kogo szuka? To drugie pytanie w tym krótkim „dialogu nieporozumienia” wywołuje jej reakcję rzekomo praktyczną, a w rzeczywistości niewykonalną. Prosi ona domniemanego „ogrodnika”, by wskazał miejsce przeniesienia ciała – jeśli to on jest sprawcą tej zmiany – chce bowiem je sama zabrać. W jaki sposób jedna kobieta mogłaby tego dokonać? Miłość, jak widać, nie liczy się z tym, co jest możliwe… Na szczęście dla Magdaleny cały jej pomysł dyktowany uczuciem dlatego nie będzie zrealizowany, że ani w grobie, ani gdzie indziej w ogrodzie nie ma martwego ciała Pana. Stojący przed nią to nie ogrodnik, który je zabrał, lecz sam Pan właśnie żywy, a w innym ciele.

Jedno tylko słowo nie rozpoznanego dotąd Pana, to że zwrócił się do niej po imieniu, które w tekście greckim ma aramejską formę Mariam, co tylekroć ona przedtem słyszała, wystarcza, by znikła tajemnicza zasłona na jej oczach. Pan objawia się Magdalenie, ponieważ Go szuka. Pamiętała jego dźwięk. Sama też natychmiast jednym słowem dowodzi, że wie, z Kim mówi. Rabbuni – po aramejsku w dialekcie palestyńskim znaczy „Mistrzu mój”. Tytuł ten w ustach Magdaleny dowodzi, że w jej oczach Zmartwychwstały jest tym samym, którego dotąd słuchała jako swego Mistrza, a jednak zmienionym, skoro Go od razu nie poznała.

Dopiero to serdeczne odezwanie się stwarza kształt personalny, wyzwala ją od samej siebie i umieszcza w otwartej przestrzeni. Wszelkie „widzenie” pozostaje niewyraźne, jeżeli nie towarzyszy mu objawienie słowne. I nawet słowa pozostaną niezrozumiałe, jeżeli nie będą wypowiadane z miłością (H. Schürmann).

Dla duszy kobiecej jest tu ważne wskazanie, by w szukaniu Boga wychodzić poza wrażenia, kształty, miejsce, a zapuszczać korzenie w tym, co zstępuje z nieba. Nie żąda się od niej, jak od Apostołów, wyjścia na cały świat (Mk 16,15), lecz tylko wyjścia poza samą siebie ku prawdziwemu Chrystusowi. A wtedy staje się zdolna nieść orędzie paschalne nawet oficjalnym Apostołom.

Z treści tego, co z kolei mówi do niej Pan, wynika pośrednio, że natychmiast po okrzyku Rabbuni Magdalena rzuciła się do stóp Mistrza i objęła je, podobnie jak to czytamy o innej grupie kobiet u Mt 28,9. Na ten gest reakcja Pana pod jej adresem brzmi według większości dzisiejszych polskich przekładów: Nie zatrzymuj mnie! – co jest wiernym filologicznie przekładem oryginału greckiego. Zaprzeczony bowiem imperativus praesentis nie zakazuje podjęcia jakiejś czynności, lecz zabrania kontynuowania – zaczętej – tyle mówią gramatyki. A słowniki nam dodadzą, że sama zaś czynność wyrażona słowem haptomaj oznacza raczej chwytanie lub trzymanie, niż dotykanie. Tymczasem na całe wieki łacińska Wulgata z jej „Noli me tangere!” w niewłaściwym kierunku popchnęła tak dawnych średniowiecznych egzegetów, jak artystów. Tym egzegetom jej błędny przekład „Nie dotykaj mnie” podsunął myśl, że Zmartwychwstały nie pozwala się dotknąć dawnej grzesznicy czy opętanej, bo jest tego niegodna, lub szerzej – że człowiek tej ziemi nie może dotknąć istoty niebiańskiej. Wszystko to stoi w sprzeczności z innymi tekstami o zmartwychwstałym Panu, jak np. z zachętą Jego: Dotknijcie Mnie (…) (Łk 24,39) i z danym samemu Tomaszowi nakazem: Podnieś tutaj swój palec (…) podnieś rękę i włóż w mój bok (J 20,27). Spośród zaś artystów – nawet wielki Fra Angelico, mając do dyspozycji tylko tekst łaciński „Noli me tangere” (Nie dotykaj Mnie!), tak tę scenę namalował: Pan obiema rękami odpycha od siebie Magdalenę, która na klęczkach pochylona na darmo wyciąga ręce w Jego stronę. Tak ikonografia skrzywdziła Magdalenę. Ale od czego jest biblistyka? Dla właściwej interpretacji tego zakazu trzymajmy się tekstu z kontekstami Janowymi oraz uwzględniajmy gatunek literacki. Mamy przed sobą nowy „dialog nieporozumienia”, który jednak nie jest tak łatwy do jednoznacznego odczytania jak inne u Jana. I tak nie ulega wątpliwości zakaz Pański, że Magdalena winna zaprzestać tego całkiem zrozumiałego gestu czułego przywiązania, którego zresztą Pan nie zabronił niewiastom przy spotkaniu u pustego grobu według opisu Mateusza (por. Mt 28,9).

Cała trudność zrozumienia naszego tekstu leży w uzasadnieniu podanym tu w kolejnych słowach. Z jednej strony słyszymy: jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca – to czas przeszły jakoś utrwalony w oglądanym przez Magdalenę stanie Chrystusa. Jak więc należy to uzgodnić z treścią orędzia do przekazania przez Magdalenę uczniom: Wstępuję do Ojca (…) Ta zapowiedź – to czas teraźniejszy z odcieniem przyszłego? Jaki ma sens ta pozorna sprzeczność? Ojcowie Kościoła rozumieli to jako spójną zapowiedź bliskiego wniebowstąpienia, a orędzie dla Apostołów jako rodzaj przygotowania ich na bliskie spotkanie, by pojęli naturę tej nowej Jego obecności (Jan Chryzostom; M.J. Lagrange).

Od bezpośredniej motywacji zakazu i rozkazu ważniejszy jest poprzedni kontekst kontaktów Jezusa z uczniami, do których posyła teraz Magdalenę. Rozstając się z uczniami podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus zapewnił, że idzie do Ojca przygotować im miejsce, a potem ich do siebie zabierze (J 14,2n). Taka jest główna treść orędzia do przekazania uczniom przez Magdalenę i tłumaczy zarówno nazwę braci, jak tę różnicę czasów, która odnosi się już do nowego porządku, w jakim żyje Zmartwychwstały (R. Schnackenburg).

Motywacja podana przez Zmartwychwstałego niejednoznacznie była i jest komentowana co do szczegółów. Spośród aktualnych dziś prób wycieniowania jej sensu przytoczymy tutaj kilka takich, które są ze sobą spójne i komplementarne. Jezus spieszy do Ojca, niech więc Magdalena Go nie zatrzymuje. Braćmi zaś – jak nigdy dotąd – w tej Ewangelii nazywa Pan Apostołów, dlatego że – mimo różnicy ojcostwa Boga wobec Chrystusa i uczniów – zmartwychwstanie pogłębiło Jego relację do nich, jako nowego Adama (A. Wikenhauser).

Zakaz Pana stwierdza, że nie ma sensu przedłużanie przez Magdalenę dawnego, ziemskiego sposobu korzystania z bliskości Jezusa, kiedy to stale Go nazywała Rabbuni (C.K. Barrett). Natomiast Jezus przywiązaniu jej uczuciowemu pragnie odtąd dać nowy wymiar, objawiając jednocześnie tajemnicę czystości – serce otwarte dla wszystkich stworzeń, które mają się znaleźć w domu Ojca w chwale wiekuistych Godów (J. Guillet). Jezus, posługując się porównaniami, wówczas dostępnymi dla Magdaleny, oświadcza jej, że już jest w drodze do Ojca, a tym samym określa to obecne Jego ukazanie się jej jako przejaw sytuacji o tyle już definitywnej, że różnej od tej, którą przeżywała ona za dni Jego życia doczesnego (L. Stachowiak). Chrystus paschalny, przed wniebowstąpieniem nie posiadający jeszcze konsekracji ostatecznej przez zasiadanie po prawicy Ojca, odtąd stanie się bliskim dla niej i dla swoich wiernych na niewidzialny sposób, przez łaskę, przez słowo i przez Eucharystię (P. Benoit).

Sumując to wszystko można stwierdzić, że z pewnością chodzi w końcu – jak w każdym dialogu nieporozumienia – o podniesienie u Magdaleny na wyższy, nadprzyrodzony poziom nie tyle jej wiary, ile jej relacji uczuciowej do umiłowanego Pana, który teraz już istnieje dla niej inaczej, z czego wtedy nie zdawała sobie jeszcze sprawy.

A dla nas dziś ważny jest wniosek, że wraz ze wszystkimi wiernymi odtąd mamy jako Jego bracia iść tą samą drogą za Nim do wspólnego domu Ojca.


Fragment publikacji Dwadzieścia dialogów Jezusa


Augustyn Jankowski OSB (ur. 14 września 1916 w m. Złotoust na Uralu, zm. 6 listopada 2005 w Krakowie), właściwie Bogdan Jankowski – benedyktyn, opat tyniecki, biblista, redaktor naukowy Biblii Tysiąclecia, członek Papieskiej Komisji Biblijnej Kongregacji Nauki Wiary, doktor honoris causa PAT. Autor wielu publikacji z dziedziny biblistyki, m.in. Aniołowie wobec ChrystusaBiblijna teologia czasuBiblijna teologia przymierzaDwadzieścia dialogów JezusaRozmowa o Apokalipsie.


Fot. Marcin Marecik / Na zdjęciu: fragment polichromii z kaplicy Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Autor polichromii: Michał Szwarc.

(Visited 1 196 times, 1 visits today)


Jeśli zainteresował Cię nasz materiał, mamy dla Ciebie propozycję! Możesz otrzymywać raz w tygodniu, w sobotę o 19:00, e-mail z najnowszymi artykułami z portalu cspb.pl. Wystarczy, że zapiszesz się do naszych powiadomień poniżej...

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.

Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!

Zamknij