Umieszczony przez 12:33 Święty Benedykt i jego Reguła

Rozważania nad „Regułą” św. Benedykta / część 8 /

Człowiek jest wolny, jak powiada św. Maksym Wyznawca, kiedy podąża za wolą Bożą. Natomiast, kiedy człowiek się woli Bożej przeciwstawia i grzeszy, wówczas działa wbrew swojej naturze i jakby zaprzecza sam sobie.

Ostatni fragment Prologu jest dość obszerny – są to wiersze 42 aż do 50, dlatego zacznijmy od lektury:

Jeśli pragniemy uniknąć kar piekła i osiągnąć życie wieczne, to póki jest jeszcze czas, póki w tym ciele będąc możemy wszystko to wypełniać w świetle ziemskiego życia, śpieszmy się i to tylko czyńmy, co nam przyniesie korzyść na wieczność.

Mamy zatem założyć szkołę służby Pańskiej. Ufamy przy tym, że zakładając ją nie ustanowimy nic surowego ani nazbyt trudnego. Jeśli jednak niekiedy dla naprawienia błędów i zachowania miłości, tam gdzie sprawiedliwość i rozsądek tego wymagają, okażemy się nieco bardziej surowi, nie uciekaj od razu, przejęty strachem, z drogi zbawienia, bo wejść na nią można tylko ciasną bramą.

Gdy będziesz postępował naprzód w życiu wspólnym i w wierze, serce ci się rozszerzy i pobiegniesz drogą przykazań Bożych z niewysłowioną słodyczą miłości. Tak nie odstępując nigdy od nauki Pana, w Jego prawdzie wytrwajmy w klasztorze aż do śmierci, abyśmy przez cierpliwość stali się uczestnikami Męki Chrystusowej i zasłużyli na udział w Jego Królestwie.

Ten tekst Prologu może nam się wydawać miejscami nawet aż nazbyt surowy, kładący nacisk na tak rzadko dzisiaj przytaczane prawdy wiary jak: kara wieczna, piekło. Przypominające nam o pewnej rzeczywistości, od której wszyscy przynajmniej mentalnie staramy się uciec czyli o śmierci, odpowiedzialności za nasze czyny, o nie wprost wymienionym tutaj sądzie Bożym. Wreszcie dość trzeźwe podejście do spraw związanych z wiarą – określenia: ciasna brama, wąska droga. To wszystko w pierwszym odruchu może nas zniechęcić. Myślę jednak, że warto docenić św. Benedykta ze względu na niezwykły realizm, który go cechuje, niezwykle twarde stąpanie po ziemi, takie „chwytanie rzeczywistości na gorącym uczynku” i poważne traktowanie warunków, w których przyszło nam żyć; praw, które rządzą światem naszej codzienności. Niestety nie została ona jeszcze wystarczająco przebóstwiona, jest jeszcze oddalona od Ducha.

Święty Benedykt uczy nas, że żyjemy w świecie, w którym niewiele spraw zależy od nas. Są bowiem zadekretowane przez Boskie wyroki. To Pan Bóg tak sprawy ustawił i na nic nasze kaprysy się zdadzą, może nawet na szczęście, bo wiemy, że Pan Bóg ułożył wszystko tak, żeby było jak najlepiej i nasze kaprysy sprowadziłyby na nas tylko większe nieszczęścia. Zatem spróbujmy zobaczyć to podsumowanie Prologu w duchu takim, w jakim czytaliśmy go przez cały ubiegły rok. Próbowaliśmy odczytać go jako rodzaj naszej konstytucji, pokazania tego, kim jest oblat, kim jest oblatka. Była mowa o tym, żeby jak najczęściej do tego tekstu powracać, żeby go czytać, medytować, żeby w nim szukać nadziei, siły do naszych codziennych aktywności duchowych, codziennych obowiązków wynikających z naszego powołania. Mówiliśmy o tym, że Prolog został w tym stylu napisany, jako potężna zachęta.

Popatrzmy teraz uważnie na interesujący nas tekst. Zwróćmy uwagę, że zaczyna się on i kończy pewną krańcowością. Z jednej strony mamy kary piekła. Od tego tekst się zaczyna – „Jeśli pragniemy uniknąć kar piekła” – to jedno ekstremum, a z drugiej strony – „abyśmy przez cierpliwość stali się uczestnikami Męki Chrystusowej i zasłużyli na udział w Jego Królestwie” – czyli udział w życiu i męce Chrystusa a ostatecznie życie wieczne z Panem Bogiem.

Benedykt przypomina nam, że ostatecznie w życiu pozostają tylko te dwie możliwości. Albo człowiek podąży za Panem Bogiem, przyjmie Jego łaskę, będzie miał udział w życiu Bożym przez Ducha Świętego, przez mękę Chrystusową i ostatecznie dzięki Bożej łasce zostanie zbawiony, albo wręcz przeciwnie. Jest w naszym zasięgu druga możliwość. To jest odrzucenie Pana Boga, pogarda wobec Ducha Świętego, wzgardzenie łaską Bożą i ostatecznie kara piekła.

To jest zastanawiające, że po długiej zachęcie Benedykt chce nam o tym przypomnieć i na to chce nas uwrażliwić, żebyśmy wzięli odpowiedzialność za nasze ludzkie życie. Nasz ostateczny los jest złożony w ręce nasze. Oczywiście, ufamy Bożemu miłosierdziu, ale ostatecznie nie możemy zrzucić odpowiedzialności na nikogo za nasz los.

Pomiędzy tymi dwiema skrajnościami, czyli piekłem i życiem wiecznym w niebie, znajduje się nasze ziemskie bytowanie. Tak właśnie jest wciśnięte pomiędzy te dwie skrajności. Zobaczmy jakimi słowami św. Benedykt je opisuje.

Oczywiście interesuje go ruch w kierunku życia wiecznego i na początku określa życie jako „szkołę służby Pańskiej”. Święty Benedykt ma tu na myśli klasztor i całą jego słodką dyscyplinę, cały klasztorny styl, ale w naszym oblackim kontekście możemy powiedzieć, że tą szkoła służby Pańskiej, do której wstąpiliśmy jest nasza rodzina, jest praca, którą wykonujemy, a przede wszystkim jest nasze chrześcijańskie życie. Obowiązki, które wynikają z sakramentów, któreśmy przyjęli. To jest nasza szkoła służby Pańskiej. Abyśmy nie osłabli mamy łączność z klasztorem, a naszą szkołą czyli miejscem, gdzie się uczymy jest nasza codzienność, nasze powołanie.

Podkreślam to określenie szkoła. Kto chodzi do szkoły? Nie chodzi o to, że chodzą dzieci, bo może być też szkoła wieczorowa dla dorosłych, ale do szkoły chodzą ci, którzy się uczą, a uczą się tacy, którzy nie umieją, nie potrafią. A zatem to, że w tej szkole często Panu Bogu służyć nie potrafimy, że czasami upadamy, że bardzo często nie wiemy, że czasami ucieka z nas odwaga, że nie potrafimy znaleźć właściwego kierunku to wszystko jest normalne. Dlaczego? Bo jesteśmy w szkole, a w szkole będziemy tak długo aż pomrzemy i – jak ufamy – przeniesiemy się do Królestwa Bożego. A zatem taki uśmiech św. Benedykta, puszczenie oka – aż do śmierci jesteś uczniem, jesteś początkujący, nie wiesz, nie potrafisz, mylisz się. Spokojnie, właśnie o to chodzi, żeby się ciągle uczyć. Pokorne przyznanie się, że nie potrafimy i uczymy się jest wyzwalające.

Czy ta szkoła jest trudna? Święty Benedykt jest przekonany, że nic surowego i nazbyt trudnego nie ustanawia. Skąd ten jego optymizm? Musielibyśmy sięgnąć do tekstów, które w Prologu wprost nie są zamieszczone, ale na przykład do, tyle razy przywoływanego, rozdziału czwartego Reguły, który prezentuje taką bardzo pozytywnie zaskakującą nas antropologię, wizję człowieka jako skarbca, w którym Pan Bóg złożył całe pokłady różnego rodzaju dóbr; człowieka, który jest wielkim potencjałem dobra.

Ale optymizm św. Benedykta wynika jeszcze z biblijnego przekonania, które było tak drogie Ojcom św. Benedykta – Ojcom Kapadockim i wszystkim Ojcom życia monastycznego, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. I dla człowieka najbardziej naturalne jest wielbienie Boga, życie w cnocie, wzrastanie w łasce, czyli życie zgodnie ze swoją naturą. Człowiek jest wolny, jak powiada św. Maksym Wyznawca, kiedy podąża za wolą Bożą. Natomiast, kiedy człowiek się woli Bożej przeciwstawia i grzeszy, wówczas działa wbrew swojej naturze i jakby zaprzecza sam sobie. Wtedy jest o wiele trudniej, staje się niewolnikiem i w efekcie wchodzi na coś, co jest ciężkie i nazbyt trudne. W taki sposób św. Benedykt patrzy na nasze życie i bardzo mocno podkreśla, że czasem naszej szkoły, naszej próby jest czas życia. Tylko w tym okresie możemy zabiegać o zbawienie, potem nie. Święty Benedykt jeszcze tego artykułu wiary nie zna, że mamy jeszcze możliwość czyśćca, ale możliwość podejmowania inicjatywy mamy tylko na ziemi aż do chwili naszej śmierci.

Opisując ten paradoks, że człowiek musi całe życie się uczyć i nigdy tego nie osiągnie do końca, św. Benedykt posługuje się kolejnym paradoksem. Mianowicie mówi: „Gdy będziesz postępował naprzód w życiu wspólnym i w wierze, serce ci się rozszerzy i pobiegniesz drogą przykazań Bożych z niewysłowioną słodyczą miłości.” Wcześniej mówił, że życie polega na tym, że człowiek przeciska się przez ciasną bramę i idzie wąską ścieżką, a jak idziemy taką ścieżką, to na bieg wiele miejsca nie ma. Człowiek przeciska się, uważa żeby nie oprzeć się o ścianę, może się potknąć bardzo łatwo, może upaść. Tym bardziej jeśli wiele ludzi idzie, to mogą się stratować nawzajem, kiedy ktoś się zaklinuje. Może dojść do jakiegoś nieszczęścia, a tutaj św. Benedykt mówi, że im bardziej człowiek się w to życie angażuje, to ciasna brama nagle się rozszerza, bo jest to ludzkie serce i człowiek „zaczyna biec drogą przykazań Bożych z niewysłowioną słodyczą miłości”.

Myślę, że tych kilka przykładów pokazało nam już, że znajdujemy się w przestrzeni pełnej paradoksów. Szkoła, w której uczy się rzeczy najprostszych, najbardziej naturalnych dla człowieka, jest taka, że nigdy człowiek nauczyć się nie może. Droga, która jest wąska tak, że strach może próbować odwieść człowieka od wejścia na nią, z której nie da się uciec. Jeśli chcecie wiedzieć co mam na myśli, spróbujcie wycofać się z bardzo wąskiego korytarza, w którym nie można się obrócić. Jest to rzeczywiście bardzo, bardzo trudne. Jednak kiedy pójdzie się naprzód wspólnie, czyli jeśli żyje się w bliskiej relacji z Bogiem w wierze i głębokiej relacji z braćmi w klasztorze, lub ze swoją rodziną, przyjaciółmi, to droga, która dotąd była wąska rozszerza się. Wówczas można biec nią wprost aż do samej bramy zbawienia.

Jako koronę św. Benedykt opisuje udział w męce Chrystusa. Być może nie nazwalibyśmy tego wielkim przywilejem, ale dla św. Benedykta bez wątpienia tego typu praktyka jest przywilejem. Wynika to z tego, że jest obiecany i dany udział w losie samego Zbawiciela. Cóż może być bardziej pięknego nad to, żebyśmy to życie naszego Zbawiciela mogli przyjąć. I ostatecznie udział w Jego Królestwie.

Czytając ten tekst warto prosić św. Benedykta o tę wytrwałość, która nam zagwarantuje to, że nigdy nie zejdziemy z drogi zbawienia. Warto prosić, żebyśmy aż do samej śmierci byli oblatami czyli tymi, którzy są ofiarowani Panu Bogu, abyśmy coraz bardziej w tej szkole, w której się uczymy, oddalali się od tego jednego krańca, którym są męki piekła, a coraz bardziej przybliżali się do ciasnej bramy, która dzięki naszej miłości stanie się szeroka, a która prowadzi wprost przez serce Boże do życia wiecznego.


Tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Benedictus”, który prowadzony jest przez oblatów benedyktyńskich.


Szymon Hiżycki OSB (ur. w 1980 r.) studiował teologię oraz filologię klasyczną; odbył specjalistyczne studia z zakresu starożytnego monastycyzmu w kolegium św. Anzelma w Rzymie. Jest miłośnikiem literatury klasycznej i Ojców Kościoła. W klasztorze pełnił funkcję opiekuna ministrantów, duszpasterza akademickiego, bibliotekarza i rektora studiów. Do momentu wyboru na urząd opacki był także mistrzem nowicjatu tynieckiego. Wykłada w Kolegium Teologiczno-Filozoficznym oo. Dominikanów. Autor książki na temat ośmiu duchów zła Pomiędzy grzechem a myślą oraz o praktyce modlitwy nieustannej Modlitwa Jezusowa. Bardzo krótkie wprowadzenie.


Fot. Marcin Marecik

(Visited 146 times, 1 visits today)


Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z naszego portalu CSPB możesz skorzystać z propozycji zapisania się do systemu Feedburner, za pomocą którego, codziennie między godziną 20:00 a 23:00 otrzymasz e-maila z listą linków najnowszych wpisów, które ukazały się w danym dniu... Zapisz się do powiadomień
Zamknij