Umieszczony przez 12:48 Selfie z Regułą. Ludzie

Klara

W pewnym więc sensie Klara wychowała się w klasztorze, aczkolwiek zachowała nań trzeźwe spojrzenie. Prawda, że siostry myślały, że zasili ich szeregi. Nic z tego.

Było coś naturalnego w tym, że została oblatką znanego klasztoru benedyktynek. Jej rodzice byli oblatami, odwiedzali klasztor od zawsze i pomagali mu. Nie było więc innej drogi. Wizyty w klasztorze stały się częścią życia tej rodziny. Tak to Klara od najmłodszych lat oddychała atmosferą modlitwy i liturgii. Klasztorna atmosfera stała się częścią jej intymnego życia duchowego – trochę tak, jak to opisano w Regule (aczkolwiek jasne, że w przypadku Klary chodziło o dziewczynkę – wiadomo, klasztor był żeński): Jeśli ktoś z możnych ofiaruje swego syna Bogu w klasztorze, a chłopiec jest małoletni, rodzice sami napiszą prośbę, o której wyżej mówiliśmy. Następnie zawiną ten dokument i rękę chłopca razem ze swoim darem w obrus ołtarza i tak go ofiarują. (RB 59, 1-2)

W pewnym więc sensie Klara wychowała się w klasztorze, aczkolwiek zachowała nań trzeźwe spojrzenie. Prawda, że siostry myślały, że zasili ich szeregi. Nic z tego. Klara zdecydowanie nie czuła monastycznego powołania. Spędzała jednak w klasztorze dni by odreagować trudności i stres związane ze studiami czy pracą.

Po pewnym czasie postanowiła zerwać ze swoim dotychczasowym życiem i wyjechać z miasta, w którym studiowała i pracowała, do innego. Potrzebowała spokoju, ale i zajęcia się tym, co było jej pasją.

W nowym mieście, do którego przyjechała, też był benedyktyński klasztor. Siostry zresztą wskazały jej jego adres licząc, że będzie to dla niej dobre oparcie w kompletnie nowych warunkach. Klara była szczęśliwa. Zaraz na początku swego pobytu udała się do tego klasztoru. Podobało jej się jego położenie – prawdziwa oaza w mieście. Zachwyciła się jego atmosferą. Ucieszyła, że działa tam grupa oblatów. Postanowiła ją poznać, z nadzieją, że się do niej przybliży. Myślała nawet o „przeniesieniu” swej oblatury do tego klasztoru w nowym mieście. I wszystko szłoby w tym kierunku gdyby… no właśnie: gdyby nie mnich opiekujący się oblatami. I niektórzy z oblatów! Mnich ów, o nad wyraz surowym spojrzeniu, nie mógł zrozumieć dlaczego młoda, skądinąd atrakcyjna dziewczyna chce dołączyć do oblatów. Przyjął ją bardzo oschle. Z czasem dał do zrozumienia, że uważa ją za… chodzącą pokusę. Klara była w szoku. Oczywiście dała sobie spokój z oblaturą w nowym klasztorze. Co z tego, że niektórzy z tamtejszych oblatów poczuli do niej sympatię. Nie wiedzieli o reakcji ich opiekuna. Z czasem stała się ona jednak powszechnie odczuwalna. Oczywiście nie mogli nie pozostać po jego stronie. Dyskretnie kończyli swe kontakty z Klarą. Jeden z nich nawet, nie wiadomo, czy z gorliwości, czy ze złośliwości, powiedział Klarze nieco gorzkich słów, typu czego tu szuka – i że lepiej jej wrócić tam, skąd przyszła. To było więcej niż zawód. To był cios.

Nie na próżno jednak Klara przechodziła niełatwe doświadczenia na studiach czy w pracy. Żałowała tylko, że nadzieja pokładana w środowisku klasztornym, jakby nie było, oparta na pozytywnym dotąd doświadczeniu, okazała się złudna. Nie załamała się tym jednak. Zaangażowała się w pewien projekt przygotowywany przez mnichów, zupełnie niezależnie od oblatów.

Zyskała zaufanie kilku młodszych mnichów. Wykorzystując swe kontakty z miasta, z którego przybyła, zorganizowała sieć sponsorów. Klasztor miał szansę zrobić coś pięknego na niespotykaną dotąd skalę. Oczywiście o pomoc finansową Klara poprosiła też mniszki klasztoru, którego była oblatką. Klasztor był prawdziwą fabryką wielu klasztornych produktów.  I tu – kolejne zaskoczenie. Po początkowym entuzjazmie i obietnicach, nagle kontakt osłabł i relacje się ochłodziły. W pewnym momencie Klara usłyszała enigmatyczną deklarację, że żadnej pomocy nie będzie. Nie wierzyła. Podobnie jak i jej rodzice, którym rzecz natychmiast opowiedziała. Po jakimś czasie jedna z mniszek, zresztą jej mama chrzestna, opowiedziała o przyczynie: jeden z mnichów klasztoru, któremu Klara chciała pomóc, zresztą częsty bywalec i zaufany Matki Ksieni zapytany o opinię sprawie przygotowywanego przez Klarę projektu zdecydowanie odradził wsparcie. Klara nie miała nawet siły pomyśleć „jak mógł?!” Jej zaufanie do klasztoru, który ukształtował jej dzieciństwo w jednej chwili runęło. Zaczęła myśleć o… wycofaniu się z oblatury.

Na szczęście mnisi, z którymi współpracowała okazali się dzielni. Środki udało się pozyskać skądinąd. Projekt udał się wspaniale, wbrew temu, co oczekiwali i mówili niektórzy – oczywiście głównie z otoczenia mnicha, który odradził wsparcie projektu. Trzeba dodać, że i mnisi współpracujący z Klarą również nie mieli łatwo. Wydawało im się, że starsi współbracia tylko czekają na porażkę. Nie brakło też takich, którzy – podobnie jak opiekun oblatów – przypisywali Klarze wyłącznie chęć „wyrwania” któregoś z młodszych mnichów z klasztoru. Sama Klara zaś miała wrażenie, że nie tylko nie jest akceptowana, lecz, że niektórzy chcieliby się jej po prostu pozbyć. Coraz częściej mówiła bez ogródek: nie jestem mniszką, dlatego mnie nie chcą. I coś w tym było. Nieraz wystarczyło spojrzenie czy gest przechodzącego obok mnicha.

Ale może też trochę się jej bali. Tak przynajmniej mówił jeden ze współpracujących z nią młodszych braci. Stawiała sprawy jasno, chciała znać warunki działań, współpracy. Wymagała. To nie mogło się wszystkim podobać. W klasztorze raczej tak nie działano. Nic więc dziwnego, że im bardziej przybliżał się projekt, tym większe czuło się napięcie.

W międzyczasie odbyło się sympozjum na temat roli kobiet we współczesnym kościele. Gwiazdą była jedna aktywna w tej dziedzinie mniszka. Referat wygłosił też, a jakże! – mnich odwiedzający regularnie klasztor, w którym Klara złożyła oblację (ten sam, który odradził mniszkom wsparcie projektu przygotowywanego przez Klarę). Oczywiście Klara na sympozjum nie poszła. Jej rozczarowanie się pogłębiało. Na szczęście współpracujący z nią bracia wsparli ją w niezwykły i przekonywujący sposób. Nie dość, że stosunek do niej uczynili miarą wiarygodności całego sympozjum, to jeszcze mówili, że nie powinna się poddawać. Bo w rękach osób takich jak ona, szczerze i bezinteresownie przejętych ideami monastycznymi, leży przyszłość tych idei. Obronić je może tylko wiarygodność. Jeśli brakuje jej w klasztorach, to potrzebne jest wsparcie z zewnątrz. Może taka właśnie jest droga Klary – wiernej i przejętej tym, co w monastycznej tradycji najpiękniejszej, a czego może w klasztorach coraz mniej z racji na skądinąd zwyczajną ludzką małość…


Bernard Sawicki OSB – absolwent Akademii Muzycznej im. F. Chopina w Warszawie (teoria muzyki, fortepian). Od 1994 r. profes opactwa tynieckiego, gdzie w r. 2000 przyjął święcenia kapłańskie, a w latach 2005-2013 był opatem. Studiował teologię w Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie oraz w Ateneum św. Anzelma w Rzymie, gdzie obecnie wykłada. Autor felietonów Selfie z Regułą. Benedyktyńskie motywy codzienności oraz innych publikacji.

(Visited 154 times, 1 visits today)


Za pomocą newslettera chcemy się kontaktować, aby przesyłać teksty, nowości wydawnicze i ogłoszenia, które dotyczą naszego podwórka. Planujemy codzienną wysyłkę takiego newslettera.

Czytający i słuchający naszych materiałów, zarówno dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, jak i na kanale YouTube lub innych platformach podcastowych, mogą zastanawiać się w jaki sposób można nas wesprzeć… Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij