Umieszczony przez 10:45 Święty Benedykt i jego Reguła

Milczenie jako warunek pełni życia

Cnota jest pewnego rodzaju sprawnością, którą człowiek – dzięki łasce Bożej – w sobie wypracował, a która prowadzi go ku coraz większemu dobru; taka jest natura cnoty. Więc to, że ktoś jest bardziej małomówny, nie oznacza automatycznie, że jest bardziej cnotliwy, a że ktoś jest bardziej gadatliwy, nie oznacza zaraz, że idzie w kierunku występku.

Poprzednio czytaliśmy rozdział 5. na temat posłuszeństwa, natomiast dzisiaj przechodzimy do rozdziału 6., czyli na temat milczenia. Rozdział 6:

Postępujmy tak, jak mówi Prorok: Rzekłem: Będę pilnował dróg moich, abym nie zgrzeszył językiem; wędzidło nałożyłem na usta, oniemiałem w pokorze i powstrzymałem się nawet od [słów] dobrych (Ps 38,2–3 Wlg). W ten sposób chce nam Prorok wskazać, że jeśli powinniśmy się niekiedy powstrzymywać od mówienia rzeczy dobrych ze względu na milczenie, tym bardziej musimy unikać mówienia złych rzeczy z obawy przed karą za grzechy.

Dlatego też ze względu na ważność milczenia, nawet na rozmowy dobre, święte i budujące należy rzadko pozwalać uczniom dojrzałym, bo jest napisane: Nie unikniesz grzechu w gadulstwie (Prz 10,19) i gdzie indziej: Życie i śmierć jest w mocy języka (Prz 18,21). Wypada bowiem, by nauczyciel mówił i uczył, uczeń zaś powinien milczeć i słuchać.

Toteż kiedy mamy prosić o coś przełożonego, należy prosić z szacunkiem pełnym pokory i uległości.

Nie dopuszczamy zaś nigdy do niestosownych żartów oraz do gadania pustego i pobudzającego do śmiechu; potępiamy je zawsze i wszędzie. Nie pozwalamy uczniowi otwierać ust do takich rozmów.

Zanim przejdziemy do tego rozdziału i przyjrzymy mu się troszeczkę bliżej, na samym początku kilka uwag na temat samego milczenia, dlatego że św. Benedykt pisząc ten rozdział nie wprowadzał niczego nowego, dlatego że od samego początku, kiedy życie monastyczne pojawiło się w świecie chrześcijańskim, milczenie było postrzegane, jako jego integralny element. Od najstarszych dokumentów, mówiących o życiu monastycznym, jakie mamy – czy pomyślimy o żywocie św. Antoniego, to jest gdzieś druga połowa IV wieku, czy popatrzymy na listy Antoniego, czy na listy jego ucznia Ammonasa, czy potem na monastycyzm palestyński – to wszędzie milczenie jest bardzo mocno podkreślane.

Znowu, żeby uczciwie to powiedzieć, fascynacja milczeniem, do życia monastycznego dotarła dwoma kanałami, dlatego że z jednej strony bardzo wyraźnie na ten temat mówi Pismo Święte, mówi Biblia – zwłaszcza w Księgach Mądrościowych – jeśli wzięlibyśmy chociaż na przykład Księgę Psalmów, czyli podstawowy elementarz nauki modlitwy – tak jak to postrzegali ojcowie – to zobaczymy, że Psalmista milczy w zasadzie przy każdej okazji, znajduje motywację do tego, żeby pogrążyć się w milczeniu. Co więcej, w tym milczeniu biblijnym, można też dostrzegać analogię jeśli chodzi o Pana Boga, dlatego, że Pan Bóg też bardzo często milczy, co akurat wywołuje cierpienie u Psalmisty. W Księdze Koheleta, czy w Księdze Mądrości nadmierne mówienie, tak samo jak śmiech – jak za chwilę do tego dojdziemy – są postrzegane jako synonim głupoty.

W ich przekonaniu mówienie wynika z milczenia czyli człowiek wycofuje się gdzieś, do jakiegoś swojego sanktuarium, żeby przemyśleć pewne sprawy i dopiero przepracowawszy to, mając pewnego rodzaju rozeznanie, zabiera głos i dzieli się tym, co chciałby powiedzieć.

Z drugiej strony mamy też bardzo ważne milczenie w tradycji klasycznej, w tym drugim źródle dla duchowości ojców – w myśli greckiej. I tam milczenie jest postrzegane najbardziej jako synonim mądrości. Tutaj jako taki rodzaj żartu można dodać, że jeden z naszych największych współbraci – mnich z Maria Laach, Ojciec Odo Casel, liturgista zmarły w roku 1948 – napisał książkę o mistycznym milczeniu filozofów greckich. I tam czy weźmiemy Pitagorejczyków czy Platona czy Arystotelesa, tam wszędzie rola milczenia jest niezwykle mocno podkreślana. I znowu nadmierne gadanie jest postrzegane jako synonim głupoty.

Więc tak wprowadzając to można powiedzieć, że właśnie z tych dwóch źródeł nauka milczenia pojawia się u św. Benedykta.

Przyjrzyjmy się teraz uważniej nieco temu samemu rozdziałowi szóstemu „O milczeniu”, rozpoczynając od samego tytułu. W języku łacińskim mamy taki rzeczownik taciturnitas i on właśnie tutaj jest w tytule użyty, i on oznacza nie tyle, że człowiek nic nie mówi, ile raczej oznacza swego rodzaju cnotę, czyli pewnego rodzaju zdolność, dlatego tutaj jest to poprawnie przetłumaczone jako „O cnocie milczenia”.

Od razu nam to podsuwa na myśl to, że w tym rozdziale nie chodzi o to, żeby wykształcić człowieka do tego, żeby nic nie mówił – nie na tym polega cnota milczenia. Cnota milczenia nie polega na tym, że jest się milczkiem, dlatego że są tacy ludzie, którzy mają naturalną tendencję, żeby mówić, są bardziej elokwentni, i są tacy ludzie, którzy z natury są bardziej małomówni. Ale ani jedno ani drugie nie ma związku z wadą bądź cnotą.

Cnota jest pewnego rodzaju sprawnością, którą człowiek – dzięki łasce Bożej – w sobie wypracował, a która prowadzi go ku coraz większemu dobru; taka jest natura cnoty. Więc to, że ktoś jest bardziej małomówny, nie oznacza automatycznie, że jest bardziej cnotliwy, a że ktoś jest bardziej gadatliwy, nie oznacza zaraz, że idzie w kierunku występku. Tylko to są pewnego rodzaju naturalne cechy temperamentu – jeżeli możemy tak powiedzieć – ale jeszcze z taciturnitas, z tym milczeniem, one nie mają jeszcze nic wspólnego.

Więc rodzi się pytanie, czym to milczenie jest? W jaki sposób należy je rozumieć tak, jak je pokazuje św. Benedykt. Intuicja mówi nam od razu, że po pierwsze nie polega ono na tym, żeby nic nie mówić; nie tutaj jest pies pogrzebany.

Możemy powiedzieć tak – jeszcze zanim przejdziemy do samego tekstu Reguły – że to milczenie, o którym mówi tradycja monastyczna i też w jakiś sposób wpływają te źródła, tradycja biblijna i tradycja filozoficzna wcześniejsza, kiedy mówi o milczeniu ma przede wszystkim na myśli pewnego rodzaju zdolność do zawieszenia sądu. Zdolność do zawieszenia sądu – to jest bardzo ważne. Możemy tutaj odwołać się do tego fragmentu Ewangelii, kiedy Pan Jezus mówi, że jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego. Tutaj jest pewnego rodzaju analogia; zdolność do zawieszenia sądu, czyli przyjmowania wszystkiego, co się zdarza człowiekowi – ludzi, których spotyka, wydarzeń, których jest uczestnikiem, słów, które słyszy, pytań, które się mu stawia. Człowiek przyjmuje je dzięki cnocie milczenia na świeżo, to znaczy nie zaczyna od tego, że zakłada swoje wewnętrzne okulary, swoje przedsądy, przedzałożenia i od razu w sposób taki radykalny dokonuje cięć w prawo albo w lewo, ale nad wszystkim tym, co go spotyka potrafi się zatrzymać i zastanowić w sposób wolny, wolny od swoich przedzałożeń. Czyli milczenie, w tym klasycznym sensie tego słowa, jest pewnego rodzaju świeżością, taką umiejętnością życia, że wszystko co mnie spotyka przyniesie może pewnego rodzaju rozwiązanie, które zmieni moje życie.

Tu pojawia się inna ważna cnota, która jest obecna w tradycji monastycznej, czyli czujność, prosoche – świadome życie. Pewnego rodzaju świadectwo osoby, której może byśmy nie podejrzewali o koneksje monastyczne – księdza Kaczkowskiego autora książki „Życie na pełnej petardzie”. Człowiek potrafi przeżyć każdy dzień tak, jak by był wyjątkowy i jedyny, cieszenie się takim delikatnym smakiem życia. To jest pierwsza rzecz, umiejętne przyjmowanie, takie właśnie otwarte, świeże, pełne wrażliwości na rzeczy, które mnie spotykają.

Od razu – i tutaj pojawia się nam ta cecha życia monastycznego – dobrze wiemy, że w dzisiejszym świecie, i tu będziemy mieć pewnego rodzaju problem, ilość informacji, jaka nas atakuje, wydarzeń, które na nas spadają, pytań, które są nam stawiane, jest tak wielka, że człowiek „normalny” nie jest w stanie przeżyć wszystkiego właśnie w taki sposób, w taki sposób wrażliwy, maksymalny, o którym teraz powiedzieliśmy. I to jest problem, w jaki sposób dokonywać pewnego rodzaju odsiewu tych rzeczy, ale też pytanie, w jaki sposób umiejętnie – bez szkody dla swojej rodziny – spowolnić sposób życia, jakie się prowadzi.

To jest jeden z elementów – tak mnie się wydaje – duchowości monastycznej, który jest najbardziej aktualny. Pytanie, które powinniśmy sobie stawiać i nikt za nas na to nie odpowie, nikt nie udzieli nam odpowiedzi na to pytanie: W jaki sposób żyć wolniej? Każdy z nas ma inne życie, inne obowiązki, każdy musi podejmować inaczej decyzje, w jaki sposób nożyczkami odcinać to, co jest tylko możliwe, ale nie jest konieczne. Dzisiejszy świat – tak można powiedzieć w dużym uproszczeniu – ma takie bardzo rozbudowane radary, zmysły, żeby jak najwięcej wrażeń, doznań, doświadczeń, informacji zgromadzić. Duchowość monastyczna idzie w zupełnie innym kierunku, stara się raczej nie tyle, żeby zgromadzić jak najwięcej, co nastawia się na to, żeby przyjmować tylko te rzeczy, które są istotne, czyli potrafić sobie odpowiedzieć NIE wobec pewnych sytuacji, uwolnić się od tego, żeby rzeczywiście to co się zdarza, to co do człowieka dociera, żeby przeżyć w całej pełni, żeby w pełni rozsmakować się tym, co daje życie.

Jest to pierwszy warunek – powstrzymanie się od sądu, zawieszenie sądu, przyjmowanie wszystkiego w taki sposób, żeby można to było przemyśleć. Czyli milczenie w pewnym sensie zakłada swego rodzaju wolniejsze życie.

Po drugie, w tym milczeniu, o którym tutaj mowa – jak już powiedziałem wcześniej – nie chodzi o „nic nie mówienie”, ile chodzi o powstrzymanie monologu wewnętrznego. Myślę, że każdy z Was miał takie doświadczenie, czy ma takie doświadczenie, że kiedy udaje się w takie czy inne miejsce, coś mu się przydarzy przykrego, bądź taka sytuacja, która go niepokoi, to mamy zwyczaj prowadzić bardzo długie rozmowy sami ze sobą; mówić, przekonywać się o tym, że powinno być tak, albo zwracać uwagę naszym krytykom czy naszym nieprzyjaciołom, przekonywać tych, którzy nas właśnie pokonali w dyskusji, że nie mieli racji. Toczenie takich bardzo długich, wyniszczających nas wewnętrznie, monologów.

I kiedy św. Benedykt mówi o cnocie milczenia, mówi o wolności właśnie od tego przymusu. Ona wiąże się bezpośrednio z tym, co powiedzieliśmy wcześniej, czyli z pewnego rodzaju dystansem wobec rzeczywistości nas otaczającej, z pewnego rodzaju wolnością, ale to milczenie dotyka nie tyle języka – w pierwszym szeregu – co dotyka serca, wnętrza, czyli nie musisz wyrokować o wszystkim, nie musisz przekonywać wewnętrznie każdego, kto ci się sprzeciwi, nie musisz mieć zdania na każdy temat, nie musisz zabierać głosu w każdej sprawie, która się teraz dzieje.

Ten rozdział o milczeniu św. Benedykta tak naprawdę daje wolność w stosunku do tego, czego może od nas wymagać świat; nie muszę, nie znam się, zarobiony jestem. Taki pewnego rodzaju dystans od różnych spraw, którymi żyje współczesny świat.

Benedykt mówi o tym – i to mi się wydaje jest zdanie jedno z najbardziej zaskakujących, które mamy w całej Regule – mówi: „Prorok chce wskazać, że powinniśmy się powstrzymywać od mówienia rzeczy dobrych ze względu na milczenie”. Czyli dla Benedykta milczenie jest rzeczą tak ważną, tak dobrą, tak cenną, że w pewnym sensie można się powstrzymać dla niego od jakiegoś dobra.

Brzmi to może dla nas zaskakująco, ale pamiętajmy o tym, że życie moralne chrześcijanina, w całej pełni, nie polega na tym, żeby człowiek rozeznawał i rezygnował ze zła na rzecz dobra, bo to jest oczywiste, tylko żeby w decyzjach, które podejmuje wybierał między jednym dobrem a drugim, żeby wybierał większe dobro.

Teraz na przykład mieliśmy ferie zimowe, więc mieliśmy kilku kandydatów. Dla mnie jest to zawsze takie miłe doświadczenie, jak młody człowiek przychodzi na rozmowę czy mówi do braci i widać, w jaki sposób on się zastanawia nad wyborem między jednym dobrem a drugim. Czy ma wstąpić do klasztoru czy ma się ożenić? Które dobro ma wybrać?

Więc dla św. Benedykta jest dokładnie tak samo, powstrzymać się od mówienia rzeczy dobrych ze względu na milczenie. Więc dla niego to milczenie jest rzeczą tak bardzo ważną, tym bardziej jeżeli chodzi o unikanie kary za grzechy.

Milczenie, o którym św. Benedykt mówi, stwarza w człowieku sakralną przestrzeń. To milczenie w jaki sposób my je rozumiemy. Taką sakralną przestrzeń, w której może mówić Bóg.

Myślę, że każdy z nas miał takie doświadczenie, kiedy podjęliśmy już świadomie decyzję, że chcemy służyć Panu Bogu, że chcemy być świadomymi chrześcijanami, zaczęliśmy świadomie chodzić do kościoła, żyć życiem sakramentalnym, zaczęliśmy się modlić. Zaczęliśmy wchodzić w tę przestrzeń milczenia, o której tutaj mówimy, że były przed nami pewnego rodzaju dylematy, swego rodzaju pytania, które przed nami się pojawiały i było w nas takie delikatne, wewnętrzne przynaglenie, żeby iść właśnie w jakimś kierunku, żeby wybrać pewną rzecz. I nie było to brutalne, wręcz przeciwnie, bardzo delikatne, ale z drugiej strony bardzo pełne pokoju. Tak jak to mówią mistrzowie, jest to znak działania Ducha Świętego w człowieku, że Bóg pociąga nas w jakimś kierunku; jako propozycja, nigdy jako rozkaz.

Pamiętamy, Pan Jezus w Ewangelii bardzo często mówi: Jeśli chcesz być doskonałym, zrób to i to. Jeśli chcesz, to zrób. Jest to bardzo ważne pytanie: Jeśli chcesz. I Pan Bóg działa dokładnie w taki sam sposób.

To milczenie, o którym my teraz mówimy, sprawia, że to nasze wewnętrzne sanktuarium się rozrasta, i Pan Bóg ma o wiele większą możliwość, czy o wiele większą przestrzeń do tego, żeby móc działać w nas, żeby móc zabierać głos. Właśnie dlatego, że nie jesteśmy uwikłani w przetwarzanie kolejnych informacji. Nie jesteśmy uwikłani w to, żeby po raz kolejny przekonywać własnego dyrektora, że nie miał racji. Tylko mam pewnego rodzaju czas na to, żeby spotkać się z Panem Bogiem. To jest milczenie odnośnie relacji z Panem Bogiem.

Ten rozdział jednak zawiera również pewnego rodzaju szkic – i to jest jego drugie dno – relacji pomiędzy mnichem, oblatem a autorytetem.

W tej drugiej części Benedykt mówi tak: „Wypada bowiem, by nauczyciel mówił i uczył, uczeń zaś powinien milczeć i słuchać”. Wcześniej:

Ze względu na ważność milczenia nawet na rozmowy święte i budujące należy rzadko pozwalać uczniom dojrzałym, bo jest napisane: Nie unikniesz grzechu w gadulstwie.

Trzeba sobie od razu powiedzieć, że Reguła zawiera bardzo dużo skrótów myślowych. Ten obraz, który tutaj św. Benedykt przed nami kreśli, to pisze dla ludzi, którzy w tej tradycji monastycznej są bardzo oczytani i on im tylko daje takie „zajawki”. Liczy na to, że oni od razu wiedzą, to jest stąd, to jest stąd i od razu sobie całą resztę dopowiedzą. Dlatego też Reguła jest taka krótka. Benedykt nie miał manii, żeby napisać wszystko, bo liczył, że ci co będą czytać Regułę, będą oczytani w innych tekstach. I ten obraz, który jest nam tutaj pokazany, to jest obraz relacji pomiędzy mistrzem a uczniem, pomiędzy Abba a młodym, pomiędzy starcem a młodym, pomiędzy opatem a mnichem, między mistrzem, tym który opiekuje się nowicjuszami, a samymi nowicjuszami.

To znowu mogę opowiedzieć anegdotę. Ktoś kiedyś powiedział jaka jest różnica pomiędzy kandydatem po maturze, studentem, a tym, który przyszedł „po trzydziestce”. Jak przychodzi maturzysta do klasztoru i mówi mu się: u nas to się robi tak; maturzysta powie: dobrze. Przychodzi student, to zapyta: A dlaczego? A jak przychodzi gość „po trzydziestce” to mówi: Nie, nie, ja wam teraz pokażę jak to się robi.

Teraz nie chodzi mi, żeby tutaj pokazać czy powiedzieć, że trzeba przyjmować rozkazy bezmyślnie, bo nie taki jest cel tej anegdoty. Św. Benedykt mówi tylko o wiele bardziej, że w tej relacji pomiędzy mistrzem a uczniem musi istnieć pewnego rodzaju zaufanie, czyli że mistrz mówi, a uczeń nie poddaje w dyskusję, nie poddaje w wątpliwość bardziej tego, co ten autorytet mu przekazuje, tylko raczej stara się od razu w to wejść właśnie przez tę przestrzeń milczenia. Próbuje odrzucić swój sąd i próbuje zobaczyć rzeczywistość oczami tego, który przekazuje mu naukę. Zawiesza swoją opinię i na chwilę stara się spojrzeć oczami tego, który go naucza. Przyjmuje autorytet tej drugiej osoby. Nie próbuje myśleć według własnych kategorii, tylko próbuje zrozumieć świat tak, jak właśnie został mu przedstawiony.

W pewnym sensie – i to już mówiliśmy o tym wiele razy – właśnie na analogicznej zasadzie działa modlitwa Psalmami; człowiek porzuca własne słowa, a stara się wypowiedzieć swoją rzeczywistość słowami, które są mu zadane w Psałterzu. Próbuje wykonać ten skok do góry; nie kręci się dokoła własnej osi, nie bawi się ciągle we własnym grajdołku, nie powtarza w kółko słów wyuczonych, tylko stara się chwycić coś nowego, tym bardziej, że są to słowa natchnione, są to słowa Boże.

W tym wypadku, jeżeli mamy relację mistrz – uczeń, to pamiętajmy o tym, że mistrz nie przekazuje tego, do czego sam doszedł. Tylko mistrz, jeżeli jest naprawdę mistrzem, zawsze pozostaje w nurcie tradycji. To znaczy jego pouczył ktoś, tamtego „ktosia” uczył jeszcze ktoś, a tamtego „ktosia” uczył jeszcze inny ktoś i gdybyśmy tak przeszli łańcuchem, to doszlibyśmy do samego Antoniego. Czyli pewnego rodzaju przekazywanie nauki, pewnego rodzaju ciągłość. I teraz ten mistrz uczy tego młodego człowieka, tego swojego ucznia po to, żeby ten młody kiedyś sam stał się mistrzem, i żeby inny młody do niego przyszedł, ażeby ten mógł mu powiedzieć znowu to, czego się od tamtego starego nauczył.

Jak zatem widzimy ten rozdział o milczeniu, tak naprawdę jest zaproszeniem do bardzo intensywnego życia, bardzo intensywnego przeżywania tego wszystkiego, z czym się spotykamy. Życia bardzo świadomego, życia bardzo odpowiedzialnego. Z drugiej strony życia, które dzięki tej cnocie milczenia jest maksymalnie, jak na tym świecie to jest możliwe, otwarte na Pana Boga. Daje Bogu tę przestrzeń, żeby On do nas mówił. Z drugiej strony jest maksymalnie otwarte na dziedzictwo przeszłości, na tradycję, która przychodzi przez żywego człowieka, który naucza. I z drugiej strony jest pełne odpowiedzialności, ponieważ teraz uczę się po to, żeby samemu kiedyś stać się mistrzem. Nawet jeśli to będzie tylko raz w życiu, że ktoś do mnie przyjdzie i ja mu powiem takie słowo, że to uratuje jego istnienie.

Ale jest otwarte też na przyszłość. Czyli nie jest to ciągłe gonienie za nie wiadomo czym. Ten rozdział o milczeniu coś takiego sprawia, że raczej wprowadza bardzo głęboki porządek, bardzo głęboki ład, że oto teraz, w tym właśnie miejscu mam dostęp do Boga, dostęp do tych, którzy mnie poprzedzili na drodze życia chrześcijańskiego i już teraz myślę o tych, których być może jeszcze teraz nie ma na tym świecie, bo być może kiedyś do mnie przyjdą i będą potrzebowali pomocy z mojej strony.

Na zakończenie dodałbym – co jest ciekawe, tu mamy w wierszu ósmym – że przeciwstawieniem milczenia nie jest mówienie, tylko niestosowne żarty, gadanie puste i pobudzające do śmiechu. Innymi słowy, w opozycji do milczenia nie stoi mówienie, tylko głupota, tak byśmy to mogli krótko określić.

Zawsze staram się przypominać, że w tych katalogach zła, które pochodzi z serca człowieka, a które Jezus wymienia w kilku miejscach w Ewangeliach synoptycznych – obok pychy, rozpusty, kradzieży, morderstwa, złych myśli – obok tego wszystkiego, co kala człowieka pojawia się również głupota. Nie wiem czy ktokolwiek z nas spowiadał się kiedyś z głupoty, ale jest to w tym rozumieniu Pana Jezusa grzech, coś co człowieka czyni nieczystym.

I tutaj w tym ósmym wierszu nie chodzi oczywiście o to, że Benedykt jest sceptyczny czy przeciwny temu, żeby ludzie mieli poczucie humoru – bo to wcale nie o coś takiego chodzi – tylko w tym jego mówieniu, w tym jego nauczaniu chodzi o swego rodzaju cynizm, wyśmianie wszystkiego, czyli taki strach przed tym, żeby wejść w kontakt z rzeczywistością; bo na tym polega istota cynizmu. Czyli nie będę konfrontował tego co się zdarza z samym sobą, ja to wyśmieję; nie będę miał żadnej świętości, nie będę miał żadnego autorytetu. Jak będę miał autorytet, to być może będę musiał coś, nie daj Boże, zrobić.

A jak wszystko wyśmieję, do wszystkiego będę podchodził w sposób drwiący, to tak naprawdę nie mam żadnych obowiązków, nie ma dla mnie żadnej świętości. Oczywiście tego typu postawa życiowa wynika na pewno z bardzo głębokich zranień, jakichś traum, ale właśnie w taki sposób Benedykt na to spogląda, patrzy.

Tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Benedictus”, który prowadzony jest przez oblatów benedyktyńskich.


Szymon Hiżycki OSB (ur. w 1980 r.) studiował teologię oraz filologię klasyczną; odbył specjalistyczne studia z zakresu starożytnego monastycyzmu w kolegium św. Anzelma w Rzymie. Jest miłośnikiem literatury klasycznej i Ojców Kościoła. W klasztorze pełnił funkcję opiekuna ministrantów, duszpasterza akademickiego, bibliotekarza i rektora studiów. Do momentu wyboru na urząd opacki był także mistrzem nowicjatu tynieckiego. Wykłada w Kolegium Teologiczno-Filozoficznym oo. Dominikanów. Autor książki na temat ośmiu duchów zła Pomiędzy grzechem a myślą oraz o praktyce modlitwy nieustannej Modlitwa Jezusowa. Bardzo krótkie wprowadzenie.


Fot. Marcin Marecik

(Visited 1 351 times, 1 visits today)


Za pomocą newslettera chcemy się kontaktować, aby przesyłać teksty, nowości wydawnicze i ogłoszenia, które dotyczą naszego podwórka. Planujemy codzienną wysyłkę takiego newslettera.

Czytający i słuchający naszych materiałów, zarówno dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, jak i na kanale YouTube lub innych platformach podcastowych, mogą zastanawiać się w jaki sposób można nas wesprzeć… Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij