Umieszczony przez 12:47 Duchowość monastyczna, Filokalia, Modlitwa Jezusowa

Pielgrzym: długo włóczyłem się po różnych miejscach w towarzystwie mojej Jezusowej modlitwy…

„Niech dzieje się wola Boża” – powiedziałem, przeżegnałem się, wstałem i poszedłem.

Długo włóczyłem się po różnych miejscach w towarzystwie mojej Jezusowej modlitwy, która dodawała mi otuchy i pocieszała mnie na mych drogach, we wszystkich przeciwnościach i zdarzeniach. W końcu poczułem, że dobrze byłoby gdzieś osiąść w jednym miejscu, bowiem większa będzie wówczas wygoda życia w samotności dla zgłębiania Filokalii. Chociaż czytałem ją po trochu, zatrzymawszy się na nocleg czy podczas dziennego odpoczynku, jednakże miałem silne pragnienie, żeby wytrwale zagłębiać się w nie i z wiarą czerpać z niego prawdziwą naukę dla zbawienia duszy, poprzez modlitwę serca. Ale jak tego dokonać, jak zaspokoić to moje pragnienie, skoro nigdzie nie mogłem nająć się do żadnej roboty, do której nie byłem zdolny z powodu całkowitego bezwładu lewej ręki, który mam jeszcze od dzieciństwa. Dlatego, nie mając możliwości, by znaleźć sobie stałe schronienie, poszedłem w syberyjską krainę, do arcybiskupa Innocentego Irkuckiego, z tą myślą, że po syberyjskich lasach i stepach będzie mi się szło w większym milczeniu, a więc łatwiej będzie oddać się modlitwie i czytaniu. I tak szedłem sobie i nieustannie odmawiałem ustną modlitwę. W końcu, po niezbyt długim czasie poczułem, że modlitwa sama z siebie zaczęła jakoś tak przenikać do serca, to znaczy serce, w swoim naturalnym rytmie, zaczęło jakby wymawiać wewnątrz siebie słowa modlitwy przy każdym jednym uderzeniu, na przykład: 1) Panie, 2) Jezu, 3) Chryste i tak dalej. Przestałem ustami wymawiać słowa tej modlitwy, a zacząłem z gorliwością wsłuchiwać się w to, co mówi serce, tak jak wyjaśniał mi to zmarły starzec i poczułem, jakie to przyjemne. Potem zacząłem odczuwać lekki ból w sercu, a w myślach tak wielką miłość do Jezusa Chrystusa, iż wydawało się, że gdybym Go ujrzał, to rzuciłbym się Mu do Jego nóg i nie wypuściłbym ich ze swych rąk, całując je słodko do łez, i dziękowałbym, że daje On czerpać taką radość ze swego imienia, ze swej łaski i miłości, swojemu niegodnemu i grzesznemu stworzeniu.

Następnie zaczęło się pojawiać w sercu jakieś zbawienne ciepło i rozchodziło się ono po całej piersi. Zwróciło mnie to do szczególnie gorliwego czytania Filokalii, aby z jednej strony porównać moje odczucia, a z drugiej kontynuować dalsze ćwiczenia wewnętrznej modlitwy serca; bowiem bez sprawdzenia tego bałem się, żeby nie ulec zwodniczemu urokowi, lub też nie uznać naturalnych skutków za błogosławieństwo i nie pysznić się szybkim pozyskaniem modlitwy, jak to słyszałem od zmarłego starca. Dlatego szedłem już raczej nocami, bo dzień spędziłem przede wszystkim na czytaniu Filokalii, siedząc w lesie pod drzewami. Ach! Ileż nowego, ileż mądrości i dotąd nieznanych rzeczy odkryło przede mną to czytanie! Trudniąc się nim, posmakowałem takiej słodyczy, jakiej do tej pory nie byłem sobie w stanie nawet wyobrazić. Wprawdzie niektóre miejsca były niezrozumiałe, gdy czytając próbowałem ogarnąć je moim ograniczonym umysłem, ale następstwa, wypływające z modlitwy serca, rozjaśniały mi to, co było dla mnie niepojęte. Oprócz tego niekiedy widywałem we śnie mojego zmarłego starca, który wyjaśniał mi wiele spraw i coraz bardziej skłaniał moją głupowatą duszę do pokory. Przez blisko dwa letnie miesiące byłem przepełniony szczęściem. Wędrowałem raczej po lasach i polnych drogach. Jeśli znajdę się we wsi, poproszę dla siebie o worek sucharów, garść soli i napełnienie bukłaka  wodą i znów idę ze sto wiorst.

Czy to za grzechy bezbożnej mej duszy, czy z potrzeby duchownego życia, czy dla lepszego pouczeniu i doświadczenia, z końcem lata zaczęły pojawiać się próby. A właściwie zdarzyło się to: wkroczyłem na główną drogę, o zmroku dopadło mnie jakiś dwóch ludzi, z gęb podobnych do żołnierzy. Domagali się ode mnie pieniędzy. Kiedy odezwałem się, że nie mam ani kopiejki, nie uwierzyli mi i głośno wrzeszczeli: „Łżesz! Włóczędzy zbierają sporo pieniędzy!”. Jeden z nich powiedziawszy: „Co z nim będziemy gadać” uderzył mnie dębowym kijem w głowę z taką siłą, że upadłem nieprzytomny. Nie wiem jak długo leżałem bez czucia, ale ocknąwszy się zdałem sobie sprawę, że leżę w lesie, blisko drogi, cały poszarpany i nie mam przy sobie mojej torby, tylko same poprzecinane sznurki, na których była przywiązana. Chwała Bogu, że nie zabrali paszportu, który schowałem w starej czapce, na wypadek gdybym musiał go szybko okazać, w razie potrzeby. Podniósłszy się, gorzko zapłakałem, nie tyle z bólu głowy, ile przez to, że ukradli moje książki – Biblię i Filokalię, które były w zrabowanej torbie. Ani za dnia, ani w nocy nie przestawałem się smucić i płakać. Gdzież teraz jest moja Biblia, którą od najmłodszych lat czytałem i zawsze miałem przy sobie? Gdzież moja Filokalia, z której czerpałem naukę i radość? O ja nieszczęsny! Utraciłem pierwszy i ostatni skarb mojego życia, jeszcze nie nasyciwszy się nim. Lepiej by było, gdyby mnie zabili, aniżeli mam żyć teraz bez tego duchowego pokarmu! Już ich nie odzyskam!”.

Przez dwa dni ledwie powłóczyłem nogami, zaniemógłszy ze zgryzoty, a na trzeci dzień, całkiem opadłszy z sił, ległem pod krzakiem i zasnąłem. I oto widzę we śnie, zdaje mi się, że jestem w pustelni, w celi mojego starca, płaczę nad swoją biedną dolą. Starzec, aby mnie pocieszyć, zaczął mówić: „To dla ciebie lekcja, żebyś nie przywiązywał się do ziemskich rzeczy, by łatwiej ci było podążać ku niebu. To dopust Boży, abyś nie popadł w duchową rozkosz. Bóg chce, aby chrześcijanin zupełnie wyrzekł się swojej woli, chęci i wszelkiego do niej zamiłowania i całkowicie poddał się Jego Boskiej woli. To On, Który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni (1 Tm 2,4), zarządza wszelkie zdarzenia dla pożytku i zbawieniu człowieka. Dlatego nabierz otuchy i wierz, że dopuszczając pokusę równocześnie wskaże wyjście z niej (1 Kor 10,13). I ty wkrótce ucieszysz się daleko bardziej, niż teraz się smucisz”. Przy tych słowach przebudziłem się, poczułem powrót sił i podniesienie na duszy, jakby jakieś rozjaśnienie i uspokojenie. „Niech dzieje się wola Boża” – powiedziałem, przeżegnałem się, wstałem i poszedłem. Znów modlitwa zaczęła działać w sercu jak wcześniej i ze trzy dni wędrowałem w spokoju.


Fragment książki Opowieści pielgrzyma. Skorzystaj z zestawienia publikacji na temat modlitwy Jezusowej.


W każdej dziedzinie są takie książki, które po prostu trzeba znać. W dziedzinie duchowości należą do nich z pewnością Opowieści pielgrzyma. To anonimowe, klasyczne dzieło zakorzenione w prawosławiu ukazuje nam inne oblicze pobożności i modlitwy niż to, z którym być może spotykamy się na co dzień. Jest ono znakomitą odpowiedzią na pragnienie ciągłego przebywania w Bożej obecności. Pokazuje jak poprzez nieustanną modlitwę Jezusową zmieniać swoje wnętrze aby każdego dnia stawać się jeszcze bardziej „człowiekiem z Ducha”.

(Visited 78 times, 14 visits today)


Jeśli zainteresował Cię nasz materiał, mamy dla Ciebie propozycję! Możesz otrzymywać raz w tygodniu, w sobotę o 19:00, e-mail z najnowszymi artykułami z portalu cspb.pl. Wystarczy, że zapiszesz się do naszych powiadomień poniżej...

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.

Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!

Zamknij