Umieszczony przez 10:53 Selfie z Regułą. Ludzie

S. Rajmunda

Z ambicjami i kompleksami jest tak, że nie dają spokoju. Wciąż im mało zdobyczy. I tak też było w przypadku naszej bohaterki.

Flegmatyczce łatwiej być systematyczną i konsekwentną. Może nawet łatwiej jej w klasztorze. Niezachwiana emocjami może być skuteczna i wytrwała. Realizować swe plany i osiągać kolejne, zamierzone etapy. Wszystko jest tu świadomie i z dużym wyprzedzeniem – ale i z wielką szczegółowością – zaprogramowane i realizowane. Budzi to podziw, a u niektórych nawet… przestrach. S. Rajmunda ma w sobie coś z czołgu. Posuwa się naprzód mimo wszystko. Niektórzy mówią, że jest nieprzemakalna – niezależnie od okoliczności, od tego co kto mówi, swoje wie – i swoje robi. Owszem z uśmiechem – ale, jak to ktoś kiedyś zauważył, może to być uśmiech politowania…

Niewątpliwie można na niej polegać, jest odpowiedzialna. To sprawiło, że dość wcześnie powierzono jej odpowiedzialne i wyeksponowane obowiązki. Innymi słowy – dość szybko awansowała. A że i sama też potrafi wykorzystać nadarzające się okazje (jej mistrzyni mawiała, że to jest też miara powołania: dar wykorzystania swej szansy) udaje się jej dopilnować tego, co może uzyskać (np. gdy chodzi o rozmaite kursy, szkolenia). W ten sposób nieustannie jakby toczyła do przodu swoją „karierę”.

Wszystko byłoby super, gdyby nie jeden szczegół. Właściwy tego typu charakterom brak wyczucia sytuacji czy zdolności do kontaktu z innymi ludźmi. Głównym punktem orientacji dla naszej bohaterki są stojące przed nią zadania, które zadziwiająco ściśle splatają się tak z jej planami, jak i ambicjami.  Ponieważ świetnie wkomponowują się w potrzeby zakonu, a s. Rajmunda jest sprawna, nikt jej nigdy nie przeszkadzał – wręcz przeciwnie, zawsze była akceptowana. Zawsze była gotowa stanąć na najcięższym odcinku i wychodziła z tego obronną ręką. Niektórzy, nie bez złośliwości komentowali, że tego typu postawa to tak naprawdę wynik wielkich… kompleksów! Faktem jest, że S. Rajmunda zawsze chciała być kimś wielkim, coś wielkiego zdziałać. W szkole napisała trzy tomową powieść. Niestety, nikt jej z tego powodu niczego nie zaproponował. Dzielnie więc zacisnęła zęby, i postanowiła… inwestować w swą wielkość gdzie indziej. I tak, z czasem coraz bardziej awansując i będąc docenianą miała coraz więcej powodów by odczuwać smak wielkości. W młodym wieku obroniła doktorat. Dość wcześnie została przełożoną w ważnej placówce Zgromadzenia. Czegóż jej brakowało?

Z ambicjami i kompleksami jest tak, że nie dają spokoju. Wciąż im mało zdobyczy. I tak też było w przypadku naszej bohaterki. Nie rozumiała, że inni mogą osiągnąć jakąś pozycję w inny sposób, niż to sobie ona wyobrażała. Może chodziło o to, że po prostu byli zdolniejsi i nie potrzebowali tyle pracować?

Bo s. Rajmunda – teoretycznie nad wyraz skromna – była jednak dumna ze swych osiągnięć i sprawności. W sumie miała we wspólnocie pozycję niezależną. Była w pewnych środowiskach niekwestionowanym autorytetem. Przełożone się zmieniały. Ona też pewnego dnia skończyła przełożeństwo, ale jej pozycja pozostała. Odcinała od tego skwapliwie kupony, jednocześnie uważnie pilnując, aby nie wyrosła jej konkurencja. W klasztornej przestrzeni nie zawsze jest miejsce dla dwóch specjalistów w tej samej dziedzinie. Oczywiście jej postępowanie zawsze było w najwyższej zgodzie z zasadami klasztornymi.

Jej wpływy rosły. Nie obawiała się jasno wyrażać swego zdaniach o siostrach, które jej nie odpowiadały. A że jej głos się liczył, pośrednio sprawiła, że ze zgromadzenia odeszło kilka sióstr. Czy słusznie? Nikt tego nigdy się już nie dowie.

Sytuacja się zmieniła, jak nieoczekiwanie na przełożoną generalną wybrano siostrę, którą s. Rajmunda od zawsze próbowała zdyskredytować, choćby za to, że była od niej zupełnie inna, lecz nigdy jej się nie udało jej „zatopić”. Trudno się dziwić, że nowa przełożona nie działała jak nasza bohaterka. Napięcie więc rosło. Nowa przełożona generalna robiła jednak swoje i choć dobrze czuła o co chodzi, zachowywała się, jakby wszystko było w porządku. S. Rajmunda próbowała ją „kąsać”, publicznie krytykować i dyskredytować. Z czasem okazało się jednak, że została sama. Jej dotychczasowe sojuszniczki weszły w nowe koalicje, lepiej rokujące przy nowym układzie sił. Ona coraz bardziej pozostawała na marginesie.

Cóż jej pozostało? Ostatecznie realizacja własnych ambicji i kariery w praktyce… poza Wspólnotą. Owszem, mieszka w klasztorze ale, jak to określa, ostatecznie, jak sama to określała, „wywalczyła” „spokój” ze strony Współsióstr i, co najważniejsze, zgodę ze strony Przełożonej Generalnej na taki „układ”. Nikt sobie nie przeszkadza.

W sumie niby nic się nie zmieniło, ale jednak coś zostało… przełamane. Coś zostało ujawnione.

Nawet, jeśli nasza s. Rajmunda ma dość szczegółowe plany na wiele nadchodzących i, jak się wydaje, właściwe do ich realizacji zdrowie (bo o nie bardzo dba: siłownia, basen a nawet ostatnio jogging).  Jest jednak zbyt wygodna, by opuściła Klasztor. Bo gdzie będzie jej lepiej? W obecnym ustawieniu nikt jej nie ruszy. Ma w końcu coraz mocniejszą pozycję w środowisku.

Ciekawe, że z biegiem lat staje się mniej krytyczna, bardziej wyrozumiała. Powiedziała komuś nawet, że ma w życiu to, co chciała. Ale nie było w tym stwierdzeniu radości. Raczej jakaś rozterka a nawet nuta rozczarowania.

Pewnego dnia uderzyło ją zdanie, że trzeba mieć nadzieję w tym, że Pan Bóg znajdzie jakąś drogę do serca tych, którzy mają wrodzone kłopoty z komunikacją i relacjami, i może właśnie dlatego nie są w stanie do końca i prawdziwie pokochać ludzi, a tym bardziej Pana Boga. Zdanie to wróciło do niej niespodziewanie w chwili, gdy w refektarzu kończono czytać rozdział Reguły o narzędziach dobrych uczynków słowami by „nigdy nie tracić ufności w miłosierdzie Boże” (RB 4,74). Nie wiedzieć czemu, od tego momentu nasza bohaterka zaczęła patrzeć na wszystko inaczej. Lżej, ufniej. Współsiostry z niedowierzaniem szeptały: „coś się w niej przełamało”.

Może niektórym potrzeba wielu lat, pewnej liczby sukcesów i jednej niespełnionej ambicji, by ostatecznie pozwolić się jednak dotknąć łasce…


Bernard Sawicki OSB – absolwent Akademii Muzycznej im. F. Chopina w Warszawie (teoria muzyki, fortepian). Od 1994 r. profes opactwa tynieckiego, gdzie w r. 2000 przyjął święcenia kapłańskie, a w latach 2005-2013 był opatem. Studiował teologię w Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie oraz w Ateneum św. Anzelma w Rzymie, gdzie obecnie wykłada. Autor felietonów Selfie z Regułą. Benedyktyńskie motywy codzienności oraz innych publikacji.

(Visited 127 times, 1 visits today)


Za pomocą newslettera chcemy się kontaktować, aby przesyłać teksty, nowości wydawnicze i ogłoszenia, które dotyczą naszego podwórka. Planujemy codzienną wysyłkę takiego newslettera.

Czytający i słuchający naszych materiałów, zarówno dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, jak i na kanale YouTube lub innych platformach podcastowych, mogą zastanawiać się w jaki sposób można nas wesprzeć… Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij